Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak być pobożnym antyklerykałem? Przypadek W. Witosa

Jak być pobożnym antyklerykałem? Przypadek W. Witosa Autorka: Magdalena Karpińska

W dzisiejszych okolicznościach stawianie hierarchom wyraźnych granic zakreślanych przy pomocy katolickiego Magisterium jest ważnym obowiązkiem katolików, wynikającym wprost z ortodoksji. Polskie społeczeństwo dla dobra całego Kościoła potrzebuje wielu nowych Witosów stawiających opór księżowskiemu partykularyzmowi i krótkowzroczności.

Chłop z Budkowa i Tomasz z Akwinu

Zacznijmy od anegdotki z końca XIX wieku. Pewien chłop pochodzący ze wsi Budków koło Piotrkowa Trybunalskiego wspominał, że kiedyś „przy zbiorach między jego dziadkiem a księdzem, który te ziemie dawniej uprawiał, wynikł jakiś zatarg: ksiądz rzucił się do bicia. Dziad porwał kij wołając: «Głowa święcona, ale d… nieświęcona, ja księdza nauczę, jak się rzucać na chłopa!». Ksiądz nie czekał na tę nauczkę, lecz biegiem opuścił pole” (cyt. za: Krisań, 2008: 111). Choć zabrzmi to może szaleńczo, uważam, że w tej krótkiej, niewyrafinowanej opowieści może znajdować się klucz do uzdrowienia polskiego Kościoła z jego niektórych współczesnych chorób.

Postawę, którą prezentuje główny bohater opowieści, można by nazwać pobożnym antyklerykalizmem. To opór wobec nadużyć kleru, który opiera się nie na awersji do Kościoła czy negacji sakramentu święceń, lecz na głębokiej wierze katolickiej. Nie jest to generalna niechęć do księży, ale opór przeciw konkretnym nadużyciom konkretnych osób. Precyzyjnie mówiąc, to nie potocznie rozumiany antyklerykalizm, ale raczej anty-klerykalizm mający oparcie w katolickiej ortodoksji. Klerykalizm rozumiem tu zaś jako postawę utożsamiającą dobro Kościoła z prywatnymi, doraźnymi korzyściami (albo wręcz wygodą) duchowieństwa. Może się ona łączyć z niemal całościowym podporządkowywaniem świeckich hierarchii.

Pobożny anty-klerykalizm bazuje na fundamentalnym, ortodoksyjnie katolickim rozróżnieniu obecnym chociażby w Summie Teologicznej lub w trydenckim Dekrecie o Sakramentach. Kapłan na mocy święceń zostaje przemieniony (święcona głowa), lecz w wielu aspektach pozostaje tak samo słabym i grzesznym człowiekiem jak każdy inny chrześcijanin (nieświęcona d…).

O ile duchowny ma więc szczególną pozycję w liturgii, posłudze sakramentalnej czy nauczaniu zgodnie z wolą Kościoła, a także ma do odegrania właściwą rolę społeczną, w wielu kwestiach nie przysługują mu żadne nadzwyczajne prerogatywy. Oczywiście wspomniany chłop o Akwinacie czy Soborze Trydenckim raczej nie słyszał i być może „dorabiam teorię” do jego, delikatnie mówiąc, niewyrafinowanego postępowania. To rozróżnienie – na uwzniośloną i ułomną naturę każdego wyświęconego – połączone z konsekwentnym przypominaniem księżom o tym, na jakiej pozycji ich to stawia (ale też na jakiej ich nie stawia), może zdziałać naprawdę dużo. Sądzę, że taka postawa, gdyby stała się dziś powszechna, miałaby szansę przyczynić się do duchowej odnowy Kościoła.

Spór Witosa z biskupem Wałęgą

Brzmi dziwnie? Mamy jednak w historii takie przykłady. Pobożnym anty-klerykałem, którego determinacja znacząco zmieniała rzeczywistość, był, w mojej interpretacji, bodaj najsłynniejszy rolnik w polskiej historii – Wincenty Witos. Przyjrzyjmy się jego biografii, a wyłoni się z niej intrygujący obraz katolika stawiającego duchownym wyraźne granice.

