Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Przywrócić poczucie godności bezdomnym, niepełnosprawnym i dzieciom z domów dziecka. Dlaczego społeczność lokalna pomoże lepiej niż państwowa instytucja?

Przywrócić poczucie godności bezdomnym, niepełnosprawnym i dzieciom z domów dziecka. Dlaczego społeczność lokalna pomoże lepiej niż państwowa instytucja? https://unsplash.com/photos/6wOeGqQ-5f4

Od wielu lat środowiska i instytucje zajmujące się kwestiami społecznymi w Polsce podnoszą temat deinstytucjonalizacji pomocy społecznej. Zwolennicy tych zmian, uznawanych za przyszłość polityki społecznej, podkreślają, że postulowane działania są w interesie wszystkich obywateli, bo odwołują się do zarówno do empatii, jak i twardych kalkulacji ekonomicznych. Warto więc dowiedzieć się, na czym polega ten wcale nie nowy pomysł na tak ważną gałąź państwa, jaką jest polityka społeczna.

Według Krzysztofa Chaczki deinstytucjonalizacja oznacza „[…] proces przejścia od opieki instytucjonalnej (zakładowej) do usług społecznych świadczonych w środowisku, tj. w społeczności lokalnej”. Proces ten można więc opisać jako rozszerzanie zmian obserwowanych, np. w obszarze pieczy zastępczej, gdzie domy dziecka zastępuje się rodzinami zastępczymi, na niemal całą politykę społeczną. Jest on odpowiedzią na znane od lat badania, które dowodzą zdecydowanie większej skuteczności pomocy środowiskowej.

Opieka instytucjonalna to taka, którą otrzymuje się w wyspecjalizowanych placówkach, takich jak schroniska dla osób bezdomnych, domy pomocy społecznej oraz instytucjonalne formy pieczy zastępczej w postaci placówek opiekuńczo-wychowawczych (domów dziecka). Mimo że bez tych instytucji trudno jest wyobrazić sobie funkcjonowanie systemu jako spójnej i efektywnej całości, to doświadczenia płynące po części z naszego kraju, ale głównie zza zachodniej granicy, pokazują, że pomoc środowiskowa jest nie tylko możliwa, ale również tańsza i bardziej efektywna od przestarzałych form wsparcia instytucjonalnego.

Pomoc instytucjonalna mimo powstania ze szlachetnych pobudek, co do zasady, nie jest w stanie zapewnić usług zindywidualizowanych, dostosowanych do zróżnicowanych potrzeb każdego klienta na poziomie, na którym daje dobrej jakości wsparcie środowiskowe (co nie oznacza, że pomoc instytucjonalna musi być zła i wadliwa, bo często tak nie jest). Ponadto przez zamknięcie danej grupy – osób w kryzysie bezdomności, seniorów czy dzieci pozbawionych naturalnej opieki – w zakładzie i odcięcie jej w ten sposób od społeczności doprowadza do jej segregacji.

Wskazują na to wyraźnie Ogólnoeuropejskie wytyczne dotyczące przejścia od opieki instytucjonalnej do opieki świadczonej na poziomie lokalnych społeczności. To dokument UE z 2012 roku. Warto dodać, że deinstytucjonalizacja została uznana przez UE i ONZ za standard, do którego powinny dążyć wszystkie kraje, a w przypadku Unii zostało to nawet ujęte w konkretnych strategiach. Zaniedbanie tego procesu może się więc łączyć w przyszłości z karami ze strony Brukseli.

