Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Dać pieniądze czy kupić coś do jedzenia? Nie ma jednego sposobu pomocy osobom żebrzącym

przeczytanie zajmie 12 min
Dać pieniądze czy kupić coś do jedzenia? Nie ma jednego sposobu pomocy osobom żebrzącym https://unsplash.com/photos/MjQk9_xgQ8o

Rozwiązanie problemu żebractwa jest trudne zarówno z punktu widzenia systemowego, jak i wtedy, gdy z potrzebującym spotykamy się osobiście. Za każdy człowiekiem, który prosi nas na ulicy o wsparcie finansowe, stoi indywidualna historia, która postawiła go w takiej sytuacji. Nie ma jednej, uniwersalnej strategii, jednak każde rozwiązanie powinno mieć u podstaw poszanowanie żebrzących i przeciwdziałanie ich stereotypizacji.

Czym tak właściwie jest żebractwo?

Chyba każdy z nas co najmniej kilka razy spotkał osobę żebrzącą, która aktywnie (czasami agresywnie) dopraszała się o jakieś dobra, najczęściej w postaci pieniędzy lub jedzenia. Osoby te, w odróżnieniu od dużej ilości tych pasywnie żebrzących, podpierających ściany budynków w centrach miast, skutecznie wytrącają nas z codziennego zamyślenia. Gdy skonfrontujemy się z nimi, nie możemy ich zignorować i musimy podjąć decyzję – dać te kilka złotych czy nie?

Żebraniu polskie prawo jest zdecydowanie nieprzychylne i definiuje je jako wykroczenie. Art. 58 Kodeksu Wykroczeń stanowi, że: „§ 1. Kto, mając środki egzystencji lub będąc zdolny do pracy, żebrze w miejscu publicznym, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany. § 2. Kto żebrze w miejscu publicznym w sposób natarczywy lub oszukańczy, podlega karze aresztu albo ograniczenia wolności”.

Przepis ten istnieje w niezmienionej formie od 1971 roku, czyli od chwili uchwalenia Kodeksu Wykroczeń. Obecnie jest często krytykowany za swoją archaiczność i nieprzystawalność do rzeczywistości. Dzisiejsza wiedza o ubóstwie oraz towarzyszących mu procesach i zjawiskach społecznych jest dużo większa niż w PRL-u, a praca, choć oczywiście niezbędna, nie jest już „prawem, obowiązkiem i sprawą honoru każdego obywatela”, jak stanowił art. 14 Konstytucji PRL z 1952 roku.

W gronie największych krytyków tego przepisu jest były już Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który dwukrotnie, w 2017 i 2021 roku, apelował do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z prośbą o podjęcie odpowiednich działań legislacyjnych, zmierzających do zmiany prawa w tym zakresie. Jak do tej pory te apele nie spotkały się z jakąkolwiek reakcją ministerstwa.

Jak wskazał sam rzecznik, powodem podniesienia tego tematu raz jeszcze okazał się bezprecedensowy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który zapadł na początku 2021 roku. Sprawa Lăcătuş przeciwko Szwajcarii z 19 stycznia 2021 r. (skarga nr 14065/15) dotyczyła grzywny w wysokości 500 franków szwajcarskich nałożonych na skarżącą za żebranie w miejscu publicznym w Genewie. ETPCz uznał ogólny zakaz żebractwa za środek radykalny, wymagający silnego uzasadnienia i ważenia przez sądy konkurencyjnych interesów.

Archaiczne prawo

Spośród wielu wad art. 58 KW na uwagę zasługuje przede wszystkim nieprecyzyjność tego przepisu. Chodzi głównie o pierwszy ustęp tego artykułu, w którym padają sformułowania takie jak „środki egzystencji” i „zdolność do pracy”. Ustawa nigdzie nie precyzuje tych bardzo ogólnych pojęć. Ich sens jest tym bardziej zagmatwany, gdy weźmie się pod uwagę, że w Polsce wyróżnia się kilka poziomów ubóstwa. Najbardziej dotkliwym jest ubóstwo skrajne, ustalane przez GUS na podstawie minimum egzystencji, którego dokładny wymiar szacuje Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS). Funkcjonowanie tego poziomu zagraża zdrowiu i życiu człowieka.

