Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Brońmy konserwatywnego modelu męskości. Macho, incel, despota to marne karykatury

Brońmy konserwatywnego modelu męskości. Macho, incel, despota to marne karykatury A Man Trying to embrace a Woman (Carel de Moor)

Siła, asertywność, rola żywiciela rodziny i większe libido – to najczęściej pojawiające się wyróżniki męskości. Tymczasem centralną cechą dla konserwatywnie rozumianej męskości jest zużywanie siebie i stwarzanie świata. Bez poświęcenia sprawie nie ma mężczyzny, są tylko karykatury: macho, incela, despoty. Można, a nawet należy, bronić konserwatywnego modelu męskości, lecz najpierw trzeba dobrze ten ideał zrozumieć.

Esej pochodzi z najnowszego numeru czasopisma idei „Pressje” pt. „Katolickie gender”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania i darmowej lektury!

Męskość x 4

Według Geerta Hofsteda, socjologa społecznego, do standardów „mocnej męskości” należą następujące cechy: siła, asertywność i rola żywiciela (walka o zasoby). Męskość bywa także łączona z wyższym libido. Czy to cechy, które koniecznie muszą być reprezentowane przez każdego mężczyznę? Czy może są jedynie przygodne? Lub jeszcze inaczej: w obliczu zmian, które obserwujemy, może powinniśmy w ogóle zrezygnować z ich postulowania? Przyjrzyjmy się po kolei każdej z nich.

1. Siła

Hofstede definiuje siłę jako środek do rozwiązywania sporów na drodze fizycznej konfrontacji. Istotnie, część męskich idoli odnosi się do siły fizycznej – jest to ideał albo archetyp wojownika. To nie tylko postaci mitologiczne lub historyczne, jak na przykład Leonidas czy Zawisza Czarny, to także ikony popkultury, takie jak Rambo, Conan Barbarzyńca i James Bond. Można domniemywać, że postaci te nadal oddziałują, a wzorce przez nie reprezentowane odzwierciedlają pewną prawdę o dzisiejszych społeczeństwach. Dla przykładu, sztuki walki ciągle przyciągają mężczyzn bardziej niż kobiety, agresywni mężczyźni natomiast ciągle uchodzą wśród kobiet za bardziej atrakcyjnych.

Jednakże prócz archetypu wojownika mamy także archetypy uczonego i mnicha. Ten ostatni nie jest zresztą wyłącznie archetypem religijnym, a odnosi się do mężczyzny uduchowionego (Mahatma Gandhi albo pastor Martin Luter King). Sam archetyp wojownika ma złagodzony podtyp rycerza, czyli wojownika szlachetnego, który swoją siłę, życie i pracę nad sobą poświęca obronie wyższych wartości. Istnieją również żeńskie odpowiedni. Przykłady z kultury potwierdzające archetyp wojowniczki można mnożyć: amazonki, Jagienka, Joanna D’Arc czy Emilia Plater, w popkulturze to Xena, Wonder Woman lub żeńskie figury z japońskiej fikcji seikai.

Statystycznie przeciętny mężczyzna (miara: średnia czy mediana) wykazuje się większą siłą fizyczną niż statystycznie przeciętna kobieta. Jednakże można znaleźć przypadki kobiet, które są silniejsze od pojedynczych albo nawet przeciętnych mężczyzn. Siła fizyczna to zatem stereotyp uzasadniony tylko w ogólnej tendencji (statystycznie), ale niestosowalny do wszystkich przypadków mężczyzn. Siła jest więc dla męskości przygodna.

2. Asertywność

Kolejną wymienioną przez Hofsteda męską cechą jest asertywność. Ta zaś rozumiana jako przeciwieństwo ugodowości negatywnie koreluje z zarobkami czy szansą na awans zawodowy. Umiejętność odmawiania (potocznie – mówienia „nie”) wydaje się cechą, która nie budzi kontrowersji w swojej ocenie moralnej. Jest wartościowa na polu osobistym, to swego rodzaju umiejętność, która pozwala przeforsować swoją wolę.

Asertywność jest wyrazem niskiej preferencji czasowej, czyli zdolności do przedkładania dobra w przyszłości nad dobro dzisiejsze, na przykład asertywny student odmawia chodzenia na imprezy, ponieważ chce się więcej uczyć, dzięki czemu zdobędzie lepsze wykształcenie, a później zarobki.

