Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie jesteśmy skazani na rosyjski węgiel i gaz. Czas na Europę bez Putina i jego surowców

Należy ograniczyć lub zlikwidować import węgla z Rosji. Będzie to tym łatwiejsze w realizacji, im mniej jesteśmy zależni gospodarczo od tego surowca. Zabezpieczenie stabilnych mocy wytwórczych powinno mieć priorytet w krótkim okresie – bez względu na to, czy są to źródła „brudne” czy „czyste” środowiskowo. Długoterminowo refleksja na temat inwestycji w energetykę gazową w Polsce jest konieczna. Duet energetyki jądrowej z OZE to sposób na energetyczne uniezależnienie się od Rosji. Maria Sobuniewska rozmawia z Wojciechem Jakóbikiem, redaktorem naczelnym portalu BiznesAlert.

W marcu zawieszamy zbiórkę na działalność Klubu Jagiellońskiego. W miejsce przelewu, który chciałeś nam przekazać – prześlij pieniądze ukraińskiej armii w ramach oficjalnej zbiórki organizowanej przez Narodowy Bank Ukrainy! Tu znajdziesz instrukcję jak to zrobić i wyjaśnienie, dlaczego zachęcamy do takiej formy zaangażowania.

Czy Polska, kupując rosyjski węgiel, wspiera militarne działania rosyjskie?

Państwo polskie nie kupuje węgla z okupowanego Donbasu, natomiast zależność Polski od importu węgla (w którym największy udział stanowi ten rosyjski) jest problemem ze względów nie tylko politycznych, ale także z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. „Czarne złoto”, często przedstawiane dotychczas jako gwarant naszej suwerenności przestaje nim być. W coraz większym stopniu spalamy paliwo spoza naszego kraju.

 analizie, Ponad bilion złotych na import surowców energetycznych do Polski, Forum Energii pisze, że przez ostatnie 20 lat pozycja Rosji wzmocniła się – udział węgla w całkowitym imporcie zwiększył się prawie 12-krotnie i wynosi teraz 75%.

Z punktu widzenia polityki zagranicznej import węgla z Rosji nie jest tak dużym problemem jak np. dostawy gazu. Rynek węgla jest bardziej zliberalizowany niż gazowy i nie jesteśmy zależni od dostaw z jednego kierunku. Mamy rozwiniętą giełdę, która pozwala sprowadzać ten surowiec z całego świata, np. z Kolumbii. Choć nie mamy problemu z zależnością od dostaw z jednego kierunku, to systemowo jesteśmy ogólnie zależni od importu węgla przez niewydolność naszego sektora.

Oczywiście, należy ograniczyć lub zlikwidować import z Rosji w obliczu agresji reżimu Władimira Putina na Ukrainie. Warto podkreślić jeden fakt – będzie to tym łatwiejsze do realizacji, im mniej jesteśmy zależni od tego węgla w gospodarce.

A jakie są alternatywy dla kierunku rosyjskiego? Np. węgiel kolumbijski jest dużo droższy w porównaniu z rosyjskim…

W kontekście sankcji wobec Rosji nie możemy patrzeć tylko i wyłącznie na cenę. Można kupić tani węgiel spoza Rosji, ale cena nie jest w tym momencie najważniejsza. Najwyższą cenę musi ponieść reżim na Kremlu za zbrodnie wojenne, których już się dokonał. Możemy zakupić węgiel ukraiński czy amerykański.

Czy mamy techniczne możliwości, żeby całkowicie odciąć się od rosyjskich surowców? Polska przygotowuje od kilku lat infrastrukturę energetyczną, przynajmniej pod gaz. Ale czy Europa jest równie dobrze przygotowana na dywersyfikację tego surowca?

Rzeczywiście, Polska zdała egzamin z dywersyfikacji w sektorze gazu. Inwestujemy z dużym wsparciem środków unijnych w infrastrukturę pozwalającą sprowadzać gaz spoza Rosji. Działa terminal LNG, pod koniec roku zaczniemy wykorzystywać gazociąg Baltic Pipe, mamy połączenia z sąsiadami i rozbudowaliśmy sieć krajową – to wszystko pozwoli nam od 2023 roku nie kupować gazu od rosyjskiego Gazpromu.

Mocno uzależnione od rosyjskiego błękitnego paliwa są m.in. Austria, Bułgaria i Węgry. Jaskrawym przykładem niepowodzenia polityki dywersyfikacji dostaw gazu są Niemcy, które niedługo po nielegalnej aneksji Krymu wypuściły Rosjan do akcjonariatu magazynów gazu i weszły w sezon grzewczy 2021/2022 z rekordowo niskimi zapasami w tych obiektach, które kontrolował Gazprom.

