Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Polska powinna dbać o soft power na Wschodzie. Co o nas sądzą Białorusini i Ukraińcy?

Polska powinna dbać o soft power na Wschodzie. Co o nas sądzą Białorusini i Ukraińcy? Zamek w Nieświeżu [za:] Wikimedia Commons

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest istotnym elementem naszej siły przyciągania. Gdybyśmy nie należeli do UE, to nasze możliwości byłyby dużo mniejsze. Nie tylko dlatego, że dzięki członkostwu udało nam się rozwijać szybciej, ale też dlatego, że dla państw Europy Wschodniej Polska znaczy więcej jako członek większej wspólnoty, gdzie jest adwokatem zainteresowania Wschodem. Potencjał naszej współpracy dodatkowo rośnie z uwagi na wzrastającą obecność Białorusinów i Ukraińców w Polsce. Obserwujemy – niekorzystną z punktu widzenia przyszłości Białorusi – emigrację najbardziej aktywnej i wykształconej części społeczeństwa, m.in. wykwalifikowanych programistów. Oczywiście dla nas to może być korzystne, ale pamiętajmy, że to jest równocześnie problem dla przyszłości Białorusi. Polska powinna kłaść nacisk w swoich działaniach na najbliższe sąsiedztwo, m.in. na Ukrainie. Z Ernestem Wyciszkiewiczem, dyrektorem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, rozmawia Jacek Płaza.

W debacie publicznej często podkreśla się potrzebę aktywnej polityki wschodniej Polski. Współpraca z Ukrainą czy też opozycją białoruską i rosyjską ma być dla nas szansą na dalszy rozwój. Jak możemy wzmacniać nasz soft power w tym regionie?

Zanim przejdziemy do potencjału polskiego soft power, warto zatrzymać się nad samym pojęciem, ponieważ wokół niego narosło mnóstwo mitów. Jego twórca, Joseph Nye, definiował je jako oddziaływanie na preferencje międzynarodowych partnerów poprzez własną atrakcyjność i kształtowanie pozytywnego wizerunku, ale z dwoma bardzo ważnymi zastrzeżeniami. Po pierwsze z brakiem przymusu – ma wynikać niejako spontanicznie z pewnej siły przyciągania danego kraju. Po drugie – o czym wielu dzisiaj zapomina – Nye wyraźnie zaznaczył, że soft power bez hard power (potencjału wojskowego i gospodarczego) jest narzędziem niewystarczającym, aby skutecznie oddziaływać na innych.

Choć nie powinno się miękkiej siły lekceważyć, to w dyskusjach o polskim soft power na Wschodzie musimy mieć zawsze z tyłu głowy, że nasze próby miękkiego oddziaływania winny być zbudowane na twardym potencjale, którego nie da się ominąć samym kreowaniem dobrego wizerunku.

Na czym polega polskie miękkie oddziaływanie za wschodnią granicą?

W stosunku do naszych najbliższych sąsiadów, Białorusi i Ukrainy, dziedzictwo historyczne i kulturowe wraz z językiem jest niezwykle istotnym elementem naszych relacji. Świetnie pokazuje to raport Ośrodka Studiów Wschodnich, według którego 40% spośród zbadanych Białorusinów uznało większą bliskość w stosunku do dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego niż Związku Sowieckiego (28%). Jest to zasób, z którego powinniśmy czerpać do budowania współpracy i wzajemnych relacji.

Czy ten wynik jest efektem naszego oddziaływania? Myślę, że mamy tu do czynienia z pozytywnym sprzężeniem zwrotnym między rosnącą atrakcyjnością Polski, a przyspieszającym procesem kształtowania się tożsamości Białorusinów, szukających alternatywy dla tradycji sowieckiej. Oczywiście istnieje również ryzyko związane z nadmiernym stawianiem na dziedzictwo historyczne, wynikające z ciemnych kart we wzajemnych relacjach. Polska jako partner o większym potencjale ma większą odpowiedzialność, aby pozytywnie kształtować myślenie o wspólnej przeszłości. Warto to dziedzictwo potraktować jako swego rodzaju ofertę na rzecz sąsiadów na Wschodzie.

