Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Róża Czacka i jej wizja radykalnego, a zarazem nowoczesnego chrześcijaństwa

Róża Czacka i jej wizja radykalnego, a zarazem nowoczesnego chrześcijaństwa autor ilustracji: Marek Grąbczewski

,,Wydaje mi się, że Laski stanowią doskonały wzór polskiej nowoczesności – wzór alternatywny wobec innych modeli, zakładających chociażby sekularyzację i porzucenie silnych tożsamości i uznających je za nieodłączne elementy postępu. W Laskach bowiem – wbrew niektórym o nich narracjom – tradycyjny katolicyzm nie został przekształcony przez zewnętrzne wobec niego postępowe hasła, np. wspomnianą samodzielność, czy „otwartość”. Pisma Matki Czackiej są świadectwem swobodnego, pozbawionego jakiegokolwiek kompleksu stosunku do świeckiej nowoczesności, z której zalecała brać tylko wybrane elementy” – pisał w 2013 r. Marcin Suskiewicz. Matka Czacka zostanie beatyfikowana razem z kard. Stefanem Wyszyńskim – przypominamy więc tekst, który wyjaśnia, na czym polegała jej propozycja nowoczesnego, radykalnego chrześcijaństwa.

Ten archiwalny numer naszego pisma można w całości, razem z przypisami, pobrać za darmo tutaj.

Miejsce to ma dla mnie znaczenie szczególne. Pamiętam, jak w liceum natknąłem się na łamach „Tygodnika Powszechnego” na postać Zofii Morawskiej, wówczas liczącej już ponad sto lat ostatniej żyjącej osoby z pokolenia założycieli Lasek. Myślałem wtedy, że prawdziwe chrześcijaństwo polega przede wszystkim na ogładzie towarzyskiej i tolerancji, a tutaj był ktoś uosabiający źródła tak zwanego Kościoła otwartego (z którą to tradycją – nie znając jej – szczególnie się wówczas identyfikowałem), kto wolał raczej mówić o Chrystusie i kto w dodatku od młodości nie opuścił codziennej Mszy świętej, a w wolnych chwilach, nie mogąc z powodu słabego wzroku czytać, słuchał nagrania O naśladowaniu Chrystusa. Okazało się, że Laski to chrześcijaństwo radykalne, fanatyczne; chrześcijaństwo, w którego centrum stoi nie człowiek, lecz Bóg, który się objawił w Chrystusie.

A jednak – właśnie ze względu na prymat Boga – drogą tego chrześcijaństwa był człowiek, zwłaszcza człowiek potrzebujący, niewidomy fizycznie bądź duchowo. „Wszystko w tym życiu – pisała Matka Elżbieta (Róża Czacka) w Dyrektorium – powinno płynąć z miłości Chrystusowej. Jedyną pobudką i jedyną racją wszystkich naszych myśli, słów i uczynków powinna być miłość czerpana bezustannie z Serca Jezusowego, a powracająca ku Niemu w aktach miłości i uczynkach miłosiernych, skierowanych ku Niemu poprzez bliźnich, w uczynkach miłosiernych, których pełne powinno być nasze życie”.

Laski zaczęły mnie fascynować, a z czasem zrozumiałem, że mogą one być czymś znacznie więcej niż szkołą chrześcijaństwa dla jednostek. Miały one bowiem charakter wspólnotowy, a nawet stricte instytucjonalny. Innymi słowy, w Laskach realizowano pewną formę życia zbiorowego, polskiego życia zbiorowego; pewną formę polską. I mogą, a nawet powinny być ukazywane jako dość konkretna propozycja takiej formy.

Polska nowoczesność

Formy, dodajmy, chrześcijańskiej i nowoczesnej zarazem. „Punktem wyjścia była sprawa niewidomych – pisała Matka Czacka w tekście Triuno, zredagowanym w 1936 r., którego obszerny fragment chciałbym tutaj przytoczyć. – Należało przede wszystkim dać niewidomym ideał życia, w którym problem ich własnego cierpienia znalazłby rozwiązanie w nauce Chrystusowej i pozwoliłby im znosić pogodnie kalectwo, świadcząc tym samym o szczęściu wyższym niż szczęście doczesne. Jednocześnie chodziło o to, by – zgodnie z nowoczesnymi postulatami sprawy niewidomych – doprowadzić ich do osiągnięcia maksimum samodzielności i samowystarczalności, do wniesienia tym sposobem cząstki użytecznej pracy we wspólny dorobek ludzki i przez to samo do podniesienia ich godności człowieka. Myśl ta łączyła się z intencją zadośćuczynienia za duchową ślepotę świata. […] Tego rodzaju koncepcja Dzieła dla niewidomych, łącząca w sobie jak najściślej moment religijny z momentem społecznym, jest w samej swej istocie bardzo specjalna i nowa, i wymaga właściwego postawienia i rozwiązania w całej pełni chrześcijańskiego, a zarazem nowoczesnego”.

To, co Matka Czacka pisze o opiece nad niewidomymi, można, jak sądzę, przenosić na inne dziedziny życia. Z nowoczesności Laski brały – oprócz najnowszej wiedzy medycznej i różnych nowych metod ułatwiających życie niewidomym – między innymi akcent na samodzielność (współistniejącą, co ważne, z życiem wspólnotowym) i na potrzebę kształtowania siebie przez pracę (miast użalania się nad sobą, bierności). To wszystko jednak wkomponowane było w na wskroś religijną koncepcję człowieka i świata, z Chrystusem i jego ofiarą w samym centrum, i pokorą oraz prawdą jako dwiema głównymi wartościami.

Wydaje mi się, że Laski stanowią doskonały wzór polskiej nowoczesności – wzór alternatywny wobec innych modeli, zakładających chociażby sekularyzację i porzucenie silnych tożsamości i uznających je za nieodłączne elementy postępu. W Laskach bowiem – wbrew niektórym o nich narracjom – tradycyjny katolicyzm nie został przekształcony przez zewnętrzne wobec niego postępowe hasła, np. wspomnianą samodzielność, czy „otwartość”. Pisma Matki Czackiej są świadectwem swobodnego, pozbawionego jakiegokolwiek kompleksu stosunku do świeckiej nowoczesności, z której zalecała brać tylko wybrane elementy.

Poza tym te pozornie nowe rzeczy – jak właśnie samodzielność czy otwartość – były raczej odkrywane na nowo w samym katolicyzmie (szczególnie w myśli św. Tomasza) niż importowane z zewnątrz. Zatem to raczej katolicyzm (w wydaniu ortodoksyjnym i głębokim, a przede wszystkim – ewangelicznym) przekształcał w Laskach zarówno to, co stare, jak i to, co nowe, w całość, którą możemy określić jako „nowoczesność alternatywną”, bo choć pod pewnymi względami przypominała ona nowoczesność postulowaną przez świeckich zwolenników postępu, zasadniczo też się od niej różniła.

Takie rozumienie Lasek jest zgodne z narracją historyka sztuki Andrzeja Szczerskiego, zaproponowaną w jego Modernizacjach, zgodnie z którą w Dwudziestoleciu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nie było jednego procesu modernizacyjnego, były natomiast – krańcowo różniące się między sobą – procesy modernizacyjne.

Laski są oczywiście dobrze znane polskiemu życiu publicznemu i to nie tylko dlatego, że przewinęły się przez nie tysiące osób niewidomych, które następnie to życie swoją obecnością i umiejętnościami współkształtowały. Niezaprzeczalna jest rola tego miejsca w polskiej historii – już choćby z racji tego, że stanowiły duchową ojczyznę kardynała Wyszyńskiego, a w jakimś stopniu także – poprzez osobę księdza Tadeusza Fedorowicza – kardynała Wojtyły. Ten drugi, przypomnijmy, odwiedził Laski bezpośrednio przed wyjazdem na konklawe, na którym został wybrany papieżem.

