Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Ile błędów, a ile sukcesów na granicy z Białorusią? Konflikt w 15 pytaniach i odpowiedziach

przeczytanie zajmie 7 min
Ile błędów, a ile sukcesów na granicy z Białorusią? Konflikt w 15 pytaniach i odpowiedziach Kancelaria Premiera/flickr.com

Choć władze w ostatnich miesiącach nie uniknęły błędów w sprawie kryzysu na granicy, to atrakcyjna publicystycznie teoria „ośmiu gwiazdek” obarczająca partię rządzącą odpowiedzialnością za wszelkie zło nie opisuje w poprawny sposób rzeczywistości. Osłabiona w ostatnich latach pozycja międzynarodowa Polski nie miała wpływu na skuteczność działań naszej dyplomacji w kontekście tego konkretnego konfliktu. Choć dla wielu zabrzmi to jak herezja należy odnotować, że Polsce udało się osiągnąć niemal wszystkie cele będące w naszym zasięgu: sankcje ze strony UE, wsparcie Rady Atlantyckiej, gotowość do uruchomienia art. 4 czy wprowadzenie problematyki kryzysu do agendy Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej trwa już kilka miesięcy. W tym czasie w debacie publicznej pojawiło się wiele głosów oceniających działania polskiego rządu – zarówno pochlebnych, jak i krytycznych, nieraz bardzo mocno. Trudno się odnieść do zasadności wszystkich stawianych ocen. Spróbujmy jednak choć trochę uporządkować dyskusję na temat coraz bardziej dramatycznych wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Nie jest to kompleksowa analiza kryzysu. Na nią pewnie przyjdzie nam trochę poczekać, kiedy opadnie kurz i poznamy więcej szczegółów. Jednak już dziś z perspektywy ponad 100 dni kryzysu można zweryfikować główne hipotezy – poniżej 15 pytań i odpowiedzi.

1. Czy mamy do czynienia z kryzysem migracyjnym, podobnym do tego z 2015 roku?

NIE, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, w przeciwieństwie do sytuacji sprzed kilku lat przemytem ludzi zajmują się nie organizacje przestępcze/mafia, ale reżim autorytarnego państwa przy użyciu aparatury państwowej.

Po drugie, kryzys na polsko-białoruskiej granicy jest tylko na pierwszy rzut oka kryzysem migracyjnym – analiza sytuacja na Wschodzie wskazuje na wiele równoległych zjawisk, takich jak choćby rozmieszczenie rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Migranci są jedynie narzędziem niezbędnym do realizacji celów politycznych – politycznej legitymizacji reżimu Aleksandra Łukaszenki i zawieszenia sankcji nałożonych na ten reżim.

A także narzędziem dla odwrócenia uwagi od działań Federacji Rosyjskiej na odcinku ukraińskim – przy czym główny cel, a co za tym idzie inspiracja konfliktu, najprawdopodobniej „pochodzi” z Mińska, a nie z Moskwy.

2. Czy mamy do czynienia z konfliktem hybrydowym?

TAK, reżim Łukaszenki od samego początku tej operacji prowadził przeciw Polsce działania o charakterze przestępczym (de facto przemyt ludzi), cybernetycznym (vide afera mailowa) propagandowym, a w miarę upływu czasu także w jakimś stopniu militarnym. Jednocześnie lepiej wciąż mówić o konflikcie hybrydowym, a nie wojnie hybrydowej – nadal istnieje przestrzeń do dalszej eskalacji konfliktu. Jeśli tak się stanie (zwłaszcza w przypadku użycia broni konwencjonalnej przez białoruskich funkcjonariuszy/uzbrojonych migrantów), będzie można zastanowić się nad użyciem terminu „wojna”.

3. Czy Polska zlekceważyła doniesienia o zagrożeniu ze strony reżimu Łukaszenki?

NIE, pierwsza grupa migrantów, o której opinia publiczna dowiedziała się z całą pewnością, trafiła na polską granicę (okolice Usnarza Górnego) w połowie sierpnia. Tymczasem już w lipcu, kiedy pierwsi migranci zaczęli trafiać na granicę litewsko-białoruską, nad polsko-białoruską granicę przerzucono oddziały wojska pod dowództwem generała dywizji Krzysztofa Radomskiego. Ich zadaniem była m.in. budowa granicznego ogrodzenia. Jednocześnie już od wczesnego lata rozpoczęła się współpraca dyplomatyczna pomiędzy Polską, Litwą i Łotwą w tej sprawie.

