Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie obrażajmy się za Nord Stream 2 – wykorzystajmy go do udziału w zielonej transformacji Ukrainy

Nie obrażajmy się za Nord Stream 2 – wykorzystajmy go do udziału w zielonej transformacji Ukrainy https://www.president.gov.ua/en/photos/robochij-vizit-prezidenta-ukrayini-volodimira-zelenskogo-do-3921

Nord Stream 2 to fait accompli. Jednak oprócz zagrożeń, które tworzy ten projekt, jest on również szansą na bliższą współpracę energetyczną na linii Kijów-Warszawa. Może stać się impulsem do przełamania wieloletnich barier we wzajemnych relacjach. Polska powinna nie tylko maksymalnie włączać się przez najbliższe lata w unijne, amerykańskie i niemieckie programy, które zostaną rozpoczęte w ramach zwiększania ukraińskiego bezpieczeństwa energetycznego, ale również tworzyć własną ofertę, wykorzystując naszą bliskość geograficzną, podobną perspektywę na atom i niebezpieczeństwa związane ze zbyt radykalną dekarbonizacją, a także budowane od lat relacje. Polska powinna promować podejście Ukrainy do zielonej transformacji zdywersyfikowanej – stawiającej nie tylko na OZE, ale także na atom i gaz.

Ciemne chmury nad Dnieprem

Te wakacje były przełomowe dla energetycznego bezpieczeństwa Ukrainy. W lipcu opublikowano kontrowersyjne oświadczenie USA i Niemiec de facto pozwalające na dokończenie budowy gazociągu Nord Stream 2 pod pewnymi miękkimi warunkami dla Rosji i ogólnymi obietnicami dla omijanej przez gazociąg Ukrainy. Wielu oczekiwało nakreślenia konkretnych rekompensat przez Angelę Merkel podczas sierpniowej wizyty w Kijowie. Nic takiego się nie wydarzyło.

Usłyszeliśmy jedynie puste słowa i slogany o moralności. Po spotkaniu z Zełenskim w Kijowie Merkel stwierdziła, że gaz nie może być wykorzystany jako broń przeciw Ukrainie i jeżeli Rosja będzie w ten sposób NS2 wykorzystywała, to Niemcy obejmą Moskwę nowymi sankcjami. Zarówno w wypowiedzi, jak i w samym amerykańsko-niemieckim porozumieniu nie określono konkretnych mechanizmów działania w razie takiej sytuacji. Ponadto dwa dni przed podróżą na Ukrainę kanclerz Niemiec odwiedziła Moskwę, co zostało odebrane jako konsultowanie z Putinem niemieckiego stanowiska wobec Ukrainy.

W sprawie Nord Stream 2 Niemcy bronią się niesprecyzowanymi obietnicami dla Kijowa. Zgodnie z oświadczeniem dot. NS2 z 21 lipca Berlin zobowiązał się do wykorzystania wszelkich dostępnych form nacisku, aby Rosja zgodziła się na przedłużenie o 10 lat (kończącej się 31 grudnia 2024 r.) umowy tranzytowej z Ukrainą. Jest to punkt kluczowy dla naszego wschodniego sąsiada.

Tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę zwiększa bezpieczeństwo energetyczne kraju poprzez możliwość wirtualnego rewersu – kupowania gazu płynącego przez własne terytorium od państw, do których on płynie – także w krytycznych sytuacjach. Co więcej, z tego tytułu budżet Ukrainy jest obecnie zasilany pokaźną sumą ok. 2 mld dolarów rocznie.

W odpowiedzi na ten postulat Władimir Putin podczas konferencji prasowej po spotkaniu z Merkel wprost zaznaczył, że podpisanie tak długiego kontraktu przez rosyjską stronę będzie uzależnione od wiążącej deklaracji europejskich partnerów dotyczącej odpowiednio dużych zakupów rosyjskiego gazu. Podkreślił, że nie jest możliwy kontrakt na tranzyt bez odpowiadającej mu umowy na zakup przesyłanego błękitnego paliwa.

