Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bayraktary podbijają ukraińskie niebo. Z czego wynika wynika sukces tureckiej branży dronów?

Bayraktary podbijają ukraińskie niebo. Z czego wynika wynika sukces tureckiej branży dronów? Źródło: manhhai - flickr.com

Tureckie drony bojowe Bayraktar TB2 są jednymi z największych gwiazd w arsenale ukraińskich sił zbrojnych w trwającej wojnie z Rosją. Sektor dronów w Turcji to jednak nie tylko Bayraktary. Ankara w zaledwie dekadę z importera tego sprzętu stała się światowym pionierem szybko rozwijającej się technologii. Dla wielu krajów o średnim potencjale wojskowym, w tym Polski, która niedawno sama nabyła ten model i rozwija rodzimy przemysł dronów, Turcja może stanowić w tym zakresie wzór do naśladowania.

W marcu zawieszamy zbiórkę na działalność Klubu Jagiellońskiego. W miejsce przelewu, który chciałeś nam przekazać – prześlij pieniądze ukraińskiej armii w ramach oficjalnej zbiórki organizowanej przez Narodowy Bank Ukrainy! Tu znajdziesz instrukcję jak to zrobić i wyjaśnienie, dlaczego zachęcamy do takiej formy zaangażowania.

Rozpowszechnione w internecie nagrania dronów Bayraktar TB2 niszczących rosyjski sprzęt wojskowy okryły te bezzałogowe statki powietrzne sławą wojenną. Co prawda, skuteczność zawdzięczają w dużej mierze amerykańskim danym wywiadowczym i są tylko jedną z kluczowych broni w rękach ukraińskiej armii, która została także dozbrojona w polskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun i brytyjskie wyrzutnie pocisków przeciwpancernych NLAW, niemniej to właśnie na cześć Bayraktarów Ukraińcy nagrali hymn. Media społecznościowe obiegły filmiki z przeprowadzonych ataków, na których pociski wystrzelone z ukraińskich dronów tureckiej produkcji zamieniają w popiół rosyjskie systemy przeciwlotnicze, czołgi, pociągi z zaopatrzeniem i konwoje militarne.

Turcy zauważyli, jak ważne w dobie mediów społecznościowych są nagrania z pola walki i ich wpływ na nastroje opinii publicznej i morale. Wojna na Ukrainie dowiodła, że te ostatnie stanowią jeden z najważniejszych czynników decydujących o ostatecznym zwycięstwie, a przynajmniej o utrzymywaniu oporu wobec militarnej agresji. Wrzucanie na Twittera z półoficjalnych źródeł nagrań bombardujących Bayraktarów wypróbowano już w wojnach w Syrii, Górskim Karabachu, Libii i w wewnętrznym konflikcie między siłami rządowymi a kurdyjskimi rebeliantami w południowo-wschodniej Turcji.

Filmiki uwiarygadniają efektywność dronów i pozwalają narzucić społeczeństwu rządową narrację. Skala wykorzystania tej strategii marketingowej (lub raczej wojennej propagandy) zapewnia poparcie społeczeństwa dla działań wojennych przez efekt jednoczenia się wokół flagi i pomaga osiągać strategiczne cele, a także wspomaga późniejszy eksport spopularyzowanej broni.

Oczywiście sukces w nowych mediach musi być oparty o realną skuteczność broni. Turecka ofensywa w Syrii, wsparcie dla azerskich i libijskich sił rządowych, a także regularne operacje przeciwko kurdyjskim bojownikom udowodniły, że Bayraktary sprawdzają się na polu walki. To doświadczenie ułatwiło sprzedaż dronów za granicę. Turcy są bardziej skłonni dzielić się swoją technologią niż inni eksporterzy broni. W ubiegłym roku Ukraina stworzyła z turecką firmą konsorcjum, które będzie produkowało na Ukrainie Bayraktary TB2.

Ponadto ten model jest już na wyposażeniu armii w Europie, Azji i Afryce dzięki temu, że jest znacznie tańszy od izraelskich i amerykańskich odpowiedników. Inne tureckie marki dronów, takie jak ANKA od państwowego TAI oraz Karayel firmy Vestel, również znalazły zagranicznych nabywców. Jeszcze nieco ponad dekadę temu Turcja była importerem tego sprzętu. Jak udało się jej w tak krótkim czasie zostać jedną ze światowych potęg w branży dronów?

