Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wychowanie do życia w rodzinie trzeba wyrzucić z planu lekcji. Pójdźmy w stronę edukacji relacyjnej

Wychowanie do życia w rodzinie trzeba wyrzucić z planu lekcji. Pójdźmy w stronę edukacji relacyjnej Museums Victoria/unsplash.com

Czy chcielibyśmy, żeby dzieci uczyły się budować zdrowe, trwałe relacje oparte na miłości i zaufaniu? Na tak postawione pytanie zapewne wszyscy odpowiedzą – „tak”. Jednak relacyjność przez prawicę i lewicę rozumiana jest zupełnie inaczej, a schody zaczynają się wówczas, gdy troska o dzieci zastępowana jest batalią o seks, czyli najbardziej pikantny fragment kulturowej wojny. Okazuje się jednak, że gdy przestaniemy pluć światopoglądowym ogniem, można wyobrazić sobie racjonalny kompromis.

Większość z nas chciałaby, aby dzieci uczyły się, jak nawiązywać głębokie relacje pełne szacunku do drugiego człowieka. Problem z edukacją seksualną nie tkwi więc w tym, że motywacje różnych stron sporu są sprzeczne. Osią nieporozumień jest definicja relacji, wyobrażenie o tym, jak relacyjność rozumiana jest przez drugą stronę, a także to, jaki udział w wychowaniu w tym zakresie powinna mieć szkoła. Jeśli spróbujemy na chwilę odrzucić uprzedzenia i wrócić do pytania, po co w szkole edukacja relacyjna vel seksualna, być może uda się znaleźć podobieństwa i zaproponować kompromisowe rozwiązanie. Najpierw trzeba jednak zdefiniować, jak tę edukację rozumieją obie strony sporu. Następnie odnaleźć elementy wspólne, żeby na końcu poszukać konstruktywnych rozwiązań.

Kto jest kim?

Najpierw krótkie ćwiczenie. Oto kilka celów zajęć związanych z tematyką seksualności:

Uczeń zna wszystkie znane metody antykoncepcji – zarówno hormonalne, jak i naturalne metody planowania rodziny.

Definiuje pojęcie antykoncepcji i wymienia jej rodzaje, dokonuje oceny stosowania poszczególnych środków antykoncepcyjnych w aspekcie medycznym, psychologicznym, ekologicznym, ekonomicznym, społecznym i moralnym; zna różnice między antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny, zapłodnieniem in vitro a naprotechnologią.

Prawa człowieka, prawa pacjenckie, elementy edukacji antydyskryminacyjnej, profilaktyka HIV/AIDS i innych STI/STD.

Zna choroby przenoszone drogą płciową, rozumie ich specyfikę, rozwój i objawy. Wie, jakie są drogi przenoszenia zakażenia.

„Pierwszy raz”, czyli bezpieczna inicjacja seksualna z naciskiem na asertywność i umiejętność wyznaczania własnych granic.

Rozumie, na czym polega prawo człowieka do intymności i ochrona tego prawa. Wyjaśnia, na czym polega odpowiedzialność mężczyzny i kobiety za sferę seksualną i prokreację.

Prawa seksualne człowieka (w kontekście ochrony przed presją rówieśniczą na uprawianie seksu).

Omawia problemy związane z przedmiotowym traktowaniem człowieka w dziedzinie seksualnej. Przedstawia przyczyny, skutki i profilaktykę przedwczesnej inicjacji seksualnej.

Zapytacie, gdzie jest haczyk? Zapisy kursywą pochodzą z wywiadu z edukatorką seksualną, która wylicza, jakimi kwestiami zajmuje się grupa edukacyjna „Ponton” (Grzywacz). Te napisane zwykłą czcionką pochodzą z Podstawy programowej wychowania do życia w rodzinie (WDŻ).

Jeśli wierzyć debacie publicznej, dyspozycje te stanowią główne założenia dwóch skrajnych stanowisk, które trudno pogodzić – w jednym narożniku lewacki „Ponton”, w drugim prawacki WDŻ. Jeśli jednak wczytamy się w te szczegółowe zapisy, to trudno odrzucić wrażenie, że nie w nich leży problem.

