Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

800 tys. Polaków to prosumenci OZE. Czy rządowe zmiany zatrzymają rozwój energetyki obywatelskiej?

800 tys. Polaków to prosumenci OZE. Czy rządowe zmiany zatrzymają rozwój energetyki obywatelskiej? https://unsplash.com/photos/wmaP3Tl80ww

W Polsce pod koniec listopada 2021 r. było prawie 800 tys. prosumentów OZE. Gwałtowny wzrost rynku PV był możliwy przede wszystkim dzięki prostemu i korzystnemu systemowi rozliczania produkcji i zużycia słonecznej energii, zwanym systemem opustów. Ważne były także dotacje i spadek kosztów instalacji fotowoltaicznych. Jednak w 2022 r. nadejdą zmiany. Dlaczego? Jaki będzie nowy system rozliczeń i co on oznacza dla rynku energii elektrycznej? Paweł Marszaluk zadaje te pytania prof. Konradowi Świrskiemu, wykładowcy Politechniki Warszawskiej, prezesowi spółki IT Transition Technologies, a także, prosumentowi.

W marcu zawieszamy zbiórkę na działalność Klubu Jagiellońskiego. W miejsce przelewu, który chciałeś nam przekazać – prześlij pieniądze ukraińskiej armii w ramach oficjalnej zbiórki organizowanej przez Narodowy Bank Ukrainy! Tu znajdziesz instrukcję jak to zrobić i wyjaśnienie, dlaczego zachęcamy do takiej formy zaangażowania.

Czy zmiana systemu rozliczania energii zatrzyma rozwój fotowoltaiki w Polsce?

Po pierwsze, ceny instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii będą dalej malały. Dzięki temu fotowoltaika stała się powszechna. Co do magazynów oczekuje się, że za chwilę ich ceny będą o połowę mniejsze. Z drugiej strony to, co się dzieje z cenami na rynkach stali, energii i innych surowców może spowolnić ten trend spadkowy.

Jednak energia elektryczna nie będzie tanieć, więc wszystko wskazuje na to, że fotowoltaika będzie się rozwijać. Każdy, kto będzie mógł zainwestować w tę instalację, prędzej czy później zrobi to. Panele to obecnie rozwiązanie standardowe, instalacja trwa do dwóch dni. Jest to prosta inwestycja, lepsza niż lokaty bankowe i dobry sposób na zwiększenie wartości swojego domu.

W zapomnienie odchodzi tzw. system opustów, bez którego popularyzacja fotowoltaiki nad Wisłą nie byłaby tak skuteczna. Na czym on polega?

System opustów jest jedną z najbardziej udanych regulacji energetycznych, jakie widziałem w tym kraju. Wygląda on następująco: instalujemy instalację fotowoltaiczną i jeśli produkuje ona energię elektryczną, to najpierw pokrywana jest nasza konsumpcja, a nadwyżka przekazywana jest do sieci. Kiedy panele nie produkują energii, np. w nocy, to pobieramy energię elektryczną z sieci. Następnie porównujemy ilość energii pobranej i zużytej. To, co oddaliśmy do sieci, rozliczane jest ze współczynnikiem 0,8 czyli 1 kWh oddana przez panele do sieci jest równa 0,8 kWh pobranej.

Przy właściwym dobraniu wymiarów paneli produkują one w ciągu roku więcej energii niż konsumujemy. Dzięki temu na rachunku nie mamy opłat za energię i za dystrybucję. Na rachunku pozostają opłaty stałe: mocowa, OZE, przejściowa, kogeneracyjna czy przyłączeniowa. Rachunki o wysokości ok. 3000-5000 zł rocznie można zredukować do 150 zł rocznie. Zwrot z inwestycji wynosi około 12-15 lat. Prosument – podmiot jednocześnie produkujący i konsumujący energię elektryczną z OZE – płaci tylko „opłatę” w postaci 20% energii oddawanej do sieci. System opustów to rozwiązanie bardzo wygodne i korzystne. Prosument nie musiał przejmować się magazynowaniem niewykorzystanej energii.

Czy inni uczestnicy rynku energii tracili na tym rozwiązaniu?

