Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  6 listopada 2021

Dlaczego Polską rządzi PiS i pewnie jeszcze trochę porządzi?

Paweł Musiałek  6 listopada 2021
przeczytanie zajmie 7 min
Dlaczego Polską rządzi PiS i pewnie jeszcze trochę porządzi? Prawo i Sprawiedliwość/flickr.com

Rząd Prawa i Sprawiedliwości sprawuje władzę w Polsce nieprzerwanie od 2015 r. i wciąż pomimo wielu przeciwności stoi na czele sondaży, mając realne szanse na trzecią kadencję. Tajemnicą sukcesu PiS są społecznie pożądane reformy, słabość opozycji, wzrost gospodarczy, jak i dowartościowanie zaniedbanej przez poprzednie rządy Polski prowincjonalnej. Te czynniki wydają się zbliżać w europejskiej debacie sytuację Polski i Węgier oraz PiS i Fidesz. Między nimi występują jednak znaczące różnice. Polska AD 2021 jest państwem bez partyjnej oligarchii i z pluralistycznym systemem mediów. Wbrew opinii środowisk liberalnych PiS jest konsekwentnie antyrosyjski i proukraiński. W przeciwieństwie do innych partii prawicowych w UE PiS nie chce z niej wychodzić czy rozbijać od środka, ale reformować w duchu idei subsydiarności.

Teflonowy PiS

Wrześniowe badania preferencji partyjnych wskazały, że średnie poparcie sondażowe głównej opozycyjnej partii centrowej, Platformy Obywatelskiej, wyniosło średnio 24% i minimalnie spadło w porównaniu z wynikami z sierpnia. Stało się więc jasne, że powrót byłego premiera Polski (2007-2014), a do niedawna przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska na stanowisko szefa PO nie przyniosło przełomu w rywalizacji z PiS-em.

Powrót Tuska nie był jedynym czynnikiem wskazywanym jako potencjalny gamechanger polskiej sceny politycznej, który miał zdetronizować PiS. Właśnie mija rok od potężnych protestów, które wstrząsnęły Polską. Sprzeciw opozycji na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r., który uznał za niekonstytucyjną zgodę na przerywanie ciąży w sytuacji wady dziecka w okresie prenatalnym, spowodowało rekordowe protesty, które miały zmieść PiS. Tak się jednak nie stało.

Kolejnym czynnikiem, który miał zatopić PiS, była pandemia COVID-19. Konieczność wprowadzenia licznych ograniczeń i duża liczba nadmiarowych zgonów miały ukruszyć poparcie dla rządu. Jednak po ponad 1,5 roku pandemii według CBOS 52% Polaków ocenia działania rządu dobrze lub zdecydowanie dobrze.

Dodatkową nadzieję na zmiany wzbudziły napięcia w obozie Zjednoczonej Prawicy. Od początku drugiej kadencji PiS, czyli jesieni 2019 r., miały miejsce spory między PiS a jego koalicjantami z Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro i Porozumienia Jarosława Gowina.

Gdy dodać do tego kontrolę Senatu przez opozycję, to wydawać się mogło, że paraliż rządu musi doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Tymczasem ich perspektywa się oddala. Rząd formalnie utracił większość w parlamencie, ale przyciągnął na swoją stronę zdecydowaną większość posłów wcześniej współpracujących z Gowinem. Po 6 latach rządów PiS wciąż partia cieszy się najwyższym w Polsce poparciem.

Jak to wyjaśnić? Czy uzasadnieniem stabilnego poparcia jest jakość rządów? Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego co roku prezentuje raport, podsumowujący reformy dokonanych w najważniejszych politykach publicznych w danym roku. Oceny są dokonywane przez ekspertów CAKJ z poszczególnych sektorów państwa. Lektura wszystkich corocznych ocen pozwala na skrótową prezentację największych sukcesów i porażek rządów zarówno Beaty Szydło (2016-2017), jak i Mateusza Morawieckiego (2017-). Analizując zarówno aspekt standardów życia politycznego, jak i reform w poszczególnych sektorach państwa, wiele decyzji miało słodko-gorzki smak. PiS-owskie modus operandi, które przynosiło korzyści na jednym polu, rodziło koszty na drugim. Sukcesy rządów PiS stoją bardzo blisko porażek.

