Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Unijne sankcje w końcu radykalne. Czy obalą Łukaszenkę?

przeczytanie zajmie 7 min
Unijne sankcje w końcu radykalne. Czy obalą Łukaszenkę? wishmerhill/flickr.com

Łukaszenka do tej pory postrzegał Brukselę jako bezzębnego gracza, który sprawnie radzi sobie w debatach światopoglądowych, ale niekoniecznie w geopolitycznej grze. Po czwartkowym szczycie UE wszystko się zmieniło. Unijne sankcje są radykalne – Białoruś została objęta ograniczeniami sektorowymi w najważniejszych obszarach dla eksportu, bez którego nie ma mowy o utrzymaniu w ryzach chwiejącego się budżetu. Jednak Łukaszenka chce je obejść. Dodatkowo – mimo nacisków UE – Kreml będzie nadal zasilał Białoruś pieniędzmi, którą traktuje jak „zły kredyt” w banku, który nie może upaść.

Kreml zadowolony z sankcji na Białoruś?

UE do tej pory stosowała przede wszystkim sankcje osobowe. W 4 transzach zamrożono aktywa i zakazano wjazdu 166 osobom fizycznym i 15 prawnym. Więcej jednak mówiły one o naturze reżimu, niż realnie uderzały w jego podstawy. Pokazywały, jakie są profil socjologiczny ludzi bezpośrednio powiązanych z Łukaszenką i „baza systemowa” reżimu. Unijne dokumenty podają datę urodzenia, pochodzenie i funkcję osoby, na którą nałożone są ograniczenia. Pozwala to nakreślić portret socjologiczny zasilanej z budżetu klasy średniej, popierającej reżim.

Analizując je dokładnie, można zobaczyć, że nie jest to wata, czyli postsowiecka nomenklatura, która pochodzi ze wschodu kraju i posługuje się jedynie rosyjskim. Sędziowie, prokuratorzy i przedstawiciele resortów siłowych (MSW, służb i milicji) to najczęściej osoby w średnim wieku, wykształcone już po upadku ZSRR i w wielu przypadkach pochodzące z miast kraju (graniczących z Polską, np. Brześcia czy Grodna) na zachodzie. Osoby te nie pasują zupełnie do profilu watnika wierzącego bezkrytycznie w rosyjski świat, który przyniesie wskrzeszenie Związku Radzieckiego i neohomosovieticusa. Jeden z najmłodszych funkcjonariuszy służb, który trafił na listę sankcji UE, Arciom Kanstancinowicz, starszy inspektor ds. specjalnych w Departamencie Dochodzeń Finansowych Komitetu Kontroli Państwowej, urodził się w 1990 roku. Z kolei prezes jednego z sądów rejonowych w Mińsku – Alaksandr Pietrasz – to rocznik 1988.

Alaksandr Łukaszenka mógł się spodziewać, że reakcja Unii Europejskiej na uziemienie samolotu Ryanair i zatrzymanie blogera Ramana Pratasiewicza oraz jego dziewczyny Sofji Sapiegi może tym razem być bardziej zdecydowana. I tak się stało.

Sankcje uderzają w najważniejsze gałęzie białoruskiej gospodarki, których eksport zasilał krajowy budżet. Z kolei bez stabilnych wpływów do państwowej kasy Mińsk staje się zakładnikiem Moskwy, a równocześnie – jak to określa Stefan Hedlund z Centrum Studiów Rosyjskich i Euroazjatyckich na Uniwersytecie Uppsala w Szwecji – „złym kredytem”, który musi być rolowany, aby zaciągający go nie upadł, a podmiot kredytujący nie stracił więcej, niż zainwestował. Podlegając sankcjom i zaciągając kolejne kredyty, Białoruś płynnie wchodzi w rolę państwa upadającego. Państwa z systemem władzy, który wyczerpał się i jest legitymizowany jedynie siłą, dzięki której może trwać i upadać przez lata.