Asertywność jest także kluczowa na polu duchowo-religijnym. Katolik musi być asertywny nie tylko wobec swoich pokus, presji społecznej na współżycie seksualne przed ślubem, ale nawet wobec swojego partnera, jeśli ten zbytnio naciskałby w sferze seksualnej. Nawet małżeństwo obowiązuje specyficzna, katolicka etyka seksualna, na przykład zakaz antykoncepcji.

Jest to ciekawy punkt, ponieważ mężczyźni mają tendencję do wzajemnego oceniania siebie pod kątem tego, czy któryś z nich współżyje seksualnie, co jest przeciwne etyce seksualnej. Podczas gdy słowo „dziewica” jest raczej ciągle nacechowane pozytywnie (w przeciwieństwie do „cnotki”), słowo „prawiczek” (albo male virgin) jest słowem nacechowanym negatywnie.

Macho, donżuan, amant czy właściciel „haremu fanek” ciągle cieszą się w popkulturze popularnością. Prawiczek z kolei jest synonimem ofiary losu i fajtłapy, którego nie chce żadna kobieta. Potwierdzają to badania. Dlaczego w tej kwestii kultura zdaje się nie wymagać od mężczyzn asertywności?

Kobiety są statystycznie bardziej ugodowe niż mężczyźni, co według badaczy, takich jak Jordan Peterson, jest jednym ze źródeł różnic pomiędzy dochodami kobiet i mężczyzn na wysokich stanowiskach. Mniej ugodowa osoba bardziej stawia na swoim, dlatego na przykład częściej potrafi wynegocjować podwyżkę. Należy jednak rozstrzygnąć, czy kobiety nie są bardziej ugodowe z powodu swojej historyczno-społecznej roli matki i gospodyni domowej.

Ugodowość wiąże się raczej ze stawianiem potrzeb innych (tutaj: dzieci) nad swoje własne. Teoretycznie zatem, jeśli zmienią się kulturowo-społeczne oczekiwania kobiet, a kobiety wytrenują w sobie wyższy poziom asertywności, to różnica ta może zniknąć. Historia znowu daje nam całkiem sporo przykładów niezbyt ugodowych kobiet. Można by wymienić w tym miejscu Krwawą Mary, carycę Katarzynę czy Margaret Thatcher.

Także w popkulturze typ despotki zdaje się zaskakująco popularny (postacie z gier, jak na przykład Sarah Kerrigan czy Deidranna, żeńskie postacie z Gry o tron itp.), choć należałoby zadać pytanie, czy także wśród kobiet. Jaka potrzeba może kryć się za większą ich ugodowością? Być może jest to chęć uniknięcia konfliktu i posiadania poczucia bezpieczeństwa, które to z kolei znowu jest bardziej cenione przez kobiety niż przez mężczyzn.

Niewątpliwie jednak asertywność nie jest przydatna lub popularna tylko wśród mężczyzn. Bardziej asertywna i świadoma kobieta lepiej reagowałaby na niechciane przez nią zaczepki na tle seksualnym, tudzież łatwiej uniknęłaby molestowania. Trzeba jednak podkreślić, że o ile asertywność cieszy się ogólną estymą, to na polu duchowo-religijnym może być odebrana jako pruderia. Umiejętność odmawiania nie musi odnosić się przecież wyłącznie do innych osób, ale także do własnych pożądliwości i rzeczy. W końcowym efekcie chodzi właśnie o odmówienie sobie lub komuś natychmiastowego spełnienia pewnej potrzeby.

3. Żywiciel rodziny

Dochodzimy do ostatniej cechy, która zdaniem Geerta Hofsteda wyróżnia „mocną męskość”. Chodzi o funkcję żywiciela rodziny. Tendencja jest taka: kobiety preferują mężczyzn z wyższymi zarobkami. Jednakże skłonność ta jest mniejsza w społeczeństwach, gdzie różnica między zarobkami mężczyzn i kobiet jest mniejsza.

W społeczności, w której istniałaby silna presja na macierzyństwo i wysoką dzietność, kobiety musiałyby częściej przerywać pracę zawodową. To z kolei wiązałoby się z mniejszymi szansami na samorozwój i awans zawodowy oraz straconymi latami potencjalnego doświadczenia zawodowego.