Istota zmian postulowanych przez ekspertów sprowadza się do możliwości stworzenia warunków pozwalających na prowadzenie niezależnego, prawdziwego życia. Choć często nie da się zagwarantować go w pełni, jak w przypadku wysokiego stopnia niepełnosprawności lub na początku procesu wychodzenia z bezdomności, to obecny system pomocy społecznej często nie stara się pchać swoich klientów z powrotem ku normalności, zamiast tego trzyma ich w zawieszeniu. Tymczasem istnieje alternatywa: zamiast w DPS-ie – w odpowiednio przystosowanym do niepełnosprawności mieszkaniu. Zamiast w schronisku – w mieszkaniu chronionym. Zamiast w domu dziecka – w rodzinie zastępczej. Są to opcje tańsze i skuteczniejsze, ponieważ pomoc specjalistyczna i indywidualna zawsze jest lepsza od tej ogólnej. Należy więc poświęcić jej wreszcie odpowiednio dużo uwagi.

Wielosektorowość

Należy zwrócić uwagę na to, że postulowane zmiany nie są wymierzone przeciwko samym instytucjom i nie polegają na zamykaniu kolejnych placówek. Ich sensem jest umożliwienie samodzielnego funkcjonowania osobom, którą są do niego zdolne. Deinstytucjonalizacja opiera się bowiem na pojęciu godności. Sztywne wymogi placówek pokroju DPS-ów nie tylko czasami ją nadszarpują, ale przede wszystkim nie są w stanie sprawić, aby człowiek doświadczał jej w tym samym stopniu, co wtedy, gdy mimo niepełnosprawności i przebytego kryzysu prowadzi samodzielne życie.

Oczywiście są osoby, którym skomplikowana sytuacja lub ciężka choroba odbierają możliwość życia poza instytucją. Bywają też ludzie, którzy po prostu chcą w niej pozostać, bo czują się tam dobrze. Opracowana strategia nie zakłada likwidacji placówek, ale optymalizację ich pracy i demonopolizację pomocy społecznej, która oznaczałaby zwiększenie partycypacji organizacji pozarządowych i samorządowych w świadczeniu usług społecznych.

Chaczko określa to zagadnienie mianem wielosektorowości, czyli stymulowania współpracy międzyinstytucjonalnej i międzysektorowej. W ramach tego rozwiązania organizacje z sektora obywatelskiego, m.in. spółdzielnie socjalne, mogłyby przejąć część obowiązków nowo powstałych centrów usług społecznych, tworzyłyby w ten sposób efektywnie działającą wspólnotę lokalną.

Oprócz partycypacji w świadczeniu usług zwiększeniu powinien ulec także przepływ informacji między instytucjami państwowymi a organizacjami obywatelskimi i prywatnymi. W zeszłorocznym raporcie NIK-u w sprawie funkcjonowania systemu wspierania osób w kryzysie bezdomności zwrócono uwagę na fakt, że ośrodki pomocy społecznej nie przekazywały informacji z prowadzonych przez siebie wywiadów środowiskowych i kontraktów socjalnych organizacjom pozarządowym. Powołały się na brak przepisów, które miałoby to umożliwiać. Oznacza to, że osobie bezdomnej, będącej klientem zarówno OPS-u i np. jakiejś fundacji, tworzy się dwie osobne dokumentacje, co generuje zbędne koszty i bardzo utrudnia skuteczną pomoc.

Piecza zastępcza – dom dziecka nie da rodzinnego ciepła

Niektóre z form deinstytucjonalizacji przyjęto za standard również w Polsce, m.in. właśnie w obszarze pieczy zastępczej. Według badań GUS-u z 2020 roku 55,5 tys. spośród 71,5 tys. dzieci pozbawionych opieki naturalnej przebywało w rodzinnej pieczy zastępczej. To, że aż 16 tys. dzieci przebywało w pieczy instytucjonalnej, jest dowodem na słabość i niewydolność tego sytemu. Odchodzenie od pieczy instytucjonalnej jest w Polsce odmieniane przez wszystkie przypadki, ale rodziny zastępcze wciąż borykają się w naszym kraju z problemami systemowymi i prawnymi, a domów dziecka wciąż przybywa zamiast ubywać.