Zróżnicowane standardy

Najlepszym przykładem tego paradoksu jest ocena sposobu działania PiS. Wyborcom podoba się wysoka determinacja w realizacji reform, które PiS zapowiada. Zdecydowana większość obietnic sprzed 2015 r. została zrealizowana (choć nie wszystkie), co było rzadko dotychczas spotykane. Wśród spełnionych obietnic było obniżenie wieku emerytalnego (z 67 do 60 lat dla kobiet i do 65 lat dla mężczyzn), likwidacja gimnazjów (co oznacza powrót do modelu edukacji 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum) czy wprowadzenie programu 500+ (co miesiąc 500 zł, tj. ponad 100 dolarów wsparcia rodzicom za każde dziecko od narodzin do ukończenia 18 lat), a to tylko nieliczne przykłady z długiej listy spraw, które udało się załatwić (choć nie wszystkie i nie w pierwszej kadencji).

Z drugiej jednak strony chęć szybkiego sukcesu powoduje, że rząd idzie „na skróty”, wykazując duże lekceważenie do procedur. Antyinstytucjonalne podejście przejawia się także w wielu działaniach podejmowanych ad hoc pod wpływem politycznego impulsu. „Wrzutki” powodują, że przyjmowane strategie stają się niewiele wartymi dokumentami, ponieważ podejmowane pod wpływem impulsu decyzje bardzo często zaburzają logikę planowanych działań, co utrudnia konsekwentną, długofalową politykę w wielu obszarach.

Korzyścią z rządów PiS jest większy pluralizm w elicie władzy. Dzięki PiS-owi wiele osób, szczególnie o konserwatywnych poglądach, które nie były częścią środowisk tworzących III RP odczuwało przed 2015 r. „szklany sufit” i byli pomijani w państwowych strukturach. PiS dał im przestrzeń do działania. Niestety awersem tej historii jest rewanżyzm na nielubianych elitach, który skutkuje wymianą kadrową, także tam, gdzie nie było to zasadne. Co gorsza ograniczone zasoby wysokiej jakości specjalistów powodują, że nowi zarządzający publicznymi instytucjami dostawali nominacje za lojalność wobec partii, a nie z powodu własnych kompetencji.

PiS zdemokratyzował Polskę. Słuchając głosu polskiej prowincji, a nie elit, stał się jej wyrazicielem. Problem polega na tym, że ta cenna z puntu widzenia jakości demokracji korekta była powierzchowna. Podejście PiS-u do „ludu” jest bowiem często paternalistyczne. Trudno obronić lekceważący stosunek do całego sektora pozarządowego i procesu konsultacji publicznych. PiS słucha oczekiwań ludzi, ale chce samodzielnie na nie odpowiedzieć, nie tworząc przestrzeni do korekty podejmowanych decyzji.

Bez wątpienia niedocenianym sukcesem polskiej demokracji jest walka z korupcją i brak oligarchów. O ile ten pierwszy problem był jeszcze istotny w pierwszych dwóch dekadach III RP i został znacząco zredukowany, o tyle drugi problem nigdy nie wystąpił. PiS, w przeciwieństwie do Orbana, nie działa „na sterydach” serwowanych przez zaprzyjaźnionych biznesmanów, ponieważ… takowych nie ma.

W Polsce polityka i biznes są dość mocno rozdzielone, a w przypadku PiS można mówić o rozdziale wręcz radykalnym. Trudno wskazać jakiegokolwiek biznesmena, który zawdzięczałby swoją rynkową pozycję PiS-owi. Trudno też wskazać jakiegokolwiek przedsiębiorcą, którego wsparcia stanowiłoby fundament finansowy PiS.

Niestety o ile trudno mówić o systemowej korupcji, o tyle zjawiskiem powszechnym w ostatnim czasie stała się korupcja polityczna, czyli oferowanie stanowisk posłom z innych partii w zamian za przejście na stronę PiS w Sejmie, to w ostatnim czasie problem ten nie ma precedensu w swojej skali.

PiS będzie pamiętamy jako partia wprowadzająca redystrybucję zasobów na dużą skalę. Wyraźną poprawę sytuacji odczuło wiele grup społecznych, gdzie transferowane były środki w sposób bezpośredni – rodziny z dziećmi, niepełnosprawni, emeryci. Niestety często redystrybucji towarzyszyła także partyjna kalkulacja. Najhojniej obdarzani byli Ci, którzy są (potencjalnym) elektoratem tej partii. Najbardziej spektakularnym przykładem partyjniactwa był fundusz ma wsparcie samorządów, które ucierpiały przez pandemie. Środki trafiły głównie do tych samorządów, gdzie rządzą politycy związani z PiS. Tam, gdzie rządzą osoby związane z opozycją, środków do dyspozycji było znacznie mniej.