Dziś do Dzieła, jako swojego źródła i inspiracji, odwołują się także środowiska z kręgu tak zwanego Kościoła otwartego (one też mają największe zasługi w popularyzowaniu tego dziedzictwa poprzez wydawanie książek), odwołują się doń niektórzy wielcy twórcy polskiej kultury (z wciąż aktywnych choćby Krzysztof Zanussi, związany z Laskami poprzez żonę), odwołuje się doń wreszcie Adam Michnik, który zachęcał do przekazywania na Laski 1 proc. podatku, a sam na ten cel przeznacza odszkodowania w licznych procesach o zniesławienie – na przykład przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi.

Właśnie w cieniu Laskowych drzew powstawała ponoć książka Kościół, lewica, dialog Michnika, podobnie jak legendarne (i ze wszech miar godne polecenia) Rodowody niepokornych Bohdana Cywińskiego, w których zresztą Laski – owoc syntezy świeckiego etosu społecznikowskiego i katolicyzmu – zajmują znaczące miejsce. Dodajmy, że na cmentarzu leśnym w Laskach oprócz współpracowników i wychowanków Dzieła pochowani są m.in. Antoni Słonimski, Jan Lechoń, Marian Brandys, Zygmunt Kubiak, Franciszek Starowieyski i premier Tadeusz Mazowiecki, redaktor zbioru wspomnień Ludzie Lasek.

Mimo jednak iż Laski funkcjonują w polskiej świadomości jako ważny symbol, rzadko wspomina się o tym, jak rzeczywiście wyglądały. Mówi się, że było to miejsce otwarte², zapomina się natomiast, że nawet jeśli w pewnym ważnym sensie rzeczywiście było „otwarte”, miało ono też swój bardzo konkretny, chciałoby się powiedzieć zamknięty, kształt, bardzo konkretną tożsamość. Było przykładem pewnej konkretnej formy.

Jeśli w XX wieku pod powierzchnią polskiego życia publicznego toczyła się, jak sugerujemy w „Pressjach”, nieuświadomiona debata na temat formy polskiej, debata, której znaczącymi uczestnikami byli między innymi Witold Gombrowicz i Stefan kardynał Wyszyński, to Laski są niezwykle ważnym „głosem” w tej debacie – głosem niejako dopełniającym słowa i działalność samego Wyszyńskiego, bo jeśli ten realizował formę polską jako jednostka i jako przywódca całego polskiego Kościoła, to w Laskach mamy jej realizację na poziomach pośrednich między jednostką a całym narodem – na poziomach instytucji charytatywnej, zgromadzenia zakonnego, „Kółka” inteligencji, wreszcie – pewnego, dość szeroko rozumianego środowiska osób konsekrowanych i świeckich.

Laski wpisują się w tę „debatę” także dlatego, że stanowią ogniwo łączące biografie dwóch wielkich jej protagonistów. Kardynał Wyszyński związany był z Laskami, jak pisałem, osobiście, Gombrowicz – poprzez rodzoną siostrę. Poniższy szkic, osnuty na kanwie tego biograficznego zbiegu okoliczności, jest próbą przedstawienia tego miejsca, tej instytucji, tych ludzi właśnie jako „głosu” w dyskusji o formie polskiej, a konkretniej może o kształcie polskiej nowoczesności.

Laski polecam, Gombrowicz

Gdy po wystąpieniu z gminy żydowskiej w celu poślubienia konwertytki na katolicyzm, Bruno Schulz zaczął interesować się chrześcijaństwem, jego przyjaciel, Witold Gombrowicz, zasugerował mu, by udał się do Lasek, niewielkiej miejscowości pod Warszawą, gdzie od 1922 znajdował się zakład Towarzystwa Opieki nad Ociemniałym. Nie była to zwykła placówka filantropijna. Jej niewidoma inicjatorka, Matka Elżbieta, w świecie Róża Czacka, prawnuczka Tadeusza Czackiego, twórcy Liceum Krzemienieckiego, i bratanica Włodzimierza kardynała Czackiego, doradcy Leona XIII, od samego początku zabiegała bowiem o łączenie w niej, jak już widzieliśmy z przywoływanej we wstępie wypowiedzi, najnowszych standardów edukacji niewidomych z jednoznacznie religijnymi założeniami światopoglądowymi.

W duchowości tak zwanego Dzieła Lasek, w skład którego wchodziło Towarzystwo, szczególnie ważne było przekonanie, że cierpienie przyjęte w duchu ofiary może – złączone z cierpieniami Chrystusa – mieć wielką wartość apostolską; że, konkretnie rzecz biorąc, ślepota fizyczna może być zadośćuczynieniem za ślepotę duchową. Stąd godło Dzieła Lasek, brzmiące: Caritas Christi urget nos. Pax et gaudium in Cruce (Miłość Chrystusa przynagla nas. Pokój i radość w Krzyżu). Dodatkowo chrześcijańska koncepcja człowieka była tam podstawą metody wychowawczej, co widać np. po pismach jednego z tamtejszych pedagogów, Henryka Ruszczyca, który podkreślał znaczenie prawdy o grzechu pierworodnym dla prawidłowego wychowania.

Laskowy charyzmat – choć w zsekularyzowanej wersji – pobrzmiewa echem w liście Gombrowicza do Schulza z maja 1938 roku, w którym czytamy, że „chrystianizm” bardzo pasuje do natury Schulza, ponieważ „przetwarza na siłę” słabości, które go gnębią. Gdyby tylko autor Ferdydurke przeczytał artykuł Triuno Matki Czackiej, może odnalazłby się w zdaniu: „Niewidomy stara się swoją słabość z Łaską Bożą przemienić w źródło innych doskonalszych mocy”?

W każdym razie pisząc swój list, nie kierował się – on, osoba od młodości stojąca daleko od Kościoła – tradycyjnie pojmowaną apostolską gorliwością. „Oczywiście nie ma mowy o tym, abyś miał «nawracać się» i w ogóle narzucać sobie dogmatyczną stronę katolicyzmu” – pisał, dodając wszakże: „Jeżeli przyszło by to kiedyś samo z siebie, tym lepiej dla Ciebie i mam wrażenie, nie jesteś tak odległy od tego, jak by się zdawało na pozór”³.

Pozostałych powodów, dla których właśnie Laski wydały się Gombrowiczowi miejscem odpowiednim dla Schulza, mogło być kilka. Po pierwsze, poprzez osobę kapelana, księdza Władysława Korniłowicza i tak zwane Kółko, nieformalną grupę osób zainteresowanych intelektualnym pogłębianiem wiary, Laski pozostawały w kontakcie z kręgami młodej inteligencji warszawskiej, z których rekrutowała się też część sióstr założonego przez matkę Czacką w 1917 roku zgromadzenia zakonnego Franciszkanek Służebnic Krzyża. Z Kółka wywodził się zespół periodyku „Verbum”, uważanego przez niektórych za najlepsze katolickie pismo intelektualne okresu międzywojennego.

Po drugie, z Laskami i Kółkiem związanych było wielu konwertytów pochodzenia żydowskiego („Dwie milczące Kariatydy, zabłąkane między Żydy” – pisał żartobliwie uczestnik Kółka, poeta Jerzy Liebert o dwóch uczestniczkach z chrześcijańskich rodzin), co w jakimś stopniu niewątpliwie wyróżniało to środowisko na tle ówczesnego polskiego Kościoła.

