Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chiny i Rosja zajmą miejsce USA? Nowa Wielka Gra o Afganistan dopiero się rozpoczyna

Chiny i Rosja zajmą miejsce USA? Nowa Wielka Gra o Afganistan dopiero się rozpoczyna Andre Klimke / Unsplash

Wraz z wkroczeniem talibów do Kabulu dobiegła końca historia proamerykańskiej Islamskiej Republiki Afganistanu. Graczy, którzy chcieliby zadecydować o kształcie postamerykańskiego Afganistanu, jest wielu, a ich interesy często są sprzeczne. O wpływy walczą m.in. Chiny, Rosja, Pakistan, Iran i Indie. Amerykanie także uważają, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Równocześnie Talibowie walczą o międzynarodowe uznanie i środki finansowe z nim związane, które mogą zadecydować o utrzymaniu przez nowy rząd władzy. Jego finalny skład może to utrudnić.

Międzynarodowe uznanie albo upadek?

Talibowie opanowali Kabul po raz drugi w swojej historii. Pierwszy raz udało im się to w 1996 r. Tym razem jednak zarówno sytuacja wewnętrzna Afganistanu, jak i ta międzynarodowa jest zupełnie inna.

Gdy rządzili po raz ostatni, Afganistan – po wieloletniej wojnie domowej – był ruiną. Struktury władzy zdominowali Pasztunowie, a liczne afgańskie mniejszości były prześladowane. Talibowie nie kontrolowali także całego kraju – aż do samego wejścia Stanów Zjednoczonych opór stawiał im Sojusz Północny. Rządy twardej ręki i fatalna sytuacja gospodarcza doprowadziły do alienacji znacznej części społeczeństwa i przełożyły się na szybki sukces amerykańskiej inwazji w 2001 r.

Talibowie wyciągnęli wnioski z doświadczeń z lat 1996-2001. Dzisiaj duża część z nich rozumie, że rządzenie Afganistanem bez włączenia w struktury władzy przedstawicieli lokalnych społeczności może okazać się niemożliwe. Widać to było jeszcze podczas walk z siłami rządowymi, gdy przejmowali władzę w kolejnych prowincjach nie tylko siłą, ale często także w drodze negocjacji z lokalnymi watażkami, starszyzną plemienną czy członkami lokalnej administracji – tak upadły np. miasta Ghazni czy Dżalalabad.

Wciągnięcie do rządu przedstawicieli afgańskich mniejszości nie tylko ustabilizowałoby sytuację wewnętrzną w kraju, ale przede wszystkim ułatwiłoby zdobycie szybkiego uznania międzynarodowego – co jest priorytetem dla talibów ze względu na uzależnienie afgańskiego budżetu od zagranicznej pomocy finansowej.

W tym roku budżet Afganistanu wyniósł ok. 6,1 mld dolarów – ponad połowę budżetu stanowiła pomoc międzynarodowa wypłacana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Po przejęciu władzy przez talibów Afganistan został odcięty od tej pomocy. Nowy rząd został pozbawiony także dostępu do rezerw afgańskiego banku centralnego (ok. 9 mld dolarów), których większość znajduje się w USA. Sprawę komplikują także amerykańskie i ONZ-towskie sankcje wymierzone w władze.

Oczywiście to nie są jedyne źródła finansowe Kabulu. Talibowie pobierają podatki, cła i inne opłaty, a ich aparat fiskalny jest dość skuteczny. Dochód czerpią również z produkcji heroiny i opium.

Jednak Ajmal Ahmady, ostatni szef afgańskiego banku centralnego, prognozuje, że bez zagranicznej pomocy finansowej krajowa waluta może się załamać, a inflacja wystrzelić, co szybko może doprowadzić do kolejnej wojny domowej. Jeśli talibowie chcą utrzymać się u władzy, muszą zostać uznani za legalny rząd przez społeczność międzynarodową i uzyskać dostęp do zagranicznych funduszy.

Aby to osiągnęli, konieczne jest poprawienie swojego wizerunku, szczególnie na Zachodzie, gdzie kojarzą się z licznymi represjami z lat 90. i współpracą z Al Kaidą. Stąd też obecna medialna ofensywa rządzących, którzy chętnie udzielają wywiadów zagranicznym mediom, prezentując przed zachodnimi dziennikarzami wizję stworzenia stabilnego i inkluzywnego rządu afgańskiego, który będzie szanował prawa wszystkich afgańskich mniejszości.

