Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Skutkiem zamachów 11 września były nieufność do rządu i radykalizacja polityki [VIDEO]

Skutkiem zamachów 11 września były nieufność do rządu i radykalizacja polityki [VIDEO] Autor miniatury: Paweł Zarosa

„20 lat minęło od chwili, gdy w bliźniacze wieże World Trade Center wbiły się porwane samoloty pasażerskie. Po tak długim czasie możemy zastanowić się, jakie znaczenie miały zamachy z 11 września. Z jednej strony niektórzy chcieliby w nich widzieć początek nowej epoki. Z drugiej strony pojawiają się argumenty, że nawet gdyby do tych zamachów nie doszło, to wzrost potęgi Chin, rozwój technologii informacyjnej, popularyzacja smartfonów, mediów społecznościowych i zmiany klimatyczne nastąpiłby tak czy inaczej. Czy można zatem rzeczywiście stwierdzić, że 11 września był w pewnym sensie przełomowym dniem dla amerykańskiej polityki i dlatego, co wydarzyło się później?” – mówi Andrzej Kohut, ekspert CAKJ ds. międzynarodowych, w najnowszym KluboTygodniku na temat politycznych konsekwencji zamachów z 11 września na WTC.

„Tuż po zamachach 11 września administracja George’a Busha odnotowała rekordowy wzrost poparcia i zaufania ze strony społeczeństwa, ale ten kapitał Bush bardzo szybko roztrwonił rozpoczynając wojnę w Iraku, której przyczyną miało być rzekome posiadanie broni masowego rażenia przez Saddama Hussajna. Krótko mówiąc, Bush oszukał swoich obywateli, co wywołało piorunujący skutek na amerykańskim społeczeństwie. Po zamachach z 11 września zaufanie dla rządu federalnego deklarowało ponad 60% Amerykanów. 5 lat później, gdy stało się jasne, że w Iraku żadnej broni masowego rażenia nie ma, ten odsetek spadł do 30%, a dziś w tym samym badaniu rzadko kiedy zaufanie do administracji deklaruje więcej niż 20% badanych. Pomyślano, że skoro rząd oszukał swoich obywateli raz, i to na tak gigantyczną skalę, to przecież może to zrobić ponownie. Stworzyło to idealny grunt pod wszelkiego rodzaju teorie spiskowe. Ponadto administracja federalna nadużyła zaufania Amerykanów również wtedy, gdy po 11 września zaczęła wprowadzać różne rozwiązania prawne, mające zagwarantować obywatelom USA bezpieczeństwo, jednak kosztem ich prywatności. Niestety władze poszły znacznie dalej, niż to oficjalnie zapowiadały, co ujawnił Edward Snowden. Nie ma się zatem czemu dziwić, gdy w trakcie pandemii obywatele nie chcieli uwierzyć rządowi, który próbował ich przekonać do konieczności stosowania rozmaitych środków bezpieczeństwa” – zauważa Kohut.

„Zamachy z 11 września przyczyniły się też w dalszej konsekwencji do odrzucenia mainstreamowej polityki, co pierwszy raz było widać w ramach Partii Republikańskiej. Mowa o ruchu Tea Party, czyli tych ludzi, którzy uważali, że należy przywrócić Ameryce wielkość, powracając do jej liberalnych gospodarczo korzeni. Starali się oni wygryźć dotychczasowych polityków republikańskich, dopisując się na listach wyborczych i tworząc w ten sposób wewnętrzną presję na GOP, aby zmieniała się w pożądanym przez nich kierunku. Potem był, oczywiście, Donald Trump, a to prawdopodobnie nie koniec tego ruchu odrzucania dotychczasowej polityki. Przecież już w teraz pojawiają się w Kongresie takie postaci, jak Marjorie Taylor Green, które w przeszłości nie wahały się promować, wykorzystując materiały QAnon i różnego rodzaju teorie spiskowe. Podobne rzeczy dzieją się z drugiej strony sporu politycznego: Bernie Sanders w 2016 r., Occupy Wall Street, Alexandria Ocasio-Cortez w 2018 r. Nie są to, oczywiście, zjawiska symetryczne, jednak wszystkie one świadczą o odrzuceniu spokojnej i mało ambitnej centrowej polityki, jaka panowała do tej pory. Jednym z czynników, który o tym zadecydował, był z całą pewnością fakt, że wojny w Iraku domagała się cała klasa polityczna, tym samym niejako uczestnicząc w oszustwie, którego w tej sprawie dopuścił się rząd” – mówi ekspert.

„Stany Zjednoczone są fundowane na kilku mitach. Jednym z nich jest mit, wedle którego USA są „Miastem na wzgórzu” – takim modelowym, oświeconym państwem, stanowiącym siły dobra i przykład dla całego świata. Oczywiście za tym mitem nie zawsze szły czyny amerykańskich władz, czego przykładem były różne przewroty w Ameryce Południowej, które finansował rząd USA. Czym innym jednak są zakulisowe działania służb mające sprzyjać amerykańskim interesom, a czym innym sytuacja, w której siły dobra posiłkują się niehumanitarnymi metodami. A tych ostatnich w ciągu 20 lat wojny z terrorem widzieliśmy wiele. Były ujawniane tortury, jest więzienie, które powstało poza jurysdykcją amerykańskich sądów, żeby można było w nim robić, co się komu podoba; były wreszcie ataki dronów, które miały dotyczyć wybranych celów, ale nie zawsze w nie trafiały. Czasami amerykańskie ataki spadały na przypadkowych cywilów, co do dziś budzi traumę w takich krajach, jak Irak, Jemen czy Afganistan. Działania Stanów Zjednoczonych wzbudziły fale antyamerykanizmu i zarzuty o hipokryzję. Obywatele USA oczywiście tę krytykę znosili źle, a odpowiedzią na ich emocję stał się Donald Trump, który z pewną dozą cynizmu oświadczył, że Stany Zjednoczone są mocarstwem takim, jak każde inne, i mają prawo do realizowania swoich interesów” – komentuje Kohut.