Głównym powodem, dla którego Gombrowicz polecił Schultzowi właśnie Laski, były jednak niewątpliwie rodzinne koneksje łączące z tym miejscem jego samego. Rodzona siostra Gombrowicza, Irena (Rena), była bowiem trwale związana z Laskami, a wówczas pracowała we wchodzącej w skład Dzieła warszawskiej księgarni religijnej „Verbum”4.

Gombrowicz i lewica chrześcijańska

Nie wiemy, w jaki sposób Irena Gombrowicz weszła po raz pierwszy w kontakt ze środowiskiem Lasek, ale było to pewnie jeszcze w czasie jej nauki w żeńskim gimnazjum Cecylii Plater-Zyberkówny, gdzie jako jeden ze spowiedników posługiwał nie kto inny, tylko ksiądz Korniłowicz. Zresztą związki tego wielkiego kapłana z właścicielką znanej warszawskiej szkoły dla dziewcząt były dość bliskie i sięgały co najmniej lata 1904 roku, gdy w prowadzonym przez nią salonie zebrało się grono około piętnastu osób – wśród nich młody Korniłowicz, wówczas przebywający na wakacjach w ojczyźnie student przedmiotów przyrodniczych w Zurychu – by dyskutować o możliwości założenia związku polskiej młodzieży katolickiej rozproszonej po europejskich uczelniach. Spotkanie to miało zaowocować kilka lat później założeniem czasopisma „Prąd”, które według Cywińskiego było przez pewien czas znaczącym organem odnowy polskiego katolicyzmu.

Ksiądz Korniłowicz mógł więc prowadzić duchowo Irenę Gombrowicz jako uczennicę wspomnianego gimnazjum, w którym, dodajmy, musiała ona mieć pozycję dość szczególną, skoro później prezesowała stowarzyszeniu jego absolwentek. Kapelanem tego stowarzyszenia był znów ksiądz Korniłowicz. On także prowadził czasem rekolekcje dla drugiej organizacji, której Gombrowiczówna przewodniczyła – Stowarzyszenia Młodych Ziemianek. Najprawdopodobniej też właśnie przy okazji jakichś dni skupienia Irena Gombrowicz po raz pierwszy odwiedziła Laski.

Często podkreśla się, że Laski były otwarte na ludzi lewicy. Owszem – ze środowisk lewicowych rekrutowała się między innymi część franciszkanek, choćby siostra Katarzyna (w świecie Zofia) Steinberg, z której młodości zapamiętano anegdotę, jak to zabrakło jej podczas zabawy młodzieżowej w domu Steinbergów, bo siedziała w kuchni i czytała Kapitał Marksa.

Laski jednak związane były równie silnie – a rzadko się o tym przypomina – z organizacjami ziemiańskimi, choćby przez osoby księży, Korniłowicza i Tadeusza Fedorowicza, służących jako kapelani i rekolekcjoniści stowarzyszeniom ziemiańskim. Wydaje się, że program społeczny Lasek nie był ani lewicowy, ani zachowawczy, a nawet jeśli postulował potrzebę przemiany społecznej (nie tyle zgodnie z Kapitałem, co zgodnie z Ewangelią, ewentualnie papieskimi encyklikami społecznymi), to robił to z uszanowaniem ludzkiej wolności i własności.

W tym sensie wydaje się, że pogląd Ireny Gombrowicz na kwestie społeczne, przywoływany przez jej brata – inna rzecz, że nie wiadomo, czy całkiem wiernie – we Wspomnieniach polskich, może być wynikiem Laskowej formacji: „«To nie moja wina, że urodziłam się w sferze zamożnej – broniła się moja siostra. – Każdy musi żyć tam, gdzie go Bóg umieścił. Ale to moje życie nie powinno być łatwiejsze od tamtego życia, niższego, ja powinna w każdym razie żyć dla tamtego życia. Nie idzie o zlikwidowanie mego stanu posiadania, tych wartości, do których otworzyło mi dostęp staranniejsze wychowanie, a o to, żeby inni mogli z niego korzystać.» I wierna swym matematycznym inklinacjom, dodawała: No, powiedz, czy to nie jest logiczne? Tej swojej logice pozostała wierna całe życie. Była pracowita, obowiązkowa, skrupulatna, oddana pracy społecznej, dbała o najpełniejszą wydajność, zresztą skromna i cicha”.

Będzie jeszcze mowa o tym, że Laski chciały przemiany świata. Przy okazji powyższej wypowiedzi trzeba jednak zaznaczyć, że – ze względu na prymat nadprzyrodzoności nad doczesnością – nawoływanie do takiej przemiany szło tam w parze ze świadomością, że ostatecznie wszystko jest w rękach Boga i że całkowita redukcja nierówności i cierpienia jest niemożliwa, a my mamy po prostu zabiegać o świętość naszą i bliźnich „tam, gdzie nas Bóg umieścił”.

Właśnie: „być tam, gdzie nas Bóg umieścił”, uznać własne ograniczenia – to sztuka, na którą w Laskach kładziono szczególny nacisk. „Człowiekowi współczesnemu – wróćmy znów do Triuna Matki Czackiej – najbardziej może brak zrozumienia swojego miejsca w świecie. W pogańskim humanizmie, który się szerzy obecnie, człowiek udaje sam przed sobą, że jest wszystkim, że wszystko wie, że wszystko może. Nie chce on widzieć swojej częściowej ślepoty, swoich granic”. Zaufanie Opatrzności każe jednak nie tylko uznać własne ograniczenia. Pozwala ono także śmiało podejmować różne działania bez zważania na ich wynik, w nadziei, że Bóg wyprowadzi z nich dobro. „Miłosierny chce jak największej liczbie ludzi dać miłosierdzie i zanieść je, nie licząc się specjalnie z osiągniętym ludzkim wynikiem” – to znów Matka Czacka.

Jeśli Laski były „lewicą chrześcijańską”, to lewicą dość osobliwą, która pamiętała o Opatrzności i ludzkiej wolności, pamiętała, że „nie samym chlebem żyje człowiek”, że życie nadprzyrodzone, modlitwa, Służba Ołtarza mają w ostatecznym rozrachunku większą wagę niż jakakolwiek działalność społeczna – choć w tę działalność samoistnie się przelewają. „Niech to będzie moim jedynym pragnieniem – czytamy w znanej modlitwie księdza Korniłowicza z 1944 r. – rozszerzanie Królestwa Bożego, Królestwa łaski Twojej w duszach ludzi…”. „Dzieło to z Boga jest i dla Boga – zwracała się z kolei w 1945 r. do pracowników Dzieła Matka Czacka. – […] Innej racji bytu nie ma. Gdyby zboczyło z tej drogi niech przestanie istnieć”.

Jeśli fakt, że założycielka Lasek niechętnie odwiedzała kręgi arystokratyczne, z których się wywodziła (a odwiedzać od czasu do czasu musiała, by prosić o pieniądze na Dzieło), świadczy o jej pewnej, znów, „lewicowości”, to pamiętajmy, że jej pobożność była klasyczną pobożnością arystokratyczną, choć w najlepszym wydaniu. Czytać uczyła ją babka Pelagia z Sapiehów na francuskim egzemplarzu O naśladowaniu Chrystusa – tej szczególnie ważnej dla środowiska Lasek książki. Z rodzinnego domu wyniosła też umiłowanie modlitwy i codziennej Mszy świętej. Ale właśnie ta tradycyjna pobożność pozwoliła jej w trudnym momencie – gdy na progu dorosłości dowiedziała się, że nieodwołalnie traci wzrok – podjąć „lewicową”, a może po prostu chrześcijańską, decyzję o „przetworzeniu na siłę” swojego cierpienia oraz stworzenia – nie bez trudu, ofiary, wyrzeczenia („W pocie czoła zdobywa się tutaj ziemię” – mówił kardynał Wyszyński na jej pogrzebie) – instytucji, o której traktuje niniejszy szkic.

