Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bojkot sieciówek nie ma sensu. Wyzyskiwanym pracownikom szwalni to nie pomoże

Bojkot sieciówek nie ma sensu. Wyzyskiwanym pracownikom szwalni to nie pomoże Źródło: Michael Chu - flickr.com

Głodowe pensje, praca po kilkanaście godzin dziennie w niebezpiecznych warunkach oraz brak możliwości wzięcia zwolnienia lekarskiego to codzienność dziesiątków milionów pracowników tzw. sweatshops, w których produkowana jest większość ubrań kupowanych w krajach rozwiniętych. Niektórzy w odpowiedzi na to zjawisko decydują się nie wybierać produktów pochodzących ze sweatshopów, aby nie wspierać firm traktujących swoich pracowników w zły sposób. Jednak takie działanie, choć motywowane szlachetnymi pobudkami, nie jest dobrym rozwiązaniem.

Bojkot nie jest odpowiedzią na słuszne oburzenie

Chyba każdy, kto obejrzał dokument The True Cost, nie ma wątpliwości, że warunki pracy w tzw. sweatshopach zlokalizowanych głównie w krajach rozwijających się są dramatyczne. Głodowe pensje, nieludzkie godziny pracy (często dzieci), brak bezpieczeństwa – to prawdziwe koszty taniej odzieży dostępnej w krajach rozwiniętych. W wyniku zawalenia się jednego ze sweatshopów w Bangladeszu w 2013 roku zginęło ponad 1100 osób, a jeszcze kilka godzin przed tym tragicznym zdarzeniem pracownicy informowali zarząd o pękających ścianach. Zostali jednak zignorowani i musieli wrócić do swoich obowiązków.

Taka sytuacja wywołuje oburzenie, a być może również poczucie winy, bo to pieniądze zachodnich konsumentów napędzają ten mechanizm. Według niektórych właściwym postępowaniem jest zbojkotowanie firm, które produkują swoje ubrania w sweatshopach. Niekupowanie odzieży od korporacji korzystających ze sweatshopów ma na celu wywarcie presji, która z kolei ma zmusić firmy do poprawienia warunków pracy.

Jedną z alternatyw jest kupowanie ubrań fair trade (a jeszcze innym kupno ubrań używanych, ale nie jest to przedmiotem tego tekstu), które są zazwyczaj produkowane w krajach rozwiniętych i kosztują znacznie więcej. Jednak takie rozwiązanie – bojkot ubrań ze sweatshopów i kupowanie tych, które nie są produkowane z wykorzystaniem katorżniczej pracy mieszkańców państw rozwijających się – nie jest właściwe, jeśli interesują nas warunki bytowe osób z krajów, takich jak Bangladesz.

Chociaż mechanizm bojkotu konsumenckiego jest intuicyjny i ma poparcie w teorii ekonomicznej, zazwyczaj nie sprawdza się w praktyce. Badania pokazują, że realny wpływ bojkotów konsumenckich na postępowanie firm jest pomijalny. Korporacje rzeczywiście mówią więcej o społecznej odpowiedzialności po bojkocie, jednak zazwyczaj na tym się kończy.

Wiele z nich jest na tyle często celem bojkotów, że wypracowały zaawansowane instrumenty, które pozwalają odbudować nadszarpnięty wizerunek i odzyskać część klientów bez konieczności wprowadzania realnych zmian. Z kolei ci, których kosmetyczna zmiana wizerunkowa nie satysfakcjonuje, najpewniej nigdy, nawet w obliczu realnych działań ze strony firmy, nie zmienią swojego postępowania ze względu na nieufność i niechęć w stosunku do korporacji.

Nie należy również zapominać o korzyściach ekonomicznych, które mimo wszystko przynoszą sweatshopy. Ma to bezpośrednie przełożenie na jakość życia w krajach rozwijających się. Na początku XXI wieku prawie połowa populacji Bangladeszu żyła w ubóstwie. Obecnie ten odsetek wynosi ok. 20%, co nadal jest lwią częścią całej populacji, natomiast nie sposób pominąć poprawy, jaka nastąpiła w ciągu ostatnich 20 lat. Oczywiście sama korelacja niższej stopy ubóstwa i obecności sweatshopów w Bangladeszu nie dowodzi, że to one są odpowiedzialne za wyciąganie ludzi z ubóstwa, jednak szereg badań naukowych potwierdza tę hipotezę.