Niemiecka kontynuacja, a nie rewolucja

Jednak z perspektywy interesów Polski i Ukrainy, nawet patrząc krytyczne na powyższe wydarzenia, nie można się obrażać na rzeczywistość. Po ciężkiej pracy – dzięki której opóźniła się budowa Nord Stream 2 – należy przeanalizować obietnice zawarte w oświadczeniu niemiecko-amerykańskim i przygotować się na przyszłość. Na ile może Ukraina na nich rzeczywiście polegać? Czy mogą jej przynieść jakieś korzyści? Czy Polska może odegrać rolę w zmianach za naszą wschodnią granicą?

Głównym punktem oświadczenia jest stworzenie przez Niemcy Zielonego Funduszu dla Ukrainy docelowo opiewającego na miliard dolarów. W fundusz zainwestują także podmioty prywatne, a znajdą się w nim m.in. środki na rozwój odnawialnych źródeł energii, produkcję wodoru i efektywność energetyczną. Na początku Berlin ma zasilić go kwotą co najmniej 175 mln dolarów na zieloną transformację. Kolejne 70 mln dolarów, które popłynie z Niemiec, ma być do dyspozycji powołanego przez Berlin wysłannika ds. niemiecko-ukraińskich projektów energetycznych. Ponadto Niemcy w celu wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju (m.in. poprzez integrację energetyczną z UE) stworzą Pakiet Odporności dla Ukrainy.

Powyższe kwoty, biorąc pod uwagę potencjalną stratę przez Ukrainę z tranzytu gazu ok. 2 mld dolarów rocznie, nie robią niestety wrażenia. W dodatku obiecane pieniądze miałyby być wydatkowane w jasno określonych celach, zbieżnych z polityką energetyczną Niemiec i obliczoną w dużej mierze na zysk niemieckich przedsiębiorstw. Tym bardziej, że wszystkie te postulaty zostały już zarysowane we wspólnej deklaracji niemiecko-ukraińskiego partnerstwa w obszarze energetyki z kwietnia zeszłego roku. Dotyczyły właśnie: zwiększania efektywności energetycznej, modernizacji ciepłownictwa i energetyki, redukcji emisji i rozwoju OZE.

To właśnie ogromna energochłonność jest chronicznym problemem całej ukraińskiej gospodarki. W odniesieniu do PKB per capita (mierzonego parytetem siły nabywczej) ten wskaźnik jest dwukrotnie wyższy od światowej średniej i najwyższy z krajów Partnerstwa Wschodniego. Zwiększenie efektywności energetycznej powinno być priorytetem tego kraju także w kontekście zielonej transformacji.

W oświadczeniu dot. NS2 wspomniano również wsparcie rozwoju gospodarki wodorowej na Ukrainie. To także nic nowego. Berlin widzi w Ukrainie miejsce korzystne do produkcji z OZE zielonego wodoru, który później byłby eksportowany przez gazociągi do Niemiec. Na Ukrainie są bardzo korzystne warunki geograficzne dla rozwoju OZE: dużo dostępnego terenu i odpowiednie prędkości wiatru dla farm wiatrowych na lądzie, znaczące nasłonecznienie na południu kraju i potencjał budowy morskich farm wiatrowych na Morzu Czarnym. Rząd ukraiński rozważa również wykorzystanie własnych dużych zasobów gazu (które także mogą być wykorzystane do produkcji niebieskiego wodoru) i jednych z największych w Europie magazynów gazu.

Już dwa miesiące przed wydaniem oświadczenia niemiecki minister gospodarki, Peter Altmaier, wskazał, że Niemcy chcą zainwestować 2 mld dolarów w międzynarodowe projekty wodorowe. Strona ukraińska podawała, że z tej puli aż 600 mln euro może trafić do Kijowa. Na korzyść Ukrainy – w porównaniu do rozważanych także w tym kontekście państw Afryki Północnej – przemawia bliskość geograficzna i już istniejące połączenia gazowe, które potencjalnie mogą być przystosowane do transferu wodoru (retrofitting).