Dobrym przykładem takich działań jest niedawno podpisana w Wilnie deklaracja ministrów spraw zagranicznych państw Trójkąta Lubelskiego, podkreślająca rolę wspólnego dziedzictwa Litwy, Ukrainy i Polski w kształtowaniu historii politycznej, prawnej i kulturalnej Europy. Co ważne, w dokumencie znalazło się otwarte zaproszenie dla demokratycznej Białorusi i oferta wsparcia jej udziału w procesie integracji europejskiej.

Jakie konkretne działania możemy w tym zakresie wykonać?

Do wzmacniania tej wspólnoty potrzebne są realne inwestycje. Z jednej strony polityka informacyjna, czyli docieranie do społeczeństw z wiedzą o Polsce i wzajemnych relacjach i przekazywanie jej w odpowiedni sposób poprzez media w języku rosyjskim, białoruskim czy ukraińskim. Z drugiej strony konieczne są namacalne inwestycje w renowacje, modernizacje i odnawianie dziedzictwa po to, aby wokół tych symboli budować wspólną tożsamość historyczno-kulturową. Myślę, że ten element był niewystarczająco doceniany w polskiej polityce przez ostatnie trzydzieści lat, choć widać tu pewną poprawę, m.in. dzięki działaniom Instytutu Polonika.

Istotne jest też docieranie do społeczności lokalnych z programami wspierania ich rozwoju, aby nie tylko budować pozytywny wizerunek i zostawiać materialny ślad na miejscu. Z tym mamy kłopot. Tymczasem jesteśmy już państwem zdecydowanie bogatszym, niż byliśmy dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Mamy zdecydowanie więcej zasobów i możliwości, aby na wzór niemiecki odważniej inwestować w zasoby kulturowe, m.in. w naukę języka polskiego. Zwłaszcza gdy doświadczamy tak potężnej fali imigracji zarobkowej płynącej z Ukrainy i Białorusi.

Skupił się Pan na naszym dziedzictwie kulturowym. Jednak z badania, które Państwo przeprowadziliście, wynika, że najwięcej Polaków widzi kraje Wschodu jako obszar inwestycji i wymiany handlowej. Czy nie powinniśmy zwiększać nacisku na współpracę rozwojową i gospodarczą?

Wspólnota kultury, dziejów i języka ma istotne znaczenie jako wehikuł wspomagania realizacji interesów gospodarczych, niemniej pełni funkcje pomocnicze.

Naszym głównym, potencjalnie najważniejszym partnerem staje się Ukraina. To jest oczywiste z wielu powodów: bliskości, powiązań, momentu historycznego, ukraińskich aspiracji i przepływu osób. Jednak ukraiński rynek – mimo że modernizowany, działający od kilku lat w sposób zdecydowanie bardziej cywilizowany niż dawniej – wciąż jest obarczony wieloma wadami postsowieckiego modelu rozwoju, m.in. wysokim poziomem korupcji i oligarchizacji. Polski biznes potrzebuje wiedzy, jak poruszać się na tym niełatwym obszarze. Choć istnieją instytucje publiczne i prywatne, które wspierają jego działania, to państwo powinno pełnić stosowną rolę pomocniczą, tworząc odpowiednią infrastrukturę prawną dotyczącą ochrony inwestycji.

Potencjał naszej współpracy rośnie z uwagi na wzrastającą obecność Białorusinów i Ukraińców w Polsce. Obserwujemy – niekorzystną z punktu widzenia przyszłości Białorusi – emigrację najbardziej aktywnej części społeczeństwa. Świetnie się tam rozwijał sektor IT, ale programiści teraz uciekają na Ukrainę, Litwę i do Polski. Oczywiście dla nas w jakimś sensie to może być korzystne, bo przyjeżdżają specjaliści, ludzie dobrze wykształceni i wykwalifikowani, ale pamiętajmy, że to jest równocześnie istotny problem dla przyszłości Białorusi.

Obserwujemy także bardzo różnorodną falę emigracji ukraińskiej. Część z tych osób wraca i przenosi doświadczenie z Polski do siebie. W jaki sposób są u nas przyjmowani? Z naszych badań wyszedł bardzo optymistyczny wniosek – Polacy bardzo pozytywnie postrzegają rolę Ukraińców i Białorusinów na polskim rynku pracy. I to po kilku latach, kiedy można było oczekiwać narastających napięć w tym zakresie. Potrafimy więc tych ludzi przyjąć i zaoferować im coś, co dla jednych oznacza przyszłość w Polsce, a dla innych powrót do kraju i być może odgrywanie roli swoistego ambasadora polskich spraw. Na tym w istocie polega soft power. Warto na ów proces patrzeć przez pryzmat długofalowej inwestycji. Ci ludzie będą Polskę znać i dzięki nim niewątpliwie będziemy mieli jakościową zmianę w wzajemnych relacjach społecznych i politycznych.

