Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Terlikowski proponuje głęboką korektę konserwatyzmu. Czy to na pewno właściwy kierunek zmian?

Terlikowski proponuje głęboką korektę konserwatyzmu. Czy to na pewno właściwy kierunek zmian? Źródło: Bartosz Zielinski - flickr.com

Na łamach „Rzeczpospolitej” redaktor Tomasz Terlikowski opublikował kilka tygodni temu artykuł Wojna Putina każe przemyśleć polski konserwatyzm. Katolicki publicysta proponuje głęboką korektę postaw zwolenników opcji konserwatywnej przez otwarcie na imigrantów, rewizję sojuszy, zawieszenie agendy obyczajowej i odwołanie się do idei Polski jagiellońskiej. Czy rzeczywiście polski konserwatyzm wymaga przemyślenia? Czy zmiany powinny pójść w kierunku, który postuluje Terlikowski? Można wątpić, czy rzeczywiście stanowią reakcję wobec wojny na Ukrainie. Korekty suflowane przez byłego naczelnego „Frondy” należy traktować raczej jako podsumowanie jego drogi ku politycznemu centrum, jaką zmierza w ostatnich latach.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!

Od „Frondy” do mainstreamu

Popularny dziennikarz i publicysta przez wiele lat związany był z katolicką, ale i wyraziście konserwatywną stroną polskiej debaty publicznej. Niejednokrotnie w swoich wypowiedziach piętnował moralny relatywizm i swoich oponentów. W ostatnich latach jego język i styl wypowiedzi przeszły radykalną metamorfozę. Niekiedy widać również zmianę w poglądach, a nie tylko w sposobie ich wyrażania.

Punktem przełomowym wydaje się zaangażowanie Terlikowskiego w wyjaśnienie afer dotyczących nadużyć seksualnych w Kościele Katolickim. Publicysta angażował się w te procesy od lat, ale chociażby wraz z dokumentami braci Sekielskich (w których nota bene Terlikowski występuje) problem stał się powszechnie zrozumiały i szeroko dyskutowany. Wówczas to z wojującego katolika oraz światopoglądowego radykała zaczął w oczach wielu obserwatorów przemieniać się w przedstawiciela opcji umiarkowanej.

Terlikowski sam wciąż deklaruje się jako konserwatysta i m.in. przeciwnik prawa do aborcji. Od tamtej pory dużo częściej zabiera jednak głos na łamach mediów, które trudno utożsamiać z szeroko pojętą prawicą. Były naczelny „Frondy”, aktualny publicysta „Gazety Polskiej” i „Tygodnika Solidarność” stał się jednocześnie stałym współpracownikiem portalu Deon.pl, który w przestrzeni publicznej określa się jako jeden z rzeczników liberalnego katolicyzmu, i dziennikarzem zupełnie mainstreamowego medium, jakim jest stacja RMF FM.

Zyskuje dzięki temu sympatyków po tzw. drugiej stronie barykady. Jednocześnie staje się celem ataków wśród wielu ludzi o prawicowych poglądach. Tak się stało także i teraz w związku z jego niedawną publikacją na łamach „Plusa Minusa”. Szok i oburzenie części komentatorów wywołał punkt, w którym autor proponował zawieszenie agendy obyczajowej. Tym samym rozgorzał bardzo ciekawy spór na temat teraźniejszości i przyszłości polskiego konserwatyzmu. Warto, by dyskusja przeniosła się wyłącznie z komentarzy w mediach społecznościowych również do regularnej, publicystycznej polemiki.

Migranci i uchodźcy. Społeczeństwo spójne czy dwunarodowe?

Pierwszym punktem, do którego wzywa redaktor, jest kwestia otwarcia się Polski na przyjęcie rzeszy imigrantów. Temat ten obecny jest w polskiej debacie publicznej od lat 2014-15, kiedy w Europie wybuchł wielki kryzys migracyjny. Wówczas to rząd Ewy Kopacz zadeklarował wzięcie udziału w projekcie unijnej relokacji migrantów z Syrii, co wywołało spore protesty środowisk prawicy, ale i ogólną krytykę Polaków. Ostatecznie do przyjęcia imigrantów nie doszło, ponieważ po przegranych przez koalicję PO-PSL wyborach rząd Zjednoczonej Prawicy zmienił deklaracje swoich poprzedników.

W kolejnych latach temat polityki migracyjnej nie był obecny na pierwszych stronach gazet, ale dojrzewał do poważnego rozstrzygnięcia. Przyczynił się do tego też fakt, że na skutek intensywnego rozwoju Polski staliśmy się krajem atrakcyjnym dla masy imigrantów zarówno z bliskich nam państw, takich jak Ukraina czy Białoruś, jak i z krajów odległych, np. Indii czy Nepalu.