Szybko okazuje się, że punktów wspólnych jest więcej niż różnic. Jednak ich pozorną zbieżność w ostatecznym rozrachunku rozmywa sposób przeprowadzania lekcji, przygotowanie nauczycieli i nastawienie do tematu. Jeśli więc mamy sporo punktów wspólnych, to w czym tkwi problem?

Jakiej edukacji potrzebujemy?

Amerykańska Akademia Pediatryczna i Światowa Organizacja Zdrowia wyróżniają trzy typy edukacji seksualnej.

Typ A – abstinence-only sex education – abstynencyjna edukacja seksualna. To model, który ukierunkowany jest na przedłużenie momentu inicjacji seksualnej do momentu zawarcia związku małżeńskiego (w przypadku połączenia z nauczaniem Kościoła) lub do osiągnięcia pełnoletności, czyli momentu, gdy młody człowiek może wziąć w całości odpowiedzialność za swoje życie seksualne.

Typ B – biological education – ogólna edukacja seksualna. To podejście, w którym zwraca się uwagę szczególnie na biologiczny wymiar życia seksualnego. Abstynencja jest tu jednym z opcjonalnych zachowań, ale bez wartościowania jej wobec zasad antykoncepcji. Propagatorzy tego modelu stawiają nacisk na rzetelne przedstawienie zasady anatomii, fizjologii, biologii, a w konsekwencji antykoncepcji i różnic płciowych.

Typ C – comprehensive sexual education – holistyczna edukacja seksualna. To najbardziej rozbudowany model. Poza podstawowymi zagadnieniami dotyczącymi biologii zwraca się uwagę na różne potrzeby seksualne oraz uwarunkowania kulturowe związane z tym obszarem życia.

Wybór odpowiedniego wariantu jest więc kluczem do opracowania programu tak, aby odpowiadał na potrzeby uczniów, a jednocześnie nie wyprzedzał doświadczeń młodych ludzi. Dziś programy nauczania z różnych przedmiotów w zależności od etapu edukacji (przyrody, biologii, WDŻ-tu) oscylują między wariantem A i B. Z jednej strony mamy rozbudowany zakres wiedzy biologicznej, również w kontekście sfery seksualnej. Z drugiej dokładamy komponent profilaktyczny, tak by moment inicjacji seksualnej odsunąć do czasu, gdy młody człowiek będzie mógł podjąć bardziej świadome decyzje.

Tymczasem podstawową zasadą profilaktyki jest dopasowanie programu do świadomości odbiorcy. Mówienie o zachowaniu abstynencji seksualnej może być zasadne, gdy mamy do czynienia z uczniem, który jest przed inicjacją. Bezzasadnym jest natomiast zbyt wczesne informowanie małego dziecka o szczegółach chorób przenoszonych drogą płciową. Działa to również w drugą stroną. Nastolatkom, którzy prowadzą aktywne życie seksualne, warto opowiadać o tym, jak budować wartościowe relacje oparte na szacunku do drugiego człowieka zamiast przedstawiać im zupełnie niezrozumiałą i oderwaną od ich rzeczywistości koncepcję wstrzemięźliwości.

Dziś edukacja wrzuca wszystkich uczniów do jednego worka, nie uwzględnia ich indywidualnych możliwości, wartości i wychowania, które odebrali w rodzinnym domu. Niezależnie od tego, czy uczeń jest osobą wierzącą, czy też nie, powinniśmy pomyśleć o nim w duchu personalizmu chrześcijańskiego i stawiać indywidualną jednostkę, a nie całą społeczność, w centrum zainteresowania.

Dla jednych możliwe będzie pełne podporządkowanie nauczaniu Kościoła katolickiego w kontekście seksualności, dla innych dostępna będzie tylko jego część. Ważne, by z odpowiednim komunikatem trafić do właściwego odbiorcy. Szkoła powszechna nie jest miejscem, gdzie można na lekcji dotyczącej rodziny rozpocząć skuteczną ewangelizację i przedstawiać w nietrywialny sposób katolicką etykę seksualną – zejdźmy na ziemię.

