Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Decyzja ograniczająca odprawianie „starej mszy” osłabi jedność Kościoła

Decyzja ograniczająca odprawianie „starej mszy” osłabi jedność Kościoła Źródło: Catholic Church England and Wales - flickr.com

Wydany 16 lipca list apostolski w formie motu proprio „Traditionis Custodes” w sposób radykalny ograniczył możliwość uczestnictwa wiernych w tzw. mszy trydenckiej. Surowość nowych regulacji jest dla środowisk związanych z klasyczną mszą niemałym szokiem. Dialog i poszanowanie różnorodności są przecież odmieniane podczas tego pontyfikatu przez wszystkie przypadki. Choć zarzuty o sekciarstwo niektórych tradycjonalistycznych środowisk nie są bezzasadne, to decyzja Franciszka jest dla mnie wylaniem dziecka z kąpielą. Prawdopodobnie nie rozwiążę żadnych problemów, może zaś osłabić jedność i tak już mocno podzielonego Kościoła.

Historia konfliktu

Spór o liturgię rozpoczął się po Soborze Watykańskim II. Kierunek zmian wzbudził sprzeciw niektórych duchownych, którzy określali reformę jako „destrukcję liturgii”. Głową sprzeciwu stał się francuski duchowny abp. Marcel Lefebvre i założone przez niego Bractwo Kapłańskie św. Piusa X (zwane od nazwiska założyciela „lefebrystami”). Nieprzejednana postawa Lefebvra doprowadziła do jego ekskomuniki w 1988 roku (bezpośrednim powodem było wyświęcenie przez niego 4 biskupów bez zgody Stolicy Apostolskiej). Bractwo św. Piusa X do dziś stoi na stanowisku, że zarówno „święte nieposłuszeństwo” ich założyciela, jak i ich własne uzasadnione jest „obroną prawdziwej wiary”. Powołują się przy tym chętnie na zapis prawa kanonicznego mówiącego o tzw. „stanie wyższej konieczności” – według tego zapisu gdy posłuszeństwo przełożonym zagraża wierze, należy się sprzeciwić.

Zwolenników liturgii przedsoborowej nie brakowało także wśród wiernych, którzy nie zamierzali negować kompetencji papieża i innych władz kościelnych. Motu proprio Ecclesia Dei  Jana Pawła II promulgowało komisję o tej samej nazwie, która miała się zajmować zagadnieniem tradycyjnych celebracji. W praktyce odprawianie mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego było możliwe za zgodą biskupa miejsca. Jednakże, współpraca pomiędzy klerem diecezjalnym, a wiernymi przywiązanymi do liturgii trydenckiej naznaczona była wieloma napięciami (pisał o tym szerzej Paweł Milcarek)

Prawdziwy renesans mszy trydenckiej rozpoczął się w 2007 roku, kiedy to papież Benedykt XVI wydał motu proprio Summorum Pontificium. Dokument ten otworzył szeroki dostęp do klasycznej liturgii, a proboszczowie mieli obowiązek zapewnienia dostępu do niej, jeżeli wśród parafian znalazłaby się grupa pragnąca takiej celebracji. Benedykt XVI stwierdził wprost – msza „przedsoborowa” jest wyrazem tego samego lex credendi (prawa wiary) co „nowa msza”.

Surowe regulacje Franciszka

O tym, że Franciszek miał zmodyfikować motu proprio Benedykta XVI mówiło się od jakiegoś czasu. Chyba jednak nikt się nie spodziewał aż tak radykalnych posunięć papieża. Co zmienia Traditionis Custodes? Od tej pory msza trydencka może być odprawiana tylko i wyłącznie za zgodą biskupa miejsca. Co więcej, nie może być odprawiana w kościołach parafialnych (które stanowią zdecydowaną większość istniejących kościołów). Ma zostać przygotowany ścisły diecezjalny grafik sprawowania celebracji. Warunkiem wydania zgody na odprawianie takiej na mszy jest uznanie całości nauczania Soboru Watykańskiego II i uznanie reformy liturgicznej.

Ponadto zakazuje się tworzenia nowych grup związanych z celebracją tradycyjnej mszy. Klerycy, którzy chcieliby się nauczyć „starej mszy”, potrzebują do tego zgody Stolicy Apostolskiej. Kapłani, dla których klasyczna msza była zwykłym sposobem odprawiania, muszą prosić biskupa miejscowego o zgodę na dalsze celebracje. Miejsca celebracji mają być ściśle wyznaczone, a nad grupami tradycyjnymi pieczę ma sprawować ściśle wyznaczony do tego kapłan.