U podstaw dynamicznego, „otwartego” Dzieła Lasek, które Gombrowicz polecał Schulzowi jako lekarstwo na słabości, stoi bardzo konkretna forma – tradycyjna pobożność w duchu Tomasza à Kempis.

Wyszyński i katolicyzm społeczny

Poprzez księdza Korniłowicza w kontakt z Dziełem wszedł także młody ksiądz Stefan Wyszyński.

Pierwsza styczność między tymi dwiema wybitnymi postaciami polskiego Kościoła miała miejsce w 1920 roku, gdy ksiądz Korniłowicz, pełniący obowiązki kapelana wojskowego w garnizonie we Włocławku, został zaproszony do wygłoszenia w tamtejszym seminarium cyklu wykładów o teologii liturgii, które zrobiły na kleryku Wyszyńskim duże wrażenie. Zbliżyli się do siebie – na tyle, że ksiądz Korniłowicz został duchowym ojcem księdza Wyszyńskiego – mieszkając razem w lubelskim Konwikcie Teologicznym, którego ten pierwszy był w latach dwudziestych kierownikiem (utrzymując w tym czasie kontakt z Laskami i Kółkiem dzięki częstym podróżom pociągiem), a gdzie Wyszyński przebywał jako student KUL-u, wybrany przez innych studentów na seniora i zastępcę kierownika. Obydwaj angażowali się też w organizację Tygodni Społecznych Stowarzyszenia Akademickiego „Odrodzenie” („Zwłaszcza w czasie Tygodni Społecznych w Lublinie udział księdza Korniłowicza był bardzo osobisty i bliski” – wspominał po latach ówczesny członek tej organizacji, Stefan Świeżawski) i w różne inicjatywy związane z ożywieniem życia liturgicznego.

Laski odwiedzili razem po razy pierwszy w 1926 r. Gdy ksiądz Korniłowicz raz nie mógł odprawić rekolekcji dla Stowarzyszenia Młodych Ziemianek, polecał księdza Jana Zieję lub właśnie księdza Wyszyńskiego na swoje zastępstwo. W latach 1942-1945 przyszły kardynał pracował w Laskach jako kapelan. Po wojnie, już jako biskup, a następnie prymas Polski, przyjeżdżał często do Lasek i uważał je za swoją duchową ojczyznę.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę na wspomnianym mimochodem Stowarzyszeniu Akademickim „Odrodzenie” i organizowanych przez nie Tygodniach Społecznych. Przymiotnik „społeczny” – czyli mający odniesienie do szerszej wspólnoty – często przewija się w tekstach zarówno księdza Korniłowicza, jak i Matki Czackiej, bo też dla Lasek szczególnie ważne było – w sposób prekursorski wobec encykliki Mystici Corporis z 1943 roku – wspólnotowe rozumienie Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa.

W referacie Rekolekcje społeczne ksiądz Korniłowicz pisze: „Atmosfera, wytworzona w tych warunkach [to znaczy podczas rekolekcji wspólnotowych], sprzyja szczególnie przełamaniu fałszywego wstydu wyznania wiary, przeciwdziała wkorzenionemu głęboko przesądowi, że religia jest sprawą czysto prywatną każdego człowieka, […] czyniąc z niej najważniejszą sprawę społeczną”. Takie rozumienie wiary jako „najważniejszej sprawy społecznej” stanowiło jeden z fundamentów Lasek, było też ważne dla Stowarzyszenia Akademickiego „Odrodzenie”.

W piosence odrodzeniowców padają słowa: „Wszystko nam jedno – jak każdy wam powie – dreszczy unikać, a dyszel mieć w głowie”. „Dyszel w głowie” to dobrze ugruntowany chrześcijański światopogląd, „unikanie dreszczy” zaś to, według Świeżawskiego, wspólnota: „Trzeba «burzyć kapliczki» pobożności czysto podmiotowej, indywidualistycznej („dreszczy unikać”) i budować wspólnotę – taki był nasz program”. Wiązało się to również z próbą odpowiedzi na negatywną diagnozę stanu ówczesnej polskiej inteligencji katolickiej autorstwa o. Jacka Woronieckiego OP, kapłana blisko związanego z „Odrodzeniem” i Laskami. Według autora Katolickiej etyki wychowawczej nasza inteligencja cierpiała wówczas na antyintelektualizm (fideizm), sentymentalizm i indywidualizm. „Odrodzenie” chciało więc chrześcijaństwa bardziej świadomego religijnie i wspólnotowego.

„Jesteśmy katolikami społecznymi” – mówili o sobie odrodzeniowcy, ale rozumieli to na dwa nieco różne sposoby. Środowisko warszawsko-lubelskie, na które silny wpływ miał specjalista od tomistycznej etyki społecznej z KUL-u, ksiądz Antoni Szymański, a także właśnie księża Korniłowicz, Wyszyński i ojciec Jacek Woroniecki, postulowało, na gruncie encykliki Quadragesimo anno, budowanie całego systemu społecznego w oparciu o Ewangelię. Chodziło więc o wcielanie chrześcijańskich zasad etycznych w ustrój, w konkretne, także instytucjonalne, rozwiązania, a w każdym razie o myślenie w szerokiej skali.

Drugi odłam „Odrodzenia”, wileńsko-lwowski – z którego wywodzą się takie postaci jak Jerzy Turowicz, Stanisław Stomma czy wspomniany Swieżawski – był bardziej liberalny i koncentrował się raczej na wpływie osobistego świadectwa na wspólnotę. W pewnym sensie kontynuacją tych dwóch nurtów „Odrodzenia” były powojenne tygodniki katolickie – z jednej strony „Tygodnik Warszawski”, z drugiej „Tygodnik Powszechny”. Ten pierwszy został jednak szybko zamknięty przez władze komunistyczne i w związku z tym w Polsce kontynuowana była właściwie tylko tradycja lwowsko-wileńskiego odłamu „Odrodzenia”. Katolicyzm maksymalistyczny, postulujący przemianę ustroju w myśl Ewangelii, nie doczekał się jak na razie kontynuacji.

Niezależnie jednak od tych rozróżnień, katolicyzm „Odrodzenia” jako całości, katolicyzm księdza Korniłowicza, katolicyzm Lasek był w taki czy inny sposób katolicyzmem społecznym, łączącym osobistą wiarę z zaangażowaniem na rzecz wspólnoty, nie tylko nadprzyrodzonej wspólnoty Kościoła, lecz także naturalnej wspólnoty narodu.

Ksiądz Korniłowicz, choć unikał partyjnego zaangażowania, przywiązywał dużą wagę do życia politycznego i społecznego. Tematy z tego zakresu były często dyskutowane na zebraniach „Kółka”, pojawiały się także na łamach „Verbum” (uwagę zwraca np. kilka tekstów dotyczących zagadnienia prawidłowej organizacji własności prywatnej w państwie). Prawnicy związani z tym środowiskiem pracowali w okresie międzywojennym nad ochroną prawną nienarodzonych. Przypomnijmy wreszcie, że ksiądz Korniłowicz, który zrezygnował z proponowanej mu funkcji kapelana przy Marszałku w Belwederze, udzielił Marszałkowi Piłsudskiemu ostatniego namaszczenia w dniu 12 maja 1935 r.