Według różnych doradców zawodowych losy kariery decydują się między 30. a 40. rokiem życia. Zauważmy tutaj koincydencję z okresem, który zdaje się najlepszy na bycie matką – około 24. lub 25. roku życia kończy się studia i w pełni wchodzi na rynek zawodowy. Z kolei z czwartą dekadą życia kończy się u kobiet okres płodności.

Balans pomiędzy macierzyństwem a pracą zawodową to dylemat, z którym nie zmagają się mężczyźni i dlatego – mimo najszczerszych chęci – według feministek ciągle nie został on zadowalająco rozwiązany. Z tego też powodu w zwykłych związkach monogamicznych mężczyzna ciągle, co do zasady, ma większe możliwości, żeby zachowywać rolę głównego żywiciela rodziny. Nie dlatego, że kobieta nie może jej pełnić, tylko dlatego że mężczyzna w związku posiadającym dzieci ciągle musi być w stanie gotowości do podjęcia roli głównego żywiciela rodziny.

Istnieją dwa skrajne warianty, które rozwiązują ten problem. Pierwszy, tradycyjny to kobieta w domu. Nie wymaga on nakładów od państwa, jest także wariantem historycznie sprawdzonym i bezpiecznym dla dziecka. Drugi, progresywny to podzielenie urlopu macierzyńskiego pół na pół na macierzyński i ojcowski oraz wystarczająca liczba bezpłatnych żłobków i przedszkoli, która umożliwiłaby matkom szybki powrót do życia zawodowego. Wymaga to nie tylko wysokich nakładów państwa, ale i stawia pytanie o to, czy wczesne oddzielanie matek od dzieci jest dla tych drugich zdrowe. Istnieją również warianty pośrednie, jeden z nich obowiązuje dziś w Polsce.

Na pierwszy rzut oka niemowlęta przywiązują się bardziej do matek niż do ojców. Jest to spowodowane oczywiście tym, że kobiety częściej zajmują się dziećmi, na przykład z uwagi na karmienie piersią, co uwalnia hormony szczęścia (oksytocynę u kobiety i endorfiny u dzieci). Rzecz w tym, że dziecko rozwija swoje przywiązanie dopiero w odpowiednim stadium rozwoju (mając około 2-4 miesiące), zatem nie ma teoretycznie przeciwwskazań, by to właśnie mężczyzna karmił dziecko butelką z pokarmem przygotowanym z mleka modyfikowanego i przejął pałeczkę rodzica, do którego „przywiązuje” się dziecko.

Jednakże dla wczesnego zdrowia noworodka i długoterminowego matki karmienie piersią jest korzystniejsze od karmienia mlekiem zmodyfikowanym (formułą). Nie ma jednak dowodów, że dla zdrowia dziecka karmienie piersią jest lepsze od mleka modyfikowanego w późniejszych fazach jego życia. Teoretycznie zatem można wziąć na siebie pewne wczesne ryzyka zdrowotne, aby rozłożyć obowiązki żywiciela/żywicielki rodziny i opiekunki/opiekuna dzieci w domu po równo.

Zatem rola mężczyzny jako głównego żywiciela także jest niejednoznaczna i sporna. Można się również zastanawiać, czy stereotypowo rozumiana konserwatywna męskość akurat w tym aspekcie rzeczywiście jest konserwatywna. Jeśli mężczyzna ma przede wszystkim zarabiać pieniądze, a wychowanie zostawić przede wszystkim matce, to jego relacja z dziećmi siłą rzeczy musi być słabsza. Wydaje się jednak, że dla konserwatysty odpowiednio ukształtowana relacja ojca z synem lub córką powinna być kluczowa, a na pewno nie może być ograniczana do comiesięcznych przelewów i wiecznej nieobecności w domu.

4. Libido

Pozostaje kwestia libido seksualnego, które to zwykle pojawia się w dyskusjach na temat męskości. Jest to ciekawa kwestia, bo kultury patriarchalne częstokroć bardzo wysoko cenią męski celibat. Królowie i sułtani zbierali haremy, a dzisiejsze gwiazdy popkultury wianuszki chętnych do współżycia fanek. Tymczasem jednak część tradycyjnych systemów wartości zdaje się cenić tych mężczyzn, którzy są ponad sprawami seksualnymi i którzy odznaczają się wystarczającą siłą woli (asertywnością?) wobec swojej najpotężniejszej (może obok agresji) pożądliwości.