Wbrew pozorom nie można powiedzieć, że tylko prosumenci na nim skorzystali. Jest on też korzystny dla polskiego miksu energetycznego. Wiele inwestycji w energetyce nie powstaje, bo brakuje środków. Natomiast obywatele sami zainwestowali w energetykę. Załóżmy, że mała instalacja kosztuje ok. 25 000 zł i zainwestuje w nią milion osób – to inwestycje rzędu 25 mld zł pochodzące nie z pieniędzy koncernów energetycznych, ale obywateli. Inwestycje te przekładają się na 2-3% całości produkcji energii elektrycznej.

W takim razie dlaczego rząd decyduje się na zakończeniu tego systemu?

Za konieczność zmian odpowiedzialna jest unijna dyrektywa w sprawie promocji energii odnawialnej, uniemożliwiająca działanie systemu opustowego. Stanowi ona, że przy rozliczeniach z prosumentami muszą być wydzielone opłaty za zużycie i dystrybucję energii elektrycznej. Rozdział ten ma zapobiec tworzeniu monopoli. W systemie opustów rozliczamy wszystkie koszty naraz. Przez to automatycznie preferujemy spółkę dystrybucyjną, z której usług korzystamy.

Taki rozdział jest ewidentnie niezbędny dla większych producentów, lecz niekoniecznie dla niewielkich prosumentów. Proszę też zwrócić uwagę, że ma to docelowo nastąpić w 2024 roku. Ale gdyby zmienić system w 2024 roku, to operatorzy systemów dystrybucyjnych musieliby przyjąć kolejne 2 miliony prosumentów.

Druga przyczyna to potrzeba schłodzenia rynku fotowoltaiki w Polsce. Znacząco wzrósł on w ciągu dwóch lat i nastąpiły problemy z siecią dystrybucyjną, których nikt nie przewidywał. Pomimo tego, że wprowadzając wsparcie dla fotowoltaiki, powinno się już przewidywać przekierowanie większego strumienia środków na modernizację sieci dystrybucyjnej. Patrząc na wielkość skali inwestycji prosumentów, to bardziej chyba opłacałoby się pomóc prosumentom i finansować rozwój sieci dystrybucyjnej, niż teraz hamować rynek.

Jak wygląda nowy system?

W nowym systemie prosument działa tak, jakby był elektrownią. Gdy pobiera energię, to płaci zarówno za kupno energii, jak i za jej dostarczenie. Gdy ją produkuje, to dostaje pieniądze za sprzedaż. Wcześniej prosument wymieniał się energią ze spółką obrotu. Takie rozliczenie bardzo komplikuje prawodawstwo. To widać po liczbie zmian w projekcie ustawy wprowadzającej ten system.

Sprzedaż energii to kolejne pytanie o to, co zrobić z podatkiem VAT, akcyzą i innymi opłatami. W nowym systemie prosument tracić będzie około 40-50% wartości wyprodukowanej energii. Może być jeden plus nowego rozwiązania: nadwyżka energii ponad konsumpcję nie będzie przepadać, czyli przewymiarowane instalacje PV będą przynosić zyski prosumentom i pozwolą pokryć opłatę dystrybucyjną.

Proszę zobaczyć, dlaczego prosumenci inwestują w przewymiarowane instalacje. Elektryfikują oni swoje domy, montują pompy ciepła, kupują samochód elektryczny. Fotowoltaika zachęca do kolejnych inwestycji w nowe formy wykorzystania energii elektrycznej. To oszczędności na benzynie czy gazie ziemnym.

Czy rynek jest gotowy na nowy system rozliczeń?

Przypomnę, na czym zależy osobie inwestującej w OZE: zainwestować i nie płacić rachunku za energię. Nowelizacja zachęca do takiego inwestowania, by móc sprzedawać swoją energię i traktować ją jako towar. Osobiście uważam, że te zmiany dzieją się za wcześnie w Polsce. Brakuje u nas takiej świadomości energetycznej. Trudno oczekiwać od nowych osób na tym rynku, żeby od razu zaczęły handlować energią jak traderzy akcjami oraz śledzić ceny i wolumeny sprzedawanej energii.