Przewaga rodzin zastępczych nad placówkami jest widoczna przede wszystkim w ich najważniejszym aspekcie, czyli zapewnianiu im najlepszej możliwej opieki w środowisku jak najbardziej przypominającym zwyczajną rodzinę. Tylko taka forma opieki może bowiem zapewnić dziecku właściwy rozwój, w którym spełnione będą nie tylko jego podstawowe potrzeby materialne, lecz także te psychiczne. Mowa o stałym opiekunie, z którym można stworzyć więź opartą na bliskości i zaufaniu, o prywatnym miejscu do życia, do którego będzie można zaprosić kolegów i koleżanki ze szkoły.

Podświadomie odmawiamy takim dzieciom rzeczy i usług, które dla nas samych i naszych pociech wydają się oczywiste i niewygórowane. Anna Krawczak, badaczka należąca do Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego, uznaje takie zachowanie za jawną dehumanizację dzieci przebywających w pieczy zastępczej. Szczególnie groźnym przejawem tego zjawiska jest obojętność niektórych urzędników i władz samorządu, którzy nie mają oporów, by instrumentalnie posługiwać się dziećmi w celu spełnienia sztywnych i nieaktualnych wytycznych ustawy pieczy zastępczej.

Jakiś czas temu media w Polsce nagłośniły sprawę rodziny zastępczej z Niska, prowadzonej przez siostry Katarzynę i Elżbietę. Opiekują się one łącznie siedmiorgiem dzieci. Kilka miesięcy temu Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie zdecydowało, że dwójka z nich, bracia Piotr i Paweł w wieku 12 i 14 lat, zostanie przeniesiona do placówki. Jako oficjalny powód podano nieprawidłowe funkcjonowanie rodziny zastępczej, jednak eksperci są zgodni, że prawdziwym celem było zrobienie miejsca dla młodszych dzieci – zgodnie z polskim prawem dziecko poniżej 10. roku nie może przebywać w pieczy instytucjonalnej (w praktyce jednak zdarzają się i takie przypadki).

Piecza zastępcza boryka się więc z problemami, które mają też inne sektory pomocy społecznej. Instytucji przybywa zamiast ubywać, a pewne problemy, jak np. przepełnione rodziny zastępcze, rozwiązuje się odgórnie. Pomija się przy tym dobro dzieci będących w całym systemie jedynie obiektem.

Bezdomność – przede wszystkim mieszkanie

Deinstytucjonalizacja pomocy osobom bezdomnym jest zagadnieniem przebadanym równie skrupulatnie, co piecza zastępcza. Niestety to kwestia znacznie mniej obecna w świadomości Polek i Polaków, co czyni postulowane rozwiązania kontrowersyjnymi dla wielu wyborców, nawet jeśli zagraniczne badania potwierdzają ich skuteczność. Bo choć domy dziecka dalej mają się w Polsce dobrze, a ich liczba wciąż rośnie, to społeczeństwo, co do zasady, rozumie wyższość rodzin zastępczych nad takimi placówkami.

Trudno jednak przebić się ze świadomością, że podobne, negatywne procesy mogą zachodzić również w schroniskach i noclegowniach dla osób bezdomnych. W grę wchodzi najpewniej jeszcze bardziej rozwinięta dehumanizacja osób bezdomnych niż ta, która spotyka dzieci w pieczy zastępczej. O problemie dehumanizacji i infrahumanizacji bezdomnych pisałem ostatnio na łamach portalu Klubu Jagiellońskiego.

Mity narosłe wokół bezdomności i nierozumienie rozmiarów wykluczenia, jakiego doświadczają osoby dotknięte takim kryzysem, są poważnym hamulcem zmian. Zajmowanie się tą sprawą przez władze nie jest odbierane przez większość obywateli jako poważny problem. Brak presji społecznej, a nawet pewna wrogość niektórych osób wobec szeroko zakrojonych programów mieszkalnych mogących ograniczyć problem bezdomności, przekłada się na brak zainteresowania ze strony władz. Temat ten wraca co roku jak bumerang wraz z pierwszymi przymrozkami i kolejnymi wychłodzonymi ciałami znajdowanymi na ulicach polskich miast. Niestety cichnie równie szybko, jak się pojawia.