Motywy wydania motu proprio papież podaje w liście dołączonym do dokumentu. Czytamy w nim, że decyzja została poprzedzona szerokimi konsultacjami i ankietami rozesłanymi do biskupów na całym świecie. Odpowiedzi, jakie otrzymał papież, miałyby wskazywać, że środowiska związane z tradycyjną mszą nie służą budowaniu jedności kościelnej.

Franciszek twierdzi, że jego nowe motu proprio nie jest sprzeczne ze stanowiskiem poprzedniego papieża, gdyż intencją Benedykta XVI, która skłoniła go do „odbanowania” starej mszy, było dążenie do integracji „tradsów” z głównym nurtem życia Kościoła. Według Franciszka środowiska tradycyjne wykorzystały Summorum Pontificium w sposób instrumentalny – zamiast budować jedność kościelną, duszpasterstwa tradycyjne miały być ośrodkami, w których kwitła postawa negacji wobec nauczania Soboru Watykańskiego II.

W liście pojawia się też bardzo radykalna teza: jedynym wyrazem prawdziwego kultu Kościoła Rzymskiego jest liturgia oparta na Mszale Pawła VI z 1970 roku. Wierni przywiązani do klasycznej liturgii mają być stopniowo przysposabiani do uczestnictwa w nowej mszy. Papież więc odmawia mszy trydenckiej statusu nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego (co jest zmianą stanowiska w stosunku do Summorum Pontificium Benedykta XVI).

Wylanie dziecka z kąpielą

Decyzja papieża Franciszka wzbudza mój opór na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, nowe regulacje są krzywdzące dla ludzi, którzy uznając autorytet Kościoła i władzy papieskiej, rozmiłowali się w klasycznej liturgii i związali z nią swoją duchowość. Wrażliwość na sacrum i misteryjność klasycznej mszy przyciągała ludzi, którzy odkrywali w niej prawdziwe „źródło i szczyt życia chrześcijańskiego”. Zainteresowanie tradycyjną liturgią było reakcją na nadużycia liturgiczne i lekceważące podejście do sacrum.

Wymaganie uznania liturgicznej reformy posoborowej jako koniecznego warunku wydania pozwolenia na celebrację trydencką uważam za błędne. Swoje zastrzeżenia wobec kształtu nowej liturgii wysuwał w przeszłości przywoływany przeze mnie Benedykt XVI (odsyłam do książki „Duch Liturgii”). Nie powinno się więc zamykać ust tym, którzy uprawiają krytykę w sposób konstruktywny i z zachowaniem należnego szacunku do hierarchii kościelnej. Sprawa kultu Bożego jest niebanalna i należy ten temat poruszać.

Zakaz tworzenia nowych grup, wyrzucenie tradycyjnej mszy z kościołów parafialnych i stwierdzenie, że „nowa msza” jest jedynym wyrazem lex credendi (prawa wiary) Kościoła Rzymskiego – te sformułowania wskazują, że papież chce stopniowo wygaszać istnienie „starej liturgii”.

Wątpliwości budzi również vacatio legis tego dokumentu. Regulacje obecne w liście miały wejść w życie w dzień publikacji. List wyszedł w piątek. W wielu miastach całego świata, dwa dni później miały się odbywać liturgie niedzielne. Z pewnością zostały zamówione intencje. Z dnia na dzień okazuje się, że część celebracji może zostać odwołana. Biorąc pod uwagę dotychczasowy styl pontyfikatu Franciszka, stanowczość tego działania jest dla mnie zaskakująca.

Smutek budzi obecne w liście sformułowania, które sugerują, że wierni przywiązani do tradycyjnej liturgii mają być stopniowo „przywracani” do uczestnictwa w mszy według mszału Pawła VI. Nie oceniając negatywnie intencji papieża (jestem przekonany o jej prawości), takie działanie wygląda na próbę stopniowej „reedukacji” wiernych przywiązanych do tradycyjnej liturgii.

Poczucie krzywdy w oczach tradycjonalistów może potęgować fakt, że Franciszek nie wykazuje się podobną stanowczością wobec działań niektórych hierarchów niemieckich, popierających błogosławienie związków homoseksualnych czy ideę interkomunii z protestantami. Mimo że Kongregacja ds. Nauki i Wiary przypomina, że są to działania nielegalne, to brakuje osobistego i mocnego głosu papieża w tych sprawach. Ośrodki związane z tradycją są jednymi z najbardziej żywotnych środowisk kościelnych na zachodzie Europy (pisał o tym na naszych łamach Jan Maciejewski).