Przenieśmy się do Galicji do początków XX wieku, jeszcze przed I wojną światową. To tu rodzi się polityczny ruch chłopów, funkcjonujący już pod formalnym szyldem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Mierzy się on nie tylko z konfliktami włościan z ziemiaństwem, ale też z tymi, które dotyczą duchowieństwa i mieszkańców wsi. Niektórzy duchowni żądają od wiernych wysokich opłat za sakramenty czy bawią się w politykierstwo.

Niemniej kapłani wykazujący się chlubnym duchem służby są wysoce cenieni przez swoich parafian, a w przypadku tych czyniących zło nie neguje się święceń kapłańskich. Zdarza się, że wierni żalą się na problemy w listach do redakcji czasopism prowadzonych przez ruch ludowy, na przykład „Przyjaciela Ludu” (oczywiście weryfikacja prawdziwości tych żali jest trudnym zadaniem).

W tych okolicznościach swoje pierwsze kroki w polityce stawia Wincenty Witos, dość szybko osiągając kierownicze stanowiska w ruchu ludowym. Do jego pierwszego dużego konfliktu z hierarchą dochodzi w 1913 roku, gdy jest już posłem do parlamentu wiedeńskiego. Zapalnikiem jest tu m.in. kwestia ordynacji wyborczej, którą prowadzony przez Witosa PSL „Piast” wraz z namiestnikiem Galicji popiera, natomiast oprotestowują ją biskupi Galicji, w tym ordynariusz tarnowski bp Leon Wałęga. Zakazuje on czytać „Przyjaciela Ludu” i  zakłada partię o nazwie Stronnictwo Katolicko-Ludowe z własnym organem prasowym, mające być przeciwwagą dla ludowców. Chłopi jednak trwają przy Witosie.

Szukając wyjścia z impasu, przywódca PSL „Piast” odbywa rozmowę z abp Józefem Bilczewskim, metropolitą lwowskim. Nie widzi on problemu w istnieniu formacji Witosa i szanuje jego troskę o sprawy społeczne. Konfliktem niepokoi się również rządzący obóz konserwatystów galicyjskich.

Tarnowski ordynariusz pozostaje jednak stanowczy. Wedle wspomnień Witosa biskup podczas spotkania oznajmia mu, że nie uważa go i jego współpracowników za podmiotowych przedstawicieli stronnictwa politycznego, lecz „tylko za swoje owieczki, które mają obowiązek biskupa słuchać i wszystkie jego polecenia wykonywać”, na co Witos oświadczył, że „w sprawach wiary i moralności możemy słuchać każdego wikarego bez apelacji, ale w sprawach politycznych nawet wobec biskupa zachowamy swoje samodzielne zdanie” (Witos, 1998: 280). Biskup Wałęga oczekuje podpisania przygotowanego uprzednio oświadczenia. Witos szybko aprobuje jego fragment dotyczący prawdziwości wiary katolickiej oraz konieczności posłuszeństwa władzy kościelnej w sprawach wiary i moralności. Co do dalszego fragmentu odpowiedź zostaje udzielona później – PSL „Piast” nie zgadza się na zwierzchność duchowieństwa w życiu politycznym (zdaje się, że tak zinterpretowano pozostałe trzy punkty oświadczenia, choć nie jest to literalne odczytanie; Kołodziejczyk, 2002: 86).

Biskup Wałęga nakazuje klerowi rozpocząć ostrą akcję agitacyjną. Skutki są jednak opłakane. Witos notuje: „[Taktyką ordynariusza] była wzmożona walka nie tylko w pismach i na wiecach, lecz także na ambonie i nawet w konfesjonale. W wyniku tej walki duchowieństwo straciło prawie zupełnie swój wpływ na chłopów, nie tylko w sprawach politycznych, ale często bardzo i w sprawach kościelnych” (Witos, 1998: 281).

W pierwszych wyborach po odzyskaniu niepodległości biskup Wałęga wystawia w wyborach własną listę, o charakterze regionalnym. Finalnie Stronnictwo Katolicko-Ludowe otrzymuje 5 miejsc, a PSL „Piast” 44 (zważywszy na rozdrobnienie ówczesnej sceny politycznej, było to dużo).

W kolejnych kampaniach wyborczych bardzo wysokiej temperatury sporu udaje się uniknąć. Ma to związek z interwencją nuncjusza Achillesa Rattiego (późniejszego papieża Piusa XI) u Benedykta XV. Ojciec Święty wysyła w 1921 roku list, w którym zakazuje klerowi agitacji politycznej oraz używania kapłańskiego autorytetu w walce wyborczej.