Oczywiście powyższe twierdzenie jest bardzo uproszczone, a rządzący nie opierają swoich programów i strategii wyłącznie na podstawie opinii większości. Faktem jest jednak, że system pomocy osobom w kryzysie bezdomności od lat boryka się z wieloma problemami, dodatkowo potęgowanymi przez kryzys mieszkaniowy, który czyni z własnych czterech ścian marzenie nie tylko dla samych bezdomnych, ale nawet dla zwykłych przedstawicieli klasy średniej. Wiele z tych problemów można rozwiązać poprzez przeniesienie pomocy z instytucji do środowisk lokalnych, takich jak mieszkania wspierane.

Jakub Wilczek, prezes Ogólnopolskiej Federacji na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności, zwraca uwagę na wskaźniki, które pokazują, co tak naprawdę oznacza pomoc instytucjonalna niesiona osobom w głębokim kryzysie bezdomności. Statystyki Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wskazują, że spośród 30 tys. osób bezdomnych, które zostały policzone w ramach Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych w 2019 roku (liczba ta jest jednak nieprecyzyjna, a eksperci szacują, że może być ona nawet 3 razy wyższa), aż 55% doświadcza bezdomności przez co najmniej 5 lat, 25% przez ponad 10 lat.

Ma to związek z niedoskonale przeprowadzanymi badaniami – prowadzone co 2 lata badania liczby osób bezdomnych trwają z reguły jedną noc i wskazują raczej te osoby, do których udało się dotrzeć, niż rzeczywistą liczbę osób w kryzysie bezdomności. Ponadto definicja bezdomności przyjęta w tych analizach jest dużo węższa, niż przewidują to standardy Unii Europejskiej. Z tego powodu wiele osób, które można by uznać za bezdomne, nie znajduje się w badaniach. Dane MRiPS skupiają się głównie na klientach wszelkiego rodzaju placówek, gdyż dotarcie do takich osób jest najprostsze. Niemniej, jeśli ponad ¾ z 30 tys. zbadanych osób doświadcza kryzysu bezdomności od ponad 5 lat z zapasem i kwalifikuje się do kategorii osób chronicznie bezdomnych, to należy uznać, że system nie działa i coś należy z tym zrobić.

Istnieją rozwiązania, które umożliwiają jego realną poprawę. Część z nich, na czele z modelem „Najpierw mieszkanie”, to kompletne, doskonale opisane i wdrożone na świecie narzędzia, które z sukcesem redukują bezdomność w państwach i samorządach, które zdecydowały się po nie sięgnąć. Założenia tego modelu opisałem w innym tekście na portalu Klubu Jagiellońskiego, do którego lektury zachęcam. W dużym uproszczeniu propozycja ta polega na przejściu ze starego modelu schodkowego, w którym osoba bezdomna przechodzi przez kolejne instytucje, zanim będzie mogła wprowadzić się do zwyczajnego, samodzielnego mieszkania (przykładowa drabinka to bezdomność – interwencja – schronisko – mieszkanie treningowe – pobyt czasowy w zwykłym mieszkaniu ze specjalnym regulaminem – zwykłe mieszkanie na wolnym rynku).

Model „Najpierw mieszkanie” stanowi odwrócenie tego schematu, a raczej przeskoczenie od razu do mieszkań, i podjęcie pracy z klientem już w jego nowym domu. Olbrzymią zaletą tej metody jest pokazanie, że mieszkanie to coś realnego, co już zostało dane, a nie jest odległym punktem w niekończącym się procesie wychodzenia z bezdomności. Dzięki temu rośnie motywacja klientów programu, bo mimo wszystko łatwiej jest walczyć o powrót do normalnego życia z konkretnym fundamentem w postaci czterech ścian.

