Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bez złudzeń ukrainofilów. Dlaczego ukraińska niepodległość jest w geopolitycznym interesie Polski?

Bez złudzeń ukrainofilów. Dlaczego ukraińska niepodległość jest w geopolitycznym interesie Polski? Józef Piłsudski i Symon Petlura, płk. Wołodymyr Salśkyj – wyprawa kijowska, kwiecień 1920 roku [za:] Wikipeda Commons

Ukraina odgrywa tak wielką rolę w życiu ekonomicznym, w potencjale politycz­nym ZSRR i wprost w sentymentach każdego Rosja­nina, iż wydaje się bardzo mało prawdopodobne, aby państwo rosyjskie kiedykolwiek oswoiło się z jej niepod­ległością. Nie możemy nigdy zapominać, że historia nieubłaganie zdąża do nowego porozumienia niemiecko-rosyjskiego. Tylko podział Rosji na dwa państwa wzajemnie się neutralizujące, może to niebez­pieczeństwo od nas odwrócić. Znaczne osłabienie Ukrainy lub nowe zniknięcie jej z karty Europy nie mogłoby leżeć w interesie Rzeczypospolitej, podobnie jak bardzo znaczne osłabienie Rzeczypospolitej nie mogłoby leżeć w interesie Ukrainy – pisał w 1937 roku Adolf Bocheński w klasycznym geopolitycznym traktacie Między Niemcami a Rosją.

W marcu zawieszamy zbiórkę na działalność Klubu Jagiellońskiego. W miejsce przelewu, który chciałeś nam przekazać – prześlij pieniądze ukraińskiej armii w ramach oficjalnej zbiórki organizowanej przez Narodowy Bank Ukrainy! Tu znajdziesz instrukcję jak to zrobić i wyjaśnienie, dlaczego zachęcamy do takiej formy zaangażowania.

O przewidywaniu

Generał Serigny w swej świetnej rozprawie o sztuce wojennej twierdzi, że inteligencja to jest sztuka prze­widywania. Musimy dążyć do sformułowania przewidy­wań odnośnie do rozwoju terytorialnego Europy Wscho­dniej. Zbudowanie logicznej polityki ukraińskiej będzie bowiem możliwe tylko w wypadku, w którym będziemy dokładnie wiedzieli, co przewidujemy i czego pragniemy. Przedmiotem następujących rozważań mają też być prze­widywania na temat skutków ewentualnego rozpadnięcia się Rosji Sowieckiej na kilka państw narodowych, wzglę­dnie na temat skutków utrzymania się dzisiejszego status quo terytorialnego.

Zajmować się też będziemy przede wszystkim ewentualnością powstania niepodległego państwa ukraińskiego nad Dnieprem, bez jakichkolwiek zmian w dzisiejszych granicach wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie weźmiemy pod uwagę powstanie jakiegoś stałego związku państwowego między Ukrainą a Polską, wreszcie zastanowimy się nad aspektem między­narodowym sprawy ukraińskiej przed zaistnieniem tych ewentualności, tzn. w sytuacji dzisiejszej.

Jeżeli piszemy, że to lub owo zdarzenie jest dla Rzeczypospolitej pożądane, nie oznacza to bynajmniej, żebyśmy głosili, iż trzeba mobilizować i natychmiast ma­szerować szlakami Karola XII. Znaczy to jedynie, iż sta­ramy się z punktu widzenia polskiej racji stanu ustalić wartość pewnych zdarzeń mogących, zupełnie niezależnie od aktywnej ingerencji Rzeczypospolitej, nastąpić na terenie Rosji.

Stopień realności przewidywań co do zmian tery­torialnych we współczesnej Europie jest niewątpliwie bardzo trudny do ustalenia. Ogólnie biorąc, wobec rzad­kości konfliktów zbrojnych w naszej epoce, tempo zmian terytorialnych będzie prawdopodobnie na ogół bardzo powolne. Niemniej jest rzeczą niewątpliwą, iż będą one następować. Siła bezwładu politycznego, która działa w kierunku zachowania integralności terytorialnej naszego sąsiada wschodniego – mutatis mutandis [uwzględniając istniejące różnice] ochrania rów­nież i ziemie Rzeczypospolitej.