W 2019 roku granicę ubóstwa skrajnego ustalono na 616,55 zł miesięcznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Istnieje także ubóstwo relatywne, obliczane na podstawie przeciętnych miesięcznych wydatków gospodarstw domowych w Polsce, gdzie gospodarstwa mające wydatki niższe niż 50% tych przeciętnych są uznawane za żyjące w ubóstwie relatywnym. Kolejnym pojęciem jest sfera wykluczenia społecznego, określana przez GUS na podstawie minimum socjalnego, które także szacuje IPiSS. W 2019 roku wyniosło ono 1212,59 zł miesięcznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Życie za mniej oznacza niemożność zapewnienia podstawowego poziomu życia zarówno pod kątem biologicznym, jak i społecznym.

Jak wynika z raportu dr. hab. Ryszarda Szarfenberga „Poverty Watch 2020”, w 2019 roku skrajnym ubóstwem dotknięte było 4,2% społeczeństwa, ubóstwem relatywnym 13%, natomiast zasięg wykluczenia społecznego wyniósł aż 39,4%. Nie wiadomo, które z tych trzech poziomów ubóstwa i wykluczenia spełniają ustawowy warunek o posiadaniu odpowiednich środków egzystencji, będących granicą, za którą żebranie, zdaniem polskiego prawa, nagle stawałoby się akceptowalne.

Nieprzystawalność obowiązującego przepisu, który penalizuje żebractwo, do złożonej rzeczywistości i ewolucji pewnych pojęć dobrze pokazuje przykład bezrobocia, które – jak wiadomo – nie miało prawa istnieć w komunistycznej Polsce. Choć od transformacji mija już trzecia dekada, to zapis ten w swoim starym, archaicznym brzmieniu wciąż obowiązuje w kodeksie wykroczeń.

Jednakże problem z żebractwem nie kończy się przecież na przestarzałym prawie. Mówimy o zjawisku tak powszechnym, że prawdopodobnie sporo osób nawet nie zdaje sobie sprawy z jego nielegalności. Powodem, dla którego rząd nie chce ingerować w ten przepis, może być fakt, że jego zniesienie wymusiłoby na rządzących konieczność zajęcia jasnego stanowiska wobec trudnego i kontrowersyjnego tematu, jakim jest żebractwo, i obligowałoby ich do jego rozwiązania. Dlatego lepiej jest zostawić wszystko po staremu i udawać, że nie ma problemu w obawie przed elektoratem, u którego znamienitej części dalej pokutują mity narosłe wokół osób ubogich i bezdomnych.

Nie dawać niczego?

Z osobami żebrzącymi zetknął się zapewne każdy z nas i każdy wyrobił sobie na ich temat jakąś opinię oraz strategię radzenia sobie w sytuacji, gdy je spotykamy. Jedni oferują wyłącznie kupno jedzenia lub innych wskazanych produktów. Inni w ogóle nie dają pieniędzy, nie chcąc utrzymywać osób żyjących na ulicy. Mają przy tym nadzieję, że być może uda się w ten sposób zmusić żebraków do skorzystania z usług placówek pomocy społecznej.

Niektórzy dają pieniądze osobom wyglądającym na chore lub wycieńczone, zbierające na leki i jedzenie. Inni preferują „szczerych chłopów” szukających brakującej piątki do flaszki. W rozeznaniu, jak powinniśmy postępować, nie pomagają sprzeczne komunikaty płynące ze strony różnych ekspertów i organizacji niosących pomoc ubogim i bezdomnym. Najbardziej popularne wydaje się stanowisko odradzające jakiekolwiek wspieranie osób proszących o jałmużnę.

Istnieje sporo kampanii społecznych, które chcą przekonać ludzi, że każde, nawet jednorazowe wsparcie wyrządza więcej krzywdy niż pożytku, oddalając osoby żebrzące od pomocy społecznej i utwierdzając je w ten sposób w życiu ulicznym, w kryzysie bezdomności i uzależnieniach. Przykładem może być kampania „Okaż serce… nie dawaj pieniędzy osobie żebrzącej na ulicy, bo tam zostanie! Pomagaj  mądrze!”, organizowana w 2018 roku m.in. przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku oraz Towarzystwo im. św. Brata Alberta przy wsparciu gdańskiej Straży Miejskiej i Policji.

Twórcy kampanii podkreślali bezzasadność takiej formy wspierania osób żebrzących, która  tworzy ryzyko utwierdzania ich w przestrzeni ulicznej. Informowano, że zarobki osób żebrzących sięgają kilkuset złotych dziennie, dlatego takie osoby nie wahają się udawać niepełnosprawności i korzystać z innych sztuczek, żeby wzbudzić współczucie. Podkreślano, że dawanie żebrakom pieniędzy może oznaczać sponsorowanie im alkoholu lub innych używek. Ciekawe, że autorzy tej kampanii otwarcie wspomagali się wspomnianym już art. 58 KW jako dodatkowym argumentem, mającym przemawiać przeciwko dawaniu osobom żebrzącym czegokolwiek.

