Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kolejny odcinek „Świnki Peppy” na Youtube? Dla dobra dziecka zabierzmy je od ekranów i przeczytajmy książkę

Kolejny odcinek „Świnki Peppy” na Youtube? Dla dobra dziecka zabierzmy je od ekranów i przeczytajmy książkę Stephen Andrews/unsplash.com

Żyjemy w kulturze, która oparta jest na obrazkach i przekazie informacji. Filmy, media społecznościowe i inne środki rozrywki elektronicznej tworzą świat, gdzie silniejsze i bardziej pociągające wrażenie wygrywa z wrażeniem słabszym. Skupienie się na czymś przed dłuższy czas staje się wyzwaniem. Dlatego rozwój nawyków czytelniczych od najwcześniejszych lat jest tak istotny. Ale jak go osiągnąć? Anna Pommersbach rozmawia z Peterem Jenkinsem z BookTrust UK, największej brytyjskiej organizacji upowszechniającej i promującej czytelnictwo wśród dzieci.

Może zacznijmy od programu Bookstart. Ostatnimi czasy stał się bardzo popularny.

Już od trzydziestu lat nasza organizacja BookTrust organizuje Bookstart, kierując go do najmłodszych dzieci oraz ich rodzin. Bookstart jest naszym flagowym programem – działa na terenie całej Wielkiej Brytanii. Natomiast szkocki BookTrust organizuje go pod nazwą Bookbug. Z pomocą bibliotekarek i pielęgniarek środowiskowych każde dziecko w Wielkiej Brytanii dostaje od nas bezpłatnie paczkę, w której znajdzie książkę oraz ulotkę zachęcającą rodziców do czytania dzieciom od najmłodszych lat. Bardzo często jest to pierwsza książka dziecka.

Wiemy, że wspólne czytanie pomaga więziom rodzinnym, kształtuje przywiązanie i jest formą dobrego spędzenia czasu wspólnie. Gdy dziecko osiągnie wiek 3-4 lat otrzymuje od nas drugą paczkę z książką, materiałami i wskazówkami dla rodziców, rozdawanymi przez stażystów pracujących w żłobkach, bibliotekach i innych placówkach, które zajmują się dziećmi. Co istotne, paczki są rozdawane przez profesjonalistów, którzy pomogą wyjaśnić ich wartość oraz będą służyli radą i wsparciem dla rodziców, którzy chcą zachęcać swoje dzieci do wyrobienia w sobie nawyku czytania.

I po Waszym sukcesie inne kraje zaczęły Was naśladować, prawda?

Tak, chociaż warto podkreślić, że organizacją, która zaczęła rozdawać książki systemowo w podobnej skali i na podstawie programów pilotażowych i badań naukowych był bostoński Reach Out and Read (RoR) – ubiegli nas o mniej więcej rok lub dwa lata. To było około 30 lat temu – od tego czasu wiele organizacji w Europie wdrażało Bookstart w swoich krajach – często w wersji zmodyfikowanej. Jednak my, BookTrust, nie angażujemy się w programy prowadzone za granicą. Po udanym programie pilotażowym wprowadziliśmy Bookstart – od tego czasu wiele państw na całym świecie poszło naszym śladem: Japonia, Korea, Tajwan, Flandria, Holandia, Szwecja, Norwegia, Czechy, Szwajcaria czy Austria. Te wszystkie kraje wprowadziły Bookstart, ale są państwa, takie jak Niemcy, Finlandia, Australia i Kanada, które stworzyły podobny program pod inną nazwą.

Dlaczego dajecie książki noworodkom, a nie dzieciom w wieku 2, 3 lub 5 lat, czyli dopiero wtedy, gdy powoli zaczynają czytać?