Zaangażowanie na rzecz naturalnych wspólnot wiąże się z ważnym punktem duchowości Lasek pochodzącym z myśli tomistycznej: dowartościowaniem tego, co naturalne. Według św. Tomasza jest tylko jeden cel ostateczny życia ludzkiego – cel nadprzyrodzony, ale nie oznacza to, że inne cele – w tym cele naturalne – nie istnieją czy też są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Natura posiada swoją własną ontologiczną gęstość i godność i odgrywa niebagatelną rolę w życiu religijnym – stanowi preludium do łaski, która buduje na naturze. Przyznanie ważnego miejsca naturze w życiu religijnym (czyli życiu w ogóle, bo życie ludzkie jest ostatecznie aktem religijnym), nie mieszanie jej z łaską przy jednoczesnym odniesieniu jej do Boga i do łaski było jednym z podstawowych założeń myśli ks. Korniłowicza i Matki Czackiej. Dzięki temu ich chrześcijaństwo nie było eskapizmem, uciekaniem w sferę mętnej nadprzyrodzoności od doczesnego życia z jego twardymi wymaganiami.

„Koncepcja chrześcijańska bowiem – pisała Matka Czacka w Ideowych założeniach Dzieła Triuno – zawiera w sobie ideał takiego ustosunkowania się człowieka do życia i jego spraw, aby […] rozumiał, że […] powinien przyjąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie doczesne, za swoje codzienne obowiązki i sprawy, że nie wolno mu lekceważyć i zaniedbywać talentów przyrodzonych, gdyż one także są darem Bożym”. Stąd też właśnie – z szacunku dla natury – płynęła pewna pochwała zwyczajności. „Kto szuka nadzwyczajności, mistycznych przeżyć niepopartych żadnymi cnotami, okazującymi się w codziennym życiu, ten będzie się czuł źle w Laskach. Szczęśliwy będzie się czuł ten, kto chętnie niesie dla Chrystusa ciężar codziennego krzyża, przynaglany miłością Boga według dewizy Dzieła: PAX ET GAUDIUM IN CRUCE. CARITAS URGET NOS” – tymi słowami kończy się artykuł Triuno.

W tym miejscu pozwolę sobie na uwagę z historii idei. Postać księdza Korniłowicza zajmuje szczególne miejsce we wspomnianych na wstępie Rodowodach niepokornych Cywińskiego. Kapłan z Lasek jest tam ukazany jako osoba, która w pewnym sensie połączyła w sobie pozytywistyczny, świecki ideał społecznikowski – uosabiany przez jego ojca, znanego psychiatrę, i braci – z ortodoksyjnym katolicyzmem. Była to jednak synteza, wydaje mi się, dość szczególna. Trzeba bowiem pamiętać, że o ile wychowanie w rodzinie pozytywistycznej – w dodatku tak wybitnej – mogło przekonać księdza Korniłowicza do wartościowych elementów niewątpliwie obecnych w tym etosie, o tyle z drugiej strony, jako osoba głęboko wierząca, musiał, dorastając, wciąż przeciwstawiać się świeckiemu pozytywizmowi i kształtować swój światopogląd niejako w opozycji doń.

Emblematyczna jest tu sprawa jego święceń – najpierw posłuchał ojca, odwlekł wstąpienie do seminarium i pojechał na studia przyrodnicze do Zurychu („Spora dawka wiedzy przyrodniczej, wpływ brata i jego środowiska miały być w zamierzeniu doktora Korniłowicza próbą, a nawet skutecznym lekarstwem na powołanie syna” – czytamy w biografii księdza pióra sióstr Teresy Landy i Rut Wosiek), później jednak podjął decyzję o przerwaniu studiów i do seminarium wstąpił. Podobna postawa wyłania się z relacji znajomych ze studiów. Z jednej strony dał się zapamiętać w polskiej kolonii jako popularny kolega, który „na paru balach polskiej młodzieży […] z wielkim zapałem tańczył z młodą, ładną koleżanką”, z drugiej jednak ta właśnie ładna koleżanka wspominała, że „szczególną wesołość budził Rafał [brat ks. Korniłowicza], kiedy co piątek niósł dla młodszego brata śledzia na obiad” i że pokój młodego Władysława „nie był podobny do innych pokoi studenckich, wyglądał jak cela klasztorna, łóżko przykryte było czarną materią, nad łóżkiem wisiał duży krucyfiks”.

Wiara katolicka była dla ks. Korniłowicza wszystkim, nie było więc mowy o syntezie, która byłaby synkretycznym połączeniem wiary i świeckości. Może dlatego właśnie wartości właściwe dla tradycji świeckiej, takie jak zaangażowanie, odpowiedzialność, pracowitość, racjonalność itd. – zostały „zdobyte” przez księdza Korniłowicza dla katolicyzmu nie w postaci jakiejś zewnętrznej wobec tradycji Kościoła postępowej idei, lecz przez przypomnienie starej nauki św. Tomasza o relacji natury i łaski. Innymi słowy, tę szczególną „różnicę” Lasek, którą tak często się podkreśla, powinno się tłumaczyć przez pryzmat „hermeneutyki ciągłości” z resztą tradycji katolickiej.

Przykładem „dowartościowania tego, co naturalne” może być kierowanie przez księdza Korniłowicza niektórych penitentów do zaprzyjaźnionego psychiatry, doktora Frostiga, i neurologa, doktora Grohmana, oczywiste było bowiem dla niego, że życie duchowe bazuje na psychice, a nawet fizjologii układu nerwowego. „Dowartościowanie natury” nie oznaczało jednak umniejszania łaski, nie odwracało wzroku od tego, co najważniejsze – nadprzyrodzoności. Dlatego na przykład ksiądz Korniłowicz potrafił również docenić i nie „medykalizować” głębokich przeżyć mistycznych, choćby u Matki Czackiej.

W świetle różnych aktualnych debat na przypomnienie może zasługiwać też fakt, że w duchowości Lasek nie zapominano o działaniu księcia tego świata. Wśród najczęściej odmawianych przez Matkę Czackę modlitw była Modlitwa do świętego Michała Archanioła oraz długi łaciński egzorcyzm. Antoni Marylski, jeden ze współtwórców Dzieła, od 1971 kapłan, przed śmiercią miał szczególne doświadczenie duchowych zmagań, podczas których odpędzał nieprzyjaciela i kropił wkoło wodą święconą. „Świętego Jana Vianneya tak męczył, to i mnie może” – szeptał. Nie wiem, co by na to powiedzieli świeccy pozytywiści.

Wśród dzikich krajowców

Mimo swojego nie narzucającego się charakteru, ksiądz Korniłowicz był postacią pozostawiającą w ludziach, których spotkał, silne wrażenie. „Łatwy nie był – wspominał go kardynał Wyszyński. – Niezwykle taktowny i cierpliwy, onieśmielał jednak swoim milczeniem”. „Czy i na Ciebie wywarł również tak duże wrażenie za pierwszym razem?” – pytał w liście do przyjaciółki (sławnej Agnieszki,
czyli Bronisławy Wajngold, późniejszej siostry Marii Gołębiewskiej) Jerzy Liebert po pierwszym z nim spotkaniu, i to chyba jego scharakteryzował później w swym wierszu Romantyczność słowami: „ksiądz, słup w sutannie żywego ognia”. Ks. Korniłowicz jest prawdopodobnie również pierwowzorem księdza Siechenia, głównego bohatera głośnej przed wojną powieści Jerzego Andrzejewskiego Ład serca5.