A może po prostu powinniśmy śledzić poczynania Niemców w budowaniu miękkiej siły na Wschodzie? Oni opierają ją o trzy filary: rozwój współpracy ośrodków badawczych i organizacji, promocję własnej kultury i języka, a także współpracę handlową. Czy państwo polskie może w takim razie przez doradcze instytucje, jak Polska Agencja Inwestycji i Handlu, wesprzeć naszą ekspansję handlową na wschodnich rynkach?

Tutaj nie musimy wymyślać koła na nowo. Niemcy tworzą tę infrastrukturę bardzo profesjonalnie. Także Polska była przedmiotem tego procesu przez lata 90. XX w. Sposób, w jaki Niemcy organizowali relacje z Polską i z polskim społeczeństwem, jest w jakimś sensie wzorcowy. Weźmy na przykład program wymiany młodzieży, który jest często niedoceniany. Wzięło w nim udział ponad 2 miliony młodych osób z obu krajów. To jest rzecz trudna do przecenienia. Jednym z efektów jest zdecydowanie bardziej pozytywne postrzeganie Niemiec w Polsce i Polski w Niemczech dziś, niż miało to miejsce trzy dekady temu. Z sympatią do Niemców odnosi się obecnie dwukrotnie więcej Polaków niż tuż po rozpoczęciu przemian, z niechęcią dwukrotnie mniej. To pokazuje, że tego rodzaju projekty realizowane metodycznie (a nie spontanicznie) przynoszą owoce. W Polsce jest duża zdolność do nagłego wzmożenia operacyjnego i realizacji ważnego projektu. Niestety, po ogłoszeniu sukcesu często nie następuje ciąg dalszy – brakuje wykonania żmudnej, codziennej i nieatrakcyjnej pracy, a także przyzwolenia na nietrafione inwestycje.

Niezwykle istotna jest organizacja różnorodnych młodzieżowych projektów, nawet jeśli nie wzbudzają ona szerokiego zainteresowania mediów. Przykre, ale tak po prostu jest. Kilka lat temu, organizując w Warszawie naprawdę duże kilkudniowe warsztaty w ramach polsko-rosyjskiej wymiany młodzieży, wysłaliśmy kilkadziesiąt zaproszeń do mediów. Odpowiedziała jedna osoba. Natomiast takie inicjatywy mają naprawdę duże znaczenie, umożliwiając nawiązywanie kontaktów między młodymi ludźmi, którzy kształtują tkankę społeczną.

Wracając do inwestycji i handlu, polskie przedsiębiorstwa od lat odnoszą pewne sukcesy na Wschodzie. O ile w Rosji i na Białorusi z dość oczywistych powodów możliwości ekspansji są ograniczone, to dosyć dobrze radzimy sobie na najbardziej perspektywicznej dziś Ukrainie. Mamy bardzo dynamiczny sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Barierą jest obawa o podejmowanie ryzyka w warunkach niepewności, zwłaszcza kiedy ktoś jest młodym przedsiębiorcą. Ukraiński rynek w niektórych segmentach być może oferuje dzisiaj więcej możliwości i jest bardziej dynamiczny, niż rynek krajów Europy Zachodniej, ale jest też obarczony innym ryzykiem. Tu jest miejsce dla państwa, aby tworzyć mechanizmy, które będą je minimalizować, zwłaszcza dla podmiotów o mniejszych zasobach niż wielkie korporacje.

Brakuje nam także regularnych, pogłębionych analiz, które badałyby dynamikę odbierania wizerunku Polski i sprawdzały, gdzie dochodzi do tąpnięć. Czy np. spory historyczne rzeczywiście rzutują bardzo negatywnie na wizerunek Polski, czy też ograniczają się do eksperckiej bańki? Potrzebujemy więcej pogłębionych badań prowadzonych na próbie ogólnoukraińskiej. To jest kluczowe dla rozpoznania, gdzie odnieśliśmy sukces, a gdzie doznaliśmy porażki. Czy jakieś działania wpłynęły na poprawę wzajemnych relacji i należy je dofinansować, czy też trzeba się przed nimi powstrzymać? Na tym polu mamy opóźnienia.

