Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie traktujmy Białorusinów tak jak Rosjan. Nie powinniśmy ich piętnować za politykę Łukaszenki

Nie traktujmy Białorusinów tak jak Rosjan. Nie powinniśmy ich piętnować za politykę Łukaszenki Żołnierze Samodzielnego Białoruskiego Batalionu im. Konstantego Kalinowskiego. Zdjęcie: belwarriors/Telegram

Białorusini, których walkę o wolność wspieraliśmy jeszcze tak niedawno, znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Gdy reżim Łukaszenki mniej lub bardziej ochoczo wspiera ofensywę Putina i naraża się na zachodnie sankcje, opozycja stara się wspierać Ukraińców w walce z agresorem. Jaka przyszłość czeka białoruską opozycję polityczną i zwykłych obywateli?

W 2020 r. Europejczycy z uwagą obserwowali gigantyczną falę protestów, która przelała się przez Białoruś po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Charyzmatyczna liderka tamtejszej opozycji i kontrkandydatka Łukaszenki w wyborach, Swiatłana Cichanouska, została zmuszona do emigracji, lecz nie zaniechała działalności publicznej i szybko stała się postacią rozpoznawalną w całej Europie. Protesty zostały ostatecznie brutalnie stłumione, a reżim Łukaszenki utrzymał się przy władzy. Świat zobaczył jednak, że Łukaszenka ma wielu przeciwników w białoruskim narodzie, który głośno manifestował w imię wolności.

Obraz ten został jednak zaburzony, gdy Rosja dokonała agresji na Ukrainę. Mimo że białoruska armia oficjalnie nie bierze udziału w działaniach zbrojnych, to główne uderzenie na Kijów jest prowadzone z terytorium Białorusi. W konsekwencji kraj ten ponosi współodpowiedzialność za dramat Ukrainy i staje się adresatem bardzo dotkliwych zachodnich sankcji. W tych kryzysowych chwilach nie możemy jednak zapominać o tym, że naród białoruski jest przede wszystkim ofiarą całej tej sytuacji.

Białorusini stoją po stronie Ukrainy

Liderka białoruskiej opozycji po wybuchu wojny jednoznacznie potępiła rosyjską agresję i skrytykowała działania reżimu Łukaszenki. „Los Ukrainy jest ściśle związany z losem Białorusi. Białorusini zdają sobie sprawę, że dużo łatwiej byłoby im pokonać reżim w ich kraju, gdyby Ukraina wygrała tę wojnę. Walczymy od półtora roku o wolność. Teraz nadszedł historyczny moment. Bez niepodległej Ukrainy nie będzie niepodległej Białorusi” – mówiła Cichanouska.

Opozycjonistka namawiała także białoruskich żołnierzy do wypowiedzenia posłuszeństwa, jeśli dyktator chciałby wysłać ich na Ukrainę. Jej zdaniem takie apele przyczyniły się do tego, że dziś białoruskie wojska wciąż nie biorą udziału w działaniach wojennych. Brakuje twardych danych na ten temat, ale litewska straż graniczna informowała, że w ostatnim czasie wielu Białorusinów ucieka z kraju w obawie przed poborem.

Co więcej, Cichanouska i inni opozycjoniści nie negują także potrzeby nakładania sankcji na reżim Łukaszenki. Apelują jedynie, aby w jak najmniejszym stopniu dotykały one zwykłych obywateli. Są jednak świadomi tego, że Rosja może wykorzystywać Białoruś do obchodzenia ograniczeń nałożonych przez Zachód. „Trzeba nałożyć na oba kraje symetryczne sankcje. Połowiczne tylko szkodzą” – przyznała liderka białoruskiej opozycji.

Ważną rolę odgrywają także media opozycyjne. Popularna NEXTA jest piętnowana przez reżim Łukaszenki, została uznana za organizację ekstremistyczną. Portal, którego centrala znajduje się obecnie w Warszawie, nie zawiesił jednak działalności i zajmuje się przede wszystkim relacjonowaniem bieżących wydarzeń i dokumentowaniem rosyjskich zbrodni. Anglojęzyczny profil NEXTA na Twitterze ma obecnie prawie milion obserwujących i jest często cytowany przez zagraniczną prasę.

