Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Marek Migalski się myli. Poglądy konserwatywne lub liberalne nie są „zakodowane” w naszych mózgach

Marek Migalski się myli. Poglądy konserwatywne lub liberalne nie są „zakodowane” w naszych mózgach Kłótnia w grach karciarskich, Adriaen Brouwer

Dyskutując wyzwania społeczne niezwykle pociągającym jest sięganie po autorytet obiektywizmu nauk przyrodniczych. Możliwość obejrzenia, zmierzenia i porównania ma niewątpliwy, hipnotyzujący urok, który wydaje się nam oferować niepodważalne i ostateczne argumenty. Biologia i fizjologia człowieka mogą nie tłumaczyć nam kim jesteśmy, ale wyznaczają granice tego, w jaki sposób funkcjonujemy. Zmierzone staje się faktem, a z faktami nie powinno się przecież dyskutować. Po taką logikę zdaje się sięgać prof. Marek Migalski, przywołując dorobek neuronauk jako uzasadnienie wniosku o podatności konserwatystów na strach.

Chciałbym wyjaśnić, dlaczego prof. Migalski myli się w zaproponowanej interpretacji. Nie mam jednak zamiaru ani bronić konserwatywnej wrażliwości, ani polemizować z wnioskami prof. Jonathana Haidta o źródłach różnic między systemami moralnymi – moim celem jest krytyka populistycznego użycia wiedzy o mózgu i emocjach człowieka, aby uwiarygodnić wartościującą tezę.

Między wierszami, prof. Migalski zdaje się przemycać sugestię, że konserwatyzm jest pewną „dysfunkcją” mózgu, która wynika z niewłaściwego rozwoju systemów przetwarzania emocjonalnego. Proponuje uproszczony ciąg faktów – większa objętość ciała migdałowatego prowadzić ma do większej podatności na zewnętrzne źródła lęku, co z kolei skutkuje, zdaniem autora, bardziej „prawicowymi” preferencjami. Czytając spostrzeżenia prof. Migalskiego odnoszę wrażenie, że dla niego konserwatyzm jest czymś w rodzaju prymitywnej funkcji „zaniepokojonego” mózgu, bo temu służyć ma chyba odniesienie do badań nad społecznymi aspektami obrzydzenia zespołu prof. Yoela Inbara.

Zacznijmy od najbardziej podstawowych kwestii. Po pierwsze, nasze rozumienie tego, w jaki sposób funkcjonuje mózg człowieka jest bardzo ograniczone. W kontekście reakcji obronnej, stresu i emocji możemy być pewni jednego – postęp neuronauk udowodnił, że nie powinniśmy spodziewać się prostych wyjaśnień, które kiedyś oferowała teoria układu limbicznego. Ludzkie emocje są niezwykle złożone i skomplikowane, dlatego – chociaż kuszącym jest wskazywanie jednego odpowiedzialnego obszaru czy jednej właściwej struktury – musimy patrzeć na nie jak na system i proces korzystający z zasobów naszego organizmu. Strach i lęk nie są ograniczone do ciała migdałowatego. Co więcej już prawie dwie dekady temu wybitny znawca tematu prof. David H. Barlow wykazał, że predyspozycje lękowe nie są nawet w połowie zależne od czynników biologicznych i genetycznych.

Po drugie, współwystępowanie czy obserwowalna zależność dwóch faktów nie są dowodem ich związku przyczynowo-skutkowego. Badania, na które powołuje się prof. Migalski nie wystarczają do stwierdzenia, że konserwatyzm czy prawicowość są funkcją objętości ciała migdałowatego. Przekonania polityczne, jak i doświadczenia emocjonalne nie są bowiem automatycznymi reakcjami naszego organizmu, które przebiegają w podobny sposób, zawsze i u wszystkich.

Oczywiście, doświadczenie lub przewidywanie niebezpieczeństwa – a w tym właśnie „specjalizuje się” ciało migdałowate – będzie znacząco wpływać na nasze preferencje czy podejmowane decyzje. Jednak nie będzie nas czynić nas ani konserwatywnymi, ani liberalnymi, lecz skłaniać nas będzie do takich zachowań, które są wyuczonymi strategiami redukowania stresu lub unikania zagrożenia.

Powracające strach, lęk czy obawy będą skłaniać nas do sięgania po sprawdzone w przeszłości narzędzia, ale nie dlatego, że modelują nas one na konserwatystów, lecz z powodu dalece ograniczonej zdolności do myślenia innowacyjnego, będącego naturalną konsekwencją negatywnego pobudzenia. Dopiero zredukowanie niepokoju umożliwia sięgnięcie do zasobów naszej kreatywności.

