Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Łukaszenko wysyła kolejne tysiące migrantów na granicę, ryzykując ich życiem. Co możemy zrobić, aby im pomóc?

Łukaszenko wysyła kolejne tysiące migrantów na granicę, ryzykując ich życiem. Co możemy zrobić, aby im pomóc? Kancelaria Premiera/flickr.com

W ostatnich dniach zaczęły docierać do nas informacje o pierwszych ofiarach kryzysu migracyjnego na polsko-białoruskiej granicy. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że to dopiero początek. Temperatury w północno-wschodniej Polsce, a także po drugiej stronie granicy, stanowią realne zagrożenie życia dla nawet 10 tys. osób, które koczują w lasach przy granicy. Jeśli niczego nie zrobimy w najbliższych dniach będą do nas docierały informacje i zdjęcia (także za sprawą białoruskiego aparatu propagandy) dziesiątek, a nawet setek zamarzniętych migrantów. Reżim Łukaszenki nie zmarnuje takiej okazji, aby wywołać w polskiej debacie publicznej prawdziwe piekło. Co zatem możemy, a nawet powinniśmy zrobić?

Możemy zachęcać do składania wniosków o azyl w polskich placówkach dyplomatyczno-konsularnych na Białorusi, a także w państwach, z których władze Białorusi „rekrutują” migrantów. Zresztą od dawna to robimy, ale nie przynosi to zamierzonych skutków – nikt się tam nie zgłasza.

Możemy pomagać migrantom którzy przedostaną się na polską stronę przez zieloną granicę i znajdą się w realnym niebezpieczeństwie. Sęk w tym, że to także robimy – Straż Graniczna regularnie publikuje informacje o akcjach ratunkowych.

Niestety migranci, którym udało się przekroczyć granicę, raczej starają się unikać funkcjonariuszy SG. W najgorszym przypadku ryzykują tzw. push-backiem, w najlepszym – umieszczenie w ośrodku i „uwięzienie” na jakiś czas bez jasnej gwarancji, że będą mogli w Polsce zostać (my wiemy, że nawet nie dając im azylu, nie mamy de facto jak ich odesłać, ale migranci mogą nie chcieć na wszelki wypadek ryzykować). Z ich perspektywy lepiej więc pozostać niezauważonym i przedostać się do Niemiec, które są najbardziej prawdopodobnym celem ich podróży. To zaś istotnie zmniejsza szansę udzielenia skutecznej pomocy.

Zresztą mając to na uwadze, trzeba sobie powiedzieć, że z perspektywy migrantów próbujących nielegalnie przekroczyć granicę opcja złożenia wniosku funkcjonariuszowi SG nie jest first-best, choć w sytuacji stopniowego uszczelniania zielonej granicy pozostaje to jedynym sensownym rozwiązaniem, o ile oczywiście polska strona zacznie takie wnioski na granicy przyjmować.

Pogarszająca się nieustannie pogoda, jak i przedłużający się czas przebywania w lesie, będzie najprawdopodobniej skutkować coraz silniejszą presją na próby oddawania się w ręce funkcjonariuszy polskiej SG. Ci z kolei, zgodnie z otrzymanymi rozkazami, będą stosowali coraz częściej praktykę wypychania, jednak ze świadomością, że takie zachowanie będzie powodować coraz większe zagrożenie dla życia ludzi chcących przekroczyć granicę. A że strażnicy wbrew medialnym przekazom to też ludzie, to nie da się wykluczyć, że w pewnym momencie staną się mniej skłonni do wypełniania takich rozkazów.

Jednocześnie bardzo trudno oczekiwać, aby polski rząd, który pomimo wielu otwartych frontów z UE w zakresie kryzysu migracyjnego ma paradoksalnie pełne poparcie Brukseli, zdecydował się na nieformalne otwarcie zielonej granicy. Stąd też presja na funkcjonariuszy z obu stron będzie rosła. Jak słusznie zauważył Adam Traczyk, mamy więc do czynienia z kwadraturą koła.

Co nam zatem pozostaje, aby uratować tych ludzi, nawet jeśli odpowiedzialność za ich los spoczywa głównie na prezydencie Łukaszence? Wydaje się, że zanim naszą opinię publiczną zaleją drastyczne zdjęcia (prawdziwe lub fałszywe), a to kwestia bardziej godzin niż dni, powinniśmy jak najszybciej zaprosić na naszą wschodnią granicę oddziały unijnej agencji Frontex, tak samo jak zrobiły to Litwa i Łotwa.

Zresztą docierają do nas sygnały, że Komisja nalega na takie rozwiązanie, a blokowanie go nie leży kompletnie w naszym interesie. Nawet, jeśli z perspektywy sytuacji migrantów nic to nie zmieni, bo prawda jest taka, że Frontex nijak nie zbawi sytuacji na polsko-białoruskiej granicy.

Co jednak jeszcze ważniejsze, polski rząd powinien poprosić o zwołanie w trybie nadzwyczajnym Rady ds. Zagranicznych UE (a bez zgody na pojawienie się na polskiej granicy oddziałów Frontexu będzie o to trudno) i podjęcie kolejnych szybkich i ostrych działań przeciw reżimowi Łukaszenki, jeśli nie udzieli pomocy humanitarnej osobom, które sprowadził na Białoruś. Wysłanie jasnego, unijnego sygnału, że szlak jest zamknięty, a odpowiedzialność za los tych ludzi leży wyłącznie w rękach Łukaszenki (np. pod groźbą dodatkowych sankcji), to jedyny realny sposób, by pomóc migrantom szturmującym dziś Polską granicę.

Pytanie tylko, czy Warszawa będzie w stanie przekonać inne stolice, w tym Berlin, do podjęcia takich działań, zwłaszcza w przededniu wyborów do Bundestagu i jednocześnie przetaczającej się w mediach nad Wisłą dyskusji o polexicie. Ryzyko śmierci dziesiątek, a nawet setek osób, jak również ogromnej akcji propagandowej „wysadzającej” debatę publiczną w Polsce, jest jednak na tyle duże,  że nie możemy nie spróbować.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.