Randomizowane badanie kontrolowane (randomized controlled trial, RCT) przeprowadzone w Etiopii wykazało, że praca w przemyśle zwiększa dochód, konsumpcję, a także fizyczne zdrowie pracowników. Pozytywny wpływ sweatshopów wynika przede wszystkim z tego, że alternatywy dostępne dla osób z państw rozwijających się, takie jak praca w sektorze rolniczym zależnym od warunków pogodowych czy zbieranie odpadów na wysypiskach śmieci, są znacznie gorsze.

Sweatshopy emancypują kobiety

Kwestia sweatshopów dotyczy przede wszystkim kobiet, bo to one stanowią ponad 80% wszystkich osób w nich pracujących. Praca w przemyśle dla wielu kobiet może być drogą do niezależności ekonomicznej i upodmiotowienia. Pozwala na opuszczenie terenów rolniczych, gdzie kobiety mają ograniczone możliwości edukacyjne i nie są w stanie utrzymać się samodzielnie. W Chinach większość z tych, które zdecydowały się wyemigrować do miasta i pracować w przemyśle, nie wraca na wieś. Kobiety pracujące w przemyśle odzieżowym rodzą dzieci później niż te, które zdecydowały się pozostać w sektorze rolniczym.

Wynika to przede wszystkim z tego, że kobiety pracujące w fabrykach są lepiej wykształcone, bo umiejętność czytania i pisania przekłada się na wyższe zarobki w przemyśle, co zachęca je (szczególnie te młode) do podjęcia edukacji. Efekt ten jest na tyle istotny, że według niektórych przyczynił się do poprawy wykształcenia kobiet w Bangladeszu bardziej niż rządowy program dofinansowania edukacji.

Z wyzyskiem walczy się poprzez rozszerzenie alternatyw na rynku pracy

Bojkot konsumencki może pozbawić osoby z państw rozwijających się pracy w sektorze przemysłowym i tym samym pogorszyć ich sytuację materialną. Jak zauważa Sajeda Amin, bengalska socjolożka, nie należy pozbawiać ludzi możliwości pracy w sweatshopach poprzez bojkoty, ale rozszerzać zakres dostępnych alternatyw na rynku pracy.

Paul Krugman, amerykański noblista w dziedzinie ekonomii, wskazuje, że korzyści wynikające ze zlokalizowania fabryk w państwach rozwiniętych są ogromne. Jedyną kwestią, która zachęca firmy do inwestycji w państwach rozwijających się, są niskie koszty pracy. Pozbawienie państw, takich jak Bangladesz czy Indie, tej przewagi poprzez nadmierną presję płacową może skutkować zmniejszeniem zatrudnienia w przemyśle, powrotem milionów ludzi do sektora rolniczego i zwiększeniem stopy ubóstwa.

Taką sytuację obserwowaliśmy chociażby w Indonezji po fali protestów w latach 90. Z kolei w 2010 roku w Afryce Południowej zdesperowani pracownicy sektora odzieżowego wyszli na ulice i grozili zamieszkami po tym, jak rząd próbował zamknąć fabryki, które nie płaciły pracownikom minimalnego wynagrodzenia.

Jak jednak zauważa John Miller, to, że sweatshopy są najmniej złą alternatywą, wcale nie oznacza, że są dobre. Korporacje odzieżowe wykorzystują złe warunki bytowe osób z państw rozwijających się do produkowania ubrań tanim kosztem i nic nie stoi na przeszkodzie, aby niewielką część swoich ogromnych zysków przeznaczyły na poprawę warunków pracy w sweatshopach, zachowując jednocześnie istniejące miejsca pracy.

innym artykule Paul Krugman wypowiada się w podobnym tonie. Argumentuje, że należy wspierać kampanie i ruchy na rzecz poprawy sytuacji pracowników sweatshopów, o ile zmiany dotyczą wszystkich państw i nie są nadmierne, co pozwala na zachowanie istniejących już miejsc pracy. Aktywiści i aktywistki na rzecz praw pracowników w krajach rozwijających się nie powinni całkowicie zaprzestać nagłaśniania problemu sweatshopów i postulowania zwiększenia płac.

