Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Apel do niemieckich elit: skończmy z zasadą „Russia first”. Eksperci KJ na łamach „Die Welt”

Apel do niemieckich elit: skończmy z zasadą „Russia first”. Eksperci KJ na łamach „Die Welt” Print screen z materiału Die Welt https://www.youtube.com/watch?v=zirAc9VD1fk

Drodzy przyjaciele Niemcy, mamy dziś w Europie moment szczególny. To chwila, gdy trzeba podjąć trudny wybór między różnymi wartościami i interesami, które najchętniej chcielibyśmy pogodzić. To właśnie w takich momentach realnie pokazujemy na zewnątrz, ale i uświadamiamy sobie samym, nasze prawdziwe priorytety. Piszemy do Was otwarcie, licząc, że Wasz ostateczny wybór potwierdzi wizję dzisiejszych Niemiec, którą staraliśmy się prezentować i doceniać, często wbrew dominującym w naszym kraju i naszym środowisku politycznym głosom.

Reprezentujemy tę część polskich środowisk konserwatywnych, które uważają współpracę polsko-niemiecką za ważną nie tylko dla naszych państw, ale także dla całej Unii Europejskiej. Klub Jagielloński to konserwatywny think tank, który od wielu lat wskazuje, że pomimo wielu różnic między Polską a Niemcami w naszych relacjach przeważać powinny wspólne interesy i wartości, które wspólnie możemy pielęgnować.

Również w ostatnich siedmiu latach, w epoce rządów konserwatywnej centroprawicy, staraliśmy się uwypuklać ten punkt widzenia. Z dumą współtworzyliśmy wraz z państwowymi think tankami raport o polsko-niemieckiej współpracy gospodarczej, w którym z satysfakcją opisywaliśmy rosnącą kooperację gospodarczą między Niemcami a Polską i pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej (V4).

Konkluzją raportu było optymistyczne wskazanie, iż wspólnie tworzymy bardzo efektywny ekosystem gospodarczy, który wszystkim daje duże korzyści. Raport poprzedzony był przedmową ówczesnej minister przedsiębiorczości i technologii, a późniejszej wicepremier polskiego rządu Jadwigi Emilewicz oraz był dyskutowany wraz z ministrem gospodarki i energii Peterem Altmaierem na polsko-niemieckim forum gospodarczym, które odbyło się w Berlinie w marcu 2019 roku.

Od tego czasu pozytywny trend wzrostu wymiany handlowej jeszcze się wzmocnił. Łącznie V4 jest od dawna najważniejszym partnerem handlowym Niemiec. Sama Polska jest obecnie 5. partnerem handlowym Niemiec i wyprzedza Wielką Brytanią czy Włochy. Wartość obrotów polsko-niemieckich jest niemal trzy razy większa, niż handel Niemiec z Rosją, która cieszy się przecież nadal opinią kluczowego partnera gospodarczego Niemiec.

Przed ostatnimi wyborami w Niemczech również staraliśmy się budować mosty polsko-niemieckiego zrozumienia. W niemającym odpowiednika w polskich mediach cyklu zaprosiliśmy do dialogu przedstawicieli wszystkich głównych sił politycznych, również polityków rządzącej dziś w Niemczech koalicji. Z satysfakcją odnotowywaliśmy na naszych właśnie łamach deklaracje przedstawicieli socjaldemokratów (Dietmar Natan: „Liczba Russlandversteher i Chinaversteher ostatnio dramatycznie spada. Dlaczego? Ponieważ nawet ludzie, którzy lubią pracować z oboma krajami, stwierdzają, że ich polityka bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich 10 czy 20 lat – jest coraz bardziej agresywna”), liberałów (Alexander Graf Lambsdorff: „Widzimy cyberataki, zabójstwa, kampanie dezinformacyjne, zakłócanie procesów wyborczych w zachodnich demokracjach, wsparcie dla skrajnie prawicowych i lewicowych grup, które łączy nienawiść do udanej integracji europejskiej”) i zielonych (Franziska Brantner: „Niemcy nie mają prawa do działania wbrew interesom wschodnioeuropejskich partnerów”). Byliśmy dumni, że dzięki tej pracy polscy, konserwatywni czytelnicy mogą zapoznać się bezpośrednio z poglądami środowisk politycznych, którzy niebawem będą mieli wpływ na kluczowe dla obu naszych państw sprawy.