Robimy tak, ponieważ uważamy, że dom jest środowiskiem, w którym najsilniej kreujemy swoje nawyki czytania i gdzie możemy mieć największy wpływ na dziecko. Badania pokazują, że im szybciej zaczniesz, tym mocniejsze będą twoje nawyki czytania. Drugim ważnym powodem jest to, że w ciągu pierwszego roku rozwój jest najintensywniejszy. Niektóre organizacje bardzo podkreślają ten aspekt. Organizacja Raising Literacy w Australii na przykład rozdaje rodzicom ulotki pokazujące zmiany połączeń neuronowych właśnie w tych pierwszych miesiącach, argumentując, że właśnie wtedy rozwój jest najbardziej wzmożony. Natomiast organizatorzy programu w Japonii poprzez filmy i prezentacje bardzo skutecznie pokazują rodzicom, jak mocno dzieci są aktywne na bardzo wczesnym etapie: potrafią dostrzegać obrazki i na nie reagować, przewracają strony, a także słyszą i rozpoznają dźwięki oraz słowa wypowiedziane przez rodziców.

Te dwa aspekty wydają się najistotniejsze: dziecko zaczyna bardzo wcześnie wchodzić w interakcje z otoczeniem i robi to chętnie. W tym czasie zachodzi najwięcej zmian rozwojowych, pod względem poznawczym, językowym czy fizycznym. Po drugie, co jeszcze bardziej podkreśliła pandemia, wspólne czytanie wspiera budowanie relacji między dzieckiem a rodzicem. Twórcy japońskiej wersji programu uznali, że to właśnie jest ich głównym celem – pomoc w kształtowaniu więzi rodzinnej. Przeprowadziliśmy w Wielkiej Brytanii badania – zapytaliśmy rodziców, co jest największą motywacją dla nich, żeby czytać dzieciom. Wyniki potwierdziły założenie Japończyków – rodzicom zależy przed wszystkim na tworzeniu więzi z dzieckiem i dlatego są zainteresowani wszystkim, co może wesprzeć ten proces. Z tej perspektywy czytanie i rozmawianie o książce nadal jest najlepszym rozwiązaniem. Książka, w przeciwieństwie do zabawek, ma dłuższe życie, dłużej przyciąga uwagę dziecka, mniej ogranicza możliwości i sposoby interakcji z dzieckiem.

Ale dlaczego zakładacie, że rozdawanie książek to najlepsza metoda? Dlaczego nie spotkanie z autorami, dyskusje czy konkursy? Są na to jakieś dowody?

Na pewno potrzebujemy wielu zróżnicowanych działań, aby móc dotrzeć do jak największej grupy rodziców i zachęcić ich do kształtowania nawyków czytania u swoich dzieci. Wydarzenia z autorami na pewno pełnią też taką rolę. Dlatego w BookTrust organizujemy spotkania z autorami w szkołach, a w szczególności staramy się, by w tych placówkach, gdzie 1/3 uczniów to dzieci czarnoskóre lub z mniejszości etnicznych, uczniowie mogli spotkać się z autorami o podobnym pochodzeniu. Dzięki temu dzieci mogą doświadczyć tego, że czytanie i potencjalnie pisanie też ich dotyczy i może pełnić istotną rolę w ich życiu. The Children’s Laureate również służy promowaniu czytelnictwa wśród dzieci.

Wszystkie te programy są bardzo ważne, ale nie skierowano ich do małych dzieci (kilku- i kilkunastomiesięcznych). Tymczasem badania jasno wskazują na niesamowity wpływ wspólnego czytania, ale nie możesz tego robić, jeśli nie masz książek w domu, a niestety wiemy, że gospodarstw domowych bez książek lub z niewieloma książkami jest bardzo dużo. Wiemy także, że samo posiadanie książki wpływa zarówno na rodziców, jak i na dziecko, przyczyniając się do wzrostu ich zainteresowania książkami w ogóle. Dlatego istnieją przesłanki, aby sądzić, że samo ofiarowanie książki pomaga rozbudzić tę ciekawość. Trzeba mieć też na uwadze bardzo szybko postępującą digitalizację. Wiadomo, że jakakolwiek styczność z filmem, komputerem czy telefonem małego dziecka bardzo negatywnie wpływa na jego rozwój. Książka i czytanie jest tutaj alternatywą i przeciwwagą.