Budując nasze relacje na Wschodzie, powinniśmy działać wspólnie z unijnymi instytucjami i z placówkami innych krajów, jak Niemcy czy Francja? Czy może bardziej efektywnie jest działać na własną rękę, zwłaszcza gdy nasze interesy nie są tożsame?

Współpraca i rywalizacja wzajemnie się uzupełniają. Nie są to rzeczy przeciwstawne, mogą występować jednocześnie na wielu polach. Dobór środków działania zależy od projektu i celu, który chcemy osiągnąć. Jeżeli Polska dostrzeże potencjał w wybranym segmencie rynku ukraińskiego, a równocześnie dostrzeże ryzyko wyparcia stamtąd przez konkurencję z innego państwa członkowskiego, to zapobiegliwie powinniśmy działać szybciej i docierać do naszych ukraińskich partnerów na własną rękę.

Są też obszary, na którym zależy wszystkim w Unii, jak np. budowanie infrastruktury prawnej na Ukrainie, aby stworzyć środowisko, w którym wsparcie państw dla biznesu prywatnego nie będzie aż tak potrzebne. Europejskie firmy wtedy będą mogły normalnie konkurować i realizować inwestycje na jednolitych zasadach dzięki procesowi dostosowywania prawa miejscowego do prawa UE (acquis communautaire).

Należy też pamiętać, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej istotnie zwiększa naszą siłę przyciągania. Gdybyśmy nie należeli do UE, to nasze możliwości byłyby dużo mniejsze. Nie tylko dlatego, że dzięki członkostwu udało nam się rozwijać szybciej, ale też dlatego, że dla państw Europy Wschodniej Polska znaczy więcej jako członek większej wspólnoty, gdzie jest adwokatem zainteresowania Wschodem.

Z powodu położenia państwa członkowskie mają odmienne hierarchie priorytetów geograficznych i instytucje unijne winny dbać o względną równowagę między nimi. W tym zakresie rola Polski jest nie do przecenienia. Przez wiele lat mieliśmy jasny podział. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej Niemcy prowadziły politykę Russia first, zdecydowanie wskazującą na Rosję jako najważniejszego partnera na obszarze Europy Wschodniej. Działania polskie, przy wsparciu partnerów z regionu, zwłaszcza Czech i Szwecji, pozwoliły przełamać opór kilku państw niechętnych lub niezainteresowanych i doprowadzić do stworzenie Partnerstwa Wschodniego. Projekt ów wymaga jednak ciągłej uwagi i inwestycji w celu adaptacji do szybko zmieniających się uwarunkowań.

Jakie jest zdanie statystycznego Polaka w tej sprawie?

Ciekawy wniosek wyszedł w jednym z naszych badań. Zadaliśmy Polakom pytanie, gdzie powinna być Polska na osi między działaniem absolutnie samodzielnym w stosunku do naszych sąsiadów na Wschodzie a podążaniem wyłącznie za naszymi partnerami europejskimi. Na skali od 1 do 10 Polacy znaleźli się niemal po środku. Z pozoru wydawało się, że mamy po prostu klasyczną krzywą Gaussa w formie dzwonu. Tymczasem gdy zerknęliśmy na rozkład głosów okazało się, że średni wynik wyprowadził nas w pole. Otóż jedna czwarta Polaków uważa, że trzeba zdecydowanie samodzielnie. Tyle samo, że trzeba podążać za mocniejszymi, bo jesteśmy za słabi, a tylko około jednej trzeciej usytuowało się pośrodku.

Poprawny politycznie wynik zmienił się w demonstrację silnej polaryzacji opinii. Albo żyjemy w kompleksie naszych partnerów zachodnich, przekonani że musimy działać w ścisłym porozumieniu razem z nimi z braku potencjału. Albo boimy się, że z powodu naszej słabości możemy być wykorzystywani, więc musimy robić wszystko samodzielnie i po swojemu. To napięcie w Polsce jest oczywiście realne, ale jeżeli byśmy chcieli naszą przynależność do UE i Zachodu deprecjonować w stosunkach z naszymi wschodnimi partnerami, to tylko stracimy.

