Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Putin zakręcił kurek. Czy unijne embargo na ropę i gaz jest coraz bliżej?

Zamknięcie dostaw gazu do Polski z Rosji to sygnał nie dla Polski, ale Europy. Warszawa od lat przygotowuje się na porzucenie rosyjskich surowców, więc wiadomość o ruchu Kremla została przyjęta nad Wisłą ze spokojem. Putin chciał wystraszyć inne stolice Europy, a dał argument Unii na przyjęcie embargo na rosyjską ropę w szóstym pakiecie sankcji.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!

„Stary niedźwiedź mocno śpi, jak się zbudzi to nas zje…”

Dotychczas Unia Europejska ogłosiła porzucenie dostaw węgla z Rosji. Ładny gest, ale symboliczny. Rosjanie nie boją się nałożenia sankcji na węgiel, bo wartość importu tego surowca wynosi zaledwie 4 mld rocznie. To niewiele, zważywszy na to, że tylko od wybuchu wojny Unia Europejska zapłaciła za pozostałe rosyjskie surowce ponad 42 mld euro – odpowiednio 15,3 mld za ropę i 26,6 mld za gaz. Szef unijnej dyplomacji zapowiada, że sankcje prędzej czy później obejmą pozostałe surowce, ale niektóre państwa członkowskie już nie czekają na ruch Brukseli i albo na własną rękę porzucają rosyjskie paliwa, albo chociaż mają już wyznaczone na to konkretne terminy. Co prawda, istnieje szansa na porzucenie rosyjskiej ropy w szóstym pakiecie sankcji, niemniej wpływów Kremla na rynku gazowym nie uda się zredukować w ciągu kilku miesięcy. Ale Polska ma plan, jak przyspieszyć te działania w Europie.

Putin zakręcił kurek z gazem, co jest prawdopodobnie skutkiem przeciwstawienia się rosyjskiemu ultimatum, aby za surowiec płacić w rublach. Nie mamy jednak większych powodów do obaw. Pełne w 76% magazyny zapewniają Polsce bezpieczeństwo energetyczne na najbliższe miesiące.

Dość powiedzieć, ze od 1 maja rusza interkonektor Polska-Litwa, a od października duński Baltic Pipe. Od stycznia 2023 r. Polska będzie zupełnie niezależna od dostaw rosyjskiego gazu. Więcej o polskiej dywersyfikacji dostaw pisał Michał Wojtyło na łamach Klubu Jagiellońskiego.

Prawda, że Europa jest zależna od rosyjskich dostaw, ale odcięcie ich przez Rosjan to w tym przypadku jest broń obusieczna. Około 60 proc. rosyjskiego eksportu ropy trafia do Europy, a kolejne 20 proc. do Chin. Odcinając gaz do Polski, Putin straszy Europę, że zostanie bez surowców energetycznych. Jednak embargo unijne na ropę tak czy inaczej majaczy już na horyzoncie, więc można sensownie zapytać, kto tu jest naprawdę poszkodowany. Co więcej, wizja odcięcia się od rosyjskich surowców nie kończy się na poziomie projektowanych działań całej Wspólnoty. Niedawno minister Anna Moskwa przyznała, że polski rząd pracuje nad tzw. rosyjskim ETS, czyli projektem sankcjonowania importu rosyjskich surowców w Europie. To na wypadek, gdyby unijne embargo było blokowane przez niektóre państwa członkowskie. Na razie istnieje szansa, że Europa wprowadzi sankcje na ropę już w najbliższym czasie.

Czy Europa pożegna się w rosyjskim gazem i ropą?

Bez pośpiechu i bez harmonogramu. Tak można opisać dotychczasowe działania Unii Europejskiej zmierzające do porzucania rosyjskich surowców. Sankcje nakładane są jednogłośnie, a wiemy, że nie ma i jeszcze długo nie będzie zgody na to wśród wielu państw członkowskich. Największymi (ale nie jedynymi) oponentami embarga są Węgry, Niemcy, Austriacy, Belgowie, Holendrzy, Grecy czy Włosi.

