Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Byle pozbyć się tego cholernego Putina. Czy nieimperialna Rosja jest możliwa?

Byle pozbyć się tego cholernego Putina. Czy nieimperialna Rosja jest możliwa? Jussi Manonen/flickr.com

Spekulacje na temat post-putinowskiej Rosji regularnie pojawiają się w debacie publicznej. Prędzej czy później rzeczywiście taka Rosja się wyłoni, ale czy będzie zasadniczo inna od obecnej? Czy odejście Putina będzie oznaczać koniec „putinizmu”, czy tylko pozorowaną transformację pod hasłem naprawiania błędów i wypaczeń? Czy istnieją w Rosji kontr-elity zdolne do czegoś więcej niż odmalowania fasady, w szczególności wykorzenienia głębokich autokratycznych i skorumpowanych struktur przesiąkniętych wielkoruskim szowinizmem?

W marcu zawieszamy zbiórkę na działalność Klubu Jagiellońskiego. W miejsce przelewu, który chciałeś nam przekazać – prześlij pieniądze ukraińskiej armii w ramach oficjalnej zbiórki organizowanej przez Narodowy Bank Ukrainy! Tu znajdziesz instrukcję jak to zrobić i wyjaśnienie, dlaczego zachęcamy do takiej formy zaangażowania.

Putinowska Rosja w pigułce

W ciągu dwóch dekad Rosja przeobraziła się w personalistyczną autokrację z elementami totalitaryzmu. Putin de facto usunął politykę z rosyjskiego życia społecznego. Politykę w rozumieniu konkurencji różnych idei i światopoglądów oraz sposobów ich wprowadzania w życie. Przed laty rosyjski przywódca zaproponował rodakom prostą umowę społeczną – pełna lodówka i regularne zastrzyki z wielkomocarstwowości w zamian za trzymanie się z dala od spraw publicznych.

Z roku na rok życie polityczne przekształcało się w teatr z udziałem niby-rządu, niby-partii, niby-opozycji, niby-mediów a nawet niby-prezydenta w latach 2008-2012 – i wielu innych bytów tylko z wyglądu przypominających odpowiedniki z podręczników politologii (może za wyjątkiem służb specjalnych i armii). Federacja Rosyjska stała się federacją tylko z nazwy; Duma Państwowa doskonaliła się w udawaniu parlamentu.

Gdy propaganda czyściła rosyjskie głowy z myśli o innej Rosji, służby eliminowały tych, którzy próbowali zadawać kłam skrzydlatej frazie przewodniczącego Dumy, Wiaczesława Wołodina: „Jeśli jest Putin – jest Rosja; bez Putina – Rosji nie ma”. Opozycja została wypchnięta poza system albo poza granice, a niedobitki – otwarcie określane dziś przez Putina mianem „insektów, które trzeba wypluć, bo przypadkiem wpadły do ust” – stały się obiektem prześladowań.

Pętla informacyjna zaciska się coraz mocniej, aby nie tylko utrudnić dostęp do nieprawomyślnych opinii, ale również uniemożliwić samoorganizowanie się. Nawet pojedynczy protest z czystą kartką papieru staje się dla władzy wyzwaniem, które skłania do przemocy. Trudno w tych warunkach nawet o zidentyfikowanie czegoś, co moglibyśmy nazwać kontr-Rosją czy kontr-elitą, nie mówiąc już o potencjalnych sukcesorach. Na dodatek niestety większość Rosjan pogrążyła się w odrętwieniu, fatalizmie lub propagandzie i nie wyobraża sobie alternatywy dla obecnego porządku. Wyniki wielu badań rosyjskiej opinii publicznej z ostatnich lat, w tym prowadzonych na tle toczącej się wojny z Ukrainą, tylko potwierdzają ów stan kolektywnego stuporu albo wyparcia.