Polityki publiczne

Przechodząc do poszczególnych polityk publicznych, nie sposób nie zacząć od polityki gospodarczej. Zdecydowane odejście od neoliberalizmu gospodarczego podobało się wyborcom zmęczonych prawie trzema dekadami wysiłku transformacji, kiedy to zawsze brakowało środków na politykę socjalną. Podniesienie płacy minimalnej, obniżenie podatków dla najuboższych, wprowadzenie ambitnych programów społecznych, w tym głównie skoncentrowanych na bezpośrednich transferach. Tym niemniej krytykowana jest tendencja do ograniczania konkurencji rynkowej na rzecz państwowych przedsiębiorstw i ich „ręczne sterowanie” ukierunkowane na cele nie wynikające ze strategii biznesowej.

Wskazane transfery socjalne były możliwe dzięki m.in. skutecznemu uszczelnieniu systemu podatkowego. Radykalny wzrost dochodów państwa pozwoliło na większe wydatki bez negatywnych konsekwencji dla finansów publicznych. Mało tego, dług publiczny procentowo malał mimo obniżenia podatków. Obniżono podatek dochodowy dla wszystkich z 18% do 17%, a do 0% dla młodych, obniżono podatek CIT dla małych i średnich firm, obniżono także podatek VAT na wiele produktów.

Niemniej jednak wszystkie działania nie były realizowane poprzez spójną reformę systemu podatkowego, ale stopniowo były przyklejane kolejne „łaty” na już skomplikowanym systemie. Nie inaczej jest w przypadku kluczowej reformy drugiej kadencji PiS, czyli „Polskiego ładu”, który zakłada znaczący wzrost kwoty wolnej od podatków i wprowadzenie większej progresywności do systemu podatkowego. W efekcie wprowadzanych zmian wprowadzające ulgi, zwolnienia i inne polski system podatkowy stanie się niesłychanie skomplikowany i rodzący koszty tak dla aparatu skarbowego, jak i przedsiębiorstw.

Większe środki w budżecie dawały możliwość wzrostu finansowania usług publicznych. W ostatnich latach zwiększono wynagrodzenia wielu pracownikom sektora publicznego, w tym pracownikom ochrony zdrowia i nauczycielom. Ponadto stworzono także dodatkowe fundusze na rozwój zarówno infrastruktury, jak i usług transportowych, szczególnie w małych miastach. Pomimo wzrostu wydatków, znaczącego w przypadku ochrony zdrowia, często nie przekłada się to w sposób widoczny na jakość. Niezdolność do wdrożenia bardziej złożonych reform, niesprowadzających się do prostego transferu środków jest widoczna w wielu segmentach państwa.

W polityce energetycznej sukcesem PiS jest skuteczna walka o niezależność gazową od Rosji. Odbywa się to poprzez realizację planowanego od wielu lat gazociągu Baltic Pipe do Norwegii, rozbudowy terminala LNG w Świnoujściu, budowy połączeń ze Słowacją i Litwą i walkę z Gazpromem skutkująca opóźnieniem Nord Stream 2. Rząd zabiegał m.in. o przyjęcie nowelizacji unijnej dyrektywy gazowej, która miała eliminować niejasności i podporządkować gazociąg unijnemu prawu. Ponadto Polska silnie lobbowała na rzecz wdrożenia amerykańskich sankcji wobec Gazpromu, co stało się w grudniu 2019 r. Co więcej państwowy PGNiG wyegzekwował sądowo 1,5 mld dolarów nadpłaconych rachunków za gaz w wyniku zawyżania cen.

Z drugiej strony prowadzona transformacja energetyczna jest niekonsekwentna. Wyzwaniem pozostaje reforma górnictwa, zablokowano rozwój energetyki wiatrowej i ograniczono także konkurencję na rynku energii i gazu dla państwowych firm.

PiS mocno doinwestował kulturę, tworząc nowe instytucje jak Narodowy Instytut Wolności, który sprawnie stworzył kompleksowy system wsparcia dla różnej kategorii organizacji pozarządowych. Obecny rynek medialny jest dużo bardziej pluralistyczny niż przed 2015 r. Z drugiej jednak strony PiS przerobił Telewizję Polską na propagandowe, wspierające go narzędzie i atakujące opozycję w znacznie większym stopniu aniżeli miało to miejsce za czasów wcześniejszych rządów.