Oczywiście, suche informacje podawane przez organizacje pozarządowe i ośrodki pomocy społecznej w takich kampaniach są prawdziwe. Trudno też oskarżać ich pracowników o złą wolę. Jednakże nie sposób nie odnieść wrażenia, że takie działania i akcje są wymierzone bardziej w same osoby żebrzące niż w problemy społeczne, które zmusiły ich do takiego, a nie innego stylu życia. Bo czy strategia walki z bezdomnością uliczną oparta na zmuszaniu osób bezdomnych do skorzystania z pomocy placówek poprzez odcięcie im alternatywy w postaci możliwości wyżebrania środków do życia nie budzi wątpliwości pod względem etycznym?

Przecież pierwszym krokiem do pełnej i prawidłowej resocjalizacji powinien być właśnie świadomy i dobrowolny wybór osoby w kryzysie, a nie zmuszanie jej do tego poprzez odcięcie innych możliwości. Można oczywiście powiedzieć, że osoby żyjące w tak zaawansowanym wykluczeniu społecznym i dotknięte tak wielką ilością patologii społecznych powinny być w jakimś stopniu nadzorowane, a ich powrót na łono społeczeństwa starannie kontrolowany przez wyspecjalizowanych pracowników socjalnych aż do uzyskania pewności, że ich klient jest w stanie funkcjonować w pełni samodzielnie i prawidłowo. Takie myślenie nie idzie jednak w parze z nowoczesnymi metodami zwalczania zjawiska bezdomności, takimi jak model „Najpierw Mieszkanie”, który stawia na wsłuchanie się w indywidualne potrzeby osób doświadczających bezdomności i ich wolną wolę tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Odczłowieczanie ubogich

Ponadto tego typu kampanie tworzą kolejne bariery między społeczeństwem, a i tak już wystarczająco wykluczonymi osobami żebrzącymi. Ośrodki pomocy napełniają głowy przechodniów sloganami z plakatów informujących, że żebranie to lukratywny biznes, a brak dających sprawi, że znikną biorący.

Choć takie działania są podejmowane w szczytnym celu i skutecznie uspokajają wyrzuty sumienia, wrzucając wszystkie osoby żebrzące do worka z napisem „naciągacz-alkoholik-nierób”, to jednak wzmagają ryzyko, że przy tak dużej ilości czarnego PR-u olbrzymi ostracyzm społeczny, który dotyka osoby z najniższych warstw społecznych, będzie ulegał zwiększaniu.

W rezultacie ludzie zapomną o dodatkowym punkcie niektórych plakatów, w którym jest napisane, aby w razie możliwości nawiązać kontakt z osobą żebrzącą, wypytać o potrzeby i wskazać miejsce, gdzie mogłaby ona otrzymać pomoc. Kiedy liczba mitów i stereotypów na temat bezdomności i żebractwa wciąż jest wysoka, powinniśmy raczej zabiegać o to, aby je obalać.

Dr Michał Bilewicz, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z tygodnikiem „Polityka” przybliża zjawisko dehumanizacji, które wykorzystywane jest zwłaszcza na wojnach, aby utrzymać morale żołnierzy na wysokim poziomie w obliczu śmierci, którą zadają, wypełniając rozkazy. W skrajnych przypadkach, np. w III Rzeszy przeciwnicy byli dehumanizowani w sposób całkowity, przyrównywani do robactwa i szczurów.

Jednakże dr Bilewicz zwraca uwagę, że w psychologii istnieje jeszcze pojęcie infrahumanizacji, które polega na dużo subtelniejszym pozbawianiu człowieczeństwa wybranych grup społecznych lub jednostek, właśnie takich jak bezdomni, narkomani czy żebracy. Z badań przywołanych przez Bilewicza wynika, że podświadomie odmawiamy tym ludziom takich cech jak życzliwość, zaradność czy inteligencja, a obraz osoby bezdomnej czy żebrzącej wywołuje w nas mniejszą empatię niż podobizny emerytów.

Z jednej strony ta reakcja do pewnego stopnia wynika z funkcji ochronnej naszego mózgu, chcącego oszczędzić nam nieustannej traumy, z którą musielibyśmy żyć, gdyby każdy widok na ulicy budził w nas takie samo współczucie. Jednak z drugiej strony ten wygodny stan nie odpowiada rzeczywistości i powinniśmy raczej wkładać wysiłek w przełamywanie barier niż ich stawianie.