Imponujący zielony trend zagrożony

Kijów oficjalnie poparł Europejski Zielony Ład  i w odpowiedzi na niego ogłosił cel osiągnięcia zerowego bilansu węglowego do 2060 r. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA) Ukraina posiada potencjał na 16 GW ekonomicznie opłacalnej energetyki wiatrowej – głównie na południowym zachodzie kraju. Odnośnie do fotowoltaiki szacunki mówią o realnej mocy 4 GW. Ukraina dzięki dużemu obszarowi, często niezagospodarowanemu, ma również potencjał produkcji energii z biomasy m.in. do ciepłownictwa.

Dekarbonizacja na Ukrainie od odzyskania niepodległości postępowała najszybciej na świecie – o 342 mln ton CO2 rocznie (61%) w latach 1990-2018. Należy jednak zaznaczyć, że w dużej mierze wynikała ona z deindustrializacji ukraińskiej gospodarki i dopiero od 10 lat związana jest ona z celowym działaniem związanym z rozwojem OZE. Pod koniec zeszłego roku udział OZE w miksie energetycznym Ukrainy wynosił ponad 12%, a do 2035 r. Ukraina planuje go co najmniej podwoić. Wzrost ten ma być sfinansowany z zysku ze sprzedaży taniej energii wyprodukowanej przez atom i elektrownie wodne.

Mimo to dalszy rozwój OZE nad Dnieprem jest bardzo niepewny. W całym ukraińskim sektorze energetycznym brakuje pieniędzy, producenci mają problemy z płynnością. Sytuację pogorszyła pandemia, która obniżyła w zeszłym roku zapotrzebowanie na energię i odbiła się na zasobności portfeli Ukraińców. Brakuje również spójnej i realnej strategii na następne dekady.

Atom – fundament niezależności?

Przyszłość OZE może być uzależnione od dalszego losu fundamentu ukraińskiego systemu elektroenergetycznego – energetyki jądrowej. Ponad połowa wyprodukowanej energii elektrycznej na Ukrainie pochodzi z tego źródła – to 7. największy producent prądu z atomu na świecie.

Także tutaj widzimy kurs prozachodni. Jak zaznacza Paweł Kost, pomimo powolnego odradzania się wpływów rosyjskich w sektorze jądrowym, dotychczasowy wysiłek dywersyfikacyjny ukraińskiego Enerhoatomu i zmniejszanie uzależnienia od Rosji w tym obszarze zaowocowały sukcesami. Udało się znacząco ograniczyć wykorzystywanie rosyjskiego paliwa jądrowego i zastąpić je amerykańskim – 6 z 15 reaktorów w pełni na nim funkcjonuje, natomiast tylko jedna wykorzystuje jedynie rosyjskie paliwo.

To nie oznacza, że przyszłość sektora jądrowego jako fundamentu niezależności ukraińskiej energetyki jest pewna. Ukraińskie reaktory są coraz starsze i brakuje pieniędzy na ich modernizację. Scenariusz rozwoju energetyki jądrowej na Ukrainie byłby niezgodny z polityką niemiecką i Kijów mógłby z tej strony napotkać opór. Niemcy od lat forsują, aby ukraińska transformacja energetyczna była zgodna z ich polityką Energiewende związaną z odchodzeniem od atomu.

Jednak to właśnie wykorzystanie energetyki jądrowej pozytywnie wpływa na rozwój OZE. To z zysków z taniej i stabilnej energii z atomu są finansowane atrakcyjne warunki dla popularyzacji fotowoltaiki i energetyki wiatrowej.

Zdają sobie z tego sprawę Amerykanie. Podczas ostatniej wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu 31 sierpnia Westinghouse podpisał memorandum z ukraińskim Enerhoatomem dot. budowy reaktorów jądrowych AP1000 na Ukrainie. Projektem pilotażowym współpracy ma stać się dokończenie reaktora Chmielnicki, którego budowa trwa od 1987 r. i zatrzymała się na ok. 28% wykonania. Otwarto również drogę do postawienia przez amerykański koncern czterech kolejnych reaktorów.

To wstępne porozumienie może być korzystne także dla Polski. Budując własną energetykę jądrową możemy promować również dalszy rozwój tej technologii od tego samego partnera na Ukrainie. Współpraca jądrowa Kijowa z państwami EŚW może przynieść obniżenie kosztów poprzez efekt skali dla tej technologii także i u nas.