Decyzja ta może poskutkować odpływem wiernych do duszpasterstw prowadzonych przez Bractwo św. Piusa X.  Lefebryści, którzy nie oglądali się na Rzym, zdążyli przez lata zbudować prężnie działające struktury. Nowe motu proprio stanie się mocnym argumentem dla ich bezkompromisowości i potwierdzeniem, że nie warto iść na układy z Watykanem.

Na tym jednak pytania się nie kończą. Co z instytutami kleryckimi będącymi w pełnej jedności z Watykanem? Co z Instytutem Dobrego Pasterza, które zostało założone przez kapłanów, którzy po wydaniu Summorum Pontificum odeszli od lefebrystów, by kultywować klasyczną liturgię w jedności z Kościołem? Co z Bractwem św. Piotra, które jak podkreśla w wypowiedziach po wydaniu motu proprio, nigdy nie negowało nauczania Soboru Watykańskiego II? Lefebryści, którzy najradykalniej negują Sobór Watykański II i tak są „odporni” na wszelkie orzeczenia papieskie. Okazać się może, że najbardziej poszkodowani tym motu zostaną Ci, którym na jedności jednak zależało.

Decyzja Franciszka wydaje się tym dziwniejsza, że począwszy od Roku Miłosierdzia papież udzielał lefebrystom coraz to nowszych uprawnień. Zezwolił na odbywanie spowiedzi u kapłanów Bractwa. Msza u lefebrystów jest spełnieniem obowiązku niedzielnego. Tym czasem list dotyka środowisk będących w pełnej formalnej jedności z Kościołem. Z tego punktu widzenia jest to dla mnie decyzja niezrozumiała.

Tradycjonaliści nie są bez winy

W tym wszystkim dostrzegam, że środowiska tradycjonalistyczne nie są bez winy. Niepokojące tendencje występujące wśród ludzi związanych z klasyczną mszą są dość wyraźne i to one mogły skłonić papieża do takiej, a nie innej decyzji. O jakie tendencje chodzi? Chodzi o agresywną retoryką wobec katolików (w tym hierarchów) ocenianych jako „nieprawomyślnych”, dość swobodne tropienie „modernistów” i „masonów” w szeregach Kościoła. Na internetowych grupkach tworzonych przez „tradsów” można było spotkać takie określenia jak „posoborowie” (pogardliwe określenie na Kościół po Soborze Watykańskim II) czy zwracanie się do obecnego papieża per Bergoglio (co sugeruje odmawianie mu autorytetu głowy Kościoła).

Nie uogólniam, ale nadreprezentacja tego typu retoryki wśród „tradsów” jest dla mnie oczywista. Agresja i wrogość do osób „wierzących inaczej”– to wszystko mogło sprawić, że biskupi dali Franciszkowi jasny sygnał, że grupy tradycyjne są ośrodkiem konserwacji szkodliwej religijności. Przy całym moim bólu i niezgodzie na tę decyzję dostrzegam, że argumentacja papieża nie jest zupełnie bezzasadna.

Jakaż więc powinna być reakcja środowisk tradycjonalistycznych? Uważam, że najgorszą możliwą odpowiedzią byłaby całkowita negacja i odmówienie ważności decyzji Franciszka. To prawdopodobnie utwierdziłoby papieża w słuszności podjętych przez niego działań. Warto by też przy tej okazji uczynić rachunek sumienia – czy zarzuty papieża obecne w liście dołączonym do motu proprio nie są przynajmniej częściowo słuszne? Czy duszpasterze tradycji zrobili wystarczająco dużo, by ukierunkować pewne niepokojące tendencje obecne wśród wiernych?

Niech dokument wprowadzony przez Franciszka stanie się okazją do oczyszczenia. W historii Kościoła wiele błędnych decyzje hierarchii przeżywano w duchu posłuszeństwa. Stawały się wówczas ostatecznie środkiem do uświęcenia. Chciałbym więc by ta decyzja została przez tradycjonalistów wykorzystana – niech swoją postawą udowodnią papieżowi, że jego decyzja była błędna. Uważam, że posłuszeństwo i synowska krytyka więcej zdziała niż bunt i całkowita negacja.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.