Doświadczenia, nie tylko poprzednich pokoleń, ale i naszej epoki, pouczają jednak, że budowanie na sile bezwładu politycznego jest á la longue dość ryzykowne. Jest to bowiem siła, która w ostateczności bywa zawsze pokonywana. W dyskusji między młodym Churchillem a sir Wiliamem Harcourtem opo­wiadamy się raczej za młodym. Jak wiadomo – kiedy w czasie jednego z kryzysów politycznych początku XX wieku młody Churchill zapytał się starego Harcourta: „co się teraz stanie”, zapytany odrzekł: „mój drogi, żyję już lat 70 i stwierdzam, że w tym okresie nigdy nic nie następowało”. Od tego czasu, dodaje Winston Churchill od siebie, minęło już lat 30 i zaobserwowałem, że ciągle coś się działo.

Musimy się liczyć, że i w stosunkach międzynarodowych ciągle coś bę­dzie następować. Jakie są możliwości zmian w tej dzie­dzinie i w jakiej mierze będą one korzystne lub nieko­rzystne dla Polski, oto przedmiot, którym zaiste warto się zajmować.

Elementy polityki ukraińskiej

Wielu ukrainofilów oddaje się dziś jednostronnym złudzeniom na temat ukształtowania się przyszłych sto­sunków między Polską a Ukrainą. Złudzeń tych podzielać nie możemy i musimy trzeźwo zapatrywać się na możli­wości, które będą stały przed nowonarodzonym państwem ukraińskim nad Dnieprem. Otóż zasadnicze czynniki, które decydowałyby o polityce tego państwa, mogą być ujęte w następujących czterech punktach.

1. Wobec wagi zagadnienia Lwowa i Wołynia dla pań­stwa ukraińskiego, a wagi tej nie należy w żadnym wy­padku nie doceniać, zaistniałyby niewątpliwie zdecydowane pretensje terytorialne Ukrainy do Polski. Byłaby to sytuacja mniej więcej taka, jak dziś w stosunkach Litwy i Polski, oczywiście jeżeli bierzemy pod uwagę napięcie antagonizmu, nie zaś siły wzajemne partnerów.

Siła, z jaką Ukraińcy wysuwaliby żądanie Galicji Wschodniej i Wołynia, byłaby prawdopodobnie niezależna od stopnia, w którym Polska przyczyniłaby się do założenia państwa ukraińskiego w ogóle. Doświadczenie wykazuje, że obo­wiązki wdzięczności, zarówno w życiu prywatnym, jak w stosunkach międzynarodowych, raczej zakwaszają at­mosferę, niż ją oczyszczają.

Stanowisko Italii wobec upadku Napoleona III i później wobec Francji aż do roku 1900 stanowi tu zastanawiający przykład. Uderzmy się zresztą w piersi i zapytajmy się, czy np. udział oficerów francuskich – zresztą pozbawiony zbyt wielkiego zna­czenia – w wojnie 1920 roku, przyczynia się istotnie do polepszenia naszego stosunku do Francji. Nigdy w świecie. Sprawa Weyganda zakwasza tylko stosunki obu narodów. Nie należy się więc spodziewać, aby Ukraińcy z wdzięcz­ności zrezygnowali pewnego pięknego poranku z Galicji Wschodniej i z Wołynia.

2. Drugim elementem w polityce ukraińskiej, a byłby on zupełnie równie stały, byłaby trudność pogodzenia się Rosji z wyodrębnieniem Ukrainy. Ukraina odgrywa tak wielką rolę w życiu ekonomicznym, w potencjale politycz­nym ZSRR i wprost w sentymentach każdego Rosja­nina, iż wydaje się bardzo mało prawdopodobne, aby państwo rosyjskie kiedykolwiek oswoiło się z jej niepod­ległością.