Unijny kij i marchewka

W obliczu poważnych problemów wewnętrznych Kijów będzie miał trudne zadanie dostosowania się do coraz bardziej ambitnej polityki klimatycznej UE. Ogłoszony 14 lipca przez Brukselę pakiet propozycji zmian w Fit for 55 (o którym niedawno pisałem) zawiera postulat wprowadzenia w UE w 2023 r. (a w pełni obowiązującego od 2026 r.) granicznego podatku węglowego (CBAM). Ten podatek od emisji CO2 uwolnionych w trakcie produkcji ma być nałożony na import wybranych towarów z państw trzecich (m.in. stali, nawozów i energii elektrycznej), w których podatek węglowy nie występuje lub jest znacząco niższy.

Choć na Ukrainie obowiązuje już podatek węglowy, to jest on jednym z najniższych na świecie – wynosi on jedynie 1.2% tego unijnego. Tak niski poziom będzie oznaczał problemy dla ukraińskiej gospodarki w razie finalizacji unijnego CBAM. Rząd ukraiński ocenia koszty CBAM dla rodzimej gospodarki (eksportującej m.in. stal) na nawet 4 mld euro rocznie.

Takie rozwiązanie w optyce unijnych urzędników zapewne ma przy okazji zmotywować Ukrainę do szybszego działania na rzecz dekarbonizacji swojej gospodarki, jednak przy obecnych jej problemach, jeżeli CBAM będzie zbyt rygorystyczny i kosztowny, może mieć on przeciwny skutek – pogłębi zapaść w już mocno niedoinwestowanym sektorze energetyki Ukrainy i sprawi, że zabraknie kapitału na nowe inwestycje i modernizację infrastruktury.

Jednak należy podkreślić, że istnieje także jak najbardziej pozytywna oferta Brukseli na współpracę energetyczną z Kijowem, która chce być dla niego partnerem w rozwoju tej branży. W unijnej strategii wodorowej to właśnie Ukraina jest wymieniona jako jeden z priorytetowych partnerów w zielonej transformacji wykorzystującej te technologie.

Ponadto Ukraina może być ważnym źródłem surowców dla unijnego przemysłu. Większość z kluczowych metali rzadkich (takich jak lit, kobalt i neodym) jest wydobywana na Ukrainie. Dlatego 13 lipca premier Ukrainy, Denys Szmyhal i wiceprzewodniczący KE, Maroš Šefčovič, podpisali partnerstwo strategiczne w tej dziedzinie.

Według raportu „Polska na mapie zielonego handlu” Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Chiny odpowiadają za 98% dostaw metali rzadkich do UE – nawet te wydobywane w innych państwach trafiają najpierw do rafinacji w Chinach. Metale rzadkie są konieczne do produkcji energetyki odnawialnej (m.in. do turbin wiatrowych), samochodów elektrycznych (do akumulatorów) i rozwiązań energooszczędnych (np. do żarówek), więc tak duże uzależnienie UE od Pekinu jest zagrożeniem dla dalszego stabilnego rozwoju zielonych technologii – Ukraina może pomóc UE je zmniejszyć.

Jednakże największym wyrazem zacieśnienia unijno-ukraińskiej współpracy energetycznej może być synchronizacja systemów elektroenergetycznych. W amerykańsko-niemieckim oświadczeniu ws. NS2 znalazła się obietnica, aby we współpracy z UE i Amerykańską Agencją ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) Berlin dostarczył Ukrainie pomoc techniczną w przeprowadzeniu tej integracji.

Ukraina planuje zsynchronizować się z europejskim systemem kontynentalnym (CESA) do 2023 r., aby móc bez przeszkód handlować z UE energią elektryczną. Byłby to kolejny poważny krok Ukrainy w kierunku energetycznego uniezależnienia się od Rosji. Import prądu z Zachodu umożliwiłby także szybszą dekarbonizację ukraińskiej energetyki poprzez zmniejszenie rezerwy węglowej dla OZE. Także dla Polski to mogłoby być korzystne rozwiązanie ze względu na możliwość importu energii z ukraińskich elektrowni jądrowych, produkujących tanią energię elektryczną.