Przełom w relacjach między episkopatem a ludowcami następuje w 1937 roku. Hierarchia zaczyna dostrzegać, że sanacyjna dyktatura jest wysoce szkodliwa dla społeczeństwa. Piorunujące wrażenie na części opinii publicznej wywołuje też krwawa pacyfikacja strajku chłopskiego w sierpniu 1937 roku. Pogrążeni w nędzy wielkiego kryzysu włościanie oczekują gospodarczego wsparcia i zaprzestania represji politycznych. W odpowiedzi służby państwowe brutalnie pacyfikują demonstrantów, są i ofiary śmiertelne.

W zwiększaniu wrażliwości na sprawy społeczne przoduje członek Rady Społecznej przy Prymasie – ksiądz Stefan Wyszyński czy też warszawski kurialista ksiądz dr Jan Zieja. Przyszły kardynał publicznie opowiada się za rezygnacją duchowieństwa z systemu utrzymania opartego na beneficjach. Można usłyszeć w tej sugestii poniekąd echa wołań lidera ludowców o reformę rolną.

Sojusz ten zawiązuje się jeszcze mocniej tuż po II wojnie światowej. Reaktywowany PSL staje się bowiem ostatnim bastionem politycznej obrony praw katolików w Polsce. Komunistom jest zdecydowanie nie na rękę, gdy Witos odmawia wstąpienia do PKWN, a PSL miażdży PPR w wyborach.

Myślę, że między innymi dzięki otrzeźwiającej krytyce Witosa Kościół wszedł w trudne realia komunizmu dojrzalej. Trudno wątpić, że tak wyczulone na potrzeby ludu nauczanie społeczne prymasa Wyszyńskiego zawiera pewne echa działalności Witosa. Uważam, że ta przemiana duchowa umożliwiła Kościołowi nie tylko przetrwanie, ale też bycie oazą prawdy w totalitarnym państwie.

Ortodoksja nie oznacza całkowitej uległości wobec duchownych

Żyjemy w czasach poniekąd podobnych wczesnej karierze Wincentego Witosa. Współcześnie biskupi może i nie domagają się już posłuchu dla swoich prywatnych poglądów, ale wciąż zdarzają się chociażby przypadki niezdrowych relacji duchownych z polityką.

W takich okolicznościach stawianie hierarchom wyraźnych granic zakreślanych przy pomocy katolickiego Magisterium jest dziś ważnym zadaniem katolików wynikającym wprost z ortodoksji.

Witos nie był oczywiście ideałem. Być może poddałem też błędnej interpretacji niektóre z wydarzeń jego życia czy innych wymienionych tu osób. Szkoda chociażby, że jego stronnictwo nie wsparło chadeckiego projektu zwiększającego prawną ochronę służby domowej – bogatsi z chłopów obawiali się, że mogłoby to osłabić ich pozycję wobec parobków (por. Kuciel-Frydryszak, 2018: 304-316). Nobody’s perfect.

Sensowność pobożnego anty-klerykalizmu wymaga – w moim odczuciu – spełnienia trzech warunków:

1.Wierność

Pobożny anty-klerykalizm nie może być wywracaniem katolicyzmu do góry nogami. Kapłani są nam potrzebni, a hierarchię duchowną stanowią nieodłączni członkowie Kościoła – to nie „oni”, a część „nas”. Nie można ich traktować jako drugiej strony barykady, lecz jak naszych współbraci, nawet gdyby nie było to łatwe. Witos z jednej strony krytykował wyraźne błędy księży, z drugiej zaś nie negował ich przewodnictwa tam, gdzie rzeczywiście było ono potrzebne. Kapłani znajdowali się też w kręgu jego bliskich znajomych i współpracowników.

Krytykować tych z księży, którzy tego potrzebują, należy z miłości do Kościoła i wiernie bazować na jego nauczaniu. Warto też wspierać szlachetnych licznych przecież kapłanów chlubnie realizujących swoje powołanie. Trzeba też – i to chyba najtrudniejsze – pamiętać, że sprzeciw wobec złych działań księży nie ma być zemstą czy rewolucją, ale między innymi działaniem dla nawrócenia czyniących zło. Jeśli o tym zapomnimy, niczym nie będziemy się różnić w swoich działaniach od ślepej zemsty, która zamiast uzdrowić Kościół, doleje jedynie oliwy do ognia. Zamiast wspierać Kościół jako realną wspólnotę, dopełnimy jego podziału.