Wspomniał Pan wcześniej o programie RoR. Czy dobrze rozumiem, że oni działają nieco inaczej niż Wy?

Tak, RoR rozdaje książki przez lekarzy w szpitalach. Bookstart i jego różne wersje w Europie i w innych krajach działają i współpracują z różnymi instytucjami. W Anglii działamy głównie przez pielęgniarki środowiskowe, które odwiedzają dom dziecka w pierwszym roku jego życia. Co prawda teraz takie wizyty są rzadsze, ale nadal jest to najczęstsza forma opieki medycznej na wczesnym etapie życia dziecka. Niektóre kraje działają przez biblioteki, np. w Holandii rodzic dostaje list, zachęcający do czytania dziecku, od pracowników instytucji medycznych, ale paczkę z książką musi odebrać w bibliotece. Niemieckie Lesestart jest podobne bardziej do RoR, bo bazuje na współpracy z lekarzami. Finlandia i Japonia robią to jeszcze inaczej – kiedy rodzic przychodzi z dzieckiem pierwszy raz do szpitala, w Finlandii otrzymuje paczkę od pielęgniarki, a w Japonii od wyszkolonych wolontariuszy.

Dlaczego organizacje głównie współpracują z instytucjami medycznymi? Dlatego, że każdy musi przyjść ze swoim niemowlakiem do lekarza?

Tak, współpraca z takimi instytucjami pozwala na bardzo duży zasięg i skalę. W Finlandii próbowali różnych dróg dotarcia, ale ta „medyczna” okazała się być najbardziej skuteczna. Z tego samego założenia wychodzą dwie organizacje w ramach Global Network. Zarówno w Nowej Szkocji, jak i w Polsce zostawia się książki przy łóżkach matek z noworodkami przebywających jeszcze w szpitalu. Doświadczenie kanadyjskiego programu pokazuje, że to jest właśnie idealny moment na sprezentowanie książki, wtedy rodzice chętnie wchodzą w dialog z „dostarczycielami” paczek. Nie znam szczegółów powstawania pierwszego Bookstart, ale już na poziomie programu pilotażowego, ocenianego przez uniwersytet i wspieranego przez BookTrust, wręczanie odbywało się przez instytucje medyczne.

Mam wrażenie, że w Anglii od zawsze było poczucie, że droga „medyczna”, a więc to, że wykształcony lekarz lub pielęgniarka wręcza książkę, ma istotną przewagę nad innymi metodami. Z jednej strony lepiej rozumieją mechanizmy rozwoju poznawczo-językowego dzieci. Z drugiej strony pomoc w rozwoju i poprawnym funkcjonowaniu mózgu jako organu jest częścią ich zadania. Dodatkowo lekarz jako zawód zaufania społecznego ma dużo większą siłę przebicia. Rodzice mogliby na przykład gorzej przyjąć rady od nauczyciela czy opiekunki w przedszkolu – zwłaszcza że niektórzy z rodziców uznają, że oni powinni decydować o sposobach rozwoju intelektualno-edukacyjnego swoich dzieci.

Doświadczenie RoR pokazało, że lekarze i pielęgniarki również widzą w tym korzyść. Wskazują, że wręczanie książek pomaga im budować lepsze relacje z rodzicami. Również rodzice mówią, że z powodu prezentów mają poczucie nawiązania znacznie lepszego kontaktu z lekarzem lub pielęgniarką w porównaniu do sytuacji, gdy rozmowa między nimi dotyczy spraw ściśle medycznych.

Z tego, co przeczytałam, cała logistyka stojąca za Bookstart to całkiem niezłe wyzwanie. BookTrust wybiera książki, które następnie są wysyłane do władz samorządowych, a te z kolei transportują je do instytucji medycznych.