Paradoks wartościowania celibatu nie jest tematem szeroko i powszechnie analizowanym przez gender studies. Patrząc na ogół społeczeństwa, można stwierdzić, że najczęściej celibat rozumiany jest jako forma kontroli kobiet (ponieważ czyni je teoretycznie niepotrzebnymi dla mężczyzn) albo katalizatora męskiej agresji, gdzie energia seksualna jest przekierowana na fizyczną.

Pierwsze wyjaśnienie jest niezadowalające, ponieważ społeczeństwo nie może przetrwać bez biologicznych mężczyzn i kobiet, a co za tym idzie, powszechny celibat oznaczałby zagładę obu płci, w tym mężczyzn. Z kolei drugie wyjaśnienie zakłada istnienie energii, której to koncept wymagałby dokładniejszego wyjaśnienia.

Można hipotetycznie rozważyć, jak wyglądałoby społeczeństwo, w którym celibat utrzymywany do ślubu byłby społeczną normą. Młodzi mężczyźni, którzy zamiast tracić czas na uganianie się za dziewczynami, mogliby zainwestować go w rozwój i budowanie swojej przyszłej pozycji na rynku matrymonialnym. Można byłoby też uwierzyć w zagrożenie incelskim fantazmatem i stwierdzić, że młodzi mężczyźni, którzy byliby tak mocno zdenerwowani brakiem ujścia swoich żądz, staliby się bardziej agresywni i podatni na konflikty.

Jakie by nie było wyjaśnienie, tak samo jak siła, asertywność, rola żywiciela, tak i (hiper)seksualność są tylko przypadłościami męskiej natury. Żadna z tych cech, które najczęściej pojawiają się w debacie na temat męskości, zadowalająco nie wyjaśnia istoty bycia mężczyzną. W dodatku każda z tych cech w swoim ekstremum uczyniłaby z mężczyzny karykaturę.

Gdzie zatem tkwi istota męskości? W genetycznej kombinacji chromosomów X i Y? Czy odwołanie się do natury biologicznej może nam pomóc zdefiniować istotę duchową mężczyzny? Wszak, jak pisał św. Tomasz z Akwinu, „łaska nie niszczy natury, ale buduje na niej” (Summa contra gentiles, IV, c.7, n.3.). Istota mężczyzny nie może być sprzeczna z naturą, co nie oznacza, że musi ona być jedynie echem samczej biologii. A może prawda jest dużo bardziej prozaiczna i istoty męskości po prostu nie ma, a płeć, jak chcą tego badacze gender studies, jest performatywna?

Czerwcówka to czterodniowe spotkanie członków i sympatyków stowarzyszenia, pełne spotkań i dyskusji, ale także wspólnego odpoczynku i integracji na łonie natury.
Już dziś zarezerwuj sobie czas od 16 do 19 czerwca i spędź go razem z nami! 

 

Stwarzanie świata

Z pomocą przychodzi nam studium nad makakami. Z badań wynika, że młode samice wykazują większą preferencję kontaktu wzrokowego i interakcji społecznych, podczas gdy samce bardziej zainteresowane są otoczeniem. Studium jest zgodne z dotychczasowymi badaniami nad ludzkimi noworodkami, jednak to nie sama zgodność, lecz wytłumaczenie tej różnicy, może być dla niektórych zaskakujące.

Otóż męskie noworodki szybciej rozpoznają twarze niż żeńskie. Dzięki temu potrzebują mniejszej ilości czasu, aby zainteresować się przedmiotami leżącymi w ich otoczeniu. Dzięki szybciej pojawiającej się chęci eksploracji otoczenia zyskują zaś lepszą koordynację wizualną, co z kolei później skutkuje na przykład statystycznie lepszymi zdolnościami abstrakcyjnego myślenia. Jednocześnie żeńskie noworodki lepiej słyszą, widzą i czują od męskich, co sprawia, że bardzo szybko zamiast na świat zaczynają orientować się na relacje z matką i innymi osobami. Wszystkie te biologiczne tendencje są zaś umacnianie poprzez wychowanie, a w późniejszym czasie przez kontakty z rówieśnikami i system szkolny.