W obliczu tego co dzieje się na Ukrainie można podejrzewać, że ta rosyjska spółka została wykorzystana do przygotowania gruntu pod inwazję na Ukrainę poprzez ograniczenie podaży gazu w Europie. Niewielka ilość gazu na rynku europejskim mogła być sposobem na sparaliżowane Europy, by ta nie była zdolna przeciwstawić się Rosji. Te wysiłki się nie powiodły. Obserwujemy ścisłą współpracę Komisji Europejskiej i Waszyngtonu na rzecz interwencyjnych dostaw gazu i planów ograniczenia poboru gazu na wypadek przyszłych problemów.

Według oficjalnych danych gaz nadal płynie przez Ukrainę. Do tej pory Rosjanie nie zakręcili kurka z gazem, ale wraz z poszerzeniem sankcji mogą zostać utrudnione rozliczenia transakcji gazowych i naftowych, a także możemy doświadczyć przerw w dostawach. To jest kolejna cena, którą warto ponieść za cenę ograniczenia ryzyka nowego konfliktu zbrojnego na skalę europejską.

Czy dzisiaj realnie myśli się w kontekście sankcji o nałożeniu embarga na surowce rosyjskie? Czy jesteśmy jako Polska oraz również jako Europa przygotowani na odcięcie od rosyjskich surowców?

Rozważane są sankcje na dostawy węglowodorów z Rosji, ale na razie nie ma rozstrzygnięcia w tej sprawie. Nieprzypadkowo minister spraw zagranicznych Ukrainy zaapelował o embargo naftowe, a nie gazowe. Rynek naftowy jest dużo bardziej rozwinięty, dużo bardziej zdywersyfikowany – ropę można stosunkowo łatwo kupić na giełdzie.

Jednak pewną barierą do przezwyciężenia jest fakt, że ropa rosyjska ma określoną charakterystykę i nie każda inna mieszanka zastępuje ją równie skutecznie. Przykładem dobrego zamiennika jest ropa irańska, a gorszego saudyjska czy amerykańska. Ropa rosyjska jest składowana w magazynach w Europie, gdzie nie ma takich niedoborów jak na rynku gazu.

Polska mogłaby wytrzymać kilka miesięcy bez dostaw z Rosji. Testem dającym do myślenia w kontekście agresji na Ukrainę był kryzys zanieczyszczonej przez Rosjan ropy z 2019 roku. Wtedy Polska musiała zatrzymać dostawy. Ropociąg Przyjaźń stał przez kilkanaście tygodni, a mimo to nie groził nam niedobór paliw.

Większym zagrożeniem jest samo straszenie drożyzną i niedoborami. Widać, że takie próby zostały podjęte bezpośrednio po rozpoczęciu ataku rosyjskiego na Ukrainę, kiedy niektóre środowiska rolnicze ostrzegały przed rzekomym niedoborem paliwa w Polsce.

Czy obecna sytuacja nie wymaga pewnego zahamowania polityki klimatycznej? Czy jest to moment na zatrzymanie unijnego systemu handlu emisjami (ETS)? Może czas zmienić myślenie i zacząć bardziej myśleć o bezpieczeństwie energetycznym całej Europy niż o obsesyjnym trzymaniu się celów klimatycznych, stworzonych w innej rzeczywistości?

Wydarzenia na Ukrainie sprawiają, że w trójkącie bezpieczeństwo, środowisko i opłacalność ekonomiczną, priorytet uzyskuje bezpieczeństwo. Zabezpieczenie stabilnych mocy wytwórczych powinno mieć priorytet w krótkim okresie – bez względu na to, czy są to „brudne” czy „czyste” moce wytwórcze.

Długoterminowo refleksja na temat inwestycji w energetykę gazową w Polsce jest konieczna, ale to nie znaczy, że powinniśmy schodzić ze ścieżki odchodzenia od paliw kopalnych. Połączony duet energetyki jądrowej (dającej suwerenność w energetyce) z odnawialnymi źródłami energii, które przy zabezpieczeniu odpowiednim uzależniają od paliw kopalnych – to także sposoby na uniezależnienie się od Rosji. Należy starać się, aby w przyszłości stacja benzynowa Putina została ze swoimi paliwami w izolacji i nie mogła ich używać, jako narzędzia wpływu politycznego na Zachód.

Krótkoterminowo może okazać się, że będzie łatwiej o taryfę ulgową ze strony Unii Europejskiej wobec Polski. Państwa, które są maruderami transformacji energetycznej, będą miały dodatkowy argument za tym, żeby odpuścić tempo zielonej transformacji ze względu na bezpieczeństwo energetyczne.

Z drugiej strony są też argumenty za przyspieszeniem transformacji – żeby przeskoczyć „moment gazowy”, gdy gaz ziemny miałby być paliwem przejściowym pomiędzy węglem a OZE. Paradoksalnie, może być korzystne, aby dłużej utrzymywać energetykę węglową i od razu z niej przeskoczyć na atom i Odnawialne Źródła Energii, omijając większe wykorzystanie gazu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.