Tak, podstawowym elementem jest nasza współpraca z samorządowymi bibliotekami. Nawet w przypadku Bookstart Baby, czyli paczki otrzymywanej w pierwszym roku życia. Na poziomie lokalnym również zaangażowany jest Children’s Services – departament w instytucjach samorządowych.

Czyli w Bookstart są zaangażowani: BooksTrust, władze samorządowe, biblioteki, instytucje medyczne i sponsorzy?

Tak, BookTrust zdobywa finansowanie różnymi ścieżkami: indywidualni darczyńcy, przez trust i fundację. Otrzymujemy też środki od rządu, jak i władz samorządowych. Istotnym elementem też jest finansowanie płynące od biznesu.

Muszę powiedzieć, że taka skala i liczba instytucji zaangażowanych robi wrażenie. Czy tak skomplikowane logistycznie programy nie przystopowały w trakcie pandemii? Czy COVID zmienił Waszą strategię, perspektywę i formę programów?

Badania pokazały, że w trakcie pandemii rodziny, które potrzebują największego wsparcia w kształtowaniu nawyków czytania, miały najmniejszy dostęp do książek. I mimo że czytelnictwo teoretycznie wzrosło, a wydawcy wydają się zadowoleni, to rodziny, które najbardziej potrzebowały książek i czytania, nie miały do nich dostępu. Zwłaszcza dla tych, którzy byli tego świadomi, książki stały się bardzo ważną potrzebą w kontekście rozwoju dzieci i całej rodziny.

COVID tylko wzmocnił poczucie, że nasza organizacja potrzebuje zmiany. Jeszcze przed pandemią zaczęliśmy redefiniować naszą strategię. Podjęliśmy działania na rzecz nawiązania kontaktów z nowymi partnerami i efektywniejszego dotarcia do rodzin nieuprzywilejowanych. W związku z tym, że w trakcie pandemii pielęgniarki środowiskowe przestały chodzić na wizyty do domów, zaczęliśmy współpracować z innymi instytucjami. W głównej mierze jednak strategia skupia się na rodzinach nieuprzywilejowanych, które najbardziej cierpią z braku doświadczeń z książką i czytaniem.

Czy Bookshine, specjalne książki dla głuchych dzieci, i Booktouch, książki dla dzieci niewidomych, były efektem nowej strategii?

Nie, one powstały już wcześniej i są istotną częścią Bookstart. W BookTrust zawsze było poczucie, że jeśli chcemy dotrzeć jak najszerzej, musimy pochylić się również nad niepełnosprawnymi dziećmi czy wymagającymi większej pomocy. Analogicznie również skupiamy się na dzieciach, dla których angielski jest drugim językiem i próbujemy dostosować przekaz do ich potrzeb. Przykładem tego jest  program w Walii dla dzieci dwujęzycznych.

Wprowadziliście też program LetterBox – program dla dzieci adoptowanych.

Tak, dla dzieci adoptowanych i mieszkających w placówkach opiekuńczych. Dziecko zapisane do programu dostaje raz na miesiąc przez pół roku paczkę z książkami, grami matematycznymi i innymi materiałami. Często jest to pierwsza paczka, którą otrzymali pocztą i pierwsza książka, którą posiadają. Naszym celem tutaj jest zadbanie, aby dziecko poczuło, że ktoś o nim pamięta. Takie dzieci często nie mają poczucia bezpieczeństwa. Regularne otrzymywanie paczki przez dłuższy okres kształtuje w dziecku poczucie ciągłości i przynależności. Dodatkowo, podobnie jak w programie Bookstart, dziecko zaczyna interesować się książkami i „wymusza” na opiekunie wspólne czytanie. Teraz chcemy rozszerzyć ten program na inne dzieci wymagającej szczególnej opieki. Ostatnie badania wskazują, że w Wielkiej Brytanii są około 3 miliony dzieci, które żyją w niekorzystnym dla rozwoju środowisku.

Pan również jest zaangażowany w EU Read. Co jest Waszym głównym celem? Czy jest nim przede wszystkim zrzeszanie organizacji działających na rzecz czytelnictwa, aby dzieliły się ze sobą wiedzą i doświadczeniem?