Pod tym względem jednak żadnych zupełnie pewnych przewidywań formułować nie sposób. Przed wojną nikt nie spodziewał się, aby Rosja mogła kiedyś nawet udawać – jak to czyni dziś – że pogodziła się z wyodrębnieniem całego pobrzeża Morza Bałtyckiego.

Nawet gdyby Rosja uznała kiedyś niepodległość Ukrainy za fakt dokonany i konieczny, to między oboma państwa­mi wystąpiłyby z ogromną siłą spory o pograniczne mie­szane narodowościowo obszary. Włodzimierz Bączkowski zwrócił tu pierwszy w publicystyce polskiej uwagę na zasadniczą rolę Zagłębia Donieckiego, które znajduje się na pograniczu Ukrainy i Rosji, podobnie jak Górny Śląsk na pograniczu Polski i Niemiec. Na całej ogromnej gra­nicy ukraińsko-rosyjskiej powstałyby ciągłe, niekończące się spory terytorialne.

Niepodległa Ukraina musiałaby więc liczyć się ze strony Rosji z takim nastawieniem, jak nastawienie Niemiec w stosunku do Austrii, jak przed­wojennej Serbii do Austrii, lub wreszcie jak niedawno jeszcze Włoch do Abisynii. To jest też drugi stały czynnik w polityce niepodległej Ukrainy.

3. Trzecim czynnikiem będzie brak sprzecznych in­teresów między Ukrainą a Rzeszą Niemiecką. Z jednej strony trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek sprzeczne interesy terytorialne między Ukrainą a Rzeszą Nie­miecką, z drugiej znów łączyłaby oba państwa pożądliwość w stosunku do pewnych obszarów sąsiedniej Polski.

Gdyby wpływ Rzeszy Niemieckiej na powstanie niepodległości ukraińskiej był bardzo znaczny i gdyby stosunki tych dwu państw kształtowały się mniej więcej tak, jak za czasów hetmana Skoropadskiego, wówczas niewąt­pliwie istniałaby na Ukrainie grupa ludzi, która by dążyła do emancypacji kraju, może nawet w porozumieniu z Rzeczpospolitą Polską. Oficjalna polityka ukraińska w tym wypadku byłaby jeszcze ściślej związana z Niemcami. Á la longue jednak kwestia tej czy innej genezy państwo­wości ukraińskiej przestałaby odgrywać rolę i na tapecie pozostałaby tylko jej czysta racja stanu.

4. Wreszcie czwartym elementem polityki ukraińskiej byłoby przejęcie przez nią wszystkich prawie zagadnień południowozachodnich dzisiejszej Rosji. Zagadnienia te wystąpiłyby zresztą od razu o wiele silniej, ze względu na większą dynamikę narodową niepodległej Ukrainy w porównaniu z dotychczasowym anarodowym ZSRR.

Należy tu więc przede wszystkim kwestia Besarabii i Bukowiny, dalej niebezpieczeństwo ukraińskie dla każdo­razowego posiadacza Rusi Podkarpackiej, sprawa krymska, wreszcie stosunki między Kaukazem a Ukrainą. Wszystkie stany zapalne wymienione tu przez nas prawdo­podobnie zaogniłyby się znacznie w razie powstania nie­podległej Ukrainy. Musiałaby ona liczyć się z antago­nizmami w tych wszystkich kierunkach, poza polskim i rosyjskim.

Nie dziwilibyśmy się bynajmniej, gdyby powyższe obiektywne i beznamiętne przedstawienie elementów polityki przyszłego państwa ukraińskiego wywołało u czy­telnika pewien odruch oburzenia.