Wybór rosyjskiego dostawcy to często kwestia biznesowa. Rosjanie wiedzą, że Europa ma techniczne możliwości do zrezygnowania z ich paliw, dlatego by pozostać konkurencyjni, od lat proponują za swoje surowce niższą cenę. Polska była beneficjentem tego układu, ale nad Wisłą konsekwetnie realizowano scenariusz, że nie będzie kolejnego przedłużania kontaktu z Gazpromem. Tym samym Polska przygotowała alternatywną infrastrukturę, która zapewnia tani gaz, czego nie można powiedzieć o reszcie Europy.

Malejąca z roku na rok produkcja energii pierwotnej pochodzącej z węgla, ropy, gazu, a w ostatnim czasie też z energii jądrowej powoduje, że UE jest coraz bardziej uzależniona od importu energii. Od 2018 r. import energii przez państwa członkowskie przewyższył jej eksport i ten trend do dziś się utrzymuje. W 2020 r. aż 97% zapotrzebowania na ropę i 83,6% na gaz pokryto importem. Rosja jest największym eksporterem gazu i dostarcza ok. 45% tego surowca, dalej jest Norwegia z eksportem na poziomie 23%.

Jednak to nie gaz jest głównym źródłem wpływów do budżetu Federacji Rosyjskiej, lecz ropa naftowa. W 2020 r. Rosja dostarczyła 113 mln ton tego surowca z ponad 440,3 mln ton zapotrzebowania. Druga w rankingu jest Norwegia z niecałymi 40 mln ton. Niewiele mniej importujemy z Kazachstanu.

Największą zależność państw członkowskich od rosyjskich dostaw prezentuje tabela. Wartość w proc. Dane z 2019 r.

Zależność od dostaw gazu z Rosji   Zależność od ropy naftowej z Rosji
Łotwa 100 Słowacja 100
Słowacja 100 Finlandia 84,04
Czechy 99,73 Litwa 72,61
Estonia 99,03 Polska 72,03
Finlandia 97,03 Węgry 60,95
Węgry 95,00 Czechy 48,80
Bułgaria 79,40 Niemcy 34,01
Polska 54,35 Rumunia 32,33
Niemcy 48,79 Belgia 29,94
Włochy 47,07 Holandia 26,45
UE 37,68 UE 25,66
Oprac. własne. źródło 1, źródło 2

Innymi słowy, Europa jest od surowców z Kremla po prostu uzależniona. Jest to rezultat dotychczasowej polityki. Wiele krajów w procesie transformacji w UE postawiło na gaz i zainwestowało w infrastrukturę miliardy euro. Najważniejszym praktykiem tego rozwiązania są nie tylko Niemcy, ale również Bułgarzy, którzy w listopadzie 2020 r. oddali do użytku bułgarską odnogę TurkStream, którą płynie rosyjski gaz do Serbii. Problem z gazem, a zwłaszcza z dostarczaniem go rurociągiem, polega na tym, że jest on strukturalnie trudny do zastąpienia. Dostawy gazu do Europy z Rosji odbywają się gazociągami bądź za pomocą terminali LNG, jak np. czynny od 2016 r. w Polsce terminal w Świnoujściu. To ostatnie rozwiązanie daje większą elastyczność, gdyż pozwala na swobodniejszy wybór dostawcy. Niestety nie wszystkie państwa w Europie zbudowały taką infrastrukturę wcześniej. Tym bardziej trudne negocjacje przed UE nad nałożeniem embarga gazowego.

Jednak w przypadku ropy scenariusz na embargo wydaje się bardziej prawdopodobny. Przede wszystkim europejskie państwa nie są tak zależne od rosyjskich dostaw, jak w przypadku gazu. Dość powiedzieć, że 10 państw Wspólnoty od 2019 r. w ogóle nie sprowadzała już ropy z Rosji. Nominalnie najwięcej surowca sprowadzają Niemcy i Polska (odpowiednio 210 mln baryłek i 130 mln baryłek), niemniej oba kraje już zadeklarowały porzucenie ropy z Rosji do końca tego roku. Najbardziej zależne od dostaw rosyjskiego surowca są Słowacja (100% zapotrzebowania, jednak mały wolumen, który wynosi 30 mln baryłek ropy) i Finlandia (92% zapotrzebowania i zapotrzebowanie rzędu ok. 80 mln baryłek ropy).

