Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rosja chce zmienić porządek światowy. Zachód musi stanąć do walki albo przegra

Rosja chce zmienić porządek światowy. Zachód musi stanąć do walki albo przegra Print screen z materiału Sky News https://www.youtube.com/watch?v=W57I2mzAr9c

Kraje europejskie i USA muszą powstrzymać rewizjonistyczne działania Rosji wszelkimi dostępnymi środkami. Nie z pobudek moralnych, ale w swoim dobrze pojętym interesie. Gra toczy się nie tylko o suwerenność Ukrainy, ale o zmiany w globalnym układzie sił. Jeśli Zachód nie chce ustąpić miejsca rewizjonistycznemu sojuszowi Rosji i Chin, musi stanąć z nim do walki.

Sytuacja na wschodzie jest znacznie poważniejsza, niż się to może wydawać. Nawet jeśli militarnie nie doszło jeszcze do najgorszego, czyli do pełnowymiarowego starcia dwóch armii, to z punktu widzenia politologa mamy do czynienia z czymś, co można porównać do sytuacji bezpośrednio poprzedzającej wybuch wojny w 1939 r. Mamy bowiem do czynienia z rewizjonistyczną potęgą, która nie przyjmuje do wiadomości obecnego układu granic i nie zgadza się z równowagą sił w Europie. Problem obrońców status quo polega zaś na tym, że zbyt długo nie traktowano poważnie tego, co mówił Władimir Putin.

Putin jest gotowy na wojnę. Czy Zachód też?

Tuż przed oficjalnym uznaniem niepodległości Republik Ługańskiej i Donieckiej Władimir Putin wygłosił długie orędzie do narodu. Niemal każde zdanie w tej dwugodzinnej tyradzie wyrażało chęć powrotu do pożądanego stanu geopolitycznego z przeszłości przy użyciu siły. Putin mówił wręcz z nostalgią o dawnych rosyjskich imperialnych granicach sprzed pokoju ryskiego. Pojawiło się nawet puszczenie oka do skrajnych niemieckich nacjonalistów i mowa o Polsce, która otrzymała po 1945 r. „rdzennie niemieckie ziemie”. To przemówienie nie jest przy tym odosobnionym incydentem. Władimir Putin wielokrotnie już na ten temat publikował i przemawiał. Jego rewizjonistyczne expose poprzedzone zaś było wielomiesięcznym propagandowym urabianiem społeczeństwa. Niczym trenerzy piłkarscy, stratedzy podczas programów telewizyjnych nadawanych w porze największej oglądalności kreślili flamastrami linie możliwej ofensywy, nie oszczędzając przy tym ani Ukrainy, ani państw bałtyckich, ani nawet Polski. W efekcie zdecydowana większość społeczeństwa była w Rosji gotowa i pogodzona z wojną. Media obiegło niedawno zdjęcie zaledwie kilku osób, które w Moskwie protestowały przeciwko wojnie. W Rosji brakuje większych protestów i organizowania się ludzi w obronie Ukrainy.

Takie właśnie informacje politycznie przekonują bardziej o nieuchronności poważniejszego niż dotąd konfliktu zbrojnego na Ukrainie niż dane czysto militarne. Autorytarny lider, który ogłosił rewizjonistyczny plan, następnie zmilitaryzował i zmobilizował wokół siebie społeczeństwo, nie może się tak po prostu wycofać. Zresztą nie chce tego robić. Efekt mobilizacji wobec zewnętrznej wojny pozwala mu bowiem utrzymać władzę w obliczu rozmaitych wewnętrznych wyzwań. Kto dziś pamięta w Rosji o Aleksieju Nawalnym czy protestach młodych ludzi kpiących podczas pandemii, że izolujący się Putin to „dziad z bunkra”. Teraz Putin zupełnie świadomie stał się jedynym obrońcą oblężonej twierdzy. W bunkrze zamknięci są z nim niejako wszyscy Rosjanie.

Tymczasem rosyjskie czołgi wjechały już na sporne tereny. Nie ma więc mowy o separatystach i zamrożonych konfliktach. W sensie politycznym mamy do czynienia z zupełnie nową jakością, nie przypominającą konfliktu czeczeńskiego i czymś prowadzonym na zupełnie inną skalę niż starcie w Gruzji w 2008 r. Regularna armia rosyjska przekroczyła międzynarodowo uznane granice suwerennego państwa europejskiego. Szef rosyjskiego MSZ, Siergiej Ławrow, wkrótce potem podważył zaś otwarcie prawo Ukrainy do samostanowienia. Równocześnie na całej linii konfliktu doszło do wzmożonego ostrzału ze strony separatystów. W tej sytuacji każda reakcja strony ukraińskiej może być potraktowana przez Rosję jako pretekst do większej operacji. Skoro w Doniecku i Ługańsku są już rosyjscy żołnierze, to wkrótce będą też rosyjskie ofiary w tym konflikcie, a to uzasadni jeszcze śmielsze działania Rosji. Nie wspominając już o tym, że Władimir Putin sugerował, iż terytorium dwóch separatystycznych regionów trzeba poszerzyć. Łakomym kąskiem byłby zwłaszcza portowy Mariupol nad Morzem Azowskim, którego przejęcie pozwoliłoby połączyć zajęte wcześniej terytorium na Krymie z nowymi republikami. Niewykluczony jest jednak też duży atak ze wschodu w kierunku Charkowa i dalej w głąb terytorium Ukrainy.

Wobec nadchodzącej III wojny światowej

Pierwsze reakcje UE i USA okazały się niemrawe. Wprawdzie Niemcy ogłosiły wstrzymanie certyfikacji gazociągu Nord Stream II, ale ogłoszony prze Waszyngton zakaz utrzymywania relacji gospodarczych i politycznych z nowymi republikami w praktyce niewiele znaczy. Są plany sankcji, nie mówi się na razie jeszcze o wyłączeniu Rosji z systemu transferów finansowych Swift. To ogromny błąd.

Zachód powinien właśnie teraz wszelkimi możliwymi środkami natychmiast wesprzeć Ukrainę, tzn. użyć wszystkich narzędzi gospodarczych i jak najszybciej dozbroić armię ukraińską. Nie chodzi tu wcale o wartości moralne, prawne czy nawet o zachodnią tożsamość w sensie kulturowym. Chodzi o to, że zdecydowany opór jest jedyną racjonalną strategią elit broniących status quo w starciu ze zdeterminowanym rewizjonizmem o globalnym wręcz rozmachu. Władimira Putina nie trzeba o takie zamiary podejrzewać. Wystarczy na poważnie potraktować to, co sam mówi. Błędy popełniono dekady temu, myśląc, że oto mamy do czynienia z młodszym i sprawniejszym Borysem Jelcynem. Nie, w sensie polityki międzynarodowej mamy do czynienia z konsekwentnym, świadomym burzycielem zastanego ładu. Politykiem, jakiego w Europie nie było od osiemdziesięciu już lat.

Ponadto Rosja Putina jest, podobnie jak Niemcy Hitlera, sprzymierzona z dużą wschodnią potęgą. W latach 30. eurazjatyckim partnerem głównego europejskiego rewizjonisty stał się na jakiś czas ZSRR. Teraz jednak centrum światowej gospodarki, a więc i militarnych napięć, przesunęło się na wschód. Europejskim rewizjonistą numer jeden jest więc Rosja, a jej wschodnim sprzymierzeńcem są Chiny. Chińska dyplomacja, pomimo rytualnych wezwań do pokoju, nie bez powodu poparła zdecydowanie rosyjskie postulaty dotyczące zmniejszania obecności NATO w Europie Środkowo-Wschodniej. Chinom oczywiście działania Rosji są na rękę, wiążą siły amerykańskie w Europie, nie pozwalają Waszyngtonowi  skupić się na Pacyfiku. A przecież sytuacja wokół Tajwanu, choć jeszcze nie tak poważna jak na Ukrainie, pomału zmierza w podobnym kierunku.

Tektoniczne zmiany w światowym porządku

Spróbujmy więc spojrzeć na działania Putina z globalnej perspektywy i na chwilę oderwać się od małych kalkulacji typu: „autonomia, tak, niepodległość nie” albo „pogodzimy się z niepodległymi republikami, ale stracicie Swift, jeśli pójdziecie dalej”. W długofalowym, globalnym ujęciu absolutne żadne targi zachodnich przywódców z Putinem nie mają sensu, tak jak nie miały one sensu w przypadku Hitlera.

Ostateczna realizacja geopolitycznych ambicji Rosji jest bowiem powiązana z jeszcze większym, jeśli chodzi o potencjał gospodarczy i ludzki, rewizjonizmem Chin. Jeśli zaś oba rewizjonistyczne mocarstwa zrealizują swoje plany, to obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości politycznej, w której cały garnitur obecnych elit, mówiąc najoględniej, pójdzie w odstawkę. Zachodni przywódcy od czasów George’a W. Busha planowali, by Rosję przeciągnąć na swoją stronę w grze z Chinami. Kreml jednak tę ofertę odrzucił, pomimo ograniczonego potencjału zarówno gospodarczego, jak i demograficznego. W efekcie teraz Putin musi na dłuższą metę albo wygrać ręka w rękę z Chinami, albo sromotnie przegrać. Jego zachodni adwersarze muszą zaś dać mu odpór albo pogodzić się z porażką, która kompletnie zmieni globalny układ sił. Polityka jest oczywiście „brudna” i wymaga wielu wątpliwych kompromisów. Bywają jednak momenty, kiedy nie przynoszą one odprężenia i słuszne jest tylko i wyłącznie twarde stanowisko. Nawet Machiavelli namawiał swojego księcia, by w niektórych sytuacjach przestał być lisem i poczuł w sobie lwa, stanął do walki. Inaczej po prostu zjedzą go wilki.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.