Można więc zaproponować tezę, że w początkowym okresie swojego istnienia noworodki kompensują to, czego najbardziej im w danym momencie brakuje – mężczyznom orientacji w otoczeniu, kobietom rozpoznania twarzy i relacji. Dlatego też mężczyźni w późniejszym czasie, co do zasady i również dzięki odpowiedniej socjalizacji, stają się ekspertami w relacjach ze światem, a kobiety ekspertkami w relacjach z innymi ludźmi. Jednak opieranie kluczowych różnic między kobietami a mężczyznami na podstawie analogii z makakami i zgodnym z nią badaniem dotyczącym ludzkich noworodków jest ryzykowne. Niemniej wnioski te wydają się bardzo przekonujące również z innych powodów.

Nietrudno zauważyć, że rozstrzygnięcia z zakresu neurobiologii wpisują się w role, jakie obu płciom przyporządkował według Księgi Rodzaju Bóg po popełnieniu przez człowieka grzechu pierworodnego – mężczyzna w znoju i pocie będzie pracował, a kobieta swoje pragnienia będzie kierować ku mężczyźnie i innym ludziom (w Genesis Ewa zwraca się do Adama, imię to zaś po hebrajsku znaczy tyle co człowiek).

Zupełnie tak, jakby Pan Bóg stworzył obie płcie dla wzajemnego dopełnienia. Męskość została powołana przede wszystkim do ekstensywnej relacji w stosunku do świata (stwarzać, zapładniać, budować), kobiecość zaś przede wszystkim do relacji intensywnej (być, współodczuwać, opiekować się, czuwać).

Mężczyzna i kobieta, powołani do małżeństwa, powinni odnaleźć i pragnąć tego właśnie dopełnienia, miejsca wyznaczanego im przez genetyczny los (naturę lub Boga) od najwcześniejszych momentów życia. Oczywiście z perspektywy teologii nie można namysłu nad płciami redukować do różnic stricte biologicznych. Jednak z drugiej strony od biologii nie można abstrahować, lecz jak napisałem wyżej za Tomaszem z Akwinu, to właśnie na niej trzeba budować swoje poglądy dotyczące powinności i pożądanych ról społecznych.

Mówiąc o mężczyźnie w tym kontekście, można stwierdzić, że jego duchową, bazującą na naturze rolą jest właśnie zdobywanie otoczenia czy też bardziej metaforycznie – stwarzanie świata. Co ciekawe, jest to w zgodzie na przykład z terytorialnym zachowaniem znacznej części męskich ssaków. Zdobywanie otoczenia i władza nie ograniczają się oczywiście jedynie do czysto materialnego lub terytorialnego aspektu.

Dziś to szczególnie odkrywanie nowych rzeczy, wynalazków, idei, systemów, zdobywanie pozycji materialnej, społecznej, bicie sportowych i innych rekordów, awanse w hierarchii państwowej, kościelnej, wojskowej, pionierskie przedsięwzięcia. Za każdym razem zdobywamy nową wiedzę, osiągnięcia, możliwości, motywację. Jest to też w pełni zgodne z dużą różnicą co do preferencji podejmowania ryzyka między płciami. Być może dlatego mężczyźni zostali obdarzeni większą do tego skłonnością, aby eksplorować nieznane rejony?

Ile razy jako chłopcy doświadczaliśmy próby ze strony ojców podczas nauki pływania czy ze strony rówieśniczej („nie zrobisz tego, nie ma szans”), tej swoistej męskiej inicjacji, próby odwagi i determinacji. Także i cecha asertywności paradoksalnie wiąże się z tymi próbami, ponieważ im człowiek starszy, tym bardziej wie, w jakich obszarach może naciskać na swoje racje, a w jakich powinien dla swojego dobra odpuścić.

To wzajemne rozpoznawanie kompetencji wśród mężczyzn wyjaśnia z kolei skłonność patriarchalnych systemów do tworzenia hierarchii, gdzie każdy awansuje, dopóki starcza mu kombinacji woli i umiejętności, gdzie wola często maskuje brak kompetencji, a wysokie kompetencje swoim obiektywnym charakterem kompensują brak woli.