Turcy muszą liczyć na siebie

Turcja starała się zbudować silny przemysł zbrojeniowy od połowy lat 70., kiedy Stany Zjednoczone nałożyły na nią embargo w konsekwencji interwencji wojskowej Ankary na Cyprze. W kolejnej dekadzie powstały istniejące do dzisiaj podmioty zbrojeniowe – Roketsan produkujący rakiety, Aselsan skupiający się na produktach z zakresu walki elektronicznej (np. radarach) czy TAI rozwijający technologie lotnicze i kosmiczne.

W 80. latach wzrosło zagrożenie dla wewnętrznej stabilności ze strony kurdyjskiej partyzantki. W 1995 r. Ankara kupiła 6 amerykańskich dronów rozpoznawczych GNAT 750. Były to nieskomplikowane maszyny, które dostarczały po prostu wideo do stacji naziemnych. Turecka armia korzystała z nich we wschodnich regionach kraju do śledzenia grup kurdyjskich bojowników. Gdy tylko armia otrzymywała dokładną lokalizację rebeliantów, podrywała F-16, żeby przeprowadzić atak. Ten proces był jednak wadliwy. Według jednego z byłych oficerów tureckiej armii od momentu wysłania lokalizacji do pojawienia się tam samolotów F-16 mijało aż 20 minut, a wtedy Kurdowie byli już w kryjówkach poza zasięgiem wzroku.

W 2006 r. zamówiła 10 izraelskich dronów Heron za 180 mln dol. Transakcja okazała się katastrofą. Izraelowi zajęło aż 5 lat, żeby je dostarczyć. Te bezzałogowce również okazały się nieskuteczne. Po pierwsze, nie spełniały oczekiwań technicznych, a naprawa w Izraelu trwała kilka lat. Ponadto były operowane przez Izraelczyków i Turcy podejrzewali, że dane wywiadowcze trafiały do izraelskich służb. Czarę goryczy przelał incydent w Gazie. Wówczas Izraelczycy zabili 8 tureckich aktywistów i 19-letniego Amerykanina tureckiego pochodzenia, którego trafiły strzały z małej odległości.

Ówczesny premier Turcji, Recep Tayyip Erdogan, oskarżył Izrael o stosowanie państwowego terroryzmu, a szef MSZ domagał się dochodzenia ONZ. Zerwano współpracę wywiadowczą i porzucono plany wspólnych ćwiczeń wojskowych. Relacje uległy na kilka lat zamrożeniu. Na dodatek USA odmówiły sprzedaż Ankarze dronów Predator w obawie przed użyciem ich przeciwko Izraelowi. Turcy przekonali się, że muszą sami zbudować bezzałogowce, które będą odpowiadały potrzebom państwa.

Trudne początki konserwatywnych inżynierów

W 2005 r. świeżo upieczony absolwent prestiżowego amerykańskiego uniwersytetu MIT, Selcuk Bayraktar, przyjechał do ojczyzny, żeby zaprezentować możliwości zbudowanego przez siebie drona. Na pokaz zaprosił kilkunastu oficjeli i wojskowych. Przekonywał, że jeśli wystarczy niewielkie finansowanie krajowych firm zbrojeniowych i badawczych, a Turcja może w 5 lat stać się dronową potęgą.

Choć w pierwszej chwili nie udało mu się zdobyć uznania gości, to jednak w kolejnym roku Bayraktar wygrał przetarg na mini bezzałogowce i zdobył kontrakt na 19 sztuk dla tureckiej armii. To otworzyło drzwi do dynamicznego rozwoju firmy założonej przez jego ojca. Bayraktar senior również był inżynierem i prowadził firmę motoryzacyjną, która z czasem skierowała wysiłki na rzecz rozwoju bezzałogowców . Religijna rodzina nie miała szczęścia w kontaktach z nieufną wobec konserwatywnych muzułmanów turecką armią. Z Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) u władzy, która dążyła do ograniczenia wpływów armii w polityce, miało się to zmienić.

Bayraktarowie wiedzieli, czego potrzebuje armia. Na początku stulecia podjęła działania w położonych najbardziej na wschodzie prowincjach, gdzie aktywność terrorystycznego kurdyjskiego ugrupowania PKK była największa. Konsultowano z wojskowymi ich potrzeby w trudnych, górskich warunkach. Bayraktar wszedł na wyposażenie armii w 2007 r., a 5 lat później zdobył pierwszy kontrakt eksportowy do Kataru.