Pierwotnie tak to wyglądało. EU Read powstało jako nieformalna sieć organizacji, których członkowie spotykali się co pół roku, dzielili się doświadczeniem i dyskutowali o tym, czego im się udało dokonać. Większość organizacji zajmowała się promocją czytelnictwa wśród najmłodszych, więc to był główny temat naszych rozmów. Później jednak EU Read przekształciło się w coś więcej – stworzony został program Europe Reads, który pomagał członkom promować ich sprawę wśród legislatorów i władz. Po zarejestrowaniu zaczęliśmy organizować walne zgromadzenia w Brukseli, aby ułatwić reprezentację władz Unii Europejskiej na naszych spotkaniach. Teraz więc możemy mówić o dwóch agendach: pomoc i wymiana doświadczeń oraz wpływ zarówno na władze lokalne, jak i europejskie. Może Przewodniczący EU Read wskazałby na coś jeszcze, ale te dwie rzeczy na pewno są dla nas istotne.

Czy EU Read ma swoje własne kampanie i programy, czy raczej pomagacie lokalnie w poszczególnych krajach?

Wspomniany wcześniej Europe Reads jest takim programem – zarządzamy nim centralnie z funduszy europejskich. W ramach EU Read powstał również Global Network for Early Years Bookgifting, którym zarządzam. Jego celem jest wsparcie w tworzeniu programów podobnych do Bookstart, aczkolwiek wielu członków EU Read zajmuje się promocją czytelnictwa nie tylko wśród dzieci i nie tylko poprzez dawanie książek. Global Network rozszerzył swoją działalność poza Europę, współpracując z RoR czy japońskim Bookstartem. W tym momencie skupiamy się na udostępnianiu materiałów, w tym materiałów filmowych i stworzeniu banku zasobów, który będzie zawierał wszystkie informacje, mogące służyć pomocą dla organizacji zajmujących się promocją czytelnictwa u najmłodszych. Pierwszy raz cała wiedza zebrana na podstawie doświadczeń z różnych krajów będzie dostępna w jednym miejscu. To wszystko, aby ci, którzy dopiero organizują swój program, mogli zapoznać się z różnymi podejściami i dzięki temu odpowiednio dostosować zamierzone działania do realiów swojego kraju. W ramach Global Network planujemy też rozpocząć kampanię, która ma zachęcić legislatorów do działań proczytelniczych.

Czy na podstawie doświadczeń wyniesionych zarówno z BookTrust, jak i z EU Read, uważa Pan, że programy i kampanie promujące czytelnictwo są uniwersalne, czy ich forma bardzo zależy od kultury i kraju?

Praca w ramach Global Network pokazała mi, że programy typu Bookstart czy RoR bardzo łatwo można wprowadzać w wielu krajach, oczywiście z małych modyfikacjami. Jeśli chodzi o kampanie adresowane do władz, porównanie z innymi państwami pozwala nam wypracować punkt odniesienia i kryterium oceny – w tym sensie kampania międzynarodowa jest istotna. Jednak widzimy bardzo wyraźnie, że działania powinny być dostosowane do sytuacji w danym kraju, i to nawet w zakresie zamierzonych wyników projektu. Nie możemy z góry zakładać, że za każdym razem głównym celem programu musi być cel edukacyjny, ekonomiczny czy związany z mobilnością społeczną.

EU Read oraz Global Network pełnią rolę eksperta i motywatora, który ma pomóc znaleźć rozwiązanie krajom zmagającym się ze specyficznymi dla każdego z nich przyczynami niskiego poziomu czytelnictwa. Poleganie wyłącznie na ogólnej wiedzy może prowadzić do przyjęcia założeń, które nie mają zastosowania w konkretnym wypadku. Na przykład kraje z wysokimi wynikami w PISIE mogą nadal zyskać na promowaniu wspólnego czytania i rozdawaniu książek.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.