Żebractwo wśród dzieci

Kampaniom społecznym, promującym zaprzestanie dawania jałmużny osobom żebrzącym, należy jednakże oddać, iż poruszają kolejny, niezwykle ważny problem społeczny związany  z żebractwem, czyli zmuszanie do niego innych, zwłaszcza dzieci. W skrajnych sytuacjach proceder ten może ocierać się nawet o handel ludźmi, dlatego tym bardziej jest to delikatny i trudny temat. To zagadnienie pod kątem prawnym precyzuje art. 104 KW o treści „Kto skłania do żebrania małoletniego lub osobę bezradną albo pozostającą w stosunku zależności od niego lub oddaną pod jego opiekę, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Jak wynika z badań Katarzyny Makaruk z Fundacji Dzieci Niczyje, można wyróżnić dwie duże grupy żebrzących dzieci: te narodowości polskiej i romskiej. O ile w wypadku polskich dzieci badania nie dały podstaw do stwierdzenia przymusowego żebrania (co nie wyklucza namawiania i dawania przyzwolenia rodziców na żebranie ich pociech), o tyle istnieje duże prawdopodobieństwo, że wiele dzieci romskich żebrzących na ulicach polskich miast to ofiary handlu ludźmi, odkupione od ubogich rodziców w celu zmaksymalizowania zysków płynących ze zorganizowanego żebractwa.

Żebractwo dzieci jest więc tematem dużo poważniejszym, bo znika tutaj komponent wolnej woli, a pojawia się ryzyko wspierania przestępczości zorganizowanej. Mimo to nawet w tym przypadku pojawiają się głosy poruszające te kwestię od innej strony. Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona wspólnoty „Chleb Życia”, niosącej pomoc ubogim, zwraca uwagę, że nieudzielenie wsparcia żebrzącym dzieciom naraża je na przemoc w rodzinie, gdyż są one zobowiązane do wyżebrania określonej kwoty w ciągu dnia, z czego są później rozliczane.

Zgubne poczucie wyższości

Moje wątpliwości wzbudza także podejście, które wyraża się w zasadzie: „nie dam panu/pani pieniędzy, ale mogę kupić coś innego, na przykład jedzenie”. Krytyka takiego rozwiązania nie przychodzi mi łatwo, bo trzeba przyznać, że w wielu aspektach jest ono najlepsze, a na pewno najbardziej wyważone. Nawiązujemy w ten sposób kontakt z osobą żebrzącą, możemy wypytać ją o jej potrzeby oraz do pewnego stopnia je spełnić, minimalizując ryzyko stania się sponsorem czyjegoś nałogu alkoholowego, jak to miewa czasami miejsce, gdy ofiarujemy pieniądze. Jest to też dobry moment, aby wskazać takiej osobie najbliższy ośrodek, w którym na pewno otrzyma ona pomoc (tak jakby osoby bezdomne nie były świadome istnienia takich miejsc).

Mimo to jest w tym podejściu coś, co nie pozwala mi przyjąć go bezkrytycznie: owo podświadome założenie, że wiemy lepiej, co jest bardziej potrzebne osobie proszącej o datek niż ona sama, że na pewno wyda te pieniądze na piwo i dlatego trzeba uchronić ją przed nią samą. Osoby bezdomne nie posiadają lodówek, ani innych higienicznych sposobów przechowywania żywności, więc robienie im dużych zakupów spożywczych często nie ma sensu. Mogą natomiast potrzebować urządzeń pokroju telefonu komórkowego, latarki itp., które dla nas samych stanowią produkty pierwszej potrzeby, a których podświadomie odmawiamy osobom bezdomnym.

Ograniczone zaufanie, skutkujące niechęcią do dzielenia się pieniędzmi z osobami żebrzącymi to nasze prawo, lecz jeżeli chcemy w zamian je wspomóc, na przykład oferując zrobienie drobnych zakupów, to powinniśmy zadbać o właściwe, pełne szacunku podejście. Może to być wymagające, ponieważ nasz szacunek nie zawsze będzie odwzajemniony, ale mając w pamięci, jak bardzo dehumanizowane są osoby wykluczone społecznie, musimy starać się pokonywać ten opór.