W naszym środowisku staraliśmy się realistycznie oceniać niemieckie przywództwo w UE. Choć nie szczędziliśmy krytyki, kiedy interes gospodarczy Waszego państwa brał górę nad solidarnością całej wspólnoty (gazociąg Nord Stream), to jednocześnie staraliśmy się doceniać, że europejska tożsamość w żadnym innym państwie członkowskim UE nie jest tak mocna jak w Niemczech. Ze zrozumieniem przyjmowaliśmy, że Berlin forsuje nie tylko wizję silnej Europy, ale także Europy będącej przykładem i inspiracją dla innych. Nacisk na wartości i wizję „siły normatywnej” odczytywaliśmy jako ideę bliską naszej chrześcijańsko-demokratycznej tożsamości, w której istotną rolę odgrywa idea solidarności.

Zagrożenie nową rosyjską agresją na Ukrainę jest momentem, kiedy życie mówi „sprawdzam” i weryfikuje to, co mówiliśmy i myśleliśmy do tej pory. Zgromadzenie na granicy z Ukrainą ponad 120 tys. rosyjskich wojsk to wydarzenie bez precedensu w powojennej Europie, choć wydawało nam się, że po rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r., po początku okupacji Krymu w 2014 r. i militarnego ataku w Donbasie nic nas w polityce rosyjskiej nie zaskoczy.

Potencjalna rosyjska agresja to moment szczególnej próby nie tylko dla Ukrainy — jej niepodległości, integralności terytorialnej i zdolności do dalszego rozwoju. To także moment próby dla całego Zachodu, a przede wszystkim jego aksjologicznych podstaw. Przez lata budowaliśmy tożsamość naszego kontynentu jako szczególnego miejsca na Ziemi: jako miejsca, w którym absolutny priorytet mają wartości decydujące o naszym człowieczeństwie. Wartości takie jak godność, wolność i pokój. Tę postawę chcieliśmy promować także poza UE. Te wartości wymagają dziś obrony nie retorycznej, ale w praktycznym działaniu.

Niestety, ze smutkiem i rozczarowaniem obserwujemy postawę jednego z najważniejszych państw UE, jakim są Niemcy. Nie do zaakceptowania jest niemiecka ambiwalencja i próba szukania symetrii pomiędzy dwiema stronami potencjalnej nowej odsłony konfliktu. Nie dotyczy on dwóch równorzędnych postaw państw, które siłowo chcą dobrowolnie rozwiązać bilateralne problemy. Sytuacja na wschodzie jest bardzo czytelna. Wiemy, kto jest agresorem, a kto ofiarą. A tam, gdzie mamy do czynienia z ofiarami, tam musimy reagować.

Konieczność wsparcia Ukrainy wynika jednak nie tylko z powodów moralnych, ale także kalkulacji politycznych. Cicha zgoda na to, aby jedno państwo dokonało militarnej agresji na drugie tuż za granicami UE, zmniejszy poczucie bezpieczeństwa w wielu państwach członkowskich UE. To trwale odciśnie piętno na procesie integracji europejskiej. Brak adekwatnej reakcji będzie utwierdzał wszystkich w przekonaniu, że wartości głoszone przez UE są pustymi sloganami.

Poza tym będzie oznaczało zachętę do dalszej destrukcji ładu, który z takim mozołem jako Zachód budowaliśmy po II wojnie światowej. To Niemcy odegrały w tym procesie szczególnie ważną i pozytywną rolę. Brak reakcji Zachodu będzie manifestacją naszej słabości. Będzie to osłabiać nie tylko nasz wizerunek, ale także zdolność oddziaływania UE jako globalnego aktora.

Dziś najważniejszą formą pomocy Ukrainie jest wysłanie tego, co im najbardziej potrzebne — narzędzi obrony własnej suwerenności. Ukraińcy potrzebują sprzętu wojskowego, a tymczasem niemieckie władze nie tylko nie chcą wysyłać własnej broni, ale jeszcze blokują wysyłanie byłego niemieckiego uzbrojenia z innych państw. Jest to sytuacja moralnie niezrozumiała, a politycznie przeciwskuteczna. To właśnie wyposażenie strony ukraińskiej w sprzęt wojskowy będzie obniżać, a nie zwiększać szanse na konflikt zbrojny.