4. Czy nasze działania mające przygotować Polskę na prognozowany od pewnego czasu konfliktu były wystarczające?

NIE, polskim służbom (Straż Graniczna, wojsko) nie udało się zbudować do momentu pojawienia się pierwszych grup migrantów trwałego ogrodzenia na granicy. Można założyć, że budowa takiego ogrodzenia w miesiąc nie była możliwa, ale wiedza o potencjalnym wykorzystaniu migrantów w konflikcie o hybrydowym charakterze pojawiła się już wiosną.

Jednocześnie nie można zapominać, że rozpoczęcie budowy instalacji granicznych już w kwietniu w sytuacji, w której nie istniało najmniejsze społeczne poczucie zagrożenia, mogło wiązać się z bardzo poważną krytyką takich działań ze strony opozycji. Zresztą nawet w sierpniu pojawiały się w debacie publicznej głosy krytykujące budowę ogrodzenia.

Jednocześnie rozpoczęcie budowy takiego ogrodzenia wiosną mogłoby być odebrane jako prowokacja przeciw Białorusi, dlatego trudno jednoznacznie krytykować decyzję o rozpoczęciu budowy ogrodzenia dopiero w lipcu.
Niezależnie od kwestii ogrodzenia skierowanie nad granicę wojska już na tamtym etapie konfliktu teoretycznie nie było dobrym posunięciem, na co zwraca uwagę Marek Świerczyński. W teorii lepszym rozwiązaniem byłoby skierowanie na granicę w pierwszej kolejności obrony cywilnej lub Wojsk Obrony Terytorialnej. Problem w tym, że obrona cywilna w Polsce de facto nie istnieje, a WOT nie posiada jeszcze wystarczających zdolności inżynieryjnych niezbędnych do budowy infrastruktury granicznej, stąd wysłanie wojska prawdopodobnie było rozwiązaniem uzasadnionym i optymalnym w istniejących okolicznościach.

5. Czy Polska ma strategię oraz odpowiednie narzędzia do reagowania na atak o charakterze hybrydowym?

NIE, Polska nie jest dobrze przygotowana do prowadzenia konfliktu/wojny hybrydowej. Nie dysponujemy ani odpowiednią strategią działań, ani narzędziami umożliwiającymi adekwatną odpowiedź na tego rodzaju zagrożenia. Działania, które obecnie prowadzimy, mają charakter ad hoc i polegają na bieżącym uczeniu się/dostosowywaniu do agresywnych działań ze strony reżimu Łukaszenki. Jednocześnie charakter tego konfliktu sprawia, że turbulencje, których Wojsko Polskie doświadczało w ostatnich latach choćby za sprawą dużej rotacji dowództwa, nie mają (jak do tej pory) istotnego wpływu na przebieg konfliktu. Co prawda mamy do czynienia z informacjami o problemach np. z aprowizacją żołnierzy stacjonujących na granicy, trzeba mieć jednak świadomość, że polska armia nie prowadziła działań mających na celu obronę granicy na taką skalę od 1945 roku. Nie ma się zatem co dziwić, że w wielu elementach będziemy świadkami procesu szybkiego nabywania nowych umiejętności/kompetencji, niezbędnych do prowadzenia tego konfliktu.

6. Czy nasi sojusznicy (UE, a zwłaszcza NATO) mają strategię oraz odpowiednie narzędzia do radzenia sobie z konfliktami hybrydowym?

NIE, obecna „ofensywa” przeciw Polsce, Litwie i Łotwie jest co do zasady pierwszym atakiem hybrydowym o takiej skali na państwa członkowskie NATO. Dotychczas ofiarą ataku hybrydowego była Ukraina, niebędąca państwem członkowskim Paktu. Choć fakt braku strategii NATO na wypadek konfliktu hybrydowego nie usprawiedliwia braku strategii RP w tym zakresie, to jednak stanowi istotny element niezbędny do oceny działań polskich władz.