Po tym, jak 25 czerwca wszedł w życie kolejny pakiet sankcji UE, Bruksela wymierzyła cios w dwie kluczowe gałęzie białoruskiej gospodarki – sektor naftowy i chemiczny. Na czwartkowym szczycie zdecydowano, że ograniczeniami zostanie objęty import białoruskiego chlorku potasu. Stracą perły białoruskiej gospodarki – państwowy Biełaruśkalij i Grodno Azot, na które od dawna zasadzają się Rosjanie. W reżimie sankcji łatwiej będzie podejmować próby przejęcia zakładów. Pierwsza firma dostarcza 20% światowego zapotrzebowania na nawozy potasowe i pracuje w konkurencyjnych w stosunku do przedsiębiorstw zachodnich warunkach. Oligarchowie bliscy Kremlowi od dawna dążą do przejęcia obu przedsiębiorstw. Pierwszy zakład jest w znacznie lepszej sytuacji – eksportuje głównie do Ameryki Południowej i Azji. Drugi będzie musiał sobie poszukać nowych rynków zbytu.

Sankcje objęły również produkty ropopochodne. W ten sposób zakwestionowano model kubański, polegający na kupowaniu przez Białoruś taniej rosyjskiej ropy, przerabianiu jej w rafinerach lokalnych i reeksportowaniu po zawyżonej cenie w świat (dokładnie tak samo w okresie zimnej wojny ZSRR wspierało Kubę Fidela Castro). W tym wypadku sankcje również grają na rzecz Rosji. Uderzanie w Mińsk poprzez przemysł naftowy powoduje, że większość eksportu została przekierowana do portów rosyjskich. Aby zrozumieć sens i znaczenie tego kroku, warto cofnąć się do 2020 roku.

W lutym ubiegłego roku w Mińsku gościł ówczesny szef amerykańskiej dyplomacji, Mike Pompeo. Przekonywał, że Białoruś nie musi zajmować pozycji po którejś ze stron między Wschodem i Zachodem. Zaoferował również dostawy taniej ropy, która mogłaby być przerabiana w rafineriach białoruskich i reeksportowana np. przez porty litewskie. Deklaracja wpisywała się w politykę dywersyfikacji, prowadzoną przez Łukaszenkę, czyli kupowania surowca w Arabii Saudyjskiej, Norwegii, Wenezueli i w Iranie. Im więcej dywersyfikacji, tym słabsze możliwości nacisku na Mińsk przez Rosję i większy obszar realnej suwerenności. W tym sensie czwartkowa decyzja UE o sankcjach zawęża pole manewru.

Przyjęto również szereg rozwiązań uderzających w białoruski przemysł tytoniowy i działające na Białorusi banki. Zablokowano także dostawy produktów podwójnego zastosowania, które były wykorzystywane przez przemysł zbrojeniowy, oraz obroty technologiami zdalnej inwigilacji. Te obszary – w porównaniu do uderzenia w sektor chemiczny i paliwowy – mają jednak znaczenie drugorzędne.

Łukaszenka chce oszukać przeznaczenie

Operacyjnie zupełnie realne jest, że Łukaszenka zacznie szukać schematu reeksportu przetworzonej ropy za pośrednictwem łańcucha firm, które przynajmniej formalnie będą „legendowały” kraj pochodzenia produktu. W podobny sposób Polska, państwa bałtyckie i Ukraina kupują olej napędowy od objętej sankcjami UE i USA rosyjskiej Rosniefti. W tym wypadku pośrednikiem jest azerski Socar. W przypadku Ukrainy za sprzedaż odpowiedzialne jest szwajcarskie biuro tego koncernu Socar Trading. Kontrahentem po stronie ukraińskiej jest Proton Energy Group, która przy okazji dokonywała malwersacji finansowych na dużą skalę i z którą związany był ukraiński oligarcha – Wiktor Medwedczuk (prywatnie znajomy Władimira Putina). Olej napędowy i LPG trafiał na Ukrainę z białoruskiego Homla. Teraz Mińsk może poprosić Kijów o odwzajemnienie się, tym bardziej, że nie zanosi się, aby Ukraina miała zamiar przyłączyć się do sankcji unijnych w dziedzinie handlu paliwami. Stosunki Kijowa z Mińskiem nie podlegają logice relacji Białoruś-UE.

O tym, że model poszukiwania pośredników jest rozpatrywany, może świadczyć zapowiedź Łukaszenki o wprowadzeniu czegoś, co on sam określa mianem „stanu wojennego” w gospodarce. Miałby on polegać na wprowadzeniu do kluczowych zakładów chemicznych i naftowych ludzi pochodzących z resortów siłowych. Niewykluczone, że może chodzić o wyspecjalizowanych w obchodzeniu międzynarodowych ograniczeń przedstawicieli służb specjalnych i wojska, a więc tych podmiotów, które nadzorują handel bronią białoruską (najczęściej nielegalny).

