Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Turów to dopiero początek. Przed nami kolejne kryzysy energetyczne

Turów to dopiero początek. Przed nami kolejne kryzysy energetyczne Elektrownia Turów, źródło: Kancelaria Premier - flickr.com

Unia Europejska długo dawała nam fory. Musimy w końcu zrozumieć, że w europejskiej wspólnocie jesteśmy węglowym rodzynkiem. Odejście od gospodarki opartej na węglu jest trudne, ale nieuniknione. Jakub Kucharczuk rozmawia z Jakubem Wiechem o procesie transformacji energetycznej Polski.

Jakie znaczenie ma dla polskiej energetyki kompleks w Turowie?

Turów pokrywa od 4 do 8% zapotrzebowania na energię, w zależności od sytuacji w systemie energetycznym. Co więcej, jest to niezwykle istotna jednostka z perspektywy stabilności systemu. Oczywiście jest bardzo emisyjna, ale gwarantuje stabilną podaż energii, co jest szczególnie istotne w okresie szczytu zapotrzebowania na moc latem, zimą oraz w sytuacjach, w których Polska musi ratować się importem energii z zagranicy.

Jak konflikt z Czechami wokół kopalni i późniejsza decyzja TSUE wpłyną na proces transformacji energetycznej?

Turów przedostał się do świadomości społecznej jako źródło konfliktu między Czechami a Polską, ale również jako sytuacja, w której Unia Europejska decyduje o kształcie naszej gospodarki. To będzie się powtarzać – w miarę postępu transformacji energetycznej Polski i wygaszania kolejnych kopalni i elektrowni kluczowym wytłumaczeniem będzie to, że musimy dopasować się do rytmu transformacji nadanego przez Unię Europejską.

Taka argumentacja jest atrakcyjna z punktu widzenia politycznego. Pojawia się opór społeczny, który chcą wykorzystać niektóre partie – Konfederacja, ale też Solidarna Polska (skrzydło rządu, które nie zgadza się m.in. z polityką energetyczną Polski do 2040 roku). To środowiska, które zarzucają „poddańczą” politykę wobec UE i Niemiec. Argumentują, że rząd mógł i powinien wywalczyć dla Polski taryfę ulgową, ale oddał tę grę walkowerem.

Próżno jednak szukać w ich postulatach rozsądnych alternatyw…

No właśnie. Długo dostawiliśmy od UE fory. Musimy pamiętać, że Polska jest węglowym rodzynkiem w Unii Europejskiej. Nasz udział węgla w miksie energetycznym jest najwyższy spośród wszystkich państw, jeśli chodzi o procentowy udział energii z tego surowca. Problemy, jakie mamy z energetyką i monokulturą węglową, nie są zrozumiałe nawet w tych państwach Unii Europejskiej, które cały czas węgla używają.

Przespaliśmy ostatnie 30 lat. W kwestii transformacji energetycznej nie zrobiliśmy praktycznie nic, chociaż dostawaliśmy bardzo wiele sygnałów z zewnątrz, że w tym kierunku powinniśmy iść. Teraz przychodzi nam płacić za to cenę. Jesteśmy w przedsionku długiej serii kryzysów energetycznych – to nasza wina. Turów to dopiero początek.

Doskonale zdajemy sobie jednak sprawę, że transformacja energetyczna łatwa dla Polski nie będzie. Czego musimy się najbardziej obawiać?

Transformacja energetyczna stanowi bardzo duże wyzwanie i największy proces gospodarczy w Polsce po 1989 roku. Musimy zbudować praktycznie nowy system elektroenergetyczny w ciągu najbliższych 20 lat. To karkołomne, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, jak źle radziliśmy sobie dotychczas z takimi przedsięwzięciami. Tylko że nie mamy wyjścia. Już w tym momencie wisi nam nad głową bat w postaci regulacji Unii Europejskiej, które zmuszają nas do pójścia w danym kierunku za pomocą mechanizmów wpływających na gospodarczą sytuację spółek energetycznych i, co za tym idzie, w ogóle całej gospodarki. Opóźniając transformację, strzelamy sobie w kolano.

Decyzja TSUE w sprawie Turowa to również element „unijnego bata”?

Akurat te działania to bardzo niebezpieczna droga. Doskonale rozumiem oburzenie polskiego rządu, który podkreśla, że Trybunał posunął się za daleko, gdy zaczął ingerować w bezpieczeństwo energetyczne krajów członkowskich. Jest to też niebezpieczne właśnie ze względu na to, że może prowadzić do rozbudzenia nastrojów eurosceptycznych.

