Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Serial „Krakowskie potwory”. Skończyło się jak zwykle – spektakularną klapą

przeczytanie zajmie 2 min
Serial „Krakowskie potwory”. Skończyło się jak zwykle – spektakularną klapą Screen z serwisu Youtube

Krakowskie potwory można podsumować wypowiedzią, która już od jakiegoś czasu krąży w internecie: „Może aktorstwo jest drewniane i nie ma fabuły, ale przynajmniej dialogi są kompletnie niesłyszalne”. I znów wydawało się, że mieliśmy wszystko. Pieniądze, namaszczenie Netflixa, jakoś tam sobie radzącą reżyserkę. Skończyło się jak zwykle – spektakularną klapą.

Już przez pierwszy odcinek bardzo ciężko przebrnąć. Bohaterowie snują się po ekranie, zdarzenia wleką się niemiłosiernie, a poszczególne postaci są zarysowane tak szczątkowo, że są nam totalnie obojętne. Nie ma co się oszukiwać – nuda i nic się nie dzieje, za to poziom żartów nie jest nawet niski czy niesmaczny. Po prostu w ogóle nie istnieje, tak jak fabuła.

Ponownie trzeba zadać sobie pytanie, co nie zagrało. Dlaczego nie odnajdujemy się w kinie gatunkowym? Czemu nie potrafimy robić rzeczy, które innym twórcom wychodzą jakby od niechcenia, ot na pstryknięcie palców? W tym przypadku nie trzeba wcale ani daleko szukać, ani przeprowadzać jakichś gruntownych analiz. My się po prostu wstydzimy.

Tej całej fantastyki, horroru, potworów. Przecież to nie jest poważne kino, opowiadające o poważnych problemach, dramatach, dotykających najbardziej czułych strun ludzkiej duszy. Dlatego też trzeba uratować, co się da i pokazać, że tak naprawdę chodzi nam o coś bardziej dystyngowanego. Ta cała fantastyczna otoczka ma być tylko na niby, w końcu chcemy opowiedzieć o czymś głębszym. I z tych powodów Krakowskie potwory zamiast być dobrą fantastyką czy horrorem, muszą udawać kino moralnego niepokoju.

 Cała uwaga widza ma być skupiona na egzystencjalnym dramacie głównej bohaterki. Co z tego, że można to było przedstawić mniej dosadnie albo chociaż wpisać w ciekawą oraz zajmującą fabułę. A tutaj okazuje się, że przy stawianiu poważnych pytań, nie wypada stosować zwrotów akcji. Tak jakby polscy twórcy nie zauważyli przeobrażeń jakie dokonały się w popkulturze w ostatnich latach. Nie trzeba już łopatologicznie zwracać uwagi widza na ważny problem. Można to zrobić dyskretniej, sprawniej, zachęcić go do własnych rozważań. Ba, seriale nie stronią od ważnych moralnych zagadnień. Nie przeszkadza w tym zarówno obcisły kostium superbohatera, jak i straszenie zjawami nagle wyskakującymi z kąta.

Niemniej wydaje się, że na tak skrojony polski serial, który nie wstydziłby się swojej przynależności gatunkowej przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Na razie trzeba sobie poradzić z, nie zawsze wyrażaną wprost, pogardą dla kultury popularnej. W Krakowskich potworach ten wzniosły niesmak czuć wyjątkowo wyraźnie.

Chaotyczny bestiariusz, łopatologiczne nawiązania, fabuła skrojona byle jak, aby tylko wrócić do tego, co najważniejsze – poważnych egzystencjalnych dramatów. Musimy pokazać, że nawet z takiego miałkiego gatunku potrafimy wycisnąć coś więcej. Niestety, ostatecznie jedyne co możemy wywołać, to zażenowanie u widza. Nic dziwnego skoro widać na pierwszy rzut oka, że nikt z pracujących przy Krakowskich potworach fantastyki/horroru ani nie lubi, ani się na nich nie zna. A ich ostatnim kontaktem z tymi gatunkami był Smok Wawelski.

 Nie pomogą żadne pieniądze, kiedy będziemy wzdychać z żalem za kulturą wysoką i płakać nad tym, że trzeba robić jakieś opowiastki o potworach. Przecież wymyślenie spójnej fabuły, bez dziur oraz nielogiczności, jest afrontem dla wybitnego polskiego twórcy, którego Muzy wybrały do innego, świętszego posłannictwa. Tylko świat jest dla niego niełaskawy, gdy każe mu produkować gusła dla mas. Szkoda, że nawet te wysokie tony powagi w Krakowskich potworach wypadają niesamowicie nijako. Bo wiecie, każdy zmagający się z traumą musi iść w stronę przygodnego seksu oraz używek. W kinie nikt jeszcze tego nie widział.

Ostatecznie ze wstydu z robienia fantastyki oraz nieudolnych prób kopiowania kina moralnego niepokoju wyszedł niestrawny dla nikogo… nawet nie miszmasz, co dłużący się w nieskończoność pokaz slajdów Krakowa, przeplatany niekiedy smutnymi oczkami niewiasty. A sama topografia Krakowa też nie za bardzo się zgadza. Przy okazji dowiedzieliśmy się jeszcze, że nie tylko nie potrafimy robić dźwięku w filmach, lecz także od czasów słynnego smoka z polskiego serialu Wiedźmin, zaliczyliśmy regres w CGI. Żal jedynie tego jednego dobrego żartu o krakowskim smogu. Przynajmniej możemy się chlubić naszym „poważnym” kinem.