W działania na rzecz Ukrainy angażują się białoruskie środowiska emigracyjne. W Polsce zorganizowano m.in. protesty przed białoruskimi konsulatami i ambasadą. Nie były one, co prawda, tak liczne, jak demonstracje przed rosyjskimi placówkami dyplomatycznymi, lecz w ten sposób opozycjoniści chcieli wyrazić swój sprzeciw wobec działań Mińska. Białorusini organizowali zbiórki na rzecz uchodźców, takie akcje odbyły się m.in. w Białymstoku i Warszawie. Chcą pomagać, lecz często robią to anonimowo, bo obawiają się negatywnych konsekwencji, jakie mogłyby spotkać ich rodziny na Białorusi.

Białorusini walczą także na wojennym froncie. Na Ukrainie operuje m.in. ochotniczy batalion im. Konstantego Kalinowskiego, polsko-białoruskiego bohatera powstania styczniowego. Jednostka początkowo miała brać udział w obronie Kijowa, później przeniosła się jednak w rejon Mariupola, aby pomóc w przerwaniu oblężenia miasta. Białoruscy ochotnicy walczą także w słynnym pułku Azow. Wsparcie Białorusinów płynie również z Polski. W Domu Białoruskim w Warszawie powołano Centrum Pomocy Białoruskim Ochotnikom Walczącym o Ukrainę. Dla części ochotników nie jest to pierwsze starcie z Rosjanami. Wielu z nich walczyło już wcześniej w Donbasie.

To nie są Rosjanie

Nawet jeśli oficjalne rosyjskie dane nie oddają pełnego obrazu rzeczywistości, to faktem jest, że bardzo wielu Rosjan popiera działania reżimu Putina i agresję na Ukrainę. W tamtejszych mediach społecznościowych zwykli ludzie udzielają poparcia dla działań rosyjskich wojsk. Litera „Z”, którą oznaczony jest rosyjski sprzęt, utożsamiana jest z hasłem „Za Putina” lub „Za zwycięstwo”, a sporą popularnością cieszy się także hasztag „swoich nie porzucamy”. Nie tylko w internecie można znaleźć dowody poparcia Rosjan dla inwazji. Rosyjski sportowiec, Iwan Kuliak, odbierając brązowy medal w zawodach Pucharu Świata w gimnastyce sportowej, miał na koszulce literę „Z”. Jak na ironię pokonał go rywal z Ukrainy.

Trwogą napawają najnowsze badania rosyjskiej opinii publicznej, które wskazują, że 40% Rosjan popiera rozszerzenie działań na inne kraje. Wśród głównych źródeł ukraińskiego „faszyzmu” Rosjanie wymieniają m.in. Polskę, która powinna w następnej kolejności zostać objęta „operacją specjalną”. Nic więc dziwnego, że naszego współczucia nie wzbudzają rosyjskie influencerki, które straciły dostęp do Instagrama, zablokowanego notabene przez rosyjskich rząd, a nie przez Zachód.

W przypadku Białorusinów sprawy mają się zupełnie inaczej. Są skazani na dyktatorskie rządy Łukaszenki, w pełni zależni politycznie i gospodarczo od państwa Putina. Rosja nie tylko jest głównym dostawcą surowców energetycznych, ale także najważniejszym rynkiem zbytu dla białoruskich produktów. Co prawda, w ostatnich latach tamtejsi przedsiębiorcy zaczęli w większym stopniu handlować z krajami UE, ale odwrócenie się od Rosji i przeorientowanie gospodarki jest obecnie zadaniem niemalże niewykonalnym.

Z kolei na poziomie politycznym Rosjanie cały czas starają się osłabiać Białoruś, izolować ją od Zachodu i konsekwentnie pogłębiać jej zależność od Moskwy. Widać to było dobitnie po wyborach prezydenckich, kiedy rosyjskie media i służby dyplomatyczne były bardzo powściągliwe w okazywaniu wsparcia Łukaszence, a jednocześnie nie miałyby nic przeciwko temu, gdyby brutalne stłumienie powyborczych protestów poskutkowało nałożeniem na Mińsk kolejnych sankcji i pogłębiłoby zależność reżimu od Rosji. Nie można także zapominać o tym, że na terenie Białorusi na stałe stacjonują rosyjskie wojska. Jest zatem oczywiste, że Białorusini nie marzą o odbudowie imperium. Wręcz przeciwnie, obawiają się, że mogą zostać wciągnięci w wojnę, której nie chcą i która w ogóle nie leży w ich interesie. Są w pułapce.