Skupmy się jednak na transformacji. Wspomniałeś, że Turów to dopiero początek. Jak więc możemy ratować sytuację?

Nie ma doraźnych działań, które z dnia na dzień poprawią sytuację w polskim systemie elektroenergetyki. Obecna sytuacja to pokłosie wielu lat zaniedbań, krótkowzroczności i przeświadczenia, że długofalowe trendy są czymś przejściowym. Okazało się, że polityka klimatyczna jest nie tylko elementem polityki wewnętrznej UE, ale też stała się fundamentem państw członkowskich i będzie stanowić ramy rozwoju gospodarczego na najbliższe lata.

Cel neutralności klimatycznej to też nic nowego, bo o istotnym ograniczeniu emisji w Unii do 2050 roku wspominano już w 2008 roku. Jednak kolejne polskie rządy wolały skupiać się na swoich wewnętrznych uwarunkowaniach energetycznych. Nie dostrzegały, że dookoła wszystko się zmienia i idzie w kierunku odwrotnym niż ten, który został wytyczony przez Polskę. Mamy też słabe instytucjonalne państwo, którego elity uważają, że lepiej przeznaczać środki na działania krótko- i średnioterminowe, bo przynoszą doraźne profity. Długofalowe projekty leżą odłogiem.

Czego więc powinniśmy oczekiwać od rządu?

Przede wszystkim konsekwentnej realizacji Strategii Energetycznej Polski do 2040 roku, mimo tego, że w niektórych obszarach jest ona już teraz nieaktualna i raczej mało ambitna. Rządzący muszą również przekonać Polaków, że energetyka stanowi fundament dalszego rozwoju gospodarczego. W tym momencie nie ma już miejsca na przepychanki, np. na linii górnicy-rząd. To sprawa, która rzutuje na bezpieczeństwo energetyczne naszego państwa i musi być rozważana i analizowana na poziomie krajowym jako jeden ze strategicznych tematów poruszanych w debacie.

Czy jakiś kraj w UE może być dla nas wzorem?

Raczej jestem przeciwnikiem takiego myślenia o transformacji energetycznej. Kopiuj-wklej nie jest rozwiązaniem, bo każdy kraj miał odmienne warunki początkowe, gdy startował z transformacją energetyki. Naszym podstawowym celem jest gospodarka niskoemisyjna, zmierzająca do zerowej emisji w 2050 roku. Chociaż ten cel będzie rozciągnięty na całą Unię Europejską, a nie na poszczególne kraje, to jednak powinniśmy w maksymalnym stopniu uczestniczyć w jego osiąganiu. Każdy dodatkowy wolumen emisji, który będziemy wypuszczać do atmosfery, okaże się obciążeniem finansowym.

Przede wszystkim musimy powiedzieć otwarcie: czas definitywnie skończyć z węglem. Umowa społeczna rządu z górnikami nie odzwierciedla realnych uwarunkowań gospodarczych, jakie będą wpływały na sektor górniczy.

Węgiel w Polsce (chodzi o segment wydobycia i energetyki) skończy się znacznie wcześniej niż w 2049 roku. Żyjemy w fałszywym przekonaniu, że tego surowca mamy naprawdę dużo i jest on wartościowy. Tak naprawdę wydobycie węgla w Polsce jest mało opłacalne. W naszym interesie leży maksymalnie szybkie wyjście z tego surowca i skierowanie się w stronę nowych źródeł energii. Będzie to nas kosztowało sporo wyrzeczeń, bo transformacja okaże się bardzo droga ze względu na fakt, że zaczynamy ją bardzo późno.

Wierzysz w to, że ten scenariusz zacznie być realizowany?

Zupełnie nieironicznie stwierdzam, że możemy stać się liderem transformacji. Polska dzięki realizacji swoich postanowień w zakresie energetyki może być postrzegana jako kraj, który w spektakularny sposób przestał być gospodarką opartą na węglu. Tego bym sobie życzył. Będzie to wymagało ogromnej dojrzałości politycznej naszych elit, skupienia się na ciężkiej pracy, tłumaczenia społeczeństwu, dlaczego to robimy i w jakim tempie. Potrzebne będą także wyjaśnienia, że zmiana będzie trudna, ale musimy do niej dążyć. Inaczej polegniemy, a porażka będzie bardzo dotkliwa dla wszystkich.

Angielska wersja tekstu dostępna tutaj.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.