Co do zasady, Europa Środkowo-Wschodnia jest dużo bardziej zależna od dostaw rosyjskiej ropy niż Zachód Wspólnoty. Jednak i w tej części regionu państwa mają możliwości na dywersyfikację. Analitycy PIE wskazują nawet, że gdyby UE zdecydowała się na porzucenie ropy z Rosji, wówczas kluczową rolę w regionie odbywałaby Polska – gdański Naftoport przy wykorzystaniu pełnej przepustowości mógłby zapewnić również dostawy ropy do Litwy, Łotwy, Estonii i Czech.

Istnieje życie po rosyjskich węglowodorach?

Ogłoszony 8 marca b.r. przez Komisję Europejską plan REPowerUE, okrzyknięty przez branżę energetyczną „Nowym Zielonym Ładem”, ma odpowiadać na pytanie o to, jak zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Europy w najbliższych latach. Strategicznym celem dokumentu jest uzyskanie niezależności energetycznej od Rosji do 2030 r. Program opierać ma się na II filarach. Pierwszy z nich dotyczy dywersyfikacji dostaw gazu dzięki zwiększeniu przywozu LNG i importu rurociągami od dostawców spoza Rosji oraz zwiększeniu produkcji oraz importu biometanu i wodoru. Drugi filar zakłada szybsze ograniczenie energii przez podniesienie efektywności energetycznej oraz zwiększenie udziału OZE.

Brzmi ambitnie, bo zgodnie z założonymi celami import gazu ziemnego w UE mógłby zostać zmniejszony o dwie trzecie jeszcze w tym roku. Oprócz tego KE proponuje, by magazyny gazu były wypełnione przynajmniej w 90% na przyszłą zimę. Ma to zapobiec sytuacji, gdy Rosja zdecyduje się ponownie ograniczać podaż gazu w Europie. W tym celu KE zdecydowała się na wspólne zakupy gazu na wzór wspólnego zakupu szczepionek. Głównym partnerem w tym zakresie mają być Stany Zjednoczone.

USA wraz z partnerami międzynarodowymi chcą w tym roku dostarczyć do krajów Unii Europejskiej dodatkowe 15 mld m3 skroplonego gazu ziemnego LNG, który zastąpi import gazu z Rosji. W dłuższej perspektywie ilość ta ma wzrosnąć do 50 mld m3 rocznie. Warto dodać, że w ubiegłym roku do Europy USA dostarczyło „tylko” 22 mld3 gazu.

Embargo na rosyjską ropę już nałożyły USA, które mogą sobie na taki ruch pozwolić jako największy producent tego surowca na świecie. Ma to raczej wymiar symboliczny, bo oba państwa nie są dla siebie ważnymi partnerami. W przeciwieństwie do gazu, UE nie może liczyć na pomoc USA – zasoby amerykańskiej ropy nie są wystarczająco dużo, żeby pokryć unijne zapotrzebowanie.

Teoretycznie rosyjską ropę można by zastąpić dostawami z Iranu, Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tutaj jednak napotykamy trudności polityczne. Iran mógłby zwiększyć wydobycie o blisko milion baryłek ropy dziennie w zamian za ustępstwa w ramach porozumienia nuklearnego i zniesienie amerykańskich sankcji na eksport ropy zagranicę. Od blisko roku toczą się rozmowy w tej sprawie na linii USA-Iran. Zupełnie inaczej wyglądają relacje Zachodu z Arabią Saudyjską i ZEA, do których udał się na początku marca Boris Johnson. Nie udało mu się jednak uzyskać żadnych konkretnych zobowiązań do zwiększania wydobycia ropy, co mogłoby zastąpić ropę rosyjską na rynku europejskim. Monarchie odmówiły też rozmów z prezydentem USA w tej sprawie. Państwa nie planują wyłamać się z porozumienia OPEC+, które blokuje zwiększenie wydobycia ropy.

Pojedyncze państwa członkowskie nie czekają jednak na zdecydowane ruchy Brukseli i na własną rękę decydują się na zmianę dostawców. Na europejskiej mapie są już takie państwa, które wyznaczyły datę porzucenia zarówno ropy jak i gazu.