Wielu wątpi jednak w integrację sieci elektroenergetycznej w ciągu najbliższych 2 lat – państwa bałtyckie liczą, że ten cel osiągną do 2025 r. Według analityków, Georga Zachmanna i Lukasa Feldhausa, będzie ona wymagała zainwestowania ponad miliarda dolarów w modernizację infrastruktury i budowanie nowych połączeń z krajami UE.

Energetyczny most łączący Polskę z Ukrainą

Kolejnym – po połączeniu systemów elektroenergetycznych i atomie – elementem potencjalnej współpracy w energetyce Kijowa z Warszawą jest gaz ziemny.

Obecnie ok. 1/3 zużycia energii pierwotnej na Ukrainie pochodzi z węgla, szczególnie ważnego w przemyśle. Ukraiński rząd próbuje uzyskać samowystarczalność gazową dzięki znaczącym własnym złożom, jednak to od lat się nie udaje. W tym zakresie starają się pomóc polskie spółki.

30 sierpnia PGNiG podpisało umowę zakupu  pakietu kontrolnego udziałów spółce posiadającej koncesję na poszukiwanie i wydobycie węglowodorów tuż przy granicy z Polską. Jeżeli projekt okaże się sukcesem, gaz z tych złóż może popłynąć już w 2023 r. Postępująca liberalizacja rynku gazu i prywatyzacja w sektorze energetycznym stanowią szansę dla polskich firm, aby te jeszcze mocniej włączyły się w inwestycje na Ukrainie.

Jednak do samowystarczalności gazowej Ukrainy jeszcze daleka droga. W erze po ukończeniu Nord Stream 2 dla bezpieczeństwa będzie konieczne zwiększenie jego importu z zachodu. Może się to odbywać poprzez zacieśnienie relacji z Trójmorzem, a przede wszystkim z Polską, która może dostarczać surowiec z gazoportu LNG w Świnoujściu, a także z norweskich złóż przez będący na ukończeniu Baltic Pipe czy też z europejskiej sieci rurociągów. Taki kierunek rozwoju wskazuje również podpisana 7 lutego przez Polskę, Ukrainę i Litwę mapa drogowa Trójkąta Lubelskiego.

Warto powrócić także do od dawna planowanej inwestycji – rozbudowy interkonektora Polska-Ukraina, co w raporcie CAKJ, „Po dywersyfikacji. Polski rynek gazu – historia i postulaty zmian, proponował Paweł Musiałek. W obliczu zagrożeń związanych z przyszłym zaprzestaniem tranzytu rosyjskiego gazu przez ukraińskie terytorium ten projekt zyskuje na atrakcyjności dla Kijowa.

Ponadto poprzez te same rurociągi Polska może włączyć się także w niemieckie projekty wodorowe na Ukrainie, zwłaszcza w przebudowę gazociągów transportujących go na trasie Ukraina-Niemcy. Obecnie częściej rozważana jest jednak trasa przez Czechy i Słowację, więc należy działać szybciej, aby przekonać do siebie niemieckich i ukraińskich partnerów w tej kwestii (o potencjale rozwoju gospodarki wodorowej w Polsce pisałem w raporcie CAKJ, |”Zielony konserwatyzm. Wyzwania i rekomendacje w 10 kluczowych obszarach).

***

Polska powinna promować podejście Ukrainy do zielonej transformacji zdywersyfikowanej (jak postuluje Maciej Zaniewicz) – stawiającej nie tylko na OZE, ale także na atom i na gaz (jako paliwo przejściowe), które zapewnią stabilność systemu w trakcie społecznie odpowiedzialnej i zrównoważonej transformacji. Przy pomocy zachodnich partnerów i polskiego rządu nasze firmy powinny już teraz podjąć kolejną próbę włączenia się w transformację energetyczną za naszą wschodnią granicą (np. w przemiany bloków węglowych w gazowe i projekty OZE lub w niemieckie projekty wodorowe na Ukrainie, jak przebudowa gazociągów). Nie obrażajmy się na rzeczywistość – starajmy się ją wykorzystać, na ile możemy.

Anglojęzyczna wersja tekstu dostępna tutaj.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.