Przejdźmy teraz do natury lęku, który – z niezrozumiałych dla mnie względów – prof. Migalski wymiennie nazywa strachem, choć wszystko, co opisuje jako przykłady manipulacji prawicowych polityków sprowadza się do stanu emocjonalnego (lęku), a nie emocji (strachu). Zaniepokojenie istniejącym lub przewidywanym niebezpieczeństwem dla nas, naszych bliskich i tego, co dla nas ważne jest – najprawdopodobniej – zupełnie podstawową funkcją naszej świadomości. Ma rację prof. Migalski zauważając, że ewolucja przygotowała nas do tego, aby być wrażliwymi na możliwe zagrożenia, ale zdaje się nie dostrzegać, że równie istotnym dla sukcesu naszego gatunku było zorientowanie naszych emocji na wymiar społeczny.

Czujemy się bardziej bezpieczni, gdy jesteśmy częścią jakiejś grupy – nieprzypadkowo zaburzenia lękowe powszechnie kojarzą się z nasilającym się odczuwaniem samotności czy opuszczenia. Dla osoby lękowej konserwatyzm niesie podwójne korzyści: sięgając po sprawdzone narzędzia, ogranicza nieprzewidywalność sytuacji, a zarazem integruje jednostkę w ramach funkcjonujących już instytucji społecznych (jak rodzina, wspólnota czy grupa wyznaniowa). Większa podatność na odczuwanie niepokoju – tak samo, jak i powracające doświadczenie strachu – prowadzi do redukowania zagrożeń wszędzie tam, gdzie jest to tylko możliwe.

Ponadto scentralizowanie lęku w ciele migdałowatym jest nadużyciem przynajmniej z dwóch różnych powodów. Niepokój angażuje szereg obszarów naszego mózgu: od struktur podkorowych jak jądra ciała migdałowatego, jądra podstawy, jądro łożyskowe prątka krańcowego i istotę szarą okołowodociągową po boczną i przyśrodkową korę przedczołową czy korę ciemieniową (której roli w przetwarzaniu emocjonalnym dotyczyły badania zespołu, którym miałem przyjemność kierować). Nasza reakcja obronna na zagrożenie jest jeszcze bardziej złożona i zależna jest od obwodu obejmującego ciało migdałowate, hipokamp, korę przedczołową, korę sensoryczną, wzgórze, mózgowy układ pobudzenia i jądro półleżące (prążkowie brzuszne), które odpowiadają za aktywację funkcji motorycznych, wydzielanie hormonów oraz inspirują reakcje autonomicznego układu nerwowego.

Zredukowanie tego wszystkiego wyłącznie do objętości ciała migdałowatego, i do tego bez rozróżnienia odmiennych funkcji poszczególnych jego jąder dla fizjologii strachu jest koszmarnym uproszczeniem.

Drugim problemem populistycznego podejścia prof. Migalskiego jest sprowadzenie ciała migdałowatego wyłącznie do funkcji włącznika strachu i lęku. Obszar ten nie tylko uczestniczy w naszej reakcji na zagrożenie i aktywacji (negatywnych) emocji, ale też odgrywa kluczową rolę w uczeniu się. Neurobiolog profesor Joseph LeDoux wskazywał wręcz, że to właśnie związek ciała migdałowatego z zapamiętywaniem może tłumaczyć jego kluczową rolę w tworzeniu zaburzeń lęku i strachu. Poprzez system dopaminergiczny obszar ten pełni istotną funkcję w łączeniu nagrody z zachowaniem, uczestnicząc w regulacji naszej motywacji.

Jednak, nawet jeśli skupimy się na fundamentalnej roli ciała migdałowatego w odczuwaniu strachu i lęku, to sama świadomość większej na nie podatności nie oznacza wiedzy o tym, czego się boimy. Sam fakt większej jego objętości nie oznacza, że dany człowiek będzie łatwiej ulegał straszeniu przez kogokolwiek – skuteczność manipulacji emocjonalnej nie jest zależna od wielkości ciała migdałowatego, a samo doświadczanie lęku nie oznacza niepokoju przed wszystkim, co może wydawać się niebezpieczne.

Jeśli osoba konserwatywna boi się imigracji z kierunków obcych kulturowo albo równości małżeńskiej dla par homoseksualnych, to dzieje się tak nie dlatego, że jest bardziej podatna na lęk czy straszenie, ale dlatego, że przekonana jest, że takie zmiany zagrażają wartościom ważnym dla jej tożsamości i bezpieczeństwa.