Oczywiście nie wszyscy Białorusini stają po stronie Ukrainy. Część z nich, nierzadko w obawie przed represjami, zachowuje się obojętnie. Inni, skuszeni wysokimi jak na lokalne warunki zarobkami i perspektywą awansu społecznego, zaciągają się do rosyjskiej armii i biorą czynny udział w inwazji. Trudno o wiarygodne dane z Białorusi, ale z docierających sygnałów można wywnioskować, że zwolenników wojny jest niewielu. Duża część, jawnie lub nie, wspiera Ukraińców, bo widzi w porażce Rosji szansę na wolność swojej ojczyzny.

Nie dokładajmy im zmartwień

Nie powinniśmy zatem traktować Białorusinów tak samo jak Rosjan. Niestety bardzo często dzieje się inaczej. Część Białorusinów mieszkających w Polsce coraz bardziej boi się pokazywać dokumenty i rozmawiać na ulicy w ojczystym języku. Sprawą zajął się m.in. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który złożył już w tej sprawie kilkanaście doniesień do prokuratury. Wspominał także o tym poseł Paweł Kutul z Podlasia, który donosił nie tylko o przypadkach słownej agresji, ale także o coraz częstszych aktach wandalizmu. O strachu mówią także sami Białorusini.

Każdy atak na tle narodowościowym, czy to na Rosjan, czy na Białorusinów, zasługuje na potępienie. Jednak o ile pewna niechęć lub nieufność wobec Rosjan ma obecnie jakieś uzasadnienie, to Białorusini obrywają całkowicie niezasłużenie. Są to zwykle ludzie, którzy musieli uciekać przed opresyjną władzą, a teraz są z nią utożsamiani. Takie doświadczenia to dla nich kolejna trauma.

Strach odczuwają także ci, którzy pozostali na Białorusi. „Przerażające jest to, że nie jesteśmy mile widziani za granicą. Jest nam ciężko. Nie czujemy się bezpiecznie ani w kraju, ani za granicą” – wyznała w rozmowie z Onetem Olga, która planowała wyjazd do Polski, ale wstrzymała się w obawie przed złym traktowaniem na emigracji. Białorusini coraz częściej czują się osaczeni ze wszystkich stron, nie znajdują wsparcia ani we własnych władzach, ani w „bratniej” Rosji, ani w krajach Zachodu.

Co dalej?

Sytuacja Białorusinów jest niezwykle trudna. Reżim Łukaszenki wciąż nie decyduje się na czynne wsparcie rosyjskiej inwazji. Nie wiadomo jednak, jak długo dyktator będzie w stanie wytrzymać presję Putina, coraz bardziej naciskającego na Mińsk. Opozycja z kolei z całych sił wspiera Ukraińców, licząc na to, że porażka Rosji utoruje Białorusi drogę do wolności.

Białorusini, podobnie jak Ukraińcy i każdy inny naród na świecie, mają prawo do wolności i samostanowienia. Nie marzą o imperium, chcieliby po prostu żyć w wolnym i bezpiecznym kraju. To odróżnia ich od Rosjan, którzy w dużej mierze wciąż mentalnie nie mogą pogodzić się z utratą mocarstwowego statusu. Wśród nich oczywiście również są opozycjoniści, którzy walczą o inną Rosję, niestety stanowią mniejszość. Nie możemy o nich zapominać. Muszą wiedzieć, że jesteśmy po ich stronie.

W trakcie powyborczych protestów naród białoruski dobitnie pokazał, że nie chce być częścią odrodzonego rosyjskiego imperium. Teraz Białorusini potrzebują naszego wsparcia, a nie niechęci czy zdystansowania. Naszym moralnym obowiązkiem jest zatem wspierać tamtejszą opozycję i zwykłych Białorusinów, a także liczyć na to, że prędzej czy później autorytarne rządy uda się raz na zawsze wyrzucić z Europy.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!