Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie ma i nie będzie. Rozmowa z Magdaleną Okraską [PODCAST]

Nie ma i nie będzie. Rozmowa z Magdaleną Okraską [PODCAST] Sosnowiec, ul. Robotnicza [za:] Grzegorz - flickr.com

„Tematem miast upadłych zajmuję się od dawna. Jestem dziewczyną wychowaną w małym, niespełna 30 tysięcznym mieście w województwie kujawsko-pomorskim. Teraz również mieszkam w małym mieście. Bycie w dużym miastach to w moim życiu tylko krótkie epizody. Małe miasto to jest po prostu codzienność, w której dorastałam i w której poruszam się jako dorosła osoba: blokowisko, targowisko, ulice, na których mało się zmienia i niewiele się dzieje, ciągle to samo sąsiedztwo. Poza tym interesuje mnie przemysł, a dokładnie pozostałości po wielkim przemyśle peerelowskim, historie ludzi, którzy tam pracowali, cała infrastruktura ukulturalniająca i edukacyjna oraz mieszkaniowa, która towarzyszyła tym zakładom” – mówi Magdalena Okraska o swojej książce „Nie ma i nie będzie” w rozmowie z Karolem Wałachowskim w podcaście „Międzymiastowo”.

„Nie musieliśmy czekać 30 lat, żeby temat miast upadłych opisać, ale mimo to czekaliśmy i wciąż czekamy. To pokazuje, że niektórzy ludzie nadal nie widzą problemu, zwłaszcza ci, którym się powiodło i dlatego nie mają poczucia, że to ważna kwestią, a cały problem jest częściowo przedawniony. To nie jest trafiony argument. Bo jeśli historia sprzed 30 lat jest przedawniona, choć jej skutki obserwujemy gołym okiem do dziś, to po co pisać książki o II wojnie światowej lub o Holocauście? Mnie nie chodzi o samo powstawanie kolejnych książek. Chodzi mi przede wszystkim o to, żeby w mediach rozbrzmiała szersza dyskusja na temat konsekwencji transformacji ustrojowej i tzw. kosztu społecznego. Chcę rozmowy o ludziach, którzy wyjechali za granicę, bo zmusiła ich do tego wysoka stopa bezrobocia w Polsce, albo byli zmuszeni pozostać w gorszych warunkach zawodowych niż wcześniej, przed likwidacją swojego zakładu” – mówi Okraska.

„Chodzi mi nie tylko o to, aby ci ludzie mieli głos, ale także o to, żeby ta narracja sukcesu, która była nam suflowana przynajmniej przez ponad 20 lat, zaczęła wygasać, bo ona już nie ma prawa bytu. Wielu mieszkańców mniejszych miast czuje, że coś poszło nie tak, że pewne rzeczy mogły się potoczyć inaczej, ale się nie potoczyły. I mówienie, że ktoś odniósł sukces, a tamci ponieśli porażkę, tak jakby pozostanie w małej miejscowości było porażką, jest obraźliwe. Dlatego warto ten temat ciągle rozgrzebywać. Mam wrażenie, że on jest w ogóle nieopracowany. Niektórzy odpowiadają, że przecież już o tym pisano. Ale co z tego? Co z tym zrobiono? Dlatego należy o tym mówić wciąż i wciąż. Są nowe miasta do opisania, są ludzie, którzy potrzebują, żeby udzielono im głosu. Mówiąc brutalnie, dziś jest ostatni moment na to, żeby zebrać historie starszych pracowników, którzy pracowali w dużych zakładach, takich jak huty lub kopalnie węgla kamiennego, w czasach, w których zakłady te najlepiej prosperowały. To ostatni dzwonek, żeby ten świat spisać” – uważa Okraska.

„Myślę, że wszyscy, od decydentów na szczeblu krajowym i lokalnym po ludzi, którym się powiodło bądź nie, przyjęliśmy narrację „parcia do przodu” – tamte czasy zostawiliśmy za sobą. Uwierzyliśmy, przekonani tą samą narracją, że wszystko, co państwowe, jest molochem, jest nierentowne, urzędnicy tylko piją kawkę i nic nie robią, a wszystko, co prywatne jest dobre. Dopiero w ciągu ostatnich 10 lat zaczęliśmy dostrzegać, że to, co prywatne, jest płatne i jednocześnie zawsze jest nastawione na jakiegoś typu indywidualne strategie przetrwania i radzenia sobie. Tymczasem my wiemy, że nie może być w 100% prywatnego leczenia, wiemy, że nie może być prywatnego pogotowia czy prywatnej straży pożarnej. Ale jakimś cudem wiele osób wzdraga się przed tym, żeby jakaś huta, telekomunikacja czy kolej były w zupełnością własnością państwa lub zostały znacjonalizowane. Co jest złego, na przykład, w państwowej sieci sklepów? A mimo to takie pomysły są wyśmiewane, bo przez 30 lat suflowania narracji wychwalającej wszystko, co prywatne, odwróciliśmy się od takiego myślenia” – komentuje Okraska.

Działanie sfinansowane ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.