Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Młodzi ekolodzy będą Hołownię i PO zwalczać, a nie na nich głosować

Radykalizm alarmu klimatycznego rozsadza polską politykę. Napędza wiatr zmian. Wątpię, żeby udało się go przechwycić przebranym w zielone szatki Szymonowi Hołowni, Rafałowi Trzaskowskiemu czy Donaldowi Tuskowi. To obrońcy mainstreamowego liberalizmu, na których głosuje wielkomiejska klasa średnia przyzwyczajona do nadkonsumpcji, opływająca w cywilizacyjne luksusy, a zatem w najwyższym stopniu odpowiedzialna za ślad węglowy i produkcję wszelkich możliwych zanieczyszczeń. Bardziej autentyczni w tym względzie zawsze będą lewicowi radykałowie. Nie liberalne dinozaury, tylko Janek Śpiewak jest dziś autentycznym wyrazicielem tej emocji.

Postulaty walki z ociepleniem klimatu oraz szybkiego odejścia od węgla wdarły się przebojem do mainstreamu. W oczywisty sposób są wyzwaniem dla PiS-u, bo przeciętnego wyborcę tej partii jeszcze długo nie będzie stać na samochód elektryczny. Campus Trzaskowskiego i pierwszy kongres ruchu Hołowni pokazały jednak, że także PO i Polska2050 próbujące zagospodarować zieloną energię młodych mogą polec na tym polu. W starciu z radykalizmem młodych szybko okazuje się, że są oni w ich oczach za mało radykalni. Za mało zieloni.

Hołownia stroni od mocnych deklaracji ideowych. Robi wszystko, by nie dać się zakwalifikować jako prawica, lewica czy liberał. Tym ważniejsze było jego sobotnie hasło budowy „zielonej demokracji” jako centralnego postulatu swojego ruchu. Jeszcze na scenie przyszło „sprawdzam”. Najbardziej autentyczna, bo niezaplanowana część konwencji wydarzyła się, gdy w trakcie jego przemówienia na scenę wdarła się trójka aktywistów Greenpeace. W rękach mieli transparent „Polska bez węgla 2030”. Wydawało się, że nic lepszego nie mogło się zdarzyć. Hołownia stanął twarzą w twarz ze swoim wymarzonym elektoratem.

Coś jednak „nie pykło”. Zamiast przyklasnąć, Hołownia przeskoczył na tryb ekspercki. Zaczął młodym tłumaczyć, że to nie tak, że ich postulaty są zbyt radykalne, że 2030 jest nierealny, bo mamy „30-letnie zapóźnienia”. Potem było coś o miksie energetycznym, niedorozwoju OZE, niewydolności sieci energetycznych, długich okresach inwestycji w atom oraz czasie potrzebnym, by „zapakować się w gaz”. Wyglądało jakby Hołownia zaczął się tłumaczyć ze wszystkich zapóźnień III RP. Po chwili przeszedł do kontrofensywy. Rzucił aktywistom z Greenpeace wyzwanie, żeby pokazali konkretny projekt, jak osiągnąć tak ambitny cel. Jeśli przekonają jego ekspertów – on go „kupi”. W przeciwnym razie głoszenie takich nieodpowiedzialnych haseł może wywołać rewolucję społeczną. „I krew poleje się po ulicach”. Serio, takich właśnie słów użył lider ruchu „zielonych demokratów” wobec postulatów młodych z Greenpeace. Mocny obrazek.

Hołownia oczywiście ma rację. Technicznie postulat „Polska bez węgla 2030” jest niewykonalny. Ale jego wypowiedź szła wyraźnie w poprzek emocji młodych aktywistów. Ci mają bardzo prosty przekaz: „Gdy na szali jest przyszłość planety, wszystko inne nie ma znaczenia. Żadne fakty, wyliczenia, liczby. Postulat walki z ociepleniem klimatu ma przecież charakter moralny. Kto nie chce ratować życia na Ziemi, ten głupiec i łajdak. I proszę nam nie mydlić oczu jakimiś pierdołami o wydolności sieci energetycznych. Co roku giną kolejne gatunki zwierząt. Musimy je ratować. „Teraz!”.

Twarde zderzenie z emocjami młodych widać było także na Campusie Trzaskowskiego. Oczywiście politycy PO rozumieją, że tematy ekologiczne muszą stać się ważną częścią ich przekazu, jeśli chcą odbudować kontakt z młodym pokoleniem. I rytualnie dają temu wyraz. Rytualnie. Bo osławione już spotkanie z Leszkiem Balcerowiczem pokazało, że PO ma dziś ogromny kłopot, by mówić przekonująco zarazem do boomersów i millenialsów. Pal sześć, że Balcerowicz poddał pod wątpliwość główną tezę o wpływie człowieka na zmiany klimatu. Panie Profesorze, takich rzeczy nie można mówić! Szybko został sprowadzony do parteru argumentem z autorytetu Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). I po temacie.