Andrzejewski był jedną z wielu (obok Zofii Nałkowskiej, Poli Gojawiczyńskiej, Wojciecha Bąka, Karola Irzykowskiego, Czesława Miłosza…) wybitnych postaci kultury tamtego czasu, którzy mieli styczność ze środowiskiem Lasek poprzez jedno- bądź kilkurazowy udział w rekolekcjach lub spotkaniach „Kółka”.

Nie znaczy to jednak, że stosunki Lasek z ówczesnym światem kultury były całkiem bezproblemowe, że miejsce to, jak się je czasem przedstawia, było dla ludzi kultury nie stawiającym żadnych wymagań i akceptującym wszystkie światopoglądy „domem otwartym” i że równie bezkrytycznie było przez ludzi kultury przyjmowane. Wydaje się raczej, że – jak ma to zwykle miejsce, gdy w jakimś środowisku część osób ulega religijnemu przebudzeniu, upierając się jednocześnie przy obiektywnej prawdziwości swoich przekonań – wielu odnosiło się do Kółka i Laskowych rekolekcji sceptycznie, a w każdym razie z ironią, nawet jeśli wymieszaną z szacunkiem. Witold Gombrowicz, który, jak widzieliśmy, sam polecał Brunonowi Schulzowi odwiedzić Laski, spotkawszy w kawiarni „Zodiak” Andrzejewskiego (być może przypadek skrajny, ze względu na ostentacyjnie ponoć okazywaną religijność; poza tym związki Andrzejewskiego z Laskami nie były bardzo silne) drwił: „Jerzy, jak się miewa Pan Jezus?”.

Ciekawym świadectwem są też zapiski Karola Irzykowskiego (zawarte w Notatkach z życia, notatkach i motywach), który chyba dwukrotnie dał się namówić na udział w Laskowych rekolekcjach. „Jestem w Laskach, w Domu Rekolekcyjnym. […] Byłem tu rok temu z Łaszowskim na rekolekcjach, ale bezskutecznie: ksiądz Korniłowicz nie złapał duszy w swoją sieć utkaną z bergsonizmu i tomizmu”. Potem wypisuje jakie książki stoją na półce: sam Reginald Garrigou-Lagrange, filozof-tomista, jeden z przodujących neoscholastyków zaangażowany w kampanię antymodernistyczną. „Zresztą nie taję tutaj, że jestem intruzem, ale przecież sami mnie zaprosili. Ksiądz prałat Korniłowicz dba o to, aby przez Laski przewijali się różni intelektualiści. […] Ksiądz Korniłowicz zasypuje mnie lekturą, przynosi mi same książki traktujące o tomizmie, który mnie jednak nie pociąga. Łaszowski zachowywał się tak, jakby się znajdował wśród dzikich krajowców i przypatrywał się ich obrzędom”.

Czy ten obraz księdza Korniłowicza jako osoby nieco nadgorliwej – przynajmniej według niektórych dzisiejszych standardów – w przekazywaniu wyznawanej przez siebie prawdy, oraz obraz członków „Kółka” jako tej prawdy również nieco nadgorliwych wyznawców, którzy osobom z zewnątrz jawią się jako „dzicy krajowcy” oddający się swoim „obrzędom” – jest zgodny z rzeczywistością? Cóż, tak to musiało widocznie wyglądać od strony osób sceptycznych wobec owej prawdy, nie w pełni na nią przystających.

Rzuca to jednak światło na ważną cechę ówczesnych Lasek, ewangeliczną w swym rodowodzie, a rzadko podkreślaną przy okazji mówienia o Dziele: przekonanie o posiadaniu prawdy, a może raczej: byciu przez nią posiadanym, bo Prawda, o której mowa, przekracza człowieka, co więcej – nie Ją się wybiera, tylko to Ona wybiera. Klimat ówczesnych Lasek – mam na myśli wyłącznie klimat, nie rodzaj duchowości, stosunek do takich czy innych przeżyć wewnętrznych itp. – chyba bardziej przypominał atmosferę nieco hermetycznych rekolekcji Odnowy w Duchu Świętym, niż współczesnego zjazdu tak zwanego Kościoła otwartego.

„[Kółko] było po prostu grupą ludzi żyjących pewną prawdą lub choćby ciążących do niej, bo i tacy byli w tym zespole” – czytamy w jednym ze wspomnień. „Prawdą był katolicyzm, nie tylko jako wiara, nie tylko jako przynależność wyznaniowa do Kościoła, nie tylko jako doktryna lub światopogląd, ale ako życie”. Katolicyzm ten był bowiem owocem nawrócenia „z wyciągnięciem wszelkich konsekwencji życiowych. Pod kierunkiem księdza Korniłowicza […] nie można było być połowicznym. […] Każdy czuł się katolikiem żywym i nie paktował ze złem”.

Autorka tych słów, siostra Teresa (Zofia) Landy, przed wstąpieniem w 1928 r. do Franciszkanek Służebnic Krzyża członkini-założycielka „Kółka”, jest tu postacią w jakimś sensie emblematyczną. Ta Żydówka wychowana w domu o tradycjach lewicowych i patriotycznych, lecz całkowicie niereligijnym, spotkała księdza Korniłowicza, gdy po studiach filozoficznych na paryskiej Sorbonie (gdzie zetknęła się z Raïssą i Jacques’em Maritainami) wróciła do kraju, by pracować jako nauczycielka.

W biografii księdza Korniłowicza, której jest współautorką, tak opisuje – używając trzeciej osoby – tę sytuację: „Studia te [tzn. na Sorbonie] rozczarowały ją do systemów filozoficznych Levy-Brühla i Durkheima, wywodzących wartości moralne z socjologii. Szukała więc stałych i głębszych niż ludzki umysł źródeł prawdy i dobra. W poszukiwaniu tych trafiła do pism Stanisława Brzozowskiego. Jednak motywy religijne, przewijające się przez jego twórczość, mogły raczej pobudzić do dalszych poszukiwań niż rozwiać wątpliwości. Były drogowskazem – nie odpowiedzią. Ze swoimi poszukiwaniami zwróciła się z kolei do przełożonych szkoły, którą kiedyś kończyła w Warszawie […], a one skierowały ją do ks. Korniłowicza. Na pierwsze spotkanie musiała poczekać. Ostatecznie jednak trafiła jakoś do jego mieszkania w oficynie pałacu arcybiskupiego na Miodowej. Wynikiem wielogodzinnych rozmów, które zaczęły się od Bergsona i Brzozowskiego, a skończyły na Ewangelii – był chrzest Zofii Landy”.

Oprócz księdza Korniłowicza oraz, na pierwszym miejscu oczywiście, Łaski, nawrócenie to było chyba także w jakiejś mierze zasługą spotkanych we Francji Maritainów, których podobny głód prawdy swego czasu prawie doprowadził do samobójstwa („Jeśli nie można żyć w prawdzie, chcieliśmy umrzeć i śmierć miała być świadomym protestem”, pisała Raïssa w znanym pasażu z Wielkich przyjaźni), a którzy również przez Bergsona, a następnie św. Tomasza doszli do katolicyzmu, by stać się filarami odrodzenia religijnego we Francji.