Ogromny rozwój państw, takich jak Korea Południowa, które w przeciągu dwóch pokoleń przeszły od szwalni z tanią siłą roboczą do grona państw wysoko rozwiniętych, nie byłby możliwy bez aktywizmu społecznego. Poleganie wyłącznie na mechanizmach rynkowych nie wystarcza do poprawy warunków pracy w państwach rozwijających się.

Właściwą drogą jest rekompensata

Jaka postawa konsumencka jest właściwa w sytuacji, gdy trzeba wybrać między odzieżą produkowaną w sweatshopach a tą fair trade (zakładając, ze nie ma innych różnic między tymi możliwościami)? Z jednej strony ubrania fair trade nie podtrzymują niesprawiedliwości związanej z warunkami pracy w sweatshopach, z drugiej strony bojkot konsumencki najpewniej pogorszy warunki życia osób w państwach rozwijających się poprzez zmniejszenie liczby miejsc pracy w fabrykach, ponadto zmusi wiele osób do pracowania w jeszcze gorszych warunkach na roli lub przy zbieraniu śmieci.

Możliwa jest jednak trzecia droga, proponowana przez Benjamina Fergusona i Floriana Ostmanna – kupowanie ubrań ze sweatshopów i przekazywanie odpowiedniej rekompensaty. Takie rozwiązanie z jednej strony pozwoli na zachowanie istniejących miejsc pracy, a z drugiej zadośćuczyni niesprawiedliwości i przyczyni się bezpośrednio do poprawy warunków życia osób w państwach rozwijających się.

Rekompensatę można przekazać poprzez wybraną organizację charytatywną, która według nas odpowiada najlepiej potrzebom osób w państwach rozwijających się. Przykładowo, możemy wesprzeć szkołę w Bangladeszu, co pozwoli na rozwój tamtejszej młodzieży, a lepsze wykształcenie otworzy nowe możliwości na rynku pracy. Niektóre organizacje charytatywne pozwalają na przelewanie pieniędzy bezpośrednio do konkretnych rodzin, co umożliwia znalezienie osoby pracującej w sweatshopie i wsparcie właśnie jej.

Większość takich organizacji, co prawda, nie przyjmuje transakcji w złotówkach, ale nie powinno nas to zrażać. Założenie konta walutowego w wielu bankach jest darmowe i można to zrobić w mniej niż 10 minut. Cena karty, która pozwala przekazywać pieniądze szybko i bez dodatkowych kosztów, to ok. 30 złotych. Możliwości jest wiele, a współczesna technologia znacząco ułatwia pomaganie.

Wysokość rekompensaty możemy także określić samodzielnie. Może być ona równa różnicy między ceną koszulki fair trade a tą z sieciówki. Można ją powiązać z ceną odzieży (np. 10% ceny spodni). Również tutaj opcji jest bardzo wiele – każdy może wybrać taką wysokość rekompensaty, jaką uważa za właściwą.

Bojkoty konsumenckie mogą ulżyć naszemu sumieniu – nie przykładamy ręki do wykorzystywania pracowników i nie przynosimy korzyści tym, którzy to robią, jednak nie przekładają się na realną poprawę sytuacji osób w państwach rozwijających się. Sukces bojkotu zależy od skomplikowanych mechanizmów rynkowych i społecznych. Od niekupienia produktu do poprawy warunków pracy w krajach rozwijających się jest długa droga, która może przy okazji pozbawić niektórych zatrudnienia. Zamiast polegać na tak niepewnych mechanizmach, które często przynoszą skutki przeciwne od zamierzonych, możemy wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie płacić za odzież, którą nosimy, a przy tym bezpośrednio poprawiać warunki bytowe konkretnych osób.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.