7. Czy rząd PiS popełnił błędy w zarządzaniu konfliktem na granicy?

TAK. Poza wspomnianymi już wątpliwościami dotyczącymi użycia wojska od pierwszych etapów konfliktu można wskazać inne nieoptymalne działania. Błędem był zakaz obecności mediów w strefie przygranicznej, gdzie obowiązuje stan wyjątkowy – zarówno z perspektywy międzynarodowej, jak i perspektywy wewnętrznej. Wydaje się, że w obliczu dynamicznie rozwijającej się sytuacji rząd może zdecydować się na selektywne otwarcie strefy dla mediów krajowych i zagranicznych, zwłaszcza mając na uwadze fakt, że dziennikarzy na swój teren wpuścił reżim Łukaszenki. Jednocześnie jednak warto zauważyć, że w ich materiałach odpowiedzialność za zaistniałą sytuację ponosi właśnie białoruski dyktator – to funkcjonariusze białoruskich służb „zarządzają” kolejnymi próbami sforsowania granicy. Należy też podkreślić, że obecność mediów w strefie stanu wyjątkowego najprawdopodobniej nie miałaby istotnego wpływu na przebieg konfliktu, w tym zwłaszcza działania podejmowane przez reżim Łukaszenki.

Kolejnym poważnym błędem była konferencja prasowa, podczas której zaprezentowano cokolwiek wątpliwe dowody pedofilii i zoofilii migrantów próbujących przedostać się na teren Polski. To skandaliczne wydarzenie nie budowało wiarygodności władz zarówno w kraju, jak i zagranicą. Co chyba jednak najważniejsze – skandalizujący wymiar konferencji przykrył jej „główną” treść, którą było wskazanie na groźne powiązania części migrantów i dowody na istotny udział Federacji Rosyjskiej w prowadzeniu całej operacji.

W mojej opinii na negatywną ocenę zasługują również tzw. push-backi, choć w tym zakresie należy mieć świadomość, że ich stosowanie wynika de facto ze strategii przyjętej w UE po kryzysie migracyjnym 2015 roku. Nie usprawiedliwia to tego rodzaju praktyk z perspektywy etycznej, ale stanowi ważne tło polityczne do ich oceny. Zresztą w ogóle najpoważniejszy spór w tej dyskusji dotyczy właśnie problematyki humanitarnej – czy istniał inny, realny z perspektywy politycznej sposób traktowania migrantów? Na tak postawione pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

8. Czy te błędy mają bezpośredni wpływ na przebieg konfliktu?

NIE. Choć wszystkie powyżej wskazane błędy idą na konto partii rządzącej, trudno uznać, by miały one jakkolwiek istotny wpływ czy to na aktualny przebieg konfliktu, czy na działania podejmowane przez Łukaszenkę i Putina.

9. Czy rząd Zjednoczonej Prawicy doprowadził do osłabienia pozycji międzynarodowej Polski?

TAK, za sprawą choćby konfliktu z Brukselą wokół reformy wymiaru sprawiedliwości wizerunek naszego kraju, a co za tym idzie nasza pozycja względem kluczowych partnerów, uległy wyraźnemu pogorszeniu. Jednocześnie za sprawą działań Kancelarii Prezydenta i Ministerstwa Obrony Narodowej doprowadzono do istotnego zwiększenia obecności wojsk sojuszniczych na terenie wschodniej flanki NATO – mowa tu zarówno o kontyngentach natowskich w Polsce i krajach bałtyckich, jak i dodatkowych siłach zbrojnych, które na terenie naszego kraju rozmieściły Stany Zjednoczone. W rezultacie tych działań poziom polskiego bezpieczeństwa w obliczu nowych zagrożeń płynących ze Wschodu jest wyraźny wyższy (co nie oznacza równocześnie, że jest bardzo wysoki, niewątpliwie jednak jest nieporównywalny z sytuacją np. Ukrainy czy Gruzji).