Uważam, że projekt „Najpierw mieszkanie” jest nieuchronną przyszłością dla wszystkich państw chcących rozwijać swoją politykę społeczną zgodnie z najnowszymi i najbardziej efektywnymi wzorcami, w tym także dla Polski. Jednakże nie oznacza to, że w naszym kraju nie można zacząć wprowadzać założeń deinstytucjonalizacji już teraz. Przykładami takich aktywności są dopisanie osób w kryzysie bezdomności do katalogu uprawnionych do mieszkań chronionych oraz uregulowanie kwestii mieszkalnictwa wspomaganego.

Osoby niepełnosprawne

Osoby niepełnosprawne łączy z osobami w kryzysie bezdomności to, że duża część z nich byłaby w stanie funkcjonować zupełnie samodzielnie lub z niewielkim wsparciem w środowisku lokalnym. Tym samym ci ludzie byliby w pełni decyzyjni i niezależni od systemu, a proces ich integracji ze społeczeństwem byłbym dużo sprawniejszy i bardziej naturalny. Jednakże dla wielu osób wymagających intensywnego wsparcia często nie ma alternatywy dla domów pomocy społecznej (DPS) i zakładów opiekuńczo-leczniczych (ZOL). Jak wynika z tekstu Mateusza Różańskiego, może być to nawet 98% obywateli, którzy nie mają prawa wyboru w tak ważnej kwestii, nawet jeśli ich bliscy byliby w stanie się nimi zająć, gdyby uzyskali wsparcie od państwa, np. na dostosowanie mieszkania do wymogów danej niepełnosprawności.

Sytuacja osób niepełnosprawnych łączy się z tematem opieki nad nimi i systemem wsparcia opiekunów. Dobrze przeprowadzona i szeroko zakrojona deinstytucjonalizacja ma potencjał zapewnienia niezależności osobom z niepełnosprawnościami, włączając w to nawet tych niepełnosprawnych, którzy w powszechnym postrzeganiu uchodzą za całkowicie zależnych od swoich opiekunów, jak chociażby osoby niepełnosprawnym intelektualnie, nawet w stopniu głębokim. Oczywiście ta niezależność nie zawsze będzie porównywalna z tą, do której przywykły osoby zdrowe. Może ona oznaczać pełną samodzielność, która stanie się możliwa po dostosowaniu mieszkania danej osoby do jej problemów.

Są też jednak osoby, np. z głęboką niepełnosprawnością intelektualną, które nie są w stanie żyć w pełni samodzielnie. Nie oznacza to jednak, że nie powinno się wspierać ich w drodze do decyzyjności. Należy to robić, wsłuchując się w ich indywidualne preferencje, nawet jeśli będą to proste kwestie, takie jak wybór posiłku, trasy spaceru i inne decyzje, które my podejmujemy codziennie. Musimy nauczyć się szanować te przebłyski wolnej woli. Na tym jednak nie koniec, gdyż wsparcie dla osób w kryzysie zdrowia psychicznego było jednym z priorytetów w toku pracy nad strategią deinstytucjonalizacji.

Opieka nad niepełnosprawnymi dziećmi jest ogromnym wyzwaniem dla rodziców i opiekunów. Źle wygląda już sama kwestia finansowa. Wielu rodziców decyduje się na przerwanie pracy i poświęcenie się opiece nad dziećmi, co drastycznie pogarsza ich status materialny. Zasiłki dla takich rodzin wciąż nie wystarczają, żeby zapewnić odpowiednie warunki, leczenie i rehabilitację. Świadczenie pielęgnacyjne wypłacane z tytułu rezygnacji z pracy zarobkowej w 2021 roku wyniosło 1971 zł.

Jednak kwestia wysokości takiego świadczenia nie zamyka problemu. Równie ważna jest tzw. opieka wytchnieniowa, czyli wsparcie dla rodziców i opiekunów w postaci zapewnienia im czasu wolnego od ciągłej, 24-godzinnej opieki nad swoimi pociechami. Jest to niezwykle ważne. Dzięki niej rodzice będą mogli choć przez chwilę odpocząć i mieć świadomość tego, że ich dziecko będzie pod opieką wykwalifikowanego opiekuna.