Polska, dzięki reformom, aspiracjom do zmiany ustrojowej i dzięki przystąpieniu do instytucji integracyjnych, znalazła się w zupełnie innym miejscu, niż była trzydzieści lat temu. Ukraińcy i Białorusini, którzy po raz pierwszy przyjeżdżają do Polski, zanim zobaczą Warszawę czy inne duże aglomeracje, najpierw widzą polską prowincję, z której my sami nie możemy być do końca zadowoleni, ale dla nich stanowi ona wyrazisty symbol dynamiki zmian w Polsce, gdy porównują ją do własnej prowincji.

Widzą skalę zmian, mając świadomość podobnego punktu startowego naszych społeczeństw nie tak dawno temu. To jest narzędzie nie do przecenienia, ale trzeba się z nim delikatnie obchodzić. Nie nachalnie, nie propagandą sukcesu, tylko realizować na bazie konkretnych polskich osiągnięć, nawiązywania relacji między środowiskami lokalnymi, np. między ruchami miejskimi w Polsce i na Ukrainie. Na gruncie lokalnym Polska ma bardzo bogatą ofertę, która może być promowana na Wschodzie.

A na czym opierać nasz wizerunek na szerzej rozumianym Wschodzie? Nie tylko u sąsiadów, ale w całym Partnerstwie Wschodnim, a nawet w Azji Centralnej. Mamy pewne podobieństwa – byliśmy w orbicie wpływów Związku Sowieckiego, możemy się odwoływać do wspólnej historii. Możemy też być modelowym przykładem, jak przeszliśmy transformację. Teraz jesteśmy częścią zachodnich struktur.

Zdecydowanie bliższy jest nam oczywiście Kaukaz Południowy, kulturowo czy z uwagi na powiązania historyczne i zwłaszcza dosyć bliskie relacje polsko-gruzińskie. Wizerunek Polski na Kaukazie jest dobry. W szczególności w Gruzji, która ma aspiracje dołączenia do NATO i UE. Polska stanowi naturalny łącznik z zachodnią wspólnotą oraz przykład pokazujący, że można wyrwać się z systemowego niedorozwoju. Wciąż ważnym narzędziem jest Partnerstwo Wschodnie.

Myśląc o Wschodzie warto też, abyśmy powoli przestali mówić o obszarze postsowieckim, nawet mając świadomość pewnych wspólnych właściwości państw składających się na ów region. Wszyscy czasem to robimy, żeby uprościć sobie życie analityczno-publicystyczne, ale ten skrót myślowy błędnie pokazuje, że mamy do czynienia z jakimś swoistym homogenicznym tworem, na dodatek w domyśle z metropolią moskiewską.

Ważne jest, aby do tych państw kierować zróżnicowany przekaz. W Polsce pojęcie polityki wschodniej było już w przeszłości krytykowane właśnie z uwagi na wrzucanie bardzo różnorodnych podmiotów do jednego worka. Tymczasem zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach różnice między Ukrainą, Gruzją, Białorusią czy Azerbejdżanem stały się ogromne i nie można tych państw traktować w ten sam sposób.

Azja Centralna to zupełnie inna sytuacja dlatego, że tam Polska jest na marginesie rozmyślań strategicznych. Rozgrywka na gruncie inwestycji i infrastruktury toczy się na poziomie dla nas nieosiągalnym. Trzeba realistycznie patrzeć na nasze możliwości oddziaływania w tamtym regionie. Możemy oczywiście próbować wpływać na odbiór Polski poprzez odwoływanie się do dziedzictwa wspólnego cierpienia i wieloletniej dominacji sowieckiej. Niemniej zbyt mało wiem o regionie, żeby wnioskować, na ile dla ludzi tam żyjących takie działania byłyby ważne i na ile mogłyby być skuteczne w zacieśnianiu relacji.

Polska powinna starać się być widoczna wszędzie z naciskiem jednak na najbliższe sąsiedztwo i wzmacnianie współpracy i realizowanie naszego potencjału soft power tam, gdzie go rzeczywiście mamy najwięcej, czyli na Ukrainie i Białorusi.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.