Seksualność każdego człowieka jest kwestią indywidualną. Zależy od wielu czynników. Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu niespersonalizowanego przekazu wydaje się wprowadzenie pozaklasowego podziału zajęć. Zamiast dzielić uczniów zgodnie z przynależnością do klasy i mówić o rzeczach, które na danym poziomie są niepotrzebnym „uświadamianiem” lub też odwrotnie zbędnym banałem, warto podzielić ich ze względu na doświadczenia. Nauczyciel poprzez anonimową ankietę mógłby zadać pytania dotyczące doświadczeń uczniów, oczekiwań i potrzeb. Następnie, korzystając z niej, dopasować program do konkretnej grupy.

Czy o seksie powinniśmy uczyć się w szkole?

Jednym z najbardziej fundamentalnych pytań o edukację seksualną jest to, czy szkoła jest miejscem, w którym uczniowie powinni uczyć się, jak nawiązywać intymne relacje. To pytanie bardzo złożone, bo sfera seksualna jest jednocześnie związana z wychowaniem do relacji, które kształtują społeczeństwo. Jest też przestrzenią, w której w pierwszej kolejności glos powinni zabrać rodzice, tak aby szkoła jednocześnie realizowała swoje edukacyjne założenia i nie wchodziła w konflikt ze światopoglądem opiekunów. Sfera tak indywidualna, jak edukacja seksualna wymaga wzięcia pod uwagę nie tylko opinii ekspertów, ale przede wszystkim rodziców, którzy mają prawo decydować o tym, czego w tym kontekście będą uczyć się ich dzieci.

Nie wszyscy rodzice chcą lub potrafią rozmawiać o seksualności i relacjach ze swoimi dziećmi. Nie zmienia to faktu, że jeśli wyrażą takie życzenie, powinni mieć do tego prawo. Dlatego dobrym pomysłem jest zaproszenie rodziców do wzięcia udziału w ankiecie dotyczącej oczekiwań względem programu nauczania. Dzięki temu już na starcie eliminujemy zarzut, że szkoła wtrąca się do wychowania dzieci w tak intymnych, a przez to tak wrażliwych sferach życia. Oczywiście sama ankieta nie jest ostatecznym zabezpieczeniem, dlatego poza nią warto dać rodzicom furtkę w postaci możliwości wypisania dziecka z zajęć.

Albo szkoła, albo rodzina, albo pornosy

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej wynika, że 62% chłopców i 21% dziewcząt w wieku gimnazjalnym ogląda treści pornograficzne. 60% chłopców i 40% dziewcząt deklaruje, że zetknęło się z treściami pornograficznymi przed ukończeniem 12 roku życia. 22% chłopców w wieku od 14 do 16 lat ogląda pornografię kilka razy w tygodniu, a 11% robi to co najmniej raz dziennie.

Więcej informacji na temat kształtowania wiedzy dzieci i młodych dorosłych przynosi nam raport Instytutu Badań Edukacyjnych – Opinie i oczekiwania młodych dorosłych (osiemnastolatków) oraz rodziców dzieci w wieku szkolnym wobec edukacji dotyczącej rozwoju psychoseksualnego i seksualności. Wynika z niego, że 56% osiemnastolatków większość wiedzy zdobyła od znajomych. Inaczej na tak zadane pytanie odpowiedzieli rodzice. 75% z nich jako główne źródło wiedzy wskazała rodzinę.

Rodzicom dzieci w grupie wiekowej 6-17 lat zadano również pytanie o to, jakie tematy są najczęściej poruszane w rozmowach z dzieckiem. Na pierwszym miejscu znalazła się higiena osobista (90% respondentów). Podobny wynik uzyskała odpowiedź „wartości rodzinne”, takie jak zaufanie, szacunek, emocje, małżeństwo. Niemal 50% rodziców deklaruje, że rozmawiają ze swoim dzieckiem o pornografii, a 19% rodziców rozmawia z dziećmi o przebiegu stosunku.

