Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Socjalizm, Balcerowicz i brak oligarchów. Dlaczego polskich polityków nie ma w Pandora Papers?

Socjalizm, Balcerowicz i brak oligarchów. Dlaczego polskich polityków nie ma w Pandora Papers? Autor miniatury: Paweł Zarosa

„Jest jeden aspekt polskiej państwowości, w których fraza Tuska o zielonej wyspie oraz fraza Kaczyńskiego o wyspie wolności się łączą. Rzeczywiście Polska jest zieloną wyspą wolności od oligarchii. Być może to jest przyczyną, która sprawia, że wśród kolejnych nazwisk wielkich tego świata, które pojawiają się na listach Pandora Papers, nie ma polskich polityków” – mówi Piotr Trudnowski, prezes Klubu Jagiellońskiego, w najnowszym KluboTygodniku o transformacji ustrojowej i braku oligarchów w Polsce.

„Oligarchia to patologiczne powiązania biznesu i polityki. Tworzy się w ten sposób rzeczywistość, w której jedyną drogą do sukcesu biznesowego jest robienie wielkich interesów z państwem i służbami specjalnymi, co zaś wymaga sukcesu politycznego, który jest możliwy jedynie dzięki wsparciu bardzo majętnych ludzi. Oligarchia to prawdziwa zmora naszego regionu Europy. Nie jest tylko wspomnienie z dawno minionych lat 90., ale bardzo żywe doświadczenie państw, które są dookoła nas, gdzie oligarchizacja nabiera nowego wymiaru. Przykładem tego są Czechy, gdzie odbywają się wybory, które wygra najpewniej partia Andreja Babiša, będącego typowym oligarchą. Babiš zaczynał w komunistycznej nomenklaturze, potem budował wielkie konglomeraty rolno-spożywczo-handlowe, na pewnym etapie zaczął wykupywać media i w ten sposób doszedł do swojej pozycji politycznej. Co więcej, nie jest on w swoim kraju jedyną osobą z tego typu powiązaniami” – mówi Trudnowski.

„Michał Brzeziński i Katarzyna Sałach z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego przeanalizowali kilka kolejnych list 100 najbogatszych Polaków z kilku ostatnich lat. Badacze wybrali spośród nich te nazwiska, które się nie powtarzały. W ten sposób powstałą lista 266 osób, których kariery szczegółowo zbadali. Okazało się, że spośród 266 osób zaledwie o 5% można powiedzieć, że są to ludzie, którzy mają istotne związki z politykami. Tylko o 7% z nich można powiedzieć, że dorobili się na transformacji ustrojowej. Jeżeli zsumujemy sobie wszystkie cechy, które składają sią na obraz oligarchy, wówczas okaże się, że mniej niż 30% najbogatszych Polaków, którzy znaleźli się na tej liście 266 nazwisk, spełnia jakąkolwiek część definicji oligarchy. Tymczasem wskaźnik ten dla naszego regionu wynosi 60%. Najbardziej optymistyczną wiadomością, jaka płynie z badań Brzezińskiego i Sałachy, jest to, że moment, w którym można było mówić na poważnie o powiązanych z politykami biznesmenach, mamy już dawno za sobą” – komentuje Trudnowski.

„Dlaczego w Polsce nie mamy oligarchii? Odpowiedź na to pytanie usiłują wskazać Michał Bałtowski i Stefan Sękowski w swojej analizie. Wskazują oni na kilka powodów. Pierwszy i zarazem najstarszy to historia ustawy o przedsiębiorstwach państwowych z 1981 r., która została uchwalona w ramach porozumień między stroną rządową a solidarnościową. W jej wyniku związki zawodowe i załogi pracownicze uzyskały istotny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Gdy więc zaczęła się transformacja gospodarcza, mieliśmy do czynienia z już ukształtowanymi związkami zawodowymi, których przedstawiciele mieli coś do powiedzenia, gdy przedsiębiorstwa zaczęto prywatyzować. Drugi powód to płynna wymiana kadr w jeszcze państwowych przedsiębiorstwach na początku lat 90. oraz prawo weta dla państwa, które mogło z niego skorzystać, gdy uznało, że jakaś prywatyzacja przebiegła nieprawidłowo. Trzeci powód to regulacja z lipca 1990 r. która sprawiała, że prawo pierwokupu mieli przedstawiciele załogi konkretnego przedsiębiorstwa. Powód czwarty to szybko wprowadzane przez Mazowieckiego i Balcerowicza zasady gospodarki rynkowej i konkurencji. Na przykład stworzono dziewięć państwowych banków inwestycyjnych, z których część była potem prywatyzowana, część pozostawała wciąż w rękach państwa – wszystkie jednak był zmuszone do konkurowania ze sobą” – wskazuje Trudnowski.