Niemcy szukają nowych partnerów gazowych, a Francuzi odejdą od gazu za … 5 lat

Niemcy, których postrzega się jako głównych oponentów sankcji, dość energicznie przystąpili do ograniczania importu gazu z Rosji. Przynajmniej na płaszczyźnie politycznej. Robert Habeck, wicekanclerz i minister gospodarki i ochrony klimatu zapowiedział odejście od rosyjskiego węgla w tym roku, ograniczenie importu ropy o połowę od czerwca, żeby do końca roku porzucić ten surowiec w zupełności, oraz odejście od gazu w połowie 2024 r. W przypadku ropy istotną rolę może odegrać Polska, czego wyrazem jest fakt, że minister Habeck spotkał się w Warszawie z Moskwą w sprawie poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw do niemieckich rafinerii przez Polskę.

Niemiecki minister od wybuchu wojny na Ukrainie jeździ po świecie i szuka nowych partnerów gazowych – najpierw w Norwegii, a później w Dosze Emir Kataru i Robert Habeck zawarli porozumienie w sprawie długofalowego partnerstwa energetycznego. Katar, z którym Niemcy zawarli umowę, podobnie jak pozostałe państwa negocjacyjne, jest eksporterem skroplonego gazu LNG.

Problem w tym, że Berlin nie zdecydował się na budowę własnego terminalu LNG w ostatnich latach. Sprowadzanie gazu skroplonego odbywa się z pomocą sąsiadów- Francuzów, Holendrów i Polaków. Ta sytuacja ma się szybko zmienić, gdyż Berlin zapowiedział wynajęcie własnych pływających terminali, co pozwoliłoby mu odbierać gaz już w ciągu najbliższych miesięcy.

Według najnowszych zapowiedzi Berlin przeznaczy na te inwestycje 3 mld euro. Szacuje się, że cztery takie jednostki byłyby w stanie zastąpić ¾ rosyjskiego gazu, a pozostała część mogłaby być zastąpiona z Norwegii. Brak jednak na tym etapie harmonogramu odejścia od rosyjskich paliw, a tym bardziej brak aktów prawnych, na podstawie których taka transformacja miałaby zostać przeprowadzona.

Tymczasem druga gospodarka UE, sprowadza około 20% swojego zapotrzebowania na gaz z Rosji. Francuski premier zapowiedział, że do 2027 r. Paryż będzie niezależny od rosyjskich dostaw. Chociaż Francuzi są bardziej elastyczni w negocjacjach energetycznych niż Niemcy, to zdecydowanie sprzeciwiają się większej zależności Europy od dostaw amerykańskiego gazu. Francuzi mogą przyspieszyć dywersyfikację dostaw poprzez przyspieszenie budowy nad terminalem LNG w Hawrze. Podczas debaty przed drugą turą wyborów Emmanuel Macron poparł pomysł wspólnego embarga i zapowiedział powołanie ministra ds. zmniejszania zależności Francji od importu paliw kopalnych.

Słowacja ugina się w stronę Kremla, Węgry nie wesprą embarga

Najtwardsze stanowisko w sprawie wstrzymania dostaw rosyjskich surowców energetycznych przez Unię mają Węgrzy, którzy zaledwie w wrześniu poprzedniego roku podpisali nowy, piętnastoletni kontrakt z Gazpromem. W ramach węgierskiej umowy Gazprom ma przesyłać 4,5 mld m sześc. gazu rocznie dwiema trasami: 3,5 mld m3 przez Serbię, nowym szlakiem transportowym, rurociągiem Turkish Stream, ułożonym po dnie Morza Czarnego i 1 mld przez Austrię.

Zgodnie z umową, gaz ma pokryć zapotrzebowanie na blisko połowę węgierskiego zapotrzebowania. Dywersyfikacja na Węgrzech od lat ma charakter jedynie deklaratywny, a rząd w obliczu wojny nie podjął próby stworzenia strategii dywersyfikacji dostaw. Rosja jest dla Budapesztu ważnym partnerem energetycznym – Kreml nie tylko dostarcza surowce, ale również know-how, gdyż uczestniczy również w inwestycjach energetycznych, m.in rozbudowanie elektrowni jądrowej w Paks.