Drugim po TVP symbolem złych zmian jest wymiar sprawiedliwości. Ciągnące się spory z unijnymi instytucjami dotyczącymi przestrzegania zasad praworządności powodowały kolejne nowelizacje i potęgowały chaos w sądownictwie. Pomimo w wielu miejscach trafnej diagnozy PiS o konieczności poddania władzy sądowniczej demokratycznej kontroli i odejścia od modelu samoregulacji przeradzającej się we władzę korporacji sędziowskiej, dokonane zmiany przechylały wahadło za bardzo w stronę politycznej kontroli, szczególnie w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego. Co więcej, wywołały spór o ich konstytucyjność.

W zakresie bezpieczeństwa największym sukcesem PiS jest bez wątpienia wzmocnienie obecności militarnej NATO na wschodniej flance, w tym poprzez obecność żołnierzy amerykańskich w Polsce. Równoległe wzmocniono bilateralną współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi. Awersem tej historii jest jednak wadliwy proces modernizacji polskiego wojska. Obóz rządzący zakupił czołgi Abrams i samoloty F-35 od Amerykanów, które zdaniem ekspertów nie powinny być kupowane z uwagi na inne priorytety, jak dokończenie systemów obrony przeciwlotniczej.

Nawet pandemia COVID-19 okazała się mieć dwa oblicza. Z jednej strony wyniki gospodarcze były relatywnie dobre na tle całej UE. Wprowadzone tarcze skutecznie powstrzymały wiele firm przed upadkiem. Na drugim biegunie wyników w UE była z kolei ponadstandardowa liczba zgonów spowodowana zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio COVID-19, co prowokowało do opinii, że rząd poradził sobie z kryzysem gospodarczym, ale przegrał z pandemią.

Trzy źródła sukcesu

Przedstawiony uproszczony bilans dorobku PiS jest daleki od jednoznaczności. Lista sukcesów jest tak długa, jak porażek. Z pewnością gdyby to właśnie ów bilans miał decydować o wyborczym wyniku, PiS miałby problem z odnowieniem mandatu do rządzenia w 2019 r. a już na pewno nie miały na to szans w kolejnych wyborach przypadających na 2023 r. Co decyduje o tym, że PiS zawładnął sercami Polaków, jeśli nie przedstawiony dorobek rządu? To kompilacja trzech czynników.

Po pierwsze ostatnie lata były najlepszym okresem wzrostu gospodarczego w Polsce. Między 2014 a 2021 r. PKB wobec średniej UE wzrósł z 66 do 77%. Od 2015 r. spadek zagranicznego długu publicznego sięgnął prawie 9%, a wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 34%. Od 2016 r. Polska corocznie notuje nadwyżkę eksportu nad importem, stale ją zwiększając.

Wyniki gospodarcze przełożyły się na wymierne wskaźniki socjalne. Od 2015 r. nastąpił spadek bezrobocia o 36%. Polska była na pierwszym miejscu w UE pod względem redukcji ubóstwa (spadek o 57%). Podczas gdy między 2010 a 2015 r. liczba polskich emigrantów zwiększyła się o prawie 400 tys.,w okresie 2015-2019 zmniejszyła się o 100 tys. Te wyniki przełożyły się bardzo wymiernie na odczucia Polaków. O ile w 2015 r. niecała połowa Polaków przyznawała, że są zadowoleni z tego, jak się im żyje, to na początku 2020 r., a więc w przededniu pandemii zadowolonych było aż 70% mieszkańców Polski. Oczywiście kwestią sporną jest to, w jakim stopniu na gospodarczy sukces Polski zapracował PiS a w jakim miały na to wpływ inne czynniki. Niemniej dla wyborców to pytanie nie jest istotne.

Po drugie PiS bardzo dobrze odpowiada na potrzeby kulturowe małomiasteczkowej Polski, która statystycznie dominuje nad Polską największych polskich aglomeracji, z Warszawą na czele. W największych polskich miastach żyje bowiem łącznie mniej osób niż w małych miastach i wsiach. Miejsca te są umiarkowanie konserwatywne, co wynika ze specyfiki Polski. Pomimo postępującej laicyzacji wciąż katolicyzm i jego system moralny stanowią aksjologiczny punkt odniesienia dla milionów Polaków, co wyróżnia Polskę na tle Europy. Mieszkańcy małomiasteczkowi preferują to, co lokalne i zakorzenione w polskiej tradycji nad tym, co globalne. Dlatego nieufnie patrzą na trendy kulturowe, które nie respektują ich własnych przekonań.