Jak to więc, czyżbyśmy tu prekonizowali życzliwe odnoszenie się Rzeczypospolitej do państwa, które by miało z nami takie stosunki jak Litwa kowieńska? Jak to, czyżbyśmy szli dobrowolnie na ogrom­ne utrudnienie naszych stosunków wewnętrznych z 15% mniejszości ukraińskiej przez powstanie niepodległej Ukrainy? Ładnie by się przedstawiał rezultat udania się wyprawy kijowskiej w 1920 roku! To oburzenie byłoby jednak przedwczesne.

Dokładniejsza analiza zagadnie­nia wskazuje bowiem wyraźnie, że przecież powstanie niepodległej Ukrainy nie byłoby niekorzystne dla Polski.

Dwie hipotezy

Na podstawie powyższych elementów politycznych zaistnieć dla Ukrainy mogłyby różne kombinacje mię­dzynarodowe. Przede wszystkim wymieńmy możliwość przymierza i ścisłego współdziałania niemiecko-ukraińskiego. Ostrze tego ostatniego byłoby skierowane niewątpliwie przeciw Polsce. Wobec jednak wskazanej przez nas powyżej stałej nieprzyjaźni, która by istniała prawdopodobnie między Rosją a Ukrainą, ten stan rzeczy doprowadziłby szybko do porozumienia polsko-rosyjsko-francuskiego, przeciw Niemcom i Ukrainie.

Tego rodzaju konstelacja międzynarodowa zaistniała już zresztą raz w niedawnej przeszłości, a to w identycznych warun­kach jak te, które obecnie przewidujemy. Było to mia­nowicie w okresie ścisłego współdziałania Niemiec i Ukrainy hetmańskiej w r. 1918. Niesłychanie intere­sujący jest ówczesny zwrot w polityce Marszałka Piłsudskiego, dokonany przed samym aresztowaniem Go przez Niemców.

Wówczas to, wobec rozkładu Rosji, na pierwszy plan wybił się antagonizm polsko-niemiecki i polsko-ukraiński, tak zaostrzony później Brześciem i Rarańczą. W owej chwili Marszałek szedł szlakami, które może i nam wyznaczą przyszłe koleje losów. Misja Tadeusza Hołówki do Rosji celem zorganizowania wojsk polskich przy radach robotników i sołdatów, jest dla nas jednym z najwspanialszych posunięć Józefa Piłsudskiego. Chodziło wówczas o zorganizowanie polskiej siły zbrojnej przy boku Francji i Rosji, przeciw Niemcom i rodzącej się Ukrainie. Koncepcja ta nie została zresztą przez Hołówkę pomyślnie zrealizowana.

Niemniej jest ona pięknym dowodem, do jakiego stopnia polska racja stanu powinna być odłączona od ideologii społeczno-gospodarczych, w jakiej mierze ideologia narodowa powinna nad nimi dominować. Interes Rzeczypospolitej wymagał, aby armia nasza była wówczas organizowana przy radach sołdatów i robotników. Jest jasne, że wobec tego należało ją wówczas tam organizować, podobnie jak cztery lata wcześniej pod sztandarami jego cesarsko-królewskiej apostolskiej mości.

Zasadniczą tu jednak rzeczą jest zrozumienie przez czytelnika tego ogromnego postępu w sytuacji Rzeczy­pospolitej, który znamionowałoby wytworzenie się takiej konstelacji polsko-rosyjsko-francuskiej. Z punktu widze­nia międzynarodowego jest dla nas rzeczą obojętną, czy Polska będzie kiedyś w złych stosunkach z Ukrainą a dobrych z Rosją, czy też odwrotnie – w dobrych z Ukrainą a w złych z Rosją. Kwestią ważną jest jedynie neutra­lizowanie się wzajemne tych dwu państw – Rosji i Ukra­iny – uniemożliwiające właściwie koalicję naszych sąsia­dów wschodnich i zachodnich, tak nam zagrażającą w każdej chwili.

