Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Ekologiczna apokalipsa lub utrata narodowej suwerenności? Trzecia droga, czyli realizm klimatyczny

Ekologiczna apokalipsa lub utrata narodowej suwerenności? Trzecia droga, czyli realizm klimatyczny Autor: Marek Grąbczewski

Albo odejście od węgla do 2030 r., albo rezygnacja z polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Albo utrata przyszłości, albo politycznej suwerenności. Albo troska o życie naszych dzieci, albo o suwerenność energetyczną opartą na węglu. Wydaje się, że klimatyczni radykałowie po prawej i lewej stronie debaty publicznej postrzegają świat w czarno-białych barwach i używają języka rozgrzanego do czerwoności. A tymczasem być może przed nami najważniejsza debata w III RP.

Histeryczny język apokalipsy i walka o suwerenność

Listopad 2021. Przez Warszawę, Kraków i inne polskie miasta przechodzą Młodzieżowe Strajki Klimatyczne. Setki młodych ludzi wykrzykują hasła o utracie przyszłości, 30 latach bierności, ratowaniu planety i odejściu od węgla do 2030 r. Dla tych młodych ludzi nie ma dzisiaj mowy o kompromisach. Nie zamierzają rozmawiać z żadnym ministrem klimatu ani politykiem. Przecież to ci ostatni są winni temu, że polska energetyka uzależniona jest od węgla, to oni 5 lat temu wycinali Puszczę Białowieską, to oni dziś budują zaporę dla zwierząt na granicy z Białorusią. Polska przyroda jest niszczona, planeta umiera, a w takiej sytuacji nie ma przecież czasu na działania na pół gwizdka. Każde pokolenie ma swoją walkę, a ich jest właśnie ta o klimat.

Po drugiej stronie mitycznej barykady stoją oni. Poza nielicznymi wyjątkami polska prawica długo nie podejmowała tematów klimatycznych. Co prawda, programy rządowe, jak np. „Czyste Powietrze”, od dawna cieszą się powodzeniem, ale to dopiero jedno z wielu niezbędnych wciąż działań do podjęcia. Gdy w grudniu 2020 r. premier Mateusz Morawiecki zaakceptował unijny cel redukcji emisji o 55%, środowiska prawicowe nieśmiało komentowały posunięcie rządu.

Pierwsze strony gazet zdominowały raczej głosy o „braku polskiego weta” niż zgoda premiera na unijne przyspieszenie na drodze do klimatycznej neutralności. Nie spotkało się to z przesadną sympatią, ale radykalnego sprzeciwu też nie było. Aż do czasu. Gdy wraz z europejskim kryzysem gazowym i wzrostem cen uprawnień do emisji CO2 zaczęły rosnąć koszty za politykę klimatyczną, wywołało to ostry sprzeciw. Znów w debacie pojawiły się dawno niesłyszane hasła suwerenności energetycznej opartej na węglu, a nawet odwołujące się do potrzeby wypowiedzenia pakietu klimatycznego UE.

Powiedzieć, że unijna polityka klimatyczna jest dla Polski niekorzystna, to jak nic nie powiedzieć. Gdy ceny uprawnień za emisje szybują w niespotykanym tempie, a polska gospodarka jak żadna inna w UE opiera się na węglu, szukanie własnej ścieżki transformacji jest niemalże niemożliwe. Drugorzędne znaczenie mają 3 dekady zapóźnienia polskiej energetyki.

Polityka klimatyczna to przecież nie jedno łatwo aplikowalne rozwiązanie, lecz konglomerat niezliczonej liczby dyrektyw, z którymi każda decyzja polskich władz musi być zgodna. Cóż to jest jak nie utrata suwerenności? Nie wspominając o tym, że polityka klimatyczna w takim kształcie powiększy dystans dzielący Warszawę od mitycznego Zachodu. Polaków nie stać na transformację na brukselskich warunkach i trudno się z tym nie zgodzić. Unia nie zmieni zdania, a skoro tak, to może lepiej dać sobie spokój z tym całym klimatem?

Słowem, klimat i środowisko znalazły się pod ostrzałem radykałów po lewej i prawej stronie. Dla jednych głównym winowajcą jest pobłażający górnikom rząd PiS-u, a dla drugich szaleńcza polityka klimatyczna Unia Europejskiej. Dla radykałów rzeczywistość jest zawsze prosta: można wskazać palcem winnego, a recepty leżą na stole. Czarno-biały świat.

Lewica walczy ze wszystkimi, a prawica z Unią Europejską. Gra jest warta świeczki, bo na szali ważą się dwie fundamentalne wartości: nasza polska suwerenność i życie milionów istnień na planecie. Dla radykałów polityka klimatyczna to sprawa życia lub śmierci (dosłownie). Jeśli będziemy trwać bezczynnie, czeka nas apokalipsa, temperatura podniesie się o 4 stopnie Celsjusza, więc nie ma przesady w tym, że sam człowiek jest już zagrożonym gatunkiem.