Chcą być w UE, ale cenią także suwerenność. Chcą zachodnioeuropejskiego poziomu życia, jednocześnie nie akceptują paternalistycznego traktowania ze strony elit zachodnioeuropejskich, które zawsze wiedzą lepiej jak powinna funkcjonować demokracja w Europie Środkowo-Wschodniej.

PiS bardzo sprawnie obsługuje nie tylko potrzeby materialne polskiej prowincji poprzez transfery bezpośrednie, ale także odpowiada na potrzeby godnościowe. PiS – w przeciwieństwie do elity liberalnej, traktującą konserwatyzm jako barierę rozwojową – daje milionom Polaków bezpieczeństwo tożsamościowe.

Po trzecie dużym problemem opozycji jest to, że PiS nie ma z kim przegrać, odkąd PO zaczęła walczyć o elektorat najbardziej wielkomiejski z lewicą, zostawiając monopol na prowincji PiS-owi. Największe polskie miasta są kulturowo i intelektualnie najbardziej wpływowe i medialnie nadreprezentowane, ale to nie one decydują o zwycięstwo w wyborach.

PiS to nie Fidesz, Polska to nie Węgry

Społecznie pożądane reformy, słabość opozycji, wzrost gospodarczy, jak i dowartościowanie prowincji kosztem największych metropolii to czynniki, które wydają się zbliżać w europejskiej debacie sytuację Polski i Węgier oraz PiS i Fidesz. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że pomimo pewnych podobieństw i współpracy polsko-węgierskiej na niektórych odcinkach między nimi występują jednak znaczące różnice, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej.

W obszarze tej pierwszej należy podkreślić, że Polska jest państwem, gdzie zdecydowana większość wpływowych mediów jest nieprzychylna wobec władzy, ponieważ reprezentuje nurt liberalny. Przejęcie kontroli nad rządową telewizją i radiem oznacza, że w debacie publicznej mamy obecnie zarówno media antypisowskie, propisowskie, jak i neutralne. Choć idealnym systemem byłaby sytuacja w której wszystkie stacje telewizyjne oceniałyby rząd obiektywnie bez ideologicznych uprzedzeń i sympatii, to jest to lepsza sytuacja niż przed 2015 r., kiedy to zarówno prywatne, jak i państwowe stacje reprezentowały jedną, antypisowską opcję. Poza tym obecna sytuacja jest nieporównywalna z Węgrami, gdzie media opozycyjne zostały spacyfikowane przez obóz Orbana. Ponadto PiS nie ma i nie buduje własnej oligarchii, które na Węgrzech przybiera niebezpieczną postać. Różnica między Warszawą i Budapesztem polega na tym, że za pieniądze unijne Morawiecki inwestuje w swoich wyborców, jednocześnie rozwijając polską prowincją, a Orban inwestuje w swoich oligarchów, którzy odwdzięczają się lojalnością i wsparciem.

PiS jest konsekwentnie antyrosyjski i jednocześnie proukraiński. Środowisko PiS na długo przed rosyjską agresją na Ukrainę ostrzegał Europę przez imperializmem Moskwy wzywając UE, jak i NATO do silnego wsparcia Ukrainy wraz z nadaniem perspektywy członkostwa w tych organizacjach. Po wybuchu wojny w Donbasie stale podkreśla konieczność podtrzymania sankcji na Rosję, mimo że wielu w Europie chciałoby je znieść i wrócić do business as usual w relacjach z Putinem. Warto dodać, że PiS nigdy nie uważał sporów historycznych z Ukrainą jako argumentu na rzecz rezygnacji ze strategicznego partnerstwa z Kijowem.

W przeciwieństwie do innych partii prawicowych w UE PiS nie chce z niej wychodzić czy rozbijać od środka, ale reformować w duchu większej suwerenności państw członkowskich i respektowania idei subsydiarności, która jest traktatową zasadą naruszaną przez ponadnarodowe instytucje. Warto podkreślić, że oskarżany o antyunijne podejście rząd PiS sam proponował nowe podatki europejskie, zaciągnięcie wspólnego długu, a także popiera rozszerzenie UE na wschód, mimo że państwa te będą konkurencją dla polski o unijne środki.

Artykuł powstał w rezultacie projektu Polsko-ukraiński stół 2021. Zadanie publiczne zostało zrealizowane ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.