Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Młodzi nie chcą mieć dzieci ze względu na katastrofę klimatyczną

„Jak to właściwie jest z tą postacią doomera? Jeżeli miliony ludzi na całym świecie identyfikuje się z internetowym memem, na którym możemy widzieć apatycznego gościa nie wierzącego we własną przyszłość, pogrążonego w samotności i w fatalizmie to czy należy to traktować po prostu jako po prostu błahy i śmieszny internetowy mem, czy raczej jako coś, co można przyporządkować do realnych zjawisk społecznych dotyczących szczególnie ludzi młodych?” – pytał na początku debaty otwierającej VII Kongres Klubu Jagiellońskiego Konstanty Pilawa.

Naczelny Pressji zauważył, że popkulturowe narracje apokaliptyczne znacznie się różnią od jej źródłowego sensu: „Samo słowo »apokalipsa« etymologicznie oznacza nie tyle koniec co »odsłonięcie« i »nowe odkrycie«. To słowo kojarzy się pesymistycznie, ale w imaginarium chrześcijańskim jest bardzo optymistyczne. Dystopijne wizje katastrofy ekologicznej nie dają nadziei, ale wręcz przeciwnie – zniechęcają do działania. Ekologowie, którzy karmią się takimi wizjami sami nie wierzą w ratunek tej planety.”

,,Fantazja apokaliptyczna, z punktu widzenia psychologicznego, pojawia się wtedy, kiedy człowiek ma poczucie, że życie nie może istnieć dalej w obecnej postaci – jest ono już nie do wytrzymania. Sposoby myślenia, strategie funkcjonowania stają się niewydolne i pojawia się wizja końca – mniej lub bardziej spektakularnej apokalipsy. Ta wizja ma to do siebie, że z jednej strony jest przerażająca, ale z drugiej – obiecuje uwolnienie. To obietnica rozproszenia trosk, problemów i trudności, z którymi się zmagamy” – diagnozował źródła apokaliptycznego myślenia Tomasz Stawiszyński.

Filozof zauważył, że fatalizm nie zaczął się wraz z pandemią koronawirusa: ,,Apokaliptyka krystalizuje się w dzisiejszym świecie już od ponad 20 lat. Wraz z wieżami World Trade Center rozpadło się nasze bazowe poczucie bezpieczeństwa. Później, w kryzysie finansowym doświadczyliśmy głębokiej nieprzewidywalności świata, który do tej pory wydawał nam się przewidywalny i tego, że mity, które były nam przekazywane – to, że jak będziesz ciężko pracować, uczyć się to osiągniesz sukces – okazały się być zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości.

Do tego doszła okoliczność związana ze zmianami klimatycznymi. Chodzi zwłaszcza o niektóre apokaliptyczne narracje, które towarzyszą katastrofie klimatycznej, nota bene krytykowane przez  samych klimatologów. To wszystko sprawia, że ludzie, którzy wkraczają w dorosłość, nie mają poczucia stabilności i jasno zdefiniowanych celów. Zewsząd są epatowani kruchością i nieoczywistością świata.”

Z kolei Michał Łuczewski, jeden z założycieli Magazynu Apokaliptycznego „Czterdzieści i Cztery, zwrócił uwagę na to, że hierarchia Kościoła przestała postrzegać apokalipsę jako coś pozytywnego : „Kiedy zakładaliśmy magazyn apokaliptyczny »Czterdzieści i Cztery« to środowiskiem, w którym spotkaliśmy się z największym niezrozumieniem był Kościół. Wydawał się instytucją, która nie myśli już o tym co jest po końcu świata, tylko okopuje się na swych pozycjach. Kilka lat temu zrobiliśmy debatę dotyczącą apokalipsy i hierarchowie kościelni byli o wiele bardziej antyapokaliptyczni niż ludzie świeccy. Uspokajali, że wszystko będzie dobrze. Wydaje się zatem, że im ktoś jest bardziej sekularny, tym bardziej apokaliptyczny.”

Redaktor naczelny „Czwórek” zwrócił także uwagę na psychologiczne skutki fatalistycznych narracji dotyczących zmian klimatycznych: „Katastrofa ekologiczna jest czymś zewnętrznym bo dotyczy natury, ale w istocie wnika w kulturę. Ponadto wnika też w nasze ciała i to w sposób sprawiający że staje się naszą katastrofą psychologiczną. Nie jest to jednak lęk przed końcem, który jest abstrakcyjny, tzn. że wydarzy się on gdzieś daleko; tylko że każdy z osobna, »ja«  jestem odpowiedzialny za ten koniec świata. Dotyczy to zarówno turystyki i śladu węglowego zostawianego podczas podróży, jak i kwestii posiadania dzieci – w młodym pokoleniu rosną trendy antynatalistyczne. Młodzi nie chcą mieć dzieci ze względu na katastrofę klimatyczną”.

Karolina Wigura zwróciła uwagę, że motyw nieuchronnego końca ludzkości nie jest niczym nowym: „Kultura ludzka cyklicznie wraca do wyobrażenia końca świata i ta obawa przed końcem nie jest czymś zakorzenionym w naszym teraźniejszym, codziennym doświadczeniu, lecz jest zakorzeniona w naszej kulturze. Ludzie sto, dwieście, pięćset, tysiąc i dwa tysiące lat temu mówili o końcu świata i tego końca się bali. Pewnie najlepszym przykładem jest tutaj samo chrześcijaństwo, które przecież powstało jako religia ostrzegająca przed końcem świata czy też – zależnie od interpretacji – czekająca na koniec świata”.

„Myślę, że opowieść o końcu świata jest remedium na obawę związaną z dużą zmianą. To znaczy wtedy, gdy społeczeństwa przechodzą bardzo gwałtowne przemiany, pojawiają się obawy o koniec świata. To jest rodzaj wentyla bezpieczeństwa. Olbrzymie zmiany, które generują olbrzymie poczucie utraty, generują tego rodzaju opowieści, że teraz doświadczamy czegoś, co możemy interpretować jako koniec świata – niezależnie od tego, czy ten koniec świata będzie realny, czy on przyjdzie, czy nie” – dodała socjolożka.