Budapeszt grozi wetem również w przypadku embarga na ropę. Minister spraw zagranicznych Peter Szijjártó zapowiedział, że Węgry nie wesprą żadnej decyzji UE, która wpłynie negatywnie na ich bezpieczeństwo energetyczne. Teoretycznie Węgry mają możliwości zapewnienia alternatywnych dostaw – w 2019 r. kiedy z Rosji popłynęła zanieczyszczona ropa, Węgry zapewniły dostawy rurociągiem Adria.

Słowacja jest jednym z najbardziej uzależnionych państw od rosyjskich surowców w regionie, jednak w Bratysławie jest silna wola polityczna do dywersyfikacji. Pewne zamieszanie wywołała wypowiedź wicepremiera Richarda Sulika, który przyznał, że Słowacja rozważa płatności za gaz w rublach. Został jednak za to skrytykowany zarówno przez opozycję, jak i własny obóz.

Na razie Słowacja ma niewiele możliwości na dywersyfikację. Do 2027 r. obowiązywać będą umowy gazowe z Gazpromem. Dla dywersyfikacji kluczowe znaczenie będzie miał interkonektor Polska – Słowacja, który zostanie oddany do użytku w połowie tego roku. Popłynie nim gaz z Baltic Pipe i terminala LNG w Świnoujściu. Ponadto Bratysława rozważa również zwiększenie własnego wydobycia gazu, jak i produkcję biogazu. W przeciwieństwie do Węgier, dla Bratysławy kluczowe znaczenie ma decyzja państw Wspólnoty.

Na południu państwa bałkańskie opowiadają się za objęciem Kremla pełnymi sankcjami na dostawy surowców energetycznych. Taka decyzja wynika z nieznacznego uzależnienia od rosyjskich surowców, z wyjątkiem Rumunii, która 1/3 ropy pobiera z Rosji. Jednak Bukareszt może wesprzeć decyzję o embargu na ropę, bo dogodne położenie nam morzem Czarnym, jak i rozwinięta infrastruktura, pozwalają państwu na dywersyfikację. Planuje się również zwiększenie produkcji własnej. Rumuni zapowiedzieli, że już w drugiej połowie bieżącego roku zaczną wydobycie gazu ziemnego z rumuńskiego szelfu na Morzu Czarnym. Premier energetyki Virgil Popescu zapowiedział, że przyszłej zimy w 2023 r. Rumunia nie będzie importować rosyjskiego gazu.

Na tle państw bałkańskich wyróżnia się natomiast stanowisko Bułgarii, której premier jednoznacznie zapowiedział, że jeśli UE zdecyduje się na embargo na ropę i gaz, to będzie zabiegał o „wyjęcie” z nich Sofii. Taka zapowiedź wynika z silnego uzależnienia – ponad 70% zapotrzebowania na gaz i 60% na ropę Bułgarii pochodzi z Rosji. Bułgarzy jednak zapowiedzieli, że nie będą przedłużać nowej umowy z Gazpromem, a ta kończy się pod koniec tego roku. Bułgaria od dawna przygotowuje się do dywersyfikacji – w lipcu 2022 r. zakończy się budowa interkonektora gazowego łączącego Bułgarię z infrastrukturą z Grecji, co zapewni dostęp do surowca z Azerbejdżanu. Bułgarzy otrzymali wsparcie Greków na wypadek odcięcia od rosyjskiego gazu oraz uzyskali zapewnienie o możliwości dostaw nierosyjskiej ropy od Lukoilu.

Inny plan na uniezależnienie mają Ateny, gdzie planuje się zwiększenie wydobycia węgla w celu zmniejszenia zapotrzebowania od rosyjskiego gazu. Grecy planowali zrezygnować z węgla do 2023 r. (oprócz wyłączenia jednej, nowoczesnej elektrowni węglowej), jednak w obliczu rosyjskiej agresji ich plan został zmieniony. Nie dość, że węgiel będzie spalany do 2028 r. to Ateny uruchomią starsze elektrownie węglowe. Przyspieszyły również prace nad budową drugiego terminala FSRU w Aleksandropolis.