„Inna” Rosja ze snów…

Domyślnie za określeniem „inna” chciałoby się widzieć środowiska zainteresowane Rosją demokratyczną i nieimperialną, skupioną na własnym rozwoju i poprawie dobrobytu, a nie snach o potędze spełnianych przy użyciu siły w stosunku do sąsiadów. Taka Rosja teoretycznie istnieje, ale reprezentowana jest przez zdecydowaną mniejszość obywateli Rosję. Po rozpoczęciu wojny na Ukrainie pojawiło się co najmniej kilkanaście listów otwartych różnych środowisk (dziennikarzy, naukowców, studentów) potępiających agresję. Na ulice wyszło w proteście łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób, z których znaczna część wylądowała w aresztach.

Tysiące Rosjan wyjeżdża z kraju. Niektórymi kieruje oportunizm i chęć przeczekania kryzysu w bardziej przyjaznym miejscu, inni przestali się łudzić, że normalne życie w Rosji jest możliwe. Tak czy owak, Putinowi właśnie udaje się wyekspediować poza granice znaczną część owej wyobrażonej „innej” Rosji. Trzy dopuszczalne przez władze modele funkcjonowania anty-putinowskiej opozycji symbolizują obecnie miejsca przebywania trzech postaci: Chodorkowskiego (na emigracji), Nawalnego (w więzieniu) i Niemcowa (na cmentarzu).

Popularne w ostatnich latach dywagacje o hipotetycznej „Rosji Nawalnego” nie mają sensu nie tylko jako nazbyt spekulatywne, ale również zdradliwe, bo wpuszczające komentatorów w pułapkę myślenia o Rosji wyłącznie przez pryzmat przekonań przyszłego lidera, często rekonstruowanych w oparciu o naprędce dobrane cytaty z jego wypowiedzi. To jest ślepa uliczka, bo inna osobowość lub światopogląd ewentualnego sukcesora będą musiały się zderzyć z utrwalonymi w ostatnich latach zasadami funkcjonowania reżimu, w tym metod zaspokajania apetytów różnych grup interesu.

… w zderzeniu z rzeczywistością.

Myśląc o „innej” Rosji, musimy zatem rozszerzyć zakres znaczeniowy pojęcia „inna” o obecnych lojalistów, którzy z powodu strachu o życie, bezpieczeństwo rodziny lub utracony jacht mogą w sprzyjających okolicznościach zwrócić się przeciwko obecnemu przywódcy. Dotychczasowe próby inicjowania dyskusji o potencjalnych buntownikach w otoczeniu Putina należy jednak traktować z dużym dystansem. Błądzimy we mgle i musimy się oswoić z myślą, że o zmianie przywódcy, przewrocie czy zamachu stanu w Rosji dowiemy się dopiero, gdy nastąpi. Ani minuty wcześniej.

Następca nie będzie z dawna planowanym zamiennikiem, ale raczej przypadkowym owocem sprzężenia wielu czynników, w tym uzyskanego siłą i podstępem poparcia w ramach elity oraz zdolności do pozyskania elementarnego społecznego zaufania. I to ostatnie jest powodem, dla którego warto obserwować rosyjską ulicę i nakłaniać Rosjan do aktywnego sprzeciwu, bo zmiana w pałacu będzie z pewnością pochodną sytuacji społecznej.

W chwiejących się systemach autokratycznych (do tego stanu Rosji jeszcze trochę brakuje) wymiana przywódcy służy nie tylko ochronie części zagrożonych elit, ale również kanalizowaniu emocji społecznych – negatywne kierowane się w stronę ancien regime dla jego delegitymizacji, pozytywne przenoszone są na indywidualnego bądź kolektywnego następcę w celu jego uprawomocnienia.

Trzeba raczej założyć, że „inna”, post-putinowska Rosja na początku będzie dość podobna do obecnej, bynajmniej nie z powodu istnienia jakiegoś genu imperializmu lub „naturalnego” upodobania do silnej władzy i korupcji. Po prostu całkowite zerwanie ciągłości ideowej, politycznej i instytucjonalnej po upadku długo panującego autokraty jest niezwykle trudne i czasochłonne.

W demokracjach działają mechanizmy i instytucje, które utrudniają aspirującym autokratom realizację ich marzeń o rządach silnej ręki. Z kolei w autokracjach, w szczególności tych z długimi tradycjami, występują mechanizmy, które działają na korzyść zachowania status quo, ograniczające pole manewru aspirującym demokratom.