Prawda jest natomiast inna. 7 września talibowie ogłosili ostateczny kształt rządu tymczasowego. Wszystkie 33 stanowiska objęli talibowie – 30 z nich to Pasztuni, 2 to Tadżycy, a tylko 1 to Uzbek. Wśród nowych ministrów próżno szukać przedstawili ancien régime, którzy nadal przebywają w Kabulu i starają się paktować z następcami, m.in. brakuje Hamida Karzaja (byłego prezydenta) i Abdullaha Abdullaha (byłego premiera). Równocześnie na liście znaleźli się członkowie rządu talibów z lat 1996-2001 i Siradżuddin Hakkani z teką ministra spraw wewnętrznych, za informacje na temat którego FBI oferuje do 10 mln dolarów.

Skład rządu tymczasowego wskazuje na tarcia wśród talibów. Walka o władzę między poszczególnymi frakcjami wzięła górę nad ideą inkluzywnego rządu, która ułatwiłaby negocjacje z Zachodem. Biorąc pod uwagę podziały w ich organizacji, ich niechęć do dzielenia się władzą i problemy gospodarcze Afganistanu, utrzymanie się talibów u władzy może okazać się dużo większym wyzwaniem niż pokonanie prorządowych wojsk i zajęcie Kabulu.

Największy zwycięzca i przegrany zmian

Zdecydowanie najbardziej zadowolonym z przejęcia władzy przez talibów może być Pakistan, posiadający znaczące wpływy w nowej władzy. Po ponad 40 latach starań Pakistańczykom udało się wreszcie umieścić w Kabulu przyjazny sobie reżim, który zapewnia im głębię strategiczną na wypadek kolejnej wojny z Indiami.

Nie wszyscy w Islamabadzie cieszą się jednak z takiego obrotu spraw. Granicę między Afganistanem a Pakistanem wyznacza tzw. linia Duranda, która w sztuczny sposób podzieliła tereny zamieszkane przez Pasztunów. Niektórzy Pakistańczycy obawiają się, że zwycięstwo zdominowanego przez Pasztunów ruchu talibów w Afganistanie może doprowadzić do radykalizacji członków tej społeczności zamieszkałych po pakistańskiej stronie granicy.

Pakistan odniósł duży sukces, czynnie wspierając zwycięstwo talibów w Afganistanie. Pytanie jednak, czy instalacja reżimu talibów w Kabulu nie doprowadzi do destabilizacji sytuacji na terenach pasztuńskich w Pakistanie. Zwycięstwo w Afganistanie paradoksalnie może mieć finalnie dla Pakistańczyków bardzo gorzki posmak.

Upadek proamerykańskiego rządu w Kabulu jest równocześnie dużym ciosem dla Indii, dla których był on ważnym partnerem handlowym i regionalnym sojusznikiem. Indie planowały połączyć budowany przez siebie port w irańskim Czabaharze z Afganistanem. Konkurencyjny do chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego (CPEC) projekt miał dać Indiom szeroki dostęp do Azji Centralnej, jej rynków zbytu i surowców energetycznych. Z talibami u sterów, ta ambitna inicjatywa zdaje się być niemożliwa do zrealizowania.

Hindusi obawiają się także, że zmiana rządu w Kabulu może odbić się negatywnie na bezpieczeństwie ich kraju. New Delhi postrzega bowiem talibów za organizację całkowicie kontrolowaną przez pakistański wywiad (ISI). Dodatkowo w latach 90. talibowie udzielali pomocy islamistom walczącym przeciwko Indiom w Kaszmirze.

Indie uważają zwycięstwo talibów w Afganistanie za de facto zwycięstwo Pakistanu i uzyskanie przez Islamabad strategicznej przewagi nad New Delhi. Przewrót w Kabulu może okazać się dla Indii jeszcze większym zagrożeniem, jeśli talibom uda się zabezpieczyć wsparcie finansowe ze strony Chin – drugiego po Pakistanie największego rywala.

Chińskie i rosyjskie zaangażowanie niepewne

Dużym znakiem zapytania jest przyszła polityka Chin wobec nowego rządu. W poprzednich latach Pekin nawiązał bliską relację z talibami, kilkukrotnie goszcząc ich delegacje. Cześć osób odebrała to jako zapowiedź szybkiego napływu chińskich inwestycji do postamerykańskiego Afganistanu. Rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skompilowana.