Ale równie ważne jest wsparcie polityczne. Żeby było ono skuteczne, to głównym adresatem nie powinna być Ukraina, ale Rosja. To ona tworzy problem, który wymaga rozwiązania. Obecna sytuacja dojrzała do tego, aby władzom na Kremlu wysłać zdecydowaną odpowiedź, iż jakakolwiek forma agresji spotka się z bezprecedensową reakcją Zachodu, nieporównywalną z sankcjami nałożonymi w 2014 r. Zachód musi wysłać spójny sygnał, że rosyjska agresja będzie oznaczać nie punktowe kary, ale fundamentalną zmianę zasad gry. Zachód nie powinien się zawahać przed totalną izolacją Rosji i uderzenie tam, gdzie Putin realnie to odczuje. Już dziś, zanim jeszcze doszło do nowej rosyjskiej agresji, należy pracować nad listą sankcji, która będzie odpowiednio zakomunikowana władzom na Kremlu.

Aby taki sygnał był wiarygodny, nie można ograniczyć się do tego co będzie jutro, nie zmieniając niczego dzisiaj. Rosyjskie zachowanie już teraz uzasadnia podjęcie ważnych strategicznych decyzji niezależnie od tego, czy rosyjskie wojska wkroczą na Ukrainę, czy Putin będzie próbował osłabić bezpieczeństwo w regionie innymi metodami. Przede wszystkim rok 2022 powinien stanowić cezurę w myśleniu o Rosji jako potencjalnie konstruktywnym partnerze, z którym należy rozwiązywać problemy globalne.

Rosja udowodniła, że sama jest kluczowym problemem wymagającym reakcji. Nie można jej dłużej traktować jak niesfornego i buntującego się nastolatka, który wymaga delikatności i wyrozumiałości. Ponad 20-letnie rządy Putina udowodniły, że jedyne co w systemie politycznym Rosji dojrzewa, to autorytaryzm władzy. Do czasu zmiany imperialnej polityki Moskwę niestety należy traktować jak niebezpiecznego bandytę, którego należy osłabiać, a nie potencjalnego partnera, z którym należy budować wizję współpracy.

Podkreślmy bardzo wyraźnie, że zachowanie Rosji nie jest problemem tylko dla Ukrainy, ale całego Zachodu. Od wielu lat to Rosja jest obok Chin państwem rewizjonistycznym domagającym się i aktywnie działającym na rzecz obalenia pozimnowojennego ładu, który zbudował Zachód. Od dawna wiedzieliśmy, że podważa promocję bliskich nam wartości w wielu miejscach świata, m.in. destabilizując Bliski Wschód (Syria) i Afrykę (Mali). Od niedawna mamy też dowody, że ingeruje nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz UE wpływając w bezprawny sposób w proces wyborczy w wielu państwach członkowskich, stanowiąc wyzwanie dla demokracji w Europie.

Powyższe działania powodują, że już teraz w pierwszej kolejności należy zerwać z niepisaną zasadą wschodniego sąsiedztwa UE pt. „Russia First”. Zasada ta przez lata polegała na unikaniu działań, które byłyby odebrane na Kremlu jako nieprzyjazne. To właśnie z uwagi na Rosję Zachód nigdy nie przedstawiał oferty członkostwa dla państw wschodniego sąsiedztwa w dwóch kluczowych organizacjach — UE i NATO. Kluczowym „vetoplayerem” były niestety właśnie Niemcy, a głównym powodem zasada „Russia First”. Czas to zmienić.

Już dziś powinniśmy pomyśleć jak pozbawić Rosję kluczowego narzędzia wpływu na Europę, czyli zależności energetycznej. Celowe wstrzymanie dostaw gazu, aby podnieść jego cenę, doprowadziło do rekordowej inflacji i wysokich cen energii uderzających europejski przemysł i gospodarstwa domowe. Wystawia to na próbę społeczną akceptację strategicznego celu UE, jakim jest budowa Europejskiego Zielonego Ładu. Już choćby to zachowanie wystarcza do zdecydowanej reakcji, ponieważ udowadnia, że handel gazem jest nie tylko narzędziem polityki gospodarczej, ale przede wszystkim politycznej.

Potrzebujemy szybko przyjąć pakiet rozwiązań, które będą redukować znaczenie rosyjskich surowców, szczególnie gazu, w Europie. Zacząć należy od gazociągu Nord Stream 2, którego uruchomienie nie tylko nie zmniejszy, ale zwiększy zależność i podatność na politykę Kremla. Opcją optymalną jest niedopuszczenie do uruchomienia gazociągu, który radykalnie pogorszy położenie Ukrainy wobec Rosji. Opcją minimalną jest pełne zastosowanie prawa europejskiego wobec gazociągu, które obniży koszty tego przedsięwzięcia dla UE.

Polacy, także o konserwatywnych poglądach, nie są rusofobami, niechętnymi Rosji z powodów historycznych. Polskie władze przed rosyjską agresją na Ukrainę w 2014 r. szukały, tak jak inne państwa Zachodu, „resetu”. Często dokonując jednostronnych ustępstw, które nie wywołały żadnej zmiany w rosyjskiej polityce. Zapraszamy Rosję do europejskiej rodziny, kiedy tylko będzie chciała do niej dołączyć, ale zaproszenie nie jest bezwarunkowe. Respektowanie fundamentalnych zasad konstytuujących przyjazne stosunki międzynarodowe musi być warunkiem sine qua non.

Pamiętajcie — świat, UE, Polska z uwagą, ale i zaniepokojeniem na Was patrzą. Dziś ma miejsce test przywództwa w Europie. Wasze pierwsze reakcje nie napawają optymizmem, ale na działanie jeszcze nie jest za późno. Wiemy, że dojrzewa w Niemczech nowe pokolenie i nowa generacja polityków, które mają bardziej realny obraz Rosji i nie są intelektualnie skrępowani zasadami dotychczasowej Ostpolitik. Polityka ta miała swoje uzasadnienie w zimnowojennych realiach, ale kontynuacja metody „zmiany przez zbliżenie” czy „zbliżenie przez powiązanie” w warunkach roku 2022 jest ośmieszaniem idei zasłużonego dla Niemiec, ale i polsko-niemieckich relacji, kanclerza Willego Brandta.

Wbrew pozorom to nie historia stanowi kluczowym problem relacji polsko-niemieckich. Fundamentem ograniczonego zaufania do Niemiec na polskiej prawicy jest właśnie Wasza polityka wobec Rosji. To właśnie niezrozumiała niemiecka tolerancja wobec zachowań Kremla była i jest strategiczną barierą. Obserwując rosyjską agresję na Gruzję, Ukrainę, militaryzację obwodu kaliningradzkiego czy rosyjsko-białoruskie ćwiczenia ataku na Polskę, nie powinniście się dziwić, że Polska nie czuje się bezpiecznie.

Tymczasem jeszcze do niedawna oczekiwanie wzmocnienia wschodniej flanki NATO spotykało się z oporem ze strony Niemiec, tak samo jak propozycja nadania NATO-wskiego MAP (Membership Action Plan) Ukrainie czy Gruzji. Wielu Polaków mogło mieć wrażenie, że wschodni sąsiad i sojusznik z UE i NATO jest mniej ważny od państwa, które nie tylko nie należy do tych organizacji, ale działa aktywnie na rzecz ich politycznego rozbicia.

Nie raz w środowisku polskiej centroprawicy przekonywaliśmy nieprzekonanych, że mimo różnic interesów warto szukać przestrzeni do współpracy z Berlinem. Wierzyliśmy, że choć wiele zachowań Rosji w Niemczech się toleruje, to z pewnością nie pozwoli się na przekroczenie „red lines”. Dziś obserwując niemiecką postawę wobec Ukrainy, nie jesteśmy już tego pewni. Ta sytuacja jest kluczowa dla przyszłości polsko-niemieckich stosunków.

Jeśli niemiecka bezczynność się nie zmieni, a Rosja dokona agresji na Ukrainę, to będzie to wzmacniać te siły, które od wielu lat powtarzają, że wartości, o których mówią Niemcy są jedynie nic nieznaczącą zasłoną. Potwierdzi, z czym przez lata polemizowaliśmy, że liczą się dla Was wyłącznie partykularne interesy biznesowe realizowane kosztem nie tylko Ukrainy, ale także Polski i innych państw środkowej Europy. Trudno będzie znaleźć nam argumenty, że tak rzeczywiście nie jest.

Jeśli zdecydujecie się na zmianę polityki wobec Rosji i aktywnie pomożecie Ukraińcom, to będzie to otwarcie drogi do nowego rozdziału w relacjach Polski i Niemiec. Jesteśmy przekonani, że będzie to możliwe choćby jutro, również – a może przede wszystkim – za rządów centroprawicy w Polsce. Do Was należy wybór. Wierzymy, że podejmiecie dobrą decyzję.

 Artykuł stanowi rozwinięcie tekstu pierwotnie opublikowanego na łamach Die Welt.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.