  1. Rzetelność

Pobożny anty-klerykalizm nie może być ślepą demagogią. Brak tu miejsca na hejt, stereotypizację, osądzanie po pozorach. Warto chociażby pamiętać o trzech konkretach: należy krytykować (1) wychodzące przeciw konkretnym elementom doktryny i dyscypliny Kościoła (2) konkretne przewinienia (3) konkretnych osób. W przeciwnym wypadku popadniemy w tabloidową sensacyjność. Staniemy się pieniaczami dla samego pieniactwa.

  1. Konsekwencja

Jeśli jest się prawdziwie wiernym Kościołowi, to nad przypadkami nadużyć nie będzie się przechodziło do porządku dziennego. Nie można również zbyt szybko się zniechęcać. Widzisz, że ksiądz źle odnosi się do wiernych? Jesteś świadkiem niewłaściwego traktowania posług religijnych? Dostrzegasz, że ksiądz ignoruje nieprawidłowości w swoim otoczeniu? Słyszysz kolejne bzdurne kazanie? Bierz odpowiedzialność w swoje ręce: chociażby po prostu uprzejmie rozmawiaj z daną osobą, bo od tego trzeba zaczynać i to może w zupełności wystarczyć (nie mówię tu oczywiście o sytuacjach skrajnych).

Sądzę, że tych trzech cech – wierności, rzetelności i konsekwencji – warto się nauczyć. Mogą być dla nas drogowskazem w trudnym czasie kryzysu wspólnoty Kościoła. Z Bożą pomocą uzdrowienie Kościoła to nie odległe marzenie, a realna możliwość.

[uwaga od autora: już po publikacji powyższego tekstu, odbyłem rozmowę z pewną zaufaną osobą, która wskazała mi na dwa istotne defekty powyższego artykułu:

1. Tekst jest bardzo jednostronny i nie deklaruje otwarcie pozycji, z których opowiada historię. Zreferowano sytuację wyłącznie z perspektywy Witosa, który (nie mówię, że intencjonalnie) mógł zniekształcić ogląd rzeczy; szczególnie zaś postać bp Wałęgi, została zaś przedstawiona tendencyjnie, wycinkowo i w negatywnym świetle, a jako historyk nie oddałem mu głosu w rzetelny sposób. Referowane fakty były też dobierane tak, że gładko współgrają z zamysłem narracyjnym; mogły też zostać przedstawione niezgodnie z intencjami poszczególnych postaci. Dlatego też tekst m.in. gloryfikuje Witosa, a bp Wałęgę przedstawił nierzetelnie w jednostajnie złym świetle (a wręcz może i niewłaściwie ukazuje i inne osoby czy szersze kręgi duchowieństwa). Ogółem, powyższa narracja została opowiedziana w bardzo niewyważony, nieprzedstawiający rzetelnie pełni historycznych realiów, sposób.

2. Tekst, w zamiarze mający być wezwaniem do wierności Kościołowi i troski o niego z pełnym zachowaniem jego nauczania, nabrał, zdaje się, innego, „rewolucyjnego” wydźwięku, szkicującego duchowieństwo ogółem jako przeciwników. Wykreowano sztuczny, dualny obraz rzeczywistości. Nie jest to zgodne z moim przekonaniem – dualny podział na świeckich i duchownych jako oponentów odrzucam jako z góry fałszywy. Nauczanie Kościoła – w kwestii duchowieństwa i wszelkich innych sprawach – przyjmuję w całości, a księża, z którymi mam kontakt, to fantastyczni ludzie. To, że wśród księży zdarzają się czasem i poważne błędy, których nie można bagatelizować, nie oznacza, że w Kościele należy dokonywać podziałów bazujących na niechęci czy wrogości, albo generalizować.

Prócz tego do samego tekstu wprowadzono też pewne nieduże poprawki, choć nie oznacza to, że obecnie jestem z zadowolony z jego brzmienia. Za powyżej opisane błędy przepraszam!]

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.