Jacques Maritain, dodajmy na marginesie, był ważną postacią dla środowiska Lasek, na które oddziaływał zarówno za pośrednictwem czytanych tam chętnie jego książek i artykułów, jak i kontaktów osobistych. Znał się z księdzem Korniłowiczem, siostrą Landy i Antonim Marylskim, a w 1934, przy okazji Kongresu Tomistycznego w Poznaniu, osobiście odwiedził księgarnię „Verbum” i Laski. Zachowało się jego zdjęcie zrobione na schodach księgarni przy ul. Moniuszki 8, prowadzonej przez Helenę Morawską i Irenę Gombrowiczównę.

Trzeba zaznaczyć, że to przywiązanie do prawdy szło w Laskach w parze z otwartością i uprzejmością dla osób o odmiennych przekonaniach. Określało ono jednak w sposób konkretny ramy tej otwartości. W biografii księdza Korniłowicza pióra sióstr Landy i Wosiek znajdziemy znamienne zdania: „Był nieubłagany, jak zawsze, gdy chodziło o prawdę, gotów narazić się nawet na zarzut nietolerancji czy fanatyzmu i zgodzić się na przykrą pozycję mąciciela harmonii. Nieustępliwość ta nie przeszkadzała mu zresztą bynajmniej w nawiązywaniu dalszych osobistych kontaktów z przedstawicielami innych poglądów”.

W podobny sposób należy rozumieć otwartość Lasek na osoby o pochodzeniu żydowskim, która zaowocowała tak wieloma nawróceniami. Otwartość ta – więcej, życzliwość, sympatia, troska – nie była związana z powstrzymywaniem się od głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie, wręcz przeciwnie. Jak pisał przyjaciel Lasek, szwajcarski ksiądz, późniejszy kardynał, Charles Journet: „Nie miał on [„kościół prawdziwie franciszkański” napotykany „w pewnym zakątku Polski” – chodzi o Dzieło] twardości ani wzgardy dla Żydów, ale umiał znaleźć tajemnicę otwarcia im wrót Chrztu świętego”.

Charakterystyczne dla Lasek było więc Maritainowskie z ducha pojmowanie katolicyzmu jako prawdy, którą należy zgłębiać i którą należy się dzielić. Wskazuje na to jeszcze pewien ważny, a rzadko wspominany, punkt w programie „kółkowych” spotkań. Znów zacytujmy wspomnienie siostry Landy: „[…] każde zebranie – i to aż do końca istnienia «Kółka», gdy miało już ono całą galerię gości – zaczynało się od Ojcze nasz mówionego wspólnie na klęczkach, niezależnie od tego, czy odbywało się to w pokoiku studenckim, czy w mieszkaniu urzędowym jak wiejski dwór, czy w mieszczańskim lub arystokratycznym salonie, czy w bibliotece. Modlitwa była wyznaniem wiary wobec gości, między którymi byli ateiści, epigoni pozytywizmu, materialiści filozoficzni i materialiści historyczni, uczeni różnych specjalności, literaci różnych kierunków, artyści różnych szkół”.

To świadczy dość wyraźnie, że Laski – mimo iż otwarte, także na wszystkie nowoczesne prądy umysłowe i artystyczne – posiadały bardzo silną własną tożsamość, której nie bały się demonstrować. Stosunek do owych nowoczesnych prądów był znów, jak u Matki Czackiej, swobodny, pozbawiony kompleksów.

Być może właśnie z powodu tego rodzaju praktyk kolega Karola Irzykowskiego, podczas rekolekcji „zachowywał się tak, jakby się znajdował wśród dzikich krajowców i przypatrywał się ich obrzędom”. No chyba, że to przez szczególnych oryginałów pokroju Rafała Blütha, jednej z głównych postaci „Kółka” i czasopisma „Verbum”, który dał się zapamiętać Irzykowskiemu, jak „podczas tygodnia rekolekcyjnego w Laskach w kaplicy klęczał i bił się w piersi, i kilka dni z nikim nie rozmawiał”.

Głód prawdy

Jacek Moskwa pisze w biografii Antoniego Marylskiego, świeckiego zarządcy Lasek, jednego z najbliższych współpracowników Matki Czackiej, że głód prawdy w sposób szczególny cechował tamto pokolenie. Świadczy o tym dobitne wspomnienie napisane przez Marylskiego w ostatnich latach życia, w którym opisuje rozczarowanie, jakie odczuwał podczas wykładów filozoficznych:

„Była nas gromada młodzieży żywej, szukającej prawdy, nie bardzo wiedząc, jak do tego dojść. Tadeusz Kotarbiński nie okazał się naszym przewodnikiem: gdy w czasie dyskusji padło słowo «prawda», profesor się obruszył i powiedział, że ten termin jest nienaukowy. Chodziłem na wykłady, ale mało miałem pożytku dla umysłu szukającego prawdy całkowitej. Wykładano wtenczas Avenariusa i Macha, myślicieli niemieckich – filozofię bez żadnego uroku, która do prawdy nie zbliżała. W tym czasie zaprzyjaźniłem się z kręgiem młodzieży, która również studiowała filozofię. Pewnego dnia jedna z koleżanek zaczęła mnie namawiać, abym poszedł na rekolekcje, które odbywały się na pensji panny Plater przy ulicy Pięknej”. Rekolekcje odprawiał ksiądz Korniłowicz. „Nagle zobaczyłem to, czego mi brakowało od osiemnastego roku życia”.

I dalej: „Ujrzałem cały Kościół ze wszystkimi jego tajemnicami, odkryty nagle jakby w blasku światła. Chrystus Pan, Ewangelia, Sakramenty – i konieczność oddania się tej Prawdzie, która tak nagle zajaśniała przede mną”.

Chciałbym zwrócić uwagę na słowa: „czego mi brakowało od osiemnastego roku życia”, bo młodość Marylskiego była niezwykle burzliwa, a opowiadające o niej rozdziały książki Moskwy czyta się jak powieść przygodową. Szczególnie ciekawy jest epizod z lat 1917–1918, gdy po porzuceniu armii z przyczyn światopoglądowych – inspirowanego lekturą Tołstoja pacyfizmu – Antoni Marylski, jego brat Edward i Józef Czapski udali się do ogarniętego rewolucją Piotrogrodu. Wkrótce dołączyły do nich siostry Czapskiego, Karla i Maria.

Razem założyli coś w rodzaju heterodoksyjnie chrześcijańskiej, ascetycznej i pacyfistycznej wspólnoty. Wspólnota ta długo nie przetrwała – gdy Marylski, być może z powodu długich modlitw na klęczkach na śniegu, rozchorował się, do Polski sprowadził go Karol Jaroszyński, wówczas zajmujący się w Rosji skupowaniem upadających z powodu rewolucji fabryk, później zaś fundator KUL-u – stanowi jednak ciekawy przyczynek do charakterystyki tamtego pokolenia. Marylski później żartował, że na jego grobie powinien zostać wyryty napis: „Ksiądz katolicki, uczestnik rewolucji”.

Czego jednak brakowało Marylskiemu w tamtych latach, a co znalazł dopiero później podczas rekolekcji prowadzonych przez księdza Korniłowicza? W liście z Piotrogrodu pisał do ojca: „Czytam obecnie Amiela pamiętniki, Tołstoja, Ewangelię, Romaina Rollanda, Mickiewicza Księgi pielgrzymstwa i wykłady jego paryskie, Schuré’ego, Renana, Kanta, Platona, Buddę w urywkach, w tym, co nas łączy wspólną ideą. Nie rozpraszam się jak przedtem, zbierając ze skarbnicy myśli ludzkiej to, co mnie przybliża do mej prawdy […]”.