Prawdziwym jest stwierdzenie prof. Migalskiego, że mózg konserwatysty może różnić się od mózgu liberała, ale neurobiologia przekonana jest, że jeden i drugi są całkowicie naturalnym mózgiem człowieka. Tak, badania potwierdzają, że preferencje polityczne można dopasować do objętości ciała migdałowatego i jądra łożyskowego prążka krańcowego, jednak doktor Walker S. Pedersen ze współpracownikami podkreślili, że nie ma to związku z silniejszym lub częstszym pobudzeniem strachu czy niepokojem u konserwatystów i liberałów. Zwyczajnie, osoby, które trochę silniej niż ludzie zazwyczaj – a wszyscy mamy do tego tendencję – reagują na bodźce negatywne, a słabiej na pozytywne, mają także bardziej konserwatywne poglądy. Wspominałem już, że nie ma w tym nic niezwykłego, ponieważ częstsze odczuwanie lęku będzie skutkować mniejszą otwartością na zmianę oraz większym przywiązaniem do nośników bezpieczeństwa – są to niewątpliwe prekursory konserwatyzmu.

Sprowadzając zagadnienie do strachu, prof. Migalski zdaje się też ignorować aktualną wiedzę o związkach ciała migdałowatego z preferencjami politycznymi. W tym kontekście znacznie ciekawsze są spostrzeżenia zespołu doktor Hanny Nam, w którym objętość tego obszaru powiązana została z przekonaniem o słuszności i prawidłowości istniejącego porządku społecznego, a także skłonności do brania udziału w protestach. Prof. Migalski nie zwraca też uwagi na badania wskazujące, że dla kobiet większe ciało migdałowate może oznaczać silniejszą podatność na stres i pesymizm, o czym pisał psychiatra Chris Baeken wraz ze współpracownikami. Migalski zdaje się ignorować fakt, że obszar ten mniej wpływa na regulowanie nasze podatności na straszenie przez innych, a bardziej kształtuje sposób, w jaki uczymy się reakcji lękowych na zewnętrzne bodźce, co lata temu wykazywali prof. Alexander Dityatev i dr Vadim Bolshakov.

Na koniec wróćmy jeszcze do samych – wielokrotnie powtarzanych – badań dotyczących „niebieskiego” i „czerwonego” mózgu, które zainspirowały zespoły profesorów Darrena Schreibera i Johna T. Josta. Pierwszy z nich, w artykule z 2013 r., przestrzegał przed wyciąganiem pochopnych wniosków dotyczących budowy mózgu i preferencji politycznych – zbyt liczne są czynniki, które mogą wpływać na jedno i drugie oraz regulować relacje między nimi.

Mniej powściągliwy był doktor Ryota Kanai, który sugerował, że tak jak konserwatyzm związany jest z większą objętością ciała migdałowatego, tak liberalizm wynika z dodatkowego rozwoju przedniego zakrętu kory obręczy (anterior cingulate cortex, ACC). To jego poglądy sprzed dekady przypomina prof. Migalski, sugerując, że poglądy polityczne są wprost warunkowane przez czynniki biologiczne. Dzisiaj takie stwierdzenie jest jednak pochopnym uproszczeniem.

Interesującym jest raczej, jak ideologia koresponduje z unikaniem zagrożeń (ciało migdałowate) a empatią (przedni zakręt kory obręczy), bo dopiero takie podejście pozwala docenić tak uwarunkowania biologiczne i społeczne, jak i unikalność życiowego doświadczenia jednostki. Taka perspektywa pozwala spojrzeć na emocje człowieka jak na produkt niezwykle złożonego systemu i nakładających się na siebie procesów. Dwadzieścia lat temu wybitny psycholog profesor Roy F. Baumeister wraz ze współpracownikami pokazywał, że silniej wpływają na nas doświadczenia negatywne niż pozytywne, a emocje negatywne mocniej odciskają się w naszej pamięci od pozytywnych.

Oznacza to, że dla osób bardziej podatnych na strach i lęk konserwatyzm czy tradycjonalizm mogą być strategiami radzenia sobie ze swoimi stanami emocjonalnymi, bo silniej zorientowane są na redukcję niepewności, bezpieczeństwo czy trwałość więzi społecznych, a mniej bazują na kreatywności i zdolności do adaptacji, które mogą być dla takich osób częściowo niedostępne. Nie oznacza to jednak, że neurobiologia uczy nas, że konserwatystę łatwiej nastraszyć niż liberała, a tym bardziej, żeby sądzić, że niebieskiczerwony mózg nie są tym samym ludzkim mózgiem w pełnej niezwykłości swojej plastyczności. Biologia i fizjologia mogą uczyć nas o funkcjonowaniu naszego organizmu i częstokroć mogą wytłumaczyć nasze zachowanie sprawniej niż narracja tworzona przez naszą świadomość, ale – z reguły – wyjaśnienie jest dużo bardziej skomplikowane niż w przypadku opinii prof. Migalskiego.