Zdobywanie terytorium (otoczenia) w znaczeniu abstrakcyjnym, nie tylko materialnym, ale również duchowym i psychologicznym, może być właśnie tą centralną cechą męskości. Męskość „zapładnia” Ziemię, świat, który rodzi potem rezultaty odwagi, kreatywności i asertywności. To duchowe spełnienie, które bazuje na naturalnej chęci, a które niesprzeczne z nią jest dużo bardziej wartościowe dla całego gatunku ludzkiego.

Czy neguję zatem istnienie kobiet, które mogą spełniać tę funkcję? Czy sądzę, że nie istnieją kobiety bijące rekordy sportowe, rządzące państwami i osiągające wybitne osiągnięcia w nauce? Oczywiście, że nie, a zjawiska te same w sobie nie są złe. Trzeba jednak pamiętać, że masowe wycofywanie się mężczyzn z ekstensywnej relacji wobec świata i zajmowanie tego miejsca masowo przez kobiety nie odbywa się bez negatywnych konsekwencji dla społeczeństwa. Istnieje bowiem jasna korelacja między patriarchalną religijnością a dzietnością. Szerzej o tym napisałem w innym tekście.

Dlatego też jestem adwokatem tradycyjnej rodziny. Rodziny z mężczyzną, który jej przewodzi. Po pierwsze, czyni to z niej własne królestwo mężczyzny i jego własną domenę, którą zdobył i w której może zaszczepiać swoje duchowe idee, a także wykazywać się odpowiedzialnością. Dzięki takiej postawie mężczyzna w najpełniejszy sposób może stwarzać poczucie bezpieczeństwa dla swojej żony i dzieci.

Nie chodzi tutaj o bycie absolutnym władcą lub tyranem wobec najbliższych czy nawet uznanie, że kobieta w związku o niczym nie może decydować i, mówiąc kolokwialnie, nie ma nic do gadania. Władza ta musi być rozumiana w kategoriach służby: „Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa!” (Łk 22, 25). Monogamiczna rodzina powinna uczyć mężczyznę asertywności wobec własnych żądz w imię miłości i służby innym.

Nie każdy może stać na czele społecznej hierarchii, ale znaczna większość mężczyzn może przewodzić rodzinie lub spełniać się w roli ojca duchowego, na przykład w kapłaństwie, lub po prostu być dobrym ojcem chrzestnym, nauczycielem, trenerem – w skrócie: ojcowską figurą.

Ojciec rodziny jest jej pierwszym sługą, jako że mężczyzna sam powinien być sługą obiektywnego dobra (w myśli chrześcijańskiej Logosowi, czyli Chrystusowi). Czy los samotnych matek jest godny pozazdroszczenia? Nie. A los ich dzieci jest jeszcze gorszy. Ciągle to małżeństwo dwojga wiernych sobie ludzi jest najlepszym środowiskiem do wychowywania potomstwa. A jeśli mamy kiedykolwiek odzyskać dzietność w duchu wartości katolickich, to nietrudno wyobrazić sobie lepszą drogę.

Potrzeba mężczyzn wiernych swoim rodzinom, wspólnotom i sprawie, którzy będą na tyle silni, że dadzą odpór swoim namiętnościom, pokusom, presji społecznej oraz zachowają chłodną głowę, aby nawigować swoją rodzinę w każdych czasach. A te wydają się coraz bardziej niespokojne.

Mężczyzna potrzebuje sprawy, dla której będzie żył. Inaczej stanie się swoją parodią, jakimś macho, osiłkiem z siłowni, incelem, despotą. Będzie „zapładniaczem”, istniał tylko materialnie i przez to stanie się swoją karykaturą. Będzie takim przynajmniej dla człowieka religijnego, uduchowionego czy po prostu wierzącego w jakąś uniwersalną obiektywność.

Bo jeśli nie wierzysz w żaden wyższy porządek i nie stawiasz społeczności żadnego celu, to nic nie ma znaczenia poza przeżyciem następnej godziny i następnego dnia oraz maksymalizacją przyjemności. W takim sensie mężczyzna faktycznie niewiele będzie się różnił od szukającej tego samego kobiety, a obie płcie mimo coraz bardziej zacieranych różnic między nimi będą coraz mniej rozumiały siebie nawzajem.

Zdaję sobie sprawę, że współczesny świat poszedł w zupełnie inną stronę. Wciąż ulega przemianom, a ideały stoją tam, gdzie stały, pomimo zmieniających się okoliczności. To, że są niepopularne, nie oznacza jeszcze, że są złe.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.