Ta „moja prawda”, tkana z wybranych rzeczy „ze skarbnicy myśli ludzkiej” nie mogła jednak widać odpowiedzieć na potrzebę prawdy obiektywnej, czy, jak to pisał Marylski, „całkowitej”. Właśnie taką prawdę obiecywał natomiast Laskowy katolicyzm. Dlatego, uważam, mijają się z meritum pełne zrozumienia słowa Witolda Gombrowicza, który w liście do siostry z 1957 r. pisał: „niewątpliwie masz rację będąc katoliczką i że im bardziej i głębiej nią będziesz, tym lepiej – mam na myśli Twoją rację subiektywną, wewnętrzną logikę Twojego istnienia, Twój «sens» zasadniczy”.

Laski i kobiety

Godną wzmianki cechą Lasek, która w jakimś sensie czyni je może „nowoczesnymi”, jest niezwykle ważne miejsce, jakie zajmowały tam kobiety, nie tylko Matka Czacka, lecz także inne siostry i świeckie współpracowniczki. Laski były bardzo dalekie od pokutującej czasem w polskim Kościele tamtych czasów formuły klerykalnej wspólnoty wyłącznie męskiej lub też wyłącznie żeńskiej wspólnoty zakonnic, choć zorganizowane były w tradycyjny sposób z uszanowaniem normalnych zasad życia klasztornego i z zachowaniem rozsądnej ostrożności.

W Laskach nie brakowało silnych więzi przyjaźni między kobietami a mężczyznami. Wydaje się, że zwłaszcza ksiądz Korniłowicz miał szczególny dar rozumienia kobiet i zawierania z nimi przyjaźni, który dał o sobie znać już w czasach studenckich. Pisałem już o koleżance, z którą tańczył na balach. Filozof Władysław Tatarkiewicz, kolega z Zurychu i wieloletni przyjaciel, wspominał z kolei w jaki sposób zakończyło się ich wspólne wynajmowanie mieszkania podczas studiów. „Którejś niedzieli przyszły do Władka dwie koleżanki, bodaj jedyne młodsze kobiety Polki studiujące wówczas na uniwersytecie […]. Zrobiliśmy zaimprowizowany podwieczorek i spędzili parę miłych godzin razem. Ale nazajutrz gospodarze […] wymówili nam pokój za «Damenbesuch». Był to pretekst, bo chcieli się nas pozbyć i pokój oddać komuś ze swojej rodziny. Ale nieraz żartowałem z Władka, że mnie jako świeckiego człowieka ten incydent nie hańbi, lecz na jego życiorysie jest to fatalna plama”.

Miejsce kobiet w Kościele było też sprawą bliską kardynałowi Wyszyńskiemu. Warto zwrócić uwagę, że Maria Okońska, jego znana współpracownica (zachowało się zdjęcie z Lasek z 1950 r., na którym Okońska i Matka Czacka śmieją się i trzymają za ręce, Wyszyński zaś stoi obok), należała do powołanej przez prymasa komisji maryjnej jeszcze przed soborem watykańskim II.

Także przed soborem, na spotkaniu przełożonych zakonów męskich, Wyszyński brał w obronę zakonnice, które „często skarżą się na niepoważne traktowanie przez kler świecki i zakonny”. „Tę postawę kpiarsko-anegdotyczną trzeba zmienić” – podkreślał wówczas stanowczo. Szacunek dla kobiet był u niego nieodłączny od nabożeństwa do Matki Bożej: „Pamiętaj, że przypomina ci ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół wstaje”. Znów więc swoisty „feminizm” tej tradycji duchowej nie był czymś zaimportowanym z zewnątrz, raczej był owocem głębszego wglądu w prawdy katolicyzmu.

Alternatywna nowoczesność

W jakim sensie Laski są przykładem „formy”?

Na pewno miejsce to posiadało silną katolicką tożsamość, na pewno wyznawano tam pewną konkretną prawdę, ale „forma” to pewna organizacja, rutyna życia. W Laskach taką rutynę narzucała przede wszystkim reguła zakonna Franciszkanek Służebnic Krzyża. Matka Czacka żywiła nadzieję, że równolegle do żeńskiego zgromadzenia powstanie zakon męski, na czele którego stanie Antoni Marylski. Marzenie to w końcu nie zostało zrealizowane, ale szereg męskich świeckich współpracowników (Marylski, Henryk Ruszczyc, Leon Czosnowski, Witold Świątkowski) należał do tercjarstwa franciszkańskiego, również posiadającego pewną regułę życia.

Ludzi Lasek cechowało szczególne, pełne pasji przywiązanie do praktyk religijnych jako czegoś nadającego strukturę całemu życiu. Wspominałem na wstępie o Zofii Morawskiej, która począwszy od I Komunii Świętej, przez całe swoje niezwykle długie życie, ani razu nie opuściła codziennej Mszy świętej. Ciekawe świadectwo znajdujemy także w Na nieludzkiej ziemi, wspomnieniach Józefa Czapskiego, towarzysza Marylskiego z Piotrogrodu, który w Armii Andersa poznał z kolei wspomnianego również powyżej innego tercjarza, Świątkowskiego:

„Mój towarzysz, plutonowy S. był z Lasek. Był jednym z budowniczych tej dziwnej społeczności. […] Irytował mnie z początku. «Słoń a sprawa katolicka» – nie było tematu, którego, tak czy inaczej, nie starał się związać ze sprawą katolicyzmu. Tylko pracując w Tocku z nim lub blisko niego, poznałem, czym w nim ten katolicyzm był: był przede wszystkim niegasnącą franciszkańską miłością bliźniego. Ten plutonowy, o chudej, zmęczonej twarzy, z workami pod oczami, marnym sercu i zawsze w niemożliwie wymiętym mundurze, brał na siebie każdą pracę najniewdzięczniejszą, ganiał ciągle po punkcie zbornym, przyprowadzał najbardziej osłabionych, wyziębniętych i owszonych do naszej budki, szukał dla nich jakiegoś okrycia, przy wielkiej dobroci charakteru, nawet miękkości, był w takich wypadkach uporczywy i nieustępliwy, umiał docierać wszędzie, by jakiemuś cierpieniu ludzkiemu ulżyć. Tylko nad ranem stale ginął z budki, biegł cztery kilometry do improwizowanej kapliczki na Mszę, skąd powracał z zapasem siły, prawdziwej słodyczy, do pracy. Nie wiem, czy można było konsekwentniej, żarliwiej, aż w Tocku, pielęgnować Laskową tradycję”.

„Stąd widać było płonącą Warszawę, gdy specjalne patrole z miotaczami ognia podpalały kwartały domów jeden za drugim – mówiła w wywiadzie-rzece Nie mów o mnie Zofia Morawska o okresie po kapitulacji Powstania Warszawskiego. – Popioły nawiewało aż nad Laski i jeszcze dalej nad Puszczę Kampinoską. Któregoś dnia ks. Stefan Wyszyński znalazł nadpaloną kartkę, z której udało się odczytać słowa: «Będziesz miłować». Zaniósł ją do kaplicy i pokazał franciszkankom ten testament ginącej stolicy”.

Ktoś powiedział, że II wojna światowa była starciem różnych nowoczesności. Dwie wielkie totalitarne, kolektywistyczne nowoczesności – Niemcy i Związek Radziecki – postanowiły zmiażdżyć inną od nich polską nowoczesność. W obrębie tejże polskiej nowoczesności szczególnym wyrazem właściwego polskiego ducha była według mnie „alternatywna nowoczesność” Lasek.

Tekst pierwotnie ukazał się pod tytułem Gombrowicz, Wyszyński i laski

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.