Podczas gdy lewica odmienia przez wszystkie przypadki słowo „katastrofa”, to po prawej stronie trwa debata, w jakim stopniu człowiek przyczynia się do wzrostu temperatury, jak wiele będzie kosztować Polskę polityka klimatyczna Unii Europejskiej i czy nie lepiej dać sobie z tym od razu spokój. W tle majaczą gdzieś następne wybory. I w taki oto sposób klimat i środowisko padły dziś ofiarą polaryzacji i zbijania kapitału politycznego.

Klimat to tożsamościowy totem

Lewica chodzi na strajki klimatyczne i do wegańskich knajp. Gorąco wspiera elektromobilność i wszystko to, co ma „ekologiczne” w nazwie. Prawica objada się mięsem, najchętniej dziczyzną. Jedni sukces polskiej energetyki widzą w OZE, drudzy w atomie. Troska o przyrodę stała się sprawą wysokiej rangi, sprawą moralną, ale to nie o środowisko przecież chodzi. Ono jest tylko nośnikiem większej tożsamości.

Objawem polaryzacji jest okopanie się społeczeństwa w dwóch wrogich obozach, stworzenie dwóch wrogich plemion mówiących innym językiem i żyjących według innych rytuałów. Chodzi o to, by diametralnie różnić się od tych „obcych”. Stosunek do środowiska jest tylko narzędziem do samookreślenia, jakich wiele.

Kolega z redakcji, Michał Rzeczycki, w tekście o polityce tożsamości dotarł do samego źródła – w debacie publicznej nie chodzi dziś o prawdę, a nawet o sprawiedliwość, ale o to, czy dany postulat jest „nasz” czy „ich”. O tym, czy będziemy go popierać, decyduje to, czy ocenimy go jako słuszny, bo lewicowy/prawicowy (w naszym przypadku raczej  przyspieszający proces zielonej transformacji/odsuwający niesprawiedliwe koszty z tego tytułu). Kwestie merytoryczne, chociaż nie są marginalizowane, to nie są też decydujące.

Gdy człowiek jest pakietem poglądów, a stosunek do spraw środowiska staje się głęboko inkorporowany do tożsamości, to emocje, a nie prawda, dyktują warunki dyskusji. To dlatego tak często postulat o natychmiastowym odejściu od węgla jest „sprzedawany w pakiecie” z hasłami równościowymi LGBT. Z drugiej strony sprzeciw wobec polityki klimatycznej jest równoznaczny z sprzeciwem wobec Unii jako całości.

I w tym momencie polemika przestaje być rodzajem dyskusji. Przed nami nie staje już przeciwnik retoryczny o odmiennym światopoglądzie, ale śmiertelny wróg. Jeśli wygra, to albo skończy się świat, albo Polska straci niezależność. Te dwie narracje, chociaż tak skrajnie różne, są tak naprawdę do siebie bardzo podobne. Jedna i druga mówią tym samym językiem opartym na emocjach rozgrzanych do czerwoności, językiem strachu o przyszłość. Albo będą to czasy pod butem Brukseli, albo w skrajnej biedzie z powodu zmian klimatu.

Gdy na szali znajdują się wartości wysoce moralne i potrzebne, jak np. dobrobyt społeczny, to tylko najgorszy łajdak i szaleniec zdecyduje się zaryzykować i poświęcić dla jakiejś mitycznej i zupełnie abstrakcyjnej polityki klimatycznej albo równie mitycznej i abstrakcyjnej suwerenności energetycznej. W takiej narracji nie ma miejsca na zdrowy rozsądek, ważenie racji czy szukanie kompromisów. Gdy emocje ogarniają debatę publiczną, to nawet z tak technicznej dyskusji jak zmiana miksu energetycznego można zrobić sprawę etyczną.

Trzecia droga i społeczna transformacja energetyczna

Gdy w debacie publicznej jest coraz mniej miejsca na złożoną rzeczywistość, to nie ma narzędzi do dyskusji o bardzo trzeźwych i realnych dylematach. Realizacja polityki klimatycznej jest pełna wewnętrznych konfliktów. Jeśli weźmiemy za przykład zamykanie kopalń, to relacja okaże się bardzo wyraźna: albo sprawiedliwość społeczna i powolny proces, albo, jak niektórzy by sobie życzyli, natychmiastowe odcięcie polskiej energetyki od czarnego złota. Albo przyjęcie pakietu Fit for 55 w obecnym kształcie i szybsze „zazielenienie” gospodarki, albo wysokie koszty dla gospodarstw domowych. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka, utrzymywać przy życiu kopalń i liczyć na przychylne spojrzenia w Brukseli.

Polityka klimatyczna i idące za nią poważne decyzje to wybitnie trudne problemy do rozwiązania w momencie, w którym debata publiczna coraz bardziej redukuje się do dwóch przeciwstawnych komunikatów. Tymczasem sukces skutecznej transformacji leży w racjonalnych postulatach (bo tylko takie mogą być zrealizowane, a co za tym idzie, wiarygodne), w transparentnej polityce i konsekwentnych działaniach. Gdy radykałowie nie potrafią mówić językiem innym niż język emocji, to nieosiągalne jest świadome zaprojektowanie polityki klimatycznej.