10. Czy słaba pozycja międzynarodowa Polska osłabiła potencjał dyplomatyczny naszego kraju, niezbędny do reagowania na ten konkretny kryzys?

NIE, zadaniem polskiej dyplomacji było umiędzynarodowienie konfliktu i przedstawienie go na forum UE, NATO oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ. W wyniku działań polskiej dyplomacji doprowadzono do przyjęcia przez Radę ds. Zagranicznych UE nowego pakietu sankcji przeciw reżimowi Łukaszenki, który to pakiet zawiera propozycje przygotowane przez Warszawę i Wilno. Rada Atlantycka (organ NATO) wyraził pełne poparcie dla działań Polski i Litwy. W odwodzie jest możliwość zastosowania art. 4 Paktu (konsultacje na wypadek m.in. naruszenia integralności granic jednego z państw członkowskich), który stanowi ostatni krok przed zastosowaniem art. 5 (wsparcie militarne ze strony innych państw NATO).

Wreszcie, polskiej dyplomacji udało się wprowadzić problem kryzysu na granicy z Białorusią do agendy RB ONZ, czyli najwyższej międzynarodowej instancji odpowiedzialnej za kwestię bezpieczeństwa międzynarodowego. RB potępiła działania białoruskiego reżimu (przy sprzeciwie Rosji, stałego członka RB ONZ), ale ze względu na specyfikę tego organu (Federacja Rosyjska ma prawo weta) nie mogło być mowy o bardziej zdecydowanych działaniach.

Jednocześnie polska dyplomacja wykorzystała swoje kanały w Iraku, zbudowane w trakcie stacjonowania tam polskich wojsk, do rozpowszechniania informacji przestrzegających przed udawaniem się do Mińska. Warto przy tym dodać, że udało się też powstrzymać napływ lotów z terytorium Iraku. Obecnie zdecydowana większość lotów do Mińska pochodzi z Moskwy, a zablokowanie tego kierunku leży poza bezpośrednimi możliwościami polskiej dyplomacji (jest to możliwe wyłącznie za pośrednictwem UE, i może się to stać dzięki planowanym sankcjom, przygotowanym we współpracy z Warszawą i Wilnem).

Ponadto, pomimo złej lub bardzo złej prasy, którą Polska/rząd PiS miał w europejskich i światowych mediach w ostatnich miesiącach, zdecydowana większość międzynarodowej opinii publicznej dostrzega powagę konfliktu i dość wyraźne opowiada się w nim po stronie Warszawy, nawet jeśli zwraca uwagę na problematykę kryzysu humanitarnego dotykającego migrantów na granicy.

Podsumowując, osłabiona w ostatnich latach pozycja międzynarodowa Polski nie miała wpływu na skuteczność działań naszej dyplomacji w kontekście tego konkretnego konfliktu. Udało się osiągnąć niemal wszystkie cele będące w naszym zasięgu (sankcje ze strony UE, wsparcie Rady Atlantyckiej i gotowość do uruchomienia art. 4; wprowadzenie tematyki kryzysu do agendy RB ONZ).

11. Czy polskiej dyplomacji udało się wyeliminować potencjalne zagrożenia związane z nieadekwatnym z naszej perspektywy działaniem naszych sojuszników?

NIE, rozmowy telefoniczne prowadzone przez kanclerz Merkel i prezydenta Macrona z Władimirem Putinem czy NIEUZNAWANYM PRZEZ UE Aleksandrem Łukaszenką przed nałożeniem sankcji na Białoruś (nie mówiąc o sankcjach na Rosję) osłabiają naszą pozycję (i państw bałtyckich) w tym konflikcie. Pojawia się uzasadnione pytanie, czy gdybyśmy mieli lepsze relacje z Niemcami i Francją, możliwa byłaby większa koordynacja działań. Trudno na takie pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale per analogiam, w 2014 roku, kiedy premierem RP był Donald Tusk, a relacje z Niemcami były bardzo dobre, Berlin i Paryż de facto wykluczyły Polskę z formatu normandzkiego, mimo istotnego zaangażowania naszego państwa w proces przemian na Ukrainie jesienią i zimą 2013/2014 roku.