Pod koniec 2015 r. zademonstrowano możliwości nowszej wersji drona Bayraktar, bojowego TB2, który precyzyjnie z dużej wysokości trafił pociskiem tureckiej produkcji w cel. Był to pierwszy lot uzbrojonego drona w kraju. Turcy stali się samowystarczalni w produkcji dronów bojowych. Symbiozę prywatnej tureckiej zbrojeniówki z państwowymi producentami dopełnił ślub Selcuka Bayraktara z najmłodszą córką prezydenta Erdogana.

Narodowe drony z zagranicznymi komponentami

Światowa popularność Baraktarów nie byłaby możliwa bez całego tureckiego ekosystemu zbrojeniowego. Państwowe firmy dostarczają m.in. rakiety i systemy optoelektroniczne. W samym sektorze bezzałogowców to nie Bayraktary przecierały pierwsze szlaki, a drony Anka, które są dziełem należącego do rządu TAI (ang. Turkish Aerospace Industries).

TAI podpisało jeszcze w 2004 r. kontrakt z rządem na wyprodukowanie drona klasy MALE (ang. medium-altitude long-endurance drone). Podczas dziewiczego lotu w 2010 r. bezzałogowiec rozbił się po 15 minutach lotu, podobnie jak kolejne prototypy. W 2013 r. podpisano mimo to umowę na dostawę 10 dronów Anka, które po 3 latach już z powodzeniem wykorzystywano w operacjach przeciwko kurdyjskim rebeliantom.

Dzisiaj TAI pracuje nad unowocześnioną wersją Anki (Aksungur), zresztą podobnie jak Baykar Makina (producent Bayraktarów), który zacznie sprzedawać Akinci. Bezzałogowce od TAI w zeszłym roku zakupiła za 150 mln dol. Tunezja, zaś Bayraktary są zakontraktowane przez 13 światowych armii. Inny prywatne tureckie przedsiębiorstwo, Vestel, nawiązało współpracę z Arabią Saudyjską w zakresie współprodukcji dronów Karayel.

Za sukces odpowiadają skuteczność na polu walki, dobry marketing i niska cena. Dzięki temu podczas tournée w Afryce pod koniec zeszłego roku Erdogan powiedział, że „którego kraju nie odwiedza, tam jest pytany o drony”. Rzeczywiście cena jest atrakcyjna. Bayraktary mają kosztować nawet zaledwie 1-2 mln dol. Szacuje się, że dzisiaj Ukraina dysponuje teraz ok. 20 dronami (choć dostawy z Turcji przez rzeszowski hub logistyczny ponoć trwają w najlepsze).

Branża dronów nie jest odosobnionym przypadkiem sukcesu tureckiej techniki wojskowej. Turcy zainwestowali w przemysł zbrojeniowy miliardy dolarów w ostatniej dekadzie. Import uzbrojenia w latach 2015-2019 zmniejszył się o połowę w porównaniu do poprzedniego pięciolecia, a zależność od zagranicznych dostawców spadła z 70% do 30%.

Eksport sektora zbrojeniowego i lotniczego w zeszłym roku przekroczył 3 mld dol., a wartość rodzimego sektora rok wcześniej wyniosła 11 mld dol. – to 11-krotnie więcej niż 20 lat wcześniej. W tym czasie liczba projektów w przemyśle obronnym wzrosła z 62 do 750, a ich budżet z 5,5 do 75 mld dol. Dzięki dużym inwestycjom rodzime firmy z innych sektorów mogą dostarczać podzespoły i komponenty do tureckich producentów dronów.

Dla Turcji „100%-owo narodowe drony” są powodem do dumy, ale ten slogan, często używany przez rządzących polityków, nie jest do końca zgodny z prawdą. Turcy są nadal uzależnieni od zagranicznej myśli technologicznej, co hamuje nieskrępowaną produkcję bezzałogowców. W październiku 2020 r. Kanada anulowała zezwolenia na eksport technologii do Turcji po jej zaangażowaniu po stronie Azerbejdżanu w wojnę z Armenią w Górskim Karabachu.