Nie możemy bowiem nigdy zapominać, że historia nieubłaganie zdąża do nowego porozumienia niemiecko-rosyjskiego. Tylko podział Rosji na dwa państwa wzajemnie się neutralizujące, może to niebez­pieczeństwo od nas odwrócić. Które zaś z tych państw będzie w złych, które zaś w dobrych stosunkach z Rzeczpospolitą, to może mieć znaczenie jedynie z punktu widzenia polityki wewnętrznej, nie zaś mię­dzynarodowej.

Tak więc w razie powstania niepodległej Ukrainy bardzo prawdopodobną i pożądaną byłaby konstelacja polsko-rosyjsko-francuska. A jednak dziś ta sama kon­stelacja prekonizowana przez naszą prasę narodowo-demokratyczną, nie wydaje się nam pożądana. Dla­czego? Otóż w dzisiejszej sytuacji porozumienie polsko-rosyjskie przeciw Niemcom ma sens dla tej ostatniej tylko wtedy, gdy zagraża jej niebezpieczeństwo niemieckie.

Ponieważ w razie przeniesienia się Polski do obozu przeciwniemieckiego niebezpieczeństwo niemieckie dla Rosji automatycznie by odpadło i ekspansja niemiecka zwróci­łaby się na powrót w kierunku Pomorza i Śląska, przeto rezultatem tego porozumienia polsko-rosyjskiego byłoby w szybkim tempie nowe Rapallo. Byłoby to mniej więcej to samo, co w odwróconej sytuacji przyniosło w r. 1790 porozumienie Polski z Prusami przeciw Rosji.

Natomiast po wyodrębnieniu się Ukrainy i sprzy­mierzeniu się jej z Rzeszą Niemiecką, ewentualność poro­zumienia polsko-rosyjskiego zyskałaby o wiele trwalsze podstawy, a mianowicie podstawę wspólnego antagonizmu z realnie istniejącym państwem ukraińskim. Dlatego to, co dziś prowadziłoby do katastrofy dyplomatycznej, w tej sytuacji byłoby może nawet pożądane.

Inna rzecz, że i wówczas w antagonizmie polsko-ukraińskim byłaby pewna granica. Niewątpliwie w interesie Ukrainy byłoby odebrać Polsce Galicję Wschodnią i Wołyń, w interesie Polski zwalczać te zapędy. Natomiast bardzo znaczne osłabienie Ukrainy lub nowe zniknięcie jej z karty Europy nie mogłoby leżeć w interesie Rzeczypospolitej, podobnie jak bardzo znaczne osłabienie Rzeczypospolitej nie mogłoby leżeć w interesie Ukrainy.

Stosunek Ukrainy do Polski byłby tu bardzo podobny do stosunku Litwy do Polski. Wprawdzie Litwa wysuwa dziś w stosunku do nas bardzo znaczne pretensje terytorialne, lecz niemniej jest jasne, że znaczne osłabienie Polski mogłoby pociągnąć dla niej konsekwencje co najmniej nieprzyjemne.

Tak np. Metternich w ostatnim okresie rządów Napoleona dążył wprawdzie, według ostatniej historio­grafii francuskiej, do osłabienia Francji, jednak nie w tym stopniu, aby nie mogła ona stanowić przeciwwagi dla Rosji. Częściowo nawet czynił starania utrzymania na tronie dynastii Bonaparte. Tego rodzaju stosunek zaistniałby też prawdopodobnie między Polską a nie­podległą Ukrainą.

Dalszym argumentem przemawiającym na korzyść zaistnienia niepodległej Ukrainy byłoby znaczne osła­bienie jej stanowiska wynikające z antagonizmów z wszystkimi państwami graniczącymi na południowym zachodzie z ZSRR. Interesująco pod tym względem przedstawiałoby się np. znaczenie Rusi Podkarpackiej.