Proszę zobaczyć, jak zmieniały się zapisy projektu noweli: odnośnie do ceny sprzedaży energii – średnia z ostatniego kwartału, potem była to cena giełdowa. Obecnie jest to średnia cena miesięczna na giełdzie, a od połowy 2024 r. mają być to ceny godzinowe. Zakup energii będzie po jeszcze innej cenie. Do nowelizacji wprowadzono też tzw. depozyty prosumentów u firm energetycznych – sprzedaż energii przez prosumenta tworzy u firmy depozyt, za który następnie może kupić energię, gdy ją zużywa, ale już po innej cenie. W noweli jest zabezpieczenie przed ujemnymi cenami energii. Konsument zacznie się więc zastanawiać: czy energia ma być darmowa? Ale to są reguły rynku hurtowego, nieadekwatne dla detalicznego.

System ten staje się skomplikowany i to nie tylko problem dla prosumentów. Systemy informatyczne operatorów dystrybucyjnych również muszą zostać dostosowane. Na to potrzebne jest trochę czasu, ok. pół roku. Nowy system rozliczeń teoretycznie ma wejść w życie w kwietniu 2022 r., a nie wiadomo, czy to są ostateczne zapisy nowelizacji i kiedy je poznamy biorąc pod uwagę funkcjonowanie polskiego Parlamentu.

Czy można powiedzieć, że wprowadzenie niekorzystnego systemu rozliczeń doprowadzi do większych inwestycji w magazynowanie energii?

Jeśli prosument nadwyżkę energii odprowadzi do sieci, a potem za dodatkową energię, np. w nocy, musi zapłacić dwa razy więcej i dodatkowo zapłaci za jej dystrybucję, to magazynowanie energii jest optymalną strategią. Jeśli instalacja zostanie dobrze dobrana, to możliwe będzie nawet zrezygnowanie z korzystania z sieci.

Jest natomiast jeden problem. Magazyn zwiększa wartość inwestycji o kolejne 20 000-30 000 złotych. Nakłady inwestycyjne podwajają się, ale okres zwrotu utrzymuje się na tym samym poziomie albo trochę wydłuża.

Wydaje się, że nowy system rozliczeń przekieruje środki do spółek dystrybucyjnych, w przeciwieństwie do systemu opustów. Czy nie jest to przekierowanie środków z opłaty dystrybucyjnej bezpośrednio do spółek odpowiedzialnych za ich rozwój?

Tu powstają pytania: czy spółki dystrybucyjne przeznaczą te środki na rozwój sieci, czy na inne cele. Czy istnieje strategiczny plan na rozwój sieci dystrybucyjnych? To pytanie do operatorów systemów dystrybucyjnych. Skoro dostają pieniądze, to powinni pokazać, ilu prosumentów przyjmą, jak będą rozwijać sieć. Na razie opieramy są na doniesieniach, że lokalnie odłączają prosumentów i są kłopoty z przyjęciem energii do sieci.

Prosumenci to nie jest opłacalny biznes dla operatorów sieci dystrybucyjnych. Prosument tak naprawdę wychodzi z rynku. Sam produkuje energię elektryczną, a operator sieci musi ją jeszcze przyjąć i sfinansować inwestycje. Weźmy sobie hipotetycznie 2025 r., gdy tanie i popularne stają się panele i magazyny energii. Prosumenci będą minimalnie lub wcale korzystać z usług operatorów sieci. Co wtedy zrobią operatorzy? Podwyższą znacznie opłaty stałe za dystrybucję. Nie będą mieć przychodów z przepływu energii, ale prosumenci będą musieli mieć awaryjne zasilanie i na tym będą zarabiać.

Czy jednak rozwój fotowoltaiki nie skończy się na mieszkańcach domów jednorodzinnych?

Spójrzmy na proponowane w nowelizacji rozwiązanie, jakim jest wirtualny prosument. Nawet jeśli mieszkaniec bloku nie ma gdzie postawić paneli, to może zostać udziałowcem farmy PV wybudowanej gdzieś w polu i rozliczać się tak jakby był prosumentem. Może kiedyś wirtualny prosument nawet kupi kawałek magazynu energii, to całkiem przestanie płacić rachunki. Chętni mieszkańcy mogą się zebrać i zbudować większą instalację. Potrzebna jest tylko regulacja, która umożliwi rozliczanie się na takich samych zasadach jak „zwykły” prosument. Ta nowelizacja to pierwszy krok.

Do tej pory właściciel budynku mógł postawić panele fotowoltaiczne na dachu i rozliczyć tylko tę energię zużytą w częściach wspólnych. Obecnie można też zostać udziałowcem farmy i korzystać z zysku, a nie tylko pokrywać własną konsumpcję.