W używanych przez azerskie siły dronach znajdowały się wówczas zaawansowane kanadyjskie systemy optoelektroniczne. Dużo problemów sprawiło Turcji wpisanie jej przez USA na listę krajów objętych sankcjami w ramach CAATSA, tj. prawa federalnego o przeciwdziałaniu adwersarzom USA. Było to konsekwencją zakupu przez Ankarę rosyjskiego sytemu obrony przeciwlotniczej S-400.

Przyciśnięta do ściany Turcja nawiązała współpracę z nowymi sojusznikami, m.in. z Ukrainą, której silniki mają znaleźć się w najnowszych Bayraktarach. Wyzwania, z jakimi mierzy się teraz turecki przemysł zbrojeniowy, są rezultatem jej asertywnej polityki zagranicznej. Państwo w ostatnich latach wdało się w kilka konfliktów u swoich granic, jest skłócone z prawie wszystkimi sąsiadami.

Polska potrzebuje i PGZ, i WB Electronics

Błędy w polityce zagranicznej Turcji nie powinny jednak kłaść się cieniem na narodowej polityce zbrojeniowej. Ankara podjęła duże wyzwanie i zainwestowała w bardzo wiele gałęzi wojskowych – marynarkę wojenną, artylerię, lotnictwo i lądowe siły zbrojne. Dzięki kompleksowemu podejściu coraz częściej dochodzi do synergii tureckiej produkcji na różnych polach. Szczególne sukcesy Turcja odniosła w branży dronów.

Konsekwencja we wspieraniu państwowych programów rozwoju bezzałogowych statków powietrznych zaowocowała ogromnym wzrostem krajowego rynku i eksportu uzbrojenia. Pozwoliło to też na wzmocnienie twardej siły państwa i wsparcie asertywnej polityki zagranicznej Erdogana. Ponadto aktywna dyplomacja Turcji w Afryce umożliwiła krajowym producentom wejście na nowe rynki zbytu – kraje północnej, wschodniej i środkowej Afryki coraz chętniej sięgają po tureckie bezzałogowce. Jednocześnie włączenie prywatnych przedsiębiorstw w długofalowy plan rozwoju dronów dodało mu dynamiki. Perłą w koronie producentów dronów jest teraz produkt z rodzinnego przedsiębiorstwa.

Polska powinna odrobić swoją lekcję. Programy rozwoju dronów bojowych Zefir, Orlik i Gryf notują ogromne opóźnienia, ale podobnych problemów doświadczała kilkanaście lat temu Turcja. Zeszłoroczny zakup Bayraktarów dowiódł, że skuteczne drony bojowe nie są nam potrzebne za 5 lat, ale już dziś. Ministerstwo Obrony Narodowej nie powinno zarzucać programu budowy narodowych dronów.

Jednocześnie państwowa inicjatywa może działać równolegle z prywatną i ta również zasługuje na uwagę polskiej armii. Doniesienia o eliminowaniu grupy WB Electronics, która zabiegała o dostarczenie armii amunicji krążącej Warmate, budzą szereg wątpliwości. Polska Grupa Zbrojeniowa nie może unikać krajowej konkurencji, jeśli zależy nam na stworzeniu światowej klasy bezzałogowców. Turecki sukces wskazuje, że produkty państwowego i prywatnego sektora mogą być komplementarne.

Warto też uważnie śledzić, jak wykorzystywać drony do budowania narracji. Filmiki, na których Bayraktary niszczą rosyjskie wyrzutnie rakietowe na Ukrainie, szybko stają się wiralami. Niesie to ogromne znaczenie dla wojny psychologicznej i ducha walki społeczeństwa.

Ukraina nie jest pierwszym przykładem skutecznego wykorzystania nagrań z pola walki do budowania PR-u sprawnego wojska. To znana od lat taktyka stosowana przez wiele państw, jednak Turcja wyniosła ją na zupełnie inny poziom, który angażuje nie tylko ekspertów wojskowych i analityków spraw międzynarodowych, ale także zwykłych śmiertelników, którzy wyrabiają sobie opinie o sytuacji na polu walki, przeglądając Twittera. Jeśli, nie daj Boże, Polska będzie aktywną stroną wojennego konfliktu, wnioski z ukraińskiej wojny propagandowej powinna wziąć sobie do serca.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.