Chiny mają w Afganistanie dwa główne cele. Pierwszy to zapewnienie sobie współpracy talibów w zakresie zwalczania Islamskiej Partii Turkiestanu, ujgurskiej organizacji dżihadystycznej. Drugi cel to rozszerzenie Chińsko-Pakistańskiego Korytarza Gospodarczego (CPEC) na obszar tego państwa, będącego kluczowym dla Pekinu w zapewnieniu sobie możliwości tranzytu surowców energetycznych z Azji Centralnej do portu w Gwadarze.

ChRL jest także zainteresowana eksploatacją afgańskich źródeł minerałów i metali rzadkich, które mogą być warte nawet 1 bilion dolarów. Złoża te są jednak na tyle niezbadane, a braki infrastrukturalne tak duże, że ciężko spodziewać się natychmiastowych i zdecydowanych chińskich inicjatyw w tym kraju.

Pekin z pewnością będzie jednym z pierwszych państw, który uzna rząd stworzony przez talibów. Nie wiadomo jednak, czy Chińczycy zdecydują się na udzielenie Afganistanowi szerokiej pomocy finansowej. Dużo będzie zależało od tego, jak ten kraj będzie wyglądał po okrzepnięciu władzy. Jeśli nowy rząd będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo chińskim inwestycjom, to pieniądze z Pekinu popłyną do Afganistanu.

Natomiast Rosja, mimo że uważa ruch talibów za organizację terrorystyczną, to utrzymuje z nimi bliskie kontakty. W Moskwie kilkukrotnie goszczono ich delegacje. Rosjanie próbowali także występować w roli mediatora w konflikcie między poprzednim rządem a talibami.

W ostatnich tygodniach Rosja trzyma się jednak na dystans. Ambasada w Kabulu nadal działa, ale Moskwa nie spieszy się z uznaniem nowego rządu. Co ciekawe, gdy talibowie poprosili Rosję o mediację w sporze z Ahmadem Massoudem, którego zwolennicy stawiają opór talibom w dolinie Pandższiru, Moskwa odmówiła.

Może to sugerować, że o ile Kreml jest zainteresowany utrzymaniem pozytywnych relacji z Kabulem, to nie będzie on skłonny do szerszego angażowania się w wewnętrzne sprawy Afganistanu. Wydaje się, że kluczowymi celami rosyjskiej polityki są przede wszystkim: wzmocnienie rosyjskich wpływów na obszarze postradzieckim w Azji Centralnej i uniemożliwienie islamistom przenikania na te tereny z Afganistanu.

Proaktywne działania Moskwy na rzecz stabilizacji Afganistanu zdają się mało prawdopodobne. Mogłoby one sprzyjać przede wszystkim chińskiej ekspansji gospodarczej i politycznej, która nie leży w interesie Moskwy.

Teheran liczy dolary

Iran jest państwem regionu, którego relacja z talibami była najbardziej burzliwa. W 1998 r., gdy talibowie zamordowali 10 irańskich dyplomatów w mieście Mazar-i-Szarif, niewiele zabrakło, aby Teheran dokonał inwazji na Afganistan. Ponadto w 2001 r. Iran czynnie wspierał amerykańskie operacje. Jednak w ostatnich latach Islamska Republika Iranu znacznie ociepliła stosunki z talibami. Wiele wskazuje także na to, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) szkolił talibskich wojowników i dostarczał im uzbrojenie.

Odwrót USA z Afganistanu jest dobrą wiadomością dla Teheranu, bo oznacza brak amerykańskich wojsk na jego wschodniej flance. Stwarza on Irańczykom możliwość dalszej ekspansji gospodarczej i politycznej na wschód.

Iran ma cztery cele w swojej afgańskiej polityce: umocnienie relacji gospodarczych z Kabulem, zatrzymanie niekontrolowanej migracji z Afganistanu (w Iranie żyje już ok. 3 mln afgańskich uchodźców), ochrona szyickiej mniejszości i uregulowanie dostępu wschodnich rubieży swojego kraju do rzek, których źródła znajdują się na terenie Afganistanu (w poprzednich latach był to stały punkt sporny na linii Teheran-Kabul).

Szczególnie ważny dla, objętego amerykańskimi sankcjami, Iranu jest stały dopływ dolarów, którymi Afgańczycy płacą za irańskie paliwo. Talibowie, dzięki swojemu narkobiznesowi, mają zapewniony stały dostęp do amerykańskiej waluty.

