Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Akcje Konfederacji idą w górę. Staroń na RPO, Kukiz z PiS, Fijołek w Rzeszowie [21 PUNKTÓW PODSUMOWANIA]

Akcje Konfederacji idą w górę. Staroń na RPO, Kukiz z PiS, Fijołek w Rzeszowie [21 PUNKTÓW PODSUMOWANIA] Prawo i Sprawiedliwość/flickr.com

Trzy ważne wydarzenia ostatnich dni nie przynoszą oczekiwanego przez niektórych politycznego przełomu. „Dryfująca kadencja” trwa w najlepsze. Sejmowa większość zdaje się coraz bardziej ulotna, ale wciąż jeszcze pozostaje większością. Opozycja, wbrew zaklinaniu rzeczywistości, nie przybliża się do scenariusza pokonania rządzących w kolejnych wyborach parlamentarnych. Jedynym, co można uznać za pewne, jest fakt, że w krótkiej perspektywie rosną polityczne akcje Konfederacji. W punktach podsumowujemy polityczny krajobraz po wyborach w Rzeszowie, oficjalnej prezentacji paktu programowego Kukiza z Kaczyńskim i wyborze przez Sejm Lidii Staroń na Rzecznika Praw Obywatelskich.

I. Wybory w Rzeszowie

1. Sukces popieranego przez wszystkie formacje centrowej i lewicowej opozycji Konrada Fijołka w Rzeszowie może być co najwyżej psychologicznym „oddechem” dla elektoratu anty-PiS-owskiego. W praktyce jego wybór nie jest ani przełomowy, ani specjalnie zaskakujący.

2. Realnie w Rzeszowie jednego lokalnego polityka wywodzącego się z Sojuszu Lewicy Demokratycznej wygrywającego wybory prezydenckie w pierwszej turze zastąpił, wygrywając w pierwszej turze, inny lokalny polityk wywodzący się z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

3. Trudno ocenić zaangażowanie ustępującego prezydenta Taduesza Ferenca na rzecz Marcina Warchoła inaczej, niż jako porażkę. Wedle exit poll 75% jego wyborców z 2018 r. zagłosowało na Fijołka, 13% – na Leniart, zaś 7,53% – na Warchoła.

4. Jednocześnie Prawo i Sprawiedliwość nie skorzystało z szansy, by kandydat obozu rządzącego w tym pojedynku – co do zasady z góry przegranym – chociaż złapał kontakt z konkurentem. Na moment po niedzielnym głosowaniu PiS znalazło się w medialnej defensywie, bo kandydatka partii Jarosława Kaczyńskiego zyskała niespełna 24% poparcia. Warchoł zdobył nieco pod 11% głosów. Gdyby PiS nie wystawiło własnego kandydata, a delikatnie wsparło zastępcę Zbigniewa Ziobry, być może zaangażowanie ustępującego prezydenta Tadeusza Ferenca przyniosłoby lepsze rezultaty. Wynik powyżej 40% mógłby zostać uznany za przyzwoity. Każda porażka mogłaby zaś zostać zbagatelizowana przez PiS uznaniem, że to porażka koalicjanta, a nie głównej partii dawniej Zjednoczonej Prawicy.

5. Zwraca uwagę podział głosów wyborców Prawa i Sprawiedliwości z koalicjantami z 2019 r. i Andrzeja Dudy z drugiej tury roku 2020. Wedle danych lokalnapolityka.pl na Leniart zagłosowało zaledwie 66% wyborców sejmowych – niespełna 21% poparło