W obliczu tych statystyk i rosnącej dostępności treści pornograficznych za pośrednictwem sieci trudno dziś zakładać, że to szkoła może być miejscem, w którym uczniowie po raz pierwszy zetkną się z tematem seksualności. Dziś to nie tylko nauczycielom, ale również rodzicom coraz trudniej odpowiadać na ten problem. Zasadnicze pytanie brzmi więc, nie czy, ale gdzie i jak coraz młodsze dzieci będą edukowane seksualnie.

Wychowanie do życia w rodzinie nie stanowi dziś realnej przestrzeni dyskusji o relacjach i związkach. Nie jest przestrzenią, jak twierdzą zwolennicy tego przedmiotu, w której realnie młodzi ludzie poznają zalety czystości przedmałżeńskiej, uczą się jak wychodzić z konfliktowych sytuacji i asertywnie podejmować wybory zgodne z własnym światopoglądem. Z drugiej strony nie jest też miejscem, w którym katecheci wciskają uczniom stereotypowe myślenie na temat roli kobiet i mężczyzn, źródłem patriarchatu w naszym społeczeństwie.

Na pewno jednak lekcje wychowania do życia w rodzinie są dziś przedmiotem skompromitowanym, więc nawet jeśli za programem stoją jakieś walory edukacyjne, to przez młodych ludzi są postrzegane w kategoriach obciachu. Robią więcej szkody niż pożytku założeniom, które towarzyszyły wprowadzaniu przedmiotu do szkół. Są też niedostosowane do potrzeb. Czy naprawdę uczniom siódmej czy ósmej klasy trzeba wyjaśniać, na czym polega przyjaźń czy funkcjonowanie w grupie? W wieku, w którym zaczynają się pierwsze miłości (nie przyjaźnie!), a całe ciało krzyczy z nadmiaru hormonów, trudno dziwić się uczniom, którzy z WDŻ-tu „cisną bekę”.

Wychowanie do życia w rodzinie? Wyrzucić z planu lekcji

Wychowanie do życia w rodzinie jest dziś przedmiotem traktowanym zupełnie po macoszemu. Jeśli spojrzymy na podręczniki, filmy czy grafiki wykorzystywane przez niektórych pedagogów, nie powinniśmy się temu dziwić.

W świecie, w którym uczniowie niemal na każdym kroku spotykają się z przekazem związanym z seksem i w ciągu kilku sekund mogą za pośrednictwem sieci znaleźć odpowiedz na niemal każde pytanie, sucha, pozbawiona kontekstu opowieść o zakazach Kościoła katolickiego musi wydać się szaleństwem.

Przedmiot ten nie jest szaleństwem, ale to właśnie katolikom powinno najbardziej zależeć, by treści na nim przekazywane zostały dobrze zrozumiane i niewrzucone do szufladki z napisem „średniowiecze”. Przekaz przemycany bocznymi drogami zawsze ulega spłyceniu i nie ma szans wybrzmieć z całą mocą i zostać odpowiednio zrozumiany. Zamiast walczyć o półśrodki i kurczowo trzymać się zachowania elementów nauczania Kościoła katolickiego w szkole warto zadbać o to, by katolicy mogli odebrać prawdziwe wychowanie do życia w rodzinie przede wszystkim w Kościele.

Neochadek gra na dwa fronty

45 minut lekcji raz na tydzień w szkolnym murach to nie czas i miejsce, by mówić o złożoności relacji w nauczaniu Kościoła katolickiego. Zamiast przemycać tam na siłę uproszczone slogany, takie jak kalendarzyk małżeński czy nakazy i zakazy moralne, na przykład dotyczące czystości przedmałżeńskiej i sprzeciwu wobec antykoncepcji, należałoby wykorzystać te, które mogą zostać dobrze odebrane bez odpowiedniego kontekstu. Bez wyjaśnienia ich pierwotnego i głębokiego sensu narażamy je na śmieszność.