Nie można też zapominać, że zarówno Niemcy, jak i Francja, niekoniecznie będą zainteresowane bardziej ofensywną polityką względem Kremla, choć wstrzymanie/opóźnienie certyfikacji gazociągu Nordstream 2 stanowi niewątpliwie cios dla Rosji. Warto przy tym zaznaczyć, że decyzja niemieckiego operatora formalnie nie ma charakteru politycznego i wynika z biurokratycznych procedur – nawet jeśli pojawiła się jakaś sugestia ze strony Urzędu Kanclerskiego, decyzja niemieckiego operatora była najprawdopodobniej autonomiczna.

12. Czy grozi nam eskalacja konfliktu na nieprzewidywalną skalę?

TAK, Aleksander Łukaszenko staje się nieprzewidywalny w swoich decyzjach i zachowaniach. Nie da się wykluczyć, że udostępni migrantom broń, z której ostrzelane zostaną pozycje naszych sił na granicy. Istnieje cały szereg innych działań, mogących doprowadzić do dalszej eskalacji. Jednocześnie zarówno reżim Łukaszenki, jak i reżim Putina, dostosowuje swoje działania do reakcji państw UE/NATO – im bardziej zdecydowana reakcja ze strony Wspólnoty czy Sojuszu, tym prawdopodobnie większa gotowość do ustępstw ze strony zarówno Mińska, jak i Kremla. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że Łukaszenko w obliczu rosnącego zagrożenia utraty władzy, może zdecydować się na podjęcie bardziej radykalnych, nieprzewidywalnych działań. To stanowi obecnie największe ryzyko.

13. Czy grozi nam interwencja rosyjska?

NIE, Polska jest w nieporównywalnie lepszej sytuacji niż Ukraina, na granicy której prezydent Putin rozmieszcza swoje oddziały. Trudno jednak na teraz przewidzieć, do jakiej granicy będzie chciał dojść Kreml i czy np. decyzja niemieckiego operatora o braku zgody na certyfikację NS2 może stanowić maksymalny „próg bólu” Federacji Rosyjskiej. Nie można bowiem zapominać, że finalizacja drugiej nitki Gazociągu Północnego stanowi główny cel Kremla, a wojskowa interwencja na Ukrainie, w świetle postępujących zmian na niemieckiej scenie politycznej, może skomplikować realizację tego celu.

14. Czy twierdzenie, że gdyby nie PiS, to nie byłoby konfliktu na granicy, względnie szybko byśmy go rozwiązali, jest prawdziwe?

NIE, w świetle powyżej wskazanych odpowiedzi nie sposób odpowiedzieć pozytywnie na tak postawione pytanie. Teoria „ośmiu gwiazdek”, obarczająca partię rządzącą odpowiedzialnością za wszelkie zło, choć atrakcyjna publicystycznie, niekoniecznie w poprawny sposób opisuje rzeczywistość, także w przypadku aktualnego konfliktu na polskiej granicy.

15. Czy opozycja to zdrajcy?

NIE, pomimo wyraźnych różnic politycznych politycy opozycji w kwestii granicy zasadniczo reprezentują postawy zbieżne z racją stanu, i to zarówno w kraju, jak i za granicą. Dotyczy to także troski o los migrantów – troska o nich leży w naszym narodowym interesie. Wyjątkiem jest sprzeciw wobec budowy muru na granicy – w świetle potencjalnych ataków hybrydowych ze strony Białorusi (niezależnie od obecnego kryzysu migracyjnego) trudno uzasadnić brak zgody na realizację takiego przedsięwzięcia. Jednocześnie nie można zapominać, że kryzys na granicy jak dotąd raczej wzmacniał notowania partii rządzącej, a opozycji nie mogącej krytykować akceptowalnego społecznie kierunku działań rządu na tym odcinku pozostało krytykowanie nieudolności władzy w zarządzaniu konfliktem (słabość dyplomacji, brak zaangażowania Frontexu, słabe zaopatrzenie służb na granicy etc.).

Niestety, polityka partyjna nie jest sztuką oddawania sprawiedliwości. Postarajmy się więc o zachowanie zdolności do niej w poza-partyjnych komentarzach.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.