Czy prosumenci samodzielnie poradzą sobie w nowej roli?

Może prosumenci w nowym systemie będą szukać podmiotów, które im w tym pomogą. To jest chyba rola nowych integratorów, czyli firm, które zarówno sprzedają panele, ale jednocześnie zajmą się kompleksowymi rozliczeniami z prosumentem.

Trzeba spojrzeć na obecny potencjał fotowoltaiki. Obecnie jest to 2-3% produkcji energii elektrycznej, to integratorzy mogą tyle zagospodarować. Gdy rynek PV rozrośnie się do 5%, to dopiero będą widoczni, a gdy do 20%, to będą poważnymi graczami. Dziwię się, że koncerny energetyczne nie tworzą własnych spółek, które weszłyby w rolę integratora. De facto prosument wychodzi z rynku na 15 lat, ale korzysta z systemu dystrybucyjnego. Na razie koncerny utraciły prawie milion klientów, a w przyszłości nawet kolejne dwa miliony. Jest to realna perspektywa.

Rozwój technologii pozwoli zagospodarować pod fotowoltaikę okna czy ściany bloków. W ciągu kilkunastu lat możliwe jest, że wszyscy indywidualni klienci wyjdą z systemu, bo będą chcieć być prosumentami. Jeśli koncerny energetyczne nic nie zmienią, to będą tracić klientów, a ich koszty będą rosnąć.

Kto w takim razie będzie odpowiadał za rozwój sieci dystrybucyjnych?

Będzie to dalej koncern energetyczny. Proszę dobrze mnie zrozumieć – nie chciałbym, żeby za 5 lat pojawił się problem, że w związku z dużą liczbą prosumentów zwiększą się koszty działania sieci dystrybucyjnych, a za tym operatorzy sieci drastycznie podwyższą stawki za dystrybucję energii elektrycznej albo opłaty stałe za dostęp do sieci. Jeśli nic się nie zmieni, to operator przerzuci koszty na konsumentów pozostałych w systemie albo poprzez zmianę prawa przerzucone zostaną one na prosumentów.

Czy dotacje na fotowoltaikę powinny być kontynuowane w obliczu przegrzania tego rynku?

Lepszym rozwiązaniem niż dotacje jest korzystny i przejrzysty system rozliczeń. Rola dotacji się skończyła. One dawały dodatkowe dofinansowanie w inwestycje fotowoltaiczne na początku rozwoju rynku PV w Polsce. Teraz rynek jest na tyle dojrzały, że dotacje są zbędne, a dobry system rozliczeń zachęca do inwestycji. Zresztą dotacje i tak pokrywamy z rosnących cen energii.

W Europie Zachodniej robi się inaczej. Większe przychody ze sprzedaży energii przeznacza się na modernizację energetyki, by w przyszłości płacić za energię mniej. Przeznaczmy wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji na modernizację sieci i jednostek wytwórczych, zamiast zwracać ludziom to, co przed chwilą zapłacili.

Nawet jeżeli system rozliczeń będzie korzystny, to czy wycofanie dotacji nie zablokuje dostępu do instalacji PV osobom mniej zamożnym, które nie będzie stać na wyłożenie z góry wartości inwestycji?

To prawda, że w innowacje najpierw inwestują osoby najbogatsze, później rozwiązanie ulega standaryzacji i popularyzuje się. Proszę zobaczyć na następny krok przedsiębiorstw rynku PV – gdy już instalacje zamontują wszyscy, którzy mają dom i nadwyżki finansowe, to później zaoferują one finansowanie inwestycji. Prosument będzie miał korzyść – zamiast płacić wysoki rachunek dla spółki energetycznej, będzie spłacał instalację. Instalacja PV może być również leasingowana prosumentowi. Finalnie prosument będzie przeznaczał mniejsze środki na zaopatrzenie w energię elektryczną.

Takie rozwiązanie wymaga natomiast dużego kapitału po stronie finansujących inwestycje.

Są już na polskim rynku przedsiębiorstwa zdolne do tego. Poza tym niezbędny kapitał może przyjść z zagranicy lub w postaci funduszy inwestycyjnych. W tej sytuacji nie obawiałbym się o brak kapitału, ale o koncerny energetyczne utrzymujące krajowy system energetyczny. I nad rozwiązaniem tego problemu musimy się zastanowić, gdyż potrzebujemy back-upu energetycznego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.