Kiedy wracam myślami do tego problemu, przypomina mi się historia mojego kolegi, który zaczepiony i poproszony przez żebraka o zakup hot-doga, zdecydował się kupić kilka bułek, konserwy i inne produkty spożywcze. Teoretycznie przewyższył oczekiwania tej osoby, bo zrobił jej droższe zakupy, które wystarczą jej na dłużej, ale prawda jest taka, że samodzielnie zdecydował, co bardziej się jej przyda, nawet jeśli chciała ona jedynie drobną ciepłą przekąskę. Jeżeli już decydujemy się wspomóc osobę potrzebującą, to róbmy to z poszanowaniem jej potrzeb i preferencji na tyle, na ile jest to możliwe.

Schroniska to nie hotele

Oczywiście jak bumerang wraca tutaj zagadnienie ryzyka pogłębiania problemu alkoholowego osób żebrzących oraz utwierdzania ich w życiu na ulicy. W tym kontekście należałoby przyjrzeć się poziomowi placówek, do których tak ochoczo chcemy wysyłać przypadkowo napotkanych żebraków i bezdomnych. Niestety, stan niektórych schronisk i noclegowni jest tak niski, że pozwala zrozumieć, dlaczego osoby bezdomne nie chcą wybierać tej formy noclegu, przynajmniej w sezonie letnim.

Adriana Porowska, pracownik socjalny i prezes Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej w wywiadzie dla „Magazynu Kontakt” zauważa, że społeczeństwo nie rozumie wyrzeczeń, jakie kryją się za przyjęciem pomocy w placówce i rozpoczęcia ciągnącego się w nieskończoność procesu wychodzenia z bezdomności „Osobom przebywającym w schronisku stawia się bardzo wysokie wymagania: spanie w wieloosobowej sali, przestrzeganie regulaminu, niekończące się prace na rzecz ośrodka. Albo przeciwnie, nie prowadzi się z myślą o nich żadnego programu aktywizacji zawodowej. Jeśli ktoś jest dobrym kucharzem, wsiąka w strukturę schroniska. Znam życiorysy ludzi, którzy w ten sposób utknęli już na zawsze (…) Nie wspominając już o tym, że są miejsca, w których po prostu strach przebywać: zapluskwione, niedoinwestowane, niezaopiekowane. Bardzo często dochodzi w nich do aktów przemocy. Ich mieszkańcy z lęku przed kradzieżą śpią na przykład w pełnym umundurowaniu. To też jest przemoc. Podłe pomaganie jest przemocą”.

W 2020 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli pt. „Działania wspierające i aktywizujące osoby bezdomne”. Wykazała ona szereg nieprawidłowości na wielu płaszczyznach działalności państwa i trzeciego sektora w procesie rozwiązywania problemu bezdomności, skutkujące spadkiem ich efektywności.

Dotyczyły one także schronisk. Żaden z 17 kontrolowanych ośrodków pomocy społecznej nie gwarantował osobom bezdomnym schronienia we wszystkich czterech formach (noclegownie, ogrzewalnie, schroniska dla osób bezdomnych i schroniska dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi), czego wymaga ustawa o pomocy społecznej. 95 z 585 gmin w kontrolowanych województwach nie zapewniało osobom bezdomnym żadnego rodzaju schronienia. Ponadto dochodziło do sytuacji, w których ośrodki pomocy społecznej zabezpieczały osobom bezdomnym tymczasowe schronienie w placówkach na drugim końcu Polski. Rekordzistą okazał się OPS w Zarszynie na Podkarpaciu, który zapewnił osobie bezdomnej schronienie w placówce na Pomorzu, 643 kilometry od ośrodka.

Wszystkie przywołane dane oraz przemyślenia na temat żebrania, które znalazły się w tym tekście, nie miały dać jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, czy powinniśmy dzielić się pieniędzmi i innymi dobrami z osobami żebrzącymi. Co więcej, najpewniej takiej jednej uniwersalnej odpowiedzi nie ma. Żebranie i związane z nim wykluczenie to kwestie tak bardzo indywidualne i zależne od okoliczności, że chyba nigdy nie doczekamy się na nie prostej odpowiedzi.

W gruncie rzeczy kluczowy w naszych postawach względem żebrzących jest ciągły namysł nad nimi. Często przyjmujemy pewien model zachowania, ponieważ oceniamy go jako najbardziej etyczny i odpowiedzialny w takich sytuacjach. Nierzadko jednak postępujemy w ten sposób powodowani stereotypami i mitami na temat osób żebrzących. Decyzję o wsparciu żebraków drobną sumą pieniędzy będziemy musieli podjąć jeszcze nieraz, więc chyba warto zastanowić się, co tak naprawdę nami kieruje, kiedy mijamy ich na ulicy, unikając nawet kontaktu wzrokowego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.