Państwa Bałtyckie i Włochy święcą przykładem

O ile panorama poparcia dla unijnych sankcji dla gazu zapowiada się dość ponuro, to jednak na europejskiej mapie znajdują się chlubne wyjątki. Od kwietnia, jak informuje litewskie Ministerstwo Energetyki w krajowym systemie przesyłowym nie ma już gazu importowanego z Rosji. Podobnie jest w przypadku ropy – Litwini zrezygnowali z dostaw rosyjskiej ropy i sprowadzają ją z Arabii Saudyjskiej. Tym samym Litwa jako pierwsze państwo w UE stała się w pełni niezależna od rosyjskich surowców.

Nie stało się to oczywiście z dnia na dzień. Jest to wynik konsekwentnie realizowanej polityki. Jej głównym narzędziem była budowa terminala LNG w Kłajpedzie, który działa już od 2014 r. Terminal jest w stanie przyjąć 4 mld metrów sześciennych skroplonego gazu rocznie, co w zupełności pokrywa litewskie zapotrzebowanie. Za Litwą poszły Łotwa i Estonia, które również od kwietnia stały się niezależne od gazu z Rosji. Estonia i Finlandia współpracują także na wypadek kryzysu energetycznego – państwa chcą wynająć pływający terminal LNG na południu Finlandii. Finlandia zamierza zastąpić rosyjski gaz ziemny poprzez zwiększenie wykorzystania LNG i import gazu ziemnego z Estonii za pośrednictwem Baltic Connector.

Dywersyfikacja przyspiesza również na południu Europy, gdzie drugi największy po Niemczech w UE klient Gazpromu, Włochy podpisały umowę na dostawy gazu ziemnego z Algierii. Umowa z Algierią przewiduje import aż 9 mld m3 gazu rocznie. Co prawda, Rzym rocznie potrzebuje ok. 70 mld m3 gazu, więc nawet po wdrożeniu umowy Rosja pozostanie ważnym partnerem do Włoch. Ten ruch jednak może świadczyć o tym, że nawet jeśli embargo na rosyjskie surowce nie będzie oficjalnie ogłoszone, to i tak niektóre państwa członkowskie zdecydują się porzucić rosyjskie paliwa.

Embargo na ropę już na horyzoncie

Unijne rozmowy na temat ewentualnego embarga na gaz i ropę nie mają harmonogramu i nieoficjalnie państwa członkowskie miały ten temat podjąć po drugiej turze wyborów we Francji. Unijna komisarz UE ds. Energii, Kadri Simson, podczas konferencji prasowej w Warszawie zdradziła, że uzgodnienia harmonogramu można się spodziewać w najbliższym czasie. Trudno jednak oczekiwać że embargo na gaz zostanie ogłoszone w szóstym pakiecie sankcji. Dużo bardziej prawdopodobne jest nałożenie sankcji na ropę, o ile Węgry złagodzą swoje stanowisko. Na to się jednak nie zanosi.

Chociaż środowiska energetyczne zapowiadają rychłe wprowadzenie sankcji, to jednak trzeba mieć na uwadze, że na razie są to (z nielicznymi wyjątkami) wyłącznie deklaracje. Za nimi powinny stać konkretne działania polityczne oraz prawne. Na razie trudno znaleźć w którejkolwiek unijnej stolicy konkretny harmonogram odchodzenia od rosyjskich surowców.

Embargo na ropę, chociaż trudne, jest możliwe do wprowadzenia w najbliższych tygodniach. Na razie Bruksela rozważa wiele możliwości. Przede wszystkim nie jest pewne, czy embargo nie będzie rozróżniać różnych gatunków ropy i to, w jaki sposób będą dostarczane. Analogicznie jak w przypadku embarga węglowego, na stole jest możliwość wprowadzenia okresów przejściowych. W przypadku gazu w najlepszej sytuacji Bruksela zdecyduje się na zaproponowane przez Polskę cło, co obniży wartość surowca.

W Europie nie brakuje hamulcowych, ale nie brakuje też państw, które nie czekają na decyzje Brukseli i już porzucają rosyjskie surowce. Na razie nieugięty pozostaje Budapeszt, a sankcje bez głosu Węgier nie są możliwe. Chyba, że europejskie stolice wprowadzą sankcje oddolnie. Odcinając gaz w Polsce Putin pokazał, że szybsza derusyfikacja to nie tylko kwestia moralna, ale kwestia instynktu samozachowawczego Europy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.