Spór odżył, gdy zaczął się kryzys na granicy, wywołany ściągnięciem przez reżim Aleksandra Łukaszenki imigrantów m.in. z Iraku na granicę z Polską czy Litwą. Wówczas to rząd zakwestionował wpuszczenie ich do Polski. Tłumaczył, że nie spełniają oni statutu uchodźcy, a niezidentyfikowanych imigrantów ekonomicznych strona Polska nie ma obowiązku wpuszczać, ponieważ zagrażałoby to bezpieczeństwu państwa. Według ówczesnego badania Polacy byli bardzo podzieleni co do oceny działań państwa, ale zdecydowanie zgadzali się co do tego, że nie powinniśmy przyjmować wszystkich imigrantów nielegalnie przekraczających polską granicę i ubiegających się o azyl. Z taką opinią zgadzało się aż 76,9% badanych!

Redaktor Terlikowski należał do grupy tych, którzy zarówno działania władz, jak i postawy wielu Polaków w tej kwestii postrzegali krytycznie. Za właściwą chrześcijańską i konserwatywną postawę postrzegał przyjęcie migrantów do Polski. Twierdził, że Polska powinna prowadzić przemyślaną i otwartą politykę dla imigrantów. Tłumaczył to m.in. poważnym kryzysem demograficznym. Podobne wnioski wyciągnął także przy okazji przyjmowania fali uchodźców z Ukrainy.

Zdaniem Terlikowskiego konserwatyści mają za zadanie nie tylko przyjąć rzeszę uciekinierów zza wschodniej granicy, ale także wspierać budowę społeczeństwa dwunarodowego. Ma on na myśli popieranie takiego model integracji ze społeczeństwem, w którym goście z Ukrainy uzyskaliby pełne wsparcie ze strony państwa do kontynuowania nauki języka ukraińskiego, a także do kultywowania swojego dziedzictwa i narodowej tożsamości. Tu zaczynają się schody.

O ile zgadzam się w pełni z byłym naczelnym „Frondy” w kwestii samego przyjmowania uchodźców z Ukrainy, to mam zastrzeżenia co do postulowanej przez niego koncepcji integracyjnej. Sądzę, że właściwą postawą byłaby po prostu pełna asymilacja wszystkich tych, którzy zamierzają pozostać w Polsce na dłużej, a może i na stałe. Tworzenie dwóch lub więcej znacznych i odrębnych od siebie społeczności na jednym terytorium może być generatorem niepotrzebnych konfliktów.

Dlatego ważna jest dbałość o tzw. spójność społeczeństwa, z czego zdają sobie dziś sprawę m.in. duńscy socjaldemokraci. Kluczowe znaczenie ma, żeby przybywające do nas osoby z Ukrainy, Białorusi i innych krajów stawały się integralną częścią społeczeństwa polskiego. Z czasem przyjmą polskie wartości i dziedzictwo za swoje własne.

Zgadzam się, że w obliczu kryzysu demograficznego Polska musi otworzyć się na pewną liczbę imigrantów, co nie zwalnia nas oczywiście z dbałości o wyższy poziom dzietności. W obliczu różnych wyzwań Polska powinna przyjmować imigrantów z krajów bliskich kulturowo, np. z Ukrainy, Białorusi lub krajów byłej Jugosławii, aby ułatwić w ten sposób ich asymilację ze społeczeństwem. O ile w pełni popieram przyjmowanie imigrantów z Ukrainy (zarobkowych przed i humanitarnych po wybuchu wojny), to w przypadku kryzysu na granicy z Białorusią podzielałem stanowisko naszego rządu.

Ten stosunek mogę porównać do przyjmowania gości. Jeśli udzielamy komuś schronienia w naszych progach, to chcielibyśmy, aby respektował on zasady w nim obowiązujące. Jesteśmy przecież gospodarzami. Jeśli przybysz chciałby zostać na dłużej i stać się częścią naszej rodziny, to chcielibyśmy, aby spełnił ku temu odpowiednie warunki, żeby rodzina była w pełni zgrana i zintegrowana.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!

Sojusze wartości czy interesu?

Kolejna kwestią, którą podnosi publicysta Deonu w swoich rozważaniach, jest sprawa rewizji sojuszy na arenie europejskiej. Przyczynkiem ku temu miały być prorosyjskie sympatie PiS-owskich sprzymierzeńców w UE, do których możemy zaliczyć m.in. premiera Węgier – Viktora Orbana, włoskich polityków, takich jak Matteo Salvini, czy francuskich jak Marine Le Pen czy Eric Zemmour.