Państwo znajdujące się w jej posiadaniu – bądź to Czechosłowacja, bądź też Węgry – miałoby wyraźny interes w powstrzymaniu Ukrainy w granicach dzisiejszych ZSRR. Tworzyłoby to pewien wspólny front między tym państwem a Polską. Gdyby natomiast Polska – jak tego pragnęliby niektórzy Ukraińcy – dążyła sama do aneksji Rusi Podkarpackiej, z jednej strony utrudniłaby sobie niepotrzebnie wewnętrzny problem ukraiński, w razie powstania niepodległego państwa nad Dnieprem, z drugiej ściągnęłaby na siebie zupełnie niepotrzebnie antagonizm państw środ­kowo-europejskich zgłaszających pretensje do Rusi Podkarpackiej.

W razie powstania niepodległej Ukrainy nad Dnie­prem byłaby również jednak możliwa inna konstelacja polityczna, a mianowicie porozumienie wszystkich naszych sąsiadów – Ukrainy, Rosji i Niemiec – przeciw Rzeczy­pospolitej. Konstelacja ta byłaby zresztą bardzo mało prawdopodobna ze względu na podkreślony przez nas powyżej element sporu rosyjsko-ukraińskiego. Niemniej jednak widywaliśmy w okresie powojennym tak dziwne kombinacje państw, że i tę ewentualność powinno się brać pod uwagę. Otóż celem jej uniknięcia należałoby bliżej zająć się problemem białoruskim.

Gdyby bowiem zagadnienie białoruskie zostało rozwiązane w sposób odmienny jak zagadnienie ukraińskie, tzn. gdyby powstała federacja polsko-białoruska, lub stan obecny, wówczas można by brać teoretycznie pod uwagę moż­liwość koalicji rosyjsko-ukraińskiej przeciw Polsce. W tym bowiem wypadku można by sobie wyobrazić konflikt polsko-rosyjski wskutek istnienia wspólnej granicy między obu państwami.

W razie jednak niepodległości białoruskiej stworzonej jednocześnie z niepodległością ukraińską, brak wspólnej granicy polsko-rosyjskiej wykluczałby właściwie ewentualność sporu tych dwu państw. Dlatego problem niepodległości białoruskiej powinno się stawiać jednocześnie z problemem niepodległości ukra­ińskiej.

Reasumując te wywody o aspekcie międzynarodo­wym niepodległości ukraińskiej, podkreślamy raz jeszcze, że powstanie jej spowodowałoby podział naszego wschod­niego sąsiada na szereg zwalczających się wzajemnie organizmów państwowych. Pytanie zaś, który z tych organizmów w danej chwili będzie się znajdował z Rzecz­pospolitą Polską w dobrych stosunkach, który zaś w złych, to jest już kwestia z punktu widzenia między­narodowego mniej więcej obojętna.

Dla Polski najważniejsza będzie sprawa neutralizowania się wzajemnego tych państw i braku wspólnej granicy z jednym z nich, uniemożliwiającym koalicję przeciwpolską. Myśląc o tych zmianach, które mogłyby nastąpić na terenie Europy Wschodniej, musimy mieć ciągle na uwadze koalicję niemiecko-rosyjską, do której zaistnienia auto­matycznie prowadzi obecne status quo. Wszelkie możliwości musimy więc porównywać w skali ewentualności przymierza dzisiejszych Niemiec i dzisiejszej Rosji przeciw Polsce. Jeszcze o wiele bardziej skomplikowanie przedstawia się sprawa wpływu powstania niepodległej Ukrainy na sytuację wewnętrzną Polski.

Niniejszy tekst to zredagowana i dostosowana do wymogów publikacji on-line pierwsza część rozdziału „Perspektywy niepodległości Ukrainy” z wydanej w 1937 r. z inicjatywy Jerzego Giedroycia książki Adolfa Bocheńskiego pt. „Między Niemcami a Rosją”. Kolejny fragment opublikujemy w najbliższych dniach.

Tytuł, podział na akapity i wybór wyimów i sekcji „w skrócie” podchodzi od redakcji portalu klubjagiellonski.pl. Opracowano na podstawie współczesnego wydania książki w edycji Ośrodka Myśli Politycznej. Najświeższe wznowienie klasycznego traktatu kupić można na stronie Wydawcy.