W kontekście najnowszego pakietu sankcji nie bez znaczenia jest również próba szantażu ze strony Mińska, polegająca na niedwuznacznych zapowiedziach otwarcia granicy białorusko-unijnej na przemyt zarówno towarów, jak i nielegalnych imigrantów. Litwa, która obok Polski jest jednym z najbardziej zaangażowanych we wsparcie dla opozycji białoruskiej państw UE, zapowiedziała, że rozważa budowę ogrodzenia na granicy z Białorusią.

Gabrielius Landsbergis, szef MSZ Litwy, imigrantów określa bronią hybrydową Łukaszenki w walce z zachodnimi sankcjami. Przekonuje też, że uruchomiono w tym celu specjalne połączenia z Bagdadem i Stambułem, a cały proceder nadzoruje firma Centrkurort. Radio Swoboda podaje, że na stołecznym lotnisku regularnie lądują Boeingi 777 irackich linii lotniczych z imigrantami na pokładzie, którzy trafiają do UE.

Białoruski okręg wojskowy

Krytycy radykalnych sankcji wobec Białorusi przekonują, że zawężenie pola manewru Łukaszence doprowadzi do zwiększenia nacisków Moskwy na wymuszenie ścisłej współpracy wojskowej.

Według dyrektora projektu Belarus Security Blog, Andreja Paratnikaua, ten pogląd jest nieuzasadniony, bo już dziś zarówno białoruskie siły zbrojne, jak i służby specjalne są częścią rosyjskiego systemu bezpieczeństwa, czymś na wzór okręgu wojskowego Federacji Rosyjskiej. Nawet jeśli Łukaszenka nie godzi się na budowę stałych baz rosyjskich, to Rosja skutecznie kopiuje na Białorusi model amerykański ze wschodniej flanki NATO – utrzymuje stałą i rotacyjną obecność swoich żołnierzy bez konieczności budowania koszar.

Pakiet kontrolny w postaci obecności jej sił zbrojnych i możliwości nacisków gospodarczych jest wydajny już dziś. Świadczy o tym ostatnie spotkanie szefów MSZ Rosji i Białorusi w połowie czerwca. Siergiej Ławrow i Uładzimir Makiej na konferencji prasowej przedstawili jednolity komunikat na temat tego, jak postrzegają zagrożenia militarne i jak zamierzają im zapobiegać.

Kolejnym argumentem za rozwiązaniami radykalnymi są doniesienia z Białorusi, z których wynika, że władze w obawie przed sankcjami przeniosły z aresztu służb do aresztu domowego zarówno Pratasiewicza, jak i Sapiegę. Przeciwnicy tej tezy przekonują jednak, że bloger już w zasadzie odegrał rolę zaplanowaną dla niego przez aparat bezpieczeństwa. Przed kamerami wyznał winę i opowiedział o tym, jak spiskował z zachodnimi służbami przeciw Białorusi. Jego dalsze przetrzymywanie za kratami mogło być po prostu bezcelowe. Umieszczenie w areszcie domowym z kolei jest bezkosztowym gestem wobec Zachodu, który Mińsk może próbować w przyszłości dyskontować.

***

Biorąc to wszystko pod uwagę, można stwierdzić, że radykalny wariant unijnych sankcji wydaje się logiczny, mimo że nie daje jednoznacznego efektu geopolitycznego. Dyktator, który uziemił samolot lecący z Aten do Wilna, a wcześniej za pomocą aparatu represji spacyfikował ruch sprzeciwu wobec władzy, nie mógł liczyć na inne potraktowanie. Wcześniejsze sankcje unijne dla wymienionych z imienia i nazwiska funkcjonariuszy reżimu utrudniały życie „bazie” Łukaszenki. Nie miały jednak istotnego znaczenia w osłabianiu reżimu. Dalsze symulowanie uderzenia w Łukaszenkę pozbawiłoby Unię Europejską i tak rachitycznego na Wschodzie autorytetu. Sankcje sektorowe to inny kaliber, na których budżet białoruski i kleptokraci wokół prezydenta mogą stracić około miliarda dolarów rocznie. Będą więc wyraźnie odczuwać sankcje w swoich portfelach, przynajmniej dopóki nie nauczą się, jak je obchodzić.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.