Choć brak w rządzie tymczasowym przedstawiciela szyickiej mniejszości wywołał oburzenie w Teheranie, to dopóki sytuacja gospodarcza Iranu jest niepewna będzie on zabiegał o dobre relacje z talibami. W perspektywie długoterminowej Afganistan może jednak być sporym problem dla Iranu, zarówno pod względem ochrony praw szyickiej mniejszości, jak i zwalczania pakistańskich wpływów.

USA w stanie zawieszenia

Amerykanie, wycofując się z Afganistanu, liczyli się z tym, że rząd w Kabulu może stracić kontrolę nad częścią kraju, a nawet upaść. Nie przewidywali jednak, że najczarniejszy scenariusz ziści się tak szybko. W konsekwencji Waszyngton wciąż zastanawia się, jaki kurs obrać wobec nowej władzy.

Stany Zjednoczone, mimo wycofania swoich wojsk, nadal posiadają ogromny wpływ na sytuację w tym kraju, w tym także na talibów. To w USA znajduje się większość rezerw afgańskiego banku centralnego. Ponadto Amerykanie mogą skutecznie blokować pomoc dla nowego rządu z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.

Talibowie o tym wiedzą i dlatego nie próbowali w ostatnich tygodniach w żaden sposób antagonizować Waszyngtonu. Wręcz przeciwnie. Jak podkreślają sami Amerykanie, władze czynnie wspierały ewakuację ok. 120 tys. osób z lotniska w Kabulu, a także pomagały w atakach odwetowych na Państwo Islamskie Prowincji Chorasan (ISKP), odpowiedzialne za zamach bombowy na lotnisku.

Biden stoi przed poważnym dylematem. Z jednej strony, talibowie nie wypełnili swoich zobowiązań wynikających z porozumienia pokojowego zawartego z USA w 2020 r., rezygnując z poszukiwań kompromisu z rządem w Kabulu i przejmując władzę nad krajem siłą. Jednocześnie – jak twierdzi amerykański wywiad – nie zerwali relacji łączących ich z Al Kaidą. Z drugiej, nowy rząd może okazać się przydatnym partnerem w walce z bardziej radykalnym Państwem Islamskim. Ponadto izolowanie talibów na arenie międzynarodowej może obrócić się przeciwko USA i pchnąć Afganistan w objęcia Chin.

Wydaje się, że Biały Dom nie zdecyduje się ani na otwarte wspieranie rebelii wymierzonych w talibów, ani na oficjalne uznanie rządu. Z punktu widzenia obecnej administracji Ameryka wyczerpała swoje opcje militarne w Afganistanie. Amerykanie, za pomocą wspomnianych nacisków gospodarczych, będą starali się wymusić współpracę talibów w zwalczaniu Al Kaidy i Państwa Islamskiego, a jednocześnie blokować chińskie inwestycje w tym kraju.

Najtrudniejsza może okazać się współpraca w zakresie walki z Al Kaidą. Talibowie będą bardzo niechętnie podchodzili do tej sprawy. Mogą zgodzić się na poddanie aktywności Al Kaidy większej kontroli, ale wątpliwym jest, aby podjęli jakiekolwiek działania zmierzające do likwidacji siatki tej organizacji na swoim terytorium.

***

Afganistan pozostaje w stanie permanentnego konfliktu od 1979 r. Zwycięstwo talibów stwarza okazję do zakończenia walk i budowy względnie stabilnego ośrodka władzy w Kabulu. Przed nowym rządem piętrzą się jednak wyzwania gospodarcze, które – jeśli nie zostaną pokonane – mogą doprowadzić do kolejnej odsłony afgańskiego konfliktu.

Sytuacja jest tym delikatniejsza, że Afganistan nadal pozostaje obszarem ścierania się wpływów różnych regionalnych graczy i światowych mocarstw. Wielką niewiadomą jest także wpływ przejęcia władzy przez talibów na międzynarodowy terroryzm. Nie można wykluczyć, że zmiana rządu doprowadzi do reorganizacji Al Kaidy i odbudowy przez tę organizację części dawnych wpływów w globalnym dżihadzie.

Talibowie wygrali zaledwie najnowszy epizod w historii afgańskiego konfliktu. Nowa Wielka Gra o postamerykański Afganistan dopiero się rozpoczyna.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.