Ważniejsze jest jednak co innego. Pokolenie starszych wyborców PO traktuje Balcerowicza jako symbol ich własnych życiowych osiągnięć. Na tym przecież opiera się jedna z głównych linii sporu z PiS. Po jednej stronie zaradni mieszkańcy metropolii, którzy wykorzystali ostatnie 30 lat, by ciężką pracą osiągnąć swój sukces, a przy okazji położyć cegiełkę pod sukces III RP. Po drugiej stronie niewykształcona i leniwa prowincja, która uważa się za ofiary transformacji, a tak naprawdę sama sobie winna. I w ten wyobrażony świat wyborców PO wchodzi nowe pokolenie, które nagle zaczyna kwestionować nie tylko ich dorobek, ale – o zgrozo – także ich model życia.

Kinga Rusin już nie powinna się chwalić na Instagramie zdjęciami z wakacji na Zanzibarze, bo latanie samolotem pozostawia gigantyczny ślad węglowy. Kuba Wojewódzki powinien przestać epatować swoimi szybkimi brykami, bo jazda samochodem po mieście staje się obciachem. Willa Tomasza Lisa w Konstancinie przestaje być synonimem sukcesu, a staje się przykładem rozlewających się miast, które generują gigantyczną emisję CO2, bo korki i upadek ZbiorKomu.

Boomersi mają się zmienić! Powinni przejść na weganizm, nie kupować markowych ciuchów produkowanych w Bangladeszu, ograniczyć konsumpcję i nigdy nie częstować swoich dzieci ciasteczkami „OREO” (nie pytajcie „dlaczego OREO?”, bo gdzieś na świecie ze smutku umiera właśnie mały orangutan). Idealne życie starszych wyborców PO jest dziś radykalnie kwestionowane przez millenialsów spod znaku strajku klimatycznego.

Bo w ruchu wygrywającym dziś serca młodych na całym świecie, którego twarzą stała się Greta Thunberg, nie chodzi tylko o węgiel i klimat. Chodzi o zmianę dotychczasowego modelu kapitalizmu. Mamy odrzucić schemat wzrostu opierający się na eksploatacji zasobów na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym. Dla kraju półperyferyjnego, takiego jak Polska, oznacza to rewolucję, nie tylko w temacie sieci energetycznych. Oznacza to zakwestionowanie całego dziedzictwa dzikiego kapitalizmu, którego twarzą jest właśnie Balcerowicz, a beneficjentami wielu starszych wyborców PO. Nie dziwi, że ta postać wzbudziła tyle kontrowersji w trakcie Campusu. Dla starszych wyborców PO – to symbol wszystkiego z czego są dumni. Dla młodych – całego zła współczesnego kapitalizmu.

Dominującą emocją aktywistów ekologicznych jest przeczucie zbliżającej się apokalipsy. Nie bez powodu nazywają siebie doomersami. Straconym pokoleniem. Splot globalnych problemów (przeludnienie, zmiany klimatu, rosnące koszty energii, zadłużenie, konflikt Północ-Południe czy zanieczyszczenia), których nie da się łatwo i bezboleśnie rozwiązać sprawia, że przestają wierzyć w swoją przyszłość. Janek Śpiewak, chyba najbardziej głośny dziś „doomer”, mówi o tym bez ogródek: „nasze pokolenie faktycznie i fizycznie mierzy się z końcem pewnej cywilizacji”. „Rok 2020 był najcieplejszym rokiem w historii ludzkości. A epidemia? Gdyby nie było takiej presji na środowisko naturalne, nie byłoby pandemii. A choroba wściekłych krów? To są wszystko zjawiska, które wynikają z tego, że pokolenie naszych rodziców przyjęło za oczywiste, że każdy ma domek pod miastem, ma cztery samochody, co trzy miesiące wyjeżdża za granicę, codziennie je tony mięsa i ogólnie: jeb… przyszłość, biedę i jedziemy do przodu”. I pointa Śpiewaka: „Pokolenie naszych rodziców zostawia swoim dzieciom zgliszcza. I co? Jest jakaś refleksja z ich strony? Żadnej”.

Widać, że nie wystarczy zorganizować Campus, by doszło do ostatecznego pojednania młodych z PO. Nie wystarczy nazwać siebie „zielonymi demokratami”, by odpowiedzieć na apokaliptyczną emocję strajków klimatycznych. Tu trzeba czegoś więcej. Trzeba potępić cały dotychczas obowiązujący model kapitalizmu i obiecać radykalną zmianę przyzwyczajeń. A na to ani starsi wyborcy PO, ani Hołowni nie mają wielkiej ochoty. Raczej traktują młodych jak wyszczekanego licealistę przy stole u cioci na imieninach. Niby fajnie, że taki elokwentny, ale trochę strach, że jak za bardzo się rozkręci, to odwali jaką akcję i nas wszystkich poobraża. I będzie siara. Dlatego trzeba dać im trochę tlenu, ale nie za dużo.

Radykalizm alarmu klimatycznego rozsadza polską politykę. Napędza wiatr zmian. Wątpię, żeby udało się go przechwycić przebranym w zielone szatki obrońcom mainstreamowego liberalizmu. Bardziej autentyczni w tym względzie zawsze będą lewicowi radykałowie. Nie Tusk, tylko Śpiewak jest dziś autentycznym wyrazicielem tej emocji.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.