Zwiększenie dostępności usług wytchnieniowych to temat od lat poruszany w środowisku osób niepełnosprawnych i ich rodzin, jednakże w dalszym ciągu mało kto kwalifikuje się do skromnych programów umożliwiających taką pomoc. Zdejmowanie odpowiedzialności z opiekunów i dążenie do jak największej niezależności osób niepełnosprawnych musi być priorytetem państwa. Zwiększy to poczucie godności osób niepełnosprawnych, ale także pomoże ich rodzinom, które często są przekonane, że po ich odejściu dziecko nie poradzi sobie samo.

Celem autorów „Strategii deinstytucjonalizacji” jest pójście o krok dalej i położenie nacisku nie na opiekę, ale na asystencję, czyli takie wsparcie osoby niepełnosprawnej, w której to ona jest w 100% decyzyjna i ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Jest to możliwe m.in. dzięki kwalifikacjom, jakie muszą posiadać asystenci osobiści, jak np. nawiązanie indywidualnej relacji z niepełnosprawnym pracodawcą. W założeniu jest to więc relacja dużo głębsza niż ta anonimowa, co do tej pory było wykorzystywane na małą skalę, np. w urzędach.

Użytkownik – osoba niepełnosprawna, jej organizator – np. gmina lub fundacja oraz asystent osobisty podpisywaliby umowę trójstronną, która zaświadczałaby, że osoba z niepełnosprawnością jest pracodawcą swojego asystenta, nawet jeśli część lub całość kosztów pokrywałby dany program socjalny. Ponadto osoby otrzymujące dotąd świadczenia pielęgnacyjne mogłyby otrzymać zatrudnienie jako asystent osobisty, co obok poprawy materialnej podniosłoby również status tej pracy. Przestałaby to być funkcja utrzymywana z pobieranego zasiłku, a stałaby się pełnoetatowym zatrudnieniem. O wadze tych zmian świadczy to, że znalazły się one w Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, ratyfikowanej przez Polskę w 2012 roku.

Deinstytucjonalizacja jest w interesie powszechnym

Istnieją także inne grupy społeczne, które zyskałyby na zjawisku deinstytucjonalizacji, na czele z seniorami. Osoby zainteresowane tym tematem odsyłam do świetnego raportu Rafała Bakalarczyka pt. Starość po polsku. Propozycja reformy systemu opieki nad osobami starszymi. Liczba grup społecznych, które zyskałyby na wdrożeniu strategii deinstytucjonalizacji, jest bardzo duża. Co więcej, jest to proces, który wpłynie na każdego z nas, jeśli nie dzisiaj, to prawie na pewno w perspektywie 20-30 lat.

To właśnie seniorzy, których liczba szybko wzrasta, są jednym z głównych odbiorców zmian w polityce społecznej. Jeśli prognozy GUS-u się sprawdzą, to w 2050 roku 32,7% Polek i Polaków będzie liczyło więcej niż 65 lat, a 10,4% będzie miało więcej niż 80 lat. System instytucjonalny, który jest dużo droższy od wsparcia lokalnego, może okazać się po prostu niewydolny wobec tak dużej liczby potencjalnych klientów.

Choć 2050 rok to odległa przyszłość, to poczucie bezpieczeństwa jest złudne. Cezary Miżejewski, prezes WRZOS-u, w wywiadzie dla serwisu ngo.pl stawia sprawę jasno: „Pytasz, czy to rewolucja? Rewolucja wymagająca czasu. Nie da się tego przeprowadzić z piątku na poniedziałek. Zmiana świadomości społecznej, przygotowanie samorządu. Okres do 2040 roku to najkrótszy czas, w ramach którego warto planować poważne działania”. Zegar tyka, a deinstytucjonalizacja, o której mówi się już od ponad 10 lat, powinna zostać usankcjonowana i metodycznie wdrażana, jeśli chcemy zdążyć zreformować system przed naszą własną starością.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.