Wychowanie do życia w rodzinie z prawdziwego zdarzenia powinno odbywać się w salkach parafialnych i dotyczyć zarówno dzieci, jak i dorosłych. Etyka seksualna Kościoła katolickiego w sposób całościowy powinna być nauczana na lekcji religii (choć i tu potrzebna jest reforma). Z drugiej strony w obliczu coraz wyraźniej postępującego kryzysu małżeństw, objawiającego się w rosnącej liczbie rozwodów i braku chęci zawierania małżeństw w młodszym pokoleniu, warto skupić się na nauce budowania relacji w powszechnym wymiarze, czyli w szkole. To nauka, którą wykorzystają wszyscy, niezależnie od tego, czy należą do wspólnoty Kościoła, czy nie.

Porozumienie bez przemocy, sztuka mediacji czy technika komunikacji FUKO to tylko kilka pomysłów na zajęcia, które pomagają w zrozumieniu, na czym polega dojrzała relacja. Każda z tych metod pozwala na komunikowanie się bez wywoływania konfliktów. Odbywa się to w taki sposób, by opisać własne uczucia i przekazać, jak odbieramy zachowanie innej osoby bez generalizowania i zbędnego oceniania. Technika FUKO pozwala na przekazanie konstruktywnej krytyki. Uczniowie na modelowych sytuacjach mogą ćwiczyć, jak podczas mówienia o tym, co nie podoba im się w danej sytuacji, sprawić, by chciano ich słuchać i można było zrozumieć ich odczucia.

FUKO, czyli fakty, uczucia, konsekwencje i oczekiwania. Przykładowo, gdy nie podoba nam się, że ktoś korzysta z naszych rzeczy, powinniśmy najpierw przedstawić fakt, unikając własnych obserwacji i generalizacji, na przykład: „dziś rano zabrałaś moją kurtkę”. Następnie przedstawiamy nasze uczucia względem tej sytuacji: „byłam zła, że tak się wydarzyło”. Później mówimy o konsekwencjach: „w wyniku tej sytuacji nie miałam w czym wyjść z domu”. Na koniec wyjaśniamy, jakie mamy oczekiwania: „chciałabym, abyś więcej nie pożyczała moich rzeczy bez pytania”. Przećwiczenie takiej formy komunikacji na drobnych, szkolnych problemach pomoże w przyszłości poradzić z sobie z większymi.

Podobny drogowskazem może być opracowana przez Marshalla Rosenberga metoda porozumienia bez przemocy. To schemat, w którym mówimy i słuchamy o odczuciach i potrzebach drugiej osoby. Zwracanie uwagi na takie techniki, a także ćwiczenie zastosowania jej w najmniej emocjonujących sporach może być cenną lekcją na przyszłość, którą uczniowie wykorzystają nie tylko w relacjach rówieśniczych, ale przede wszystkim w dorosłych relacjach partnerskich i rodzinnych.

Edukacja nastawiona na naukę odczytywania i wrażliwości na potrzeby innych jest pójściem pod prąd wobec nastawionej na indywidualizację współczesnej kultury, o której w Klubie Jagiellońskim pisaliśmy wielokrotnie. Dzięki temu uczymy się pokory w relacjach z drugim człowiekiem i rezygnacji z troski o jedynie własne oczekiwania. Jesteśmy ludźmi relacyjnymi, tylko tych relacji musimy na nowo się dziś uczyć. Trudno więc o bardziej neochadecką postawę. Uczeń, który przejdzie taką edukację, wejdzie w dorosłe życie z pakietem konkretnych narzędzi, które pozwolą mu na budowanie bliskich i głębokich relacji opartych na szacunku wobec drugiego człowieka. A jak ustaliliśmy na początku artykułu, o to nam wszystkim dziś chodzi. To właśnie na takich tematach powinien opierać się program nowego wychowania do życia w rodzinie i mniej inwazyjnej edukacji seksualnej – edukacji do relacji.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.