Nawet w przypadku ewentualnej klęski wojennej Rosji na Ukrainie albo osuwania się w gospodarczy niebyt, trudno spodziewać się gwałtownej zmiany, tym bardziej zgodnej z naszymi oczekiwaniami. Zamiast szukać odpowiedzi w historii mniej lub bardziej udanych rosyjskich przewrotów, warto przyjrzeć się też różnym losom autokratów i ich dziedzictwu we współczesnym świecie (Wenezuela po Hugo Chavezie, Egipt po Mubaraku, Tunezja po Ben Alim).

Co dalej?

Prawdopodobnie nie czeka nas więc ani bunt mas ani bunt elit. Obie grupy są zbyt efemeryczne, pozbawione struktury, zdezorganizowane albo celowo podzielone. Ewentualna zmiana władzy, nawet jeśli dziś bardziej prawdopodobna niż przed inwazją na Ukrainę, wymagałaby kooperacji między szukającą innej Rosji „ulicą” a ratującą przywileje i status quo „elitą”. Historycznie dość słaby społeczny duch oporu w Rosji przeciwko władzy państwowej jest dodatkowo hamowany przez strach przed destabilizacją i bezhołowiem.

Niezadowoleni, jeśli będą stanowić istotny odsetek, zapewne będą szukać oparcia w kimś z obecnej elity jako potencjalnym gwarancie zmiany nie nadmiernie gwałtownej, ale dającej nadzieję. Może więc pojawić się między przedstawicielami elit a wspomnianymi niezadowolonymi potencjalna wspólnota interesów, jako że trudno oczekiwać od hipotetycznych buntowników w otoczeniu Putina walki o reformy systemowe. Ich celem z początku będzie przetrwanie.

Każdy aspirujący sukcesor z wnętrza systemu będzie jednak potrzebował elementarnego mandatu społecznego, aby uniknąć losu puczystów Janajewa z 1991 r. Czy i kiedy taka koniunkcja nastąpi, jest pytaniem otwartym, wciąż niestety bardziej z zakresu astrologii aniżeli analizy politycznej.

Odpowiedź na pytanie o kierunek rozwoju tej wciąż bardzo hipotetycznej przyszłej Rosji zależy od przyjętych założeń co do hierarchii głównych sił sprawczych. Czy nadajemy większą wagę sile i osobowości sukcesora, czy historycznie uwarunkowanym, trwałym i typowym dla Rosji wzorcom ustrojowym, czy też przesłankom płynącym z obserwacji losów innych autokracji. Co ciekawe, same rosyjskie władze kierują naszą uwagę albo w stronę podkreślania roli lidera w celu wzmocnienia pozycji Putina, albo przypisywania Rosji szczególnych, niezmiennych wartości, które mają legitymizować prowadzone działania wewnątrz i na zewnątrz jako nieodzowne i naturalne.

Jednak w istocie rzeczy Rosja, wbrew powiedzeniu Churchilla, nie jest żadną „zagadką owiniętą w tajemnicę wewnątrz enigmy”, ale dość typowym przedstawicielem reżimów autokratycznych z pewnymi szczególnymi cechami wynikającymi z rozmiarów, zdolności wojskowych i aspiracji międzynarodowych. Historia pokazuje, że dość często w takich systemach solidna z wyglądu fasada skrywa liczne pęknięcia i szczeliny.

Trwająca agresja na Ukrainę i popełniane codziennie zbrodnie na ludności cywilnej sąsiada w powiązaniu z zachodnimi sankcjami tworzą dla potencjalnej zmiany bardziej sprzyjające warunki, o czym zresztą paradoksalnie świadczy siła, z jaką państwo tłumi jakiekolwiek przejawy społecznego sprzeciwu wobec wojny. Ciąg dalszy zależy od samych Rosjan, w szczególności od uświadomienia sobie przez nich długofalowych skutków bierności, a tym samym współodpowiedzialności za przestępcze działania władz.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.