W kontrze do tych polityków redaktor wskazuje polityków liberalno-lewicowych, którzy w jego ocenie postawili stanowcze weto putinowskiej agresji. To np. niemieccy socjaldemokraci i zieloni, prezydenci Macron czy Biden. Zdaniem Terlikowskiego to właśnie liberalna lewica stanęła na wysokości zadania, a nie – jak to pejoratywnie określił – „konserwatywni populiści”.

W mojej ocenie trudno powstrzymać się od polemiki. Po pierwsze, mam wątpliwości, czy można określić np. rządy Niemiec czy Francji jako rzeczywiście antyputinowskie. O ile Stany Zjednoczone niewątpliwie zachowywały stanowcze stanowisko wobec rosyjskiej agresji, to jednak w przypadku Francuzów i Niemców kwestia ta jest bardziej złożona.

Musimy bowiem pamiętać, że wojna na Ukrainie trwa tak naprawdę od 2014 r. i prowadzone tam działania wojenne nie przeszkadzały rządom utrzymywać dobrych relacji i prowadzić interesów z Moskwą. Świadczy o tym chociażby sprzedaż broni przez Francję do Rosji pomimo wprowadzonego w 2014 r. embarga, a także budowa gazociągu Nordstream 2, nad którym pracę wstrzymano dopiero teraz.

Nie zgodzę się zatem z tezą, że powyższe rządy są bardziej antyrosyjskie, aniżeli wspomniane przez redaktora „prorosyjskie ugrupowania”. Postawa poszczególnych państw Europy wobec Rosji zależy bardziej od specyfiki danego kraju, a nie od aktualnej orientacji politycznej rządu. Przykładowo włoska czy francuska scena polityczna jest bardzo prorosyjska, niezależnie od politycznych barw. Po stronie rosyjskiej potrafili opowiadać się zarówno politycy z lewej, jak i prawej strony. Wśród beneficjentów polityki Kremla możemy wymienić chociażby słynnego byłego kanclerza Niemiec, Gerharda Schroedera, który przecież był partyjnym kolegą Olafa Scholza, a przez lata zasiadał we władzach spółek energetycznych, m.in. jako szef rady dyrektorów Rosnieftu.

Poza tym warto pamiętać o tym, że polityka zagraniczna nie jest polityką wartości, ale polityką interesów. To na niej powinniśmy budować konkretne sojusze. Jeden z XIX-wiecznych prominentnych brytyjskich premierów, Henry Temple, zwany też lordem Palmerstonem, mawiał, że „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Ta dewiza przyświeca w dyplomacji brytyjskim politykom, niezależnie od ich politycznej orientacji.

Dlatego o ile nasz rząd posiada odmienne stanowisko od Viktora Orbana czy Matteo Salviniego w stosunku do Rosji, to nie przeszkadza nam to w budowaniu wspólnego stanowiska względem np. polityki władz UE, która od dłuższego czasu dąży do ograniczania suwerenności poszczególnych państw członkowskich, chociażby poprzez słynny mechanizm „pieniądze za praworządność”.

Stoję więc na stanowisku, że w zależności od problemu Polska powinna tworzyć bądź wchodzić w różnorakie sojusze, kierując się przy tym racją stanu państwa. W przeciwnym razie zawsze będziemy mieli jakieś „ale” przed współpracą z danym krajem lub opcją polityczną. To naturalne, że nigdy nie będziemy ze sobą w 100% zgodni – różnią nas uwarunkowania i interesy.

Wojna nie zwalnia z obrony wartości

Innym wątkiem, który zawarł Tomasz Terlikowski w swoich przemyśleniach na temat polskiego konserwatyzmu, była kwestia zawieszenia agendy obyczajowej. W ocenie publicysty w obliczu aktualnej wojny i kryzysu politycznego obóz konserwatywny powinien powstrzymać się od udziału w różnych sporach na tematy światopoglądowe.

Jednocześnie Terlikowski stwierdził, że „agenda praw człowieka, praw obywatelskich, w tym prawa do wolności słowa, demonstracji, wyboru stylu życia, jest wpisana w DNA chrześcijaństwa i konserwatyzmu. Cel, jakim jest obrona bliskich nam wartości, nie uświęca środków, takich jak administracyjne zakazy, prawna dyskryminacja, depersonalizacja przeciwników czy wreszcie przemoc. Putinowskie środki nie mogą służyć do wprowadzania konserwatywnych wartości”.

Wypowiedź ta sugeruje, choć nie wprost, jakoby wielu prawicowych polityków rozważało krzewienie konserwatywnych wartości przy pomocy środków rodem z autorytarnych reżimów, co jest nieprawdą. Nikt ze znanych mi prawicowych polityków, z wyjątkiem osobliwych postaci pokroju Janusza Korwin-Mikkego czy Grzegorza Brauna, nie kwestionuje ustroju demokratycznego i takich wartości jak wolność słowa czy wolność zgromadzeń.

Natomiast z wpisywaniem agendy praw człowieka w DNA chrześcijaństwa i konserwatyzmu byłbym dalece ostrożny. Na gruncie chrześcijańskim wiele zależy od tego, co zaliczamy w poczet praw człowieka. Wiele środowisk chciałoby w ich skład dołączyć m.in. prawa reprodukcyjne i prawo do aborcji. Nie ma wątpliwości, że to już postulat sprzeczny z chrześcijańskim DNA.

Wojna na Ukrainie, choć jest olbrzymią tragedią naszych sąsiadów oraz potężnym wyzwaniem dla naszego państwa, nie zwalnia nas z podejmowania działań na rzecz obrony wyznawanych wartości i oddawania pola oponentom. Oczywiście warto to robić z głową, a nie przeciwskutecznie.

Jagiellońska inspiracja? Tak, ale w ujęciu regionalnym, nie wewnętrznym

Ostatnim punktem propozycji Terlikowskiego było odwołanie do Polski jagiellońskiej. Tu chyba przestrzeni do polemiki znajdziemy najmniej. Faktycznie, patrząc na nieciekawą sytuację geopolityczną, warto odwołać się do idei Polski jagiellońskiej oraz I Rzeczypospolitej jako wielonarodowej wspólnoty, która składała się m.in. z Polaków, Rusinów i Litwinów, dzięki czemu przez lata pełniła funkcję regionalnego mocarstwa. Nawiązania do tej idei mogliśmy zauważyć w koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego i politycznej idei Międzymorza.

Warto jednak pamiętać, aby ideę Polski jagiellońskiej rozpatrywać przede wszystkim na gruncie dyplomacji i spraw międzynarodowych. Aktualnie Polska nie jest federacją obejmującą swoim zasięgiem terytorialnym wiele etnicznych, narodowych i kulturowych składowych, ale państwem jednolitym, którego granice bardziej przypominają Polskę piastowską, aniżeli tę jagiellońską. Dlatego też na gruncie wewnętrznym powinniśmy dążyć do asymilacji zamieszkujących Polskę społeczności i liczyć na to, że staną się one integralnymi częściami naszego społeczeństwa.

Korekta konserwatyzmu bez kserowania Zachodu

Propozycje Terlikowskiego nie wydają się właściwą drogą, którą powinni zmierzać polscy konserwatyści, choć nie oznacza to, że w 100% się z nimi nie zgadzam. Mam jednak wątpliwości, czy rzeczywiście stanowią reakcję wobec wojny na Ukrainie. Korekty suflowane przez byłego naczelnego „Frondy” raczej należy traktować jako podsumowanie jego drogi ku politycznemu centrum, którą zmierzał w ostatnich latach.

Jest to droga częsta i dość powszechna wśród zachodnioeuropejskich ugrupowań tradycyjnej centroprawicy, takich jak np. niemieccy chadecy, francuscy gauliści czy hiszpańska Partia Ludowa. Nie oznacza to jednak słuszności tej koncepcji. Choć z definicji nie ma nic złego w centrowej ewolucji konserwatywnych ugrupowań, to jednak na takie zmiany ideowe należy patrzeć z krytyczną nieufnością. Łatwo bowiem w ich toku zatracić siebie, swoją tożsamość oraz wartości, które nam przyświecały.

Można zrozumieć „franciszkową” z ducha przemianę Terlikowskiego w sposobie mówienia o tzw. sprawach światopoglądowych. Z jednej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę aktualny kryzys Kościoła Katolickiego oraz postępującą laicyzację społeczeństwa, to łatwo pojąć, dlaczego katolicki publicysta zdecydował się na taki krok. Z drugiej strony złagodnienie retoryki w sprawach światopoglądowych przez obóz konserwatywny nie musi oznaczać, że prawica powinna pójść drogą Terlikowskiego.

Polskie społeczeństwo różni się jednak od tych zachodnich i nie musi w każdym aspekcie „kserować” rozwiązań świata zachodniego, a przynajmniej pożądanych korekt nie „pakietować” na zachodnią modłę. Kurs ku centrum w jednej kwestii nie musi od razu oznaczać upodabniania się do zachodniej postchadecji we wszystkich innych aspektach.

Polska prawica powinna budować własne rozwiązania wynikające z naszych potrzeb, racji stanu i społecznych uwarunkowań. Myślę, że droga Terlikowskiego, która za bardzo przypomina kurs obserwowany wśród mainstreamowej zachodnioeuropejskiej prawicy, nie jest najlepszym rozwiązaniem dla Polski. To nie oznacza jednak, że i nadwiślański konserwatyzm nie wymaga zmian.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.