Oczywiście należy się spierać co do modelu przyjętej transformacji. W najbliższych miesiącach polityka klimatyczno-energetyczna będzie przecież jednym z najważniejszych tematów negocjacyjnych w Brukseli i polska scena polityczna powinna to odzwierciedlać. Transformacja klimatyczna to jeden z nielicznych tematów, który powinien być w Polsce solidnie przedyskutowany od A do Z, dlatego że prawdopodobnie będzie to dla nas największe wyzwanie w III RP. By wynik był satysfakcjonujący, potrzeba minimum ponadpartyjnego konsensusu politycznego. Gdy po jednej stronie barykady Lewica i Polska2050 mówią o Polsce neutralnej klimatycznie do 2050 r., a po drugiej stronie Solidarna Polska przyjmuje uchwały w sprawie „wyjścia Polski z mechanizmów unijnej polityki klimatycznej”, to o jakim konsensusie mówimy?

Pomiędzy dwoma stronami barykady wciąż jest cały tłum nieprzekonanych: zachowawczych wobec entuzjastycznych planów Unii, ale też ostrożnych wobec haseł antyunijnej billboardowej kampanii. Ta wciąż największa grupa wie, że rzeczywistości nigdy nie da się zredukować do prostych wniosków. Że pomiędzy postulatem odejścia od węgla w perspektywie 2030 r. a wyjściem z pakietu klimatycznego istnieje przestrzeń trudnych do podjęcia decyzji. Od transformacji nie ma już przecież ucieczki.

Nadchodzące zmiany mogą być rozumiane jako wyzwanie techniczne – potrzebujemy przecież silnych instytucji i sensownych strategii; jako wyzwanie merytoryczne – jak sensownie ułożyć, a następnie wdrożyć odpowiednio zielony miks energetyczny bez nadmiernego przerzucenia kosztów na przeciętnego Kowalskiego; w końcu polityczne i dyplomatyczne –nie dość, że trzeba nam zgody polskich partii co do fundamentalnych kwestii, to przed nami co najmniej 2 lata negocjacji z Brukselą nad warunkami pakietu klimatycznego; w końcu – wyzwanie społeczne, aby na niezbędnej transformacji nie ucierpieli najsłabsi i najbiedniejsi. Ten ostatni komponent wybrzmiewa jednak najsłabiej. A szkoda.

Dyskusja o transformacji energetycznej ma tendencję albo do zamykania się w branżowo-eksperckiej bańce posługującej się językiem liczb, procentów i dyrektyw, albo do skrajnego rozemocjonowania w duchu prostych haseł o „Polsce jako węglowych płucach UE” lub o „unijnej drożyźnie”. Absolutnie nie chodzi o to, by w tej dyskusji bagatelizować straty i marginalizować wyzwania – trzeźwa debata wymaga poważnego namysłu nad tymi właśnie zagadnieniami.

Trzecia narracja to nie opowieść radykała, ale zdrowego rozsądku. Narracja o tym, że wyjście z pakietu klimatycznego postawi Polskę w najlepszym wypadku na peryferiach UE. Nie zmienia to faktu, że o polskich warunkach transformacji, jak np. o reformie systemu ETS, trzeba rozmawiać. Do przeprowadzenia takiej debaty potrzebujemy realnych narzędzi, czegoś bardziej ambitnego niż limitu 280 znaków na Twitterze.

Trzecia narracja powinna być o tym, że transformacja energetyczna ma mieć wymiar społeczny. Powinna mówić językiem strat, wyzwań, ale też wymiernych korzyści. W wypadku pominięcia tego elementu paradoksalnie może się okazać, że to nie stworzenie strategii dekarbonizacji energetyki jest najtrudniejsze, ale przygotowanie akceptowalnego gruntu pod społeczny wymiar tejże transformacji.

Bogatsi o doświadczenia poprzedniej transformacji z lat 90. wiemy, że sukcesy nie przychodzą bezboleśnie, a społeczny komponent zmian łatwo przeoczyć. Dlatego tak istotne jest chociażby skuteczne negocjowanie unijnego pakietu Fit for 55, który w obecnym kształcie może boleśnie uderzyć po kieszeniach tych Polaków, którzy nie są zbyt majętni. Nie możemy pozwolić, aby to najbiedniejsi obywatele nieśli na swoich barkach ciężar i koszty zielonej transformacji.

Wyzwanie jest trudne, bo wymaga wzniesienia się ponad dyktat emocji i skupienia się na realnych problemach i wyzwaniach. Ale to od jakości dzisiejszej dyskusji, zarówno tej w Polsce, jak i w Brukseli, zależy status polityczny Polski i jakość życia Polaków za dekadę. Jeśli cenny czas upłynie nam na walce na słowa, to nie pozostanie nam nic innego, jak tylko się w tym zlepku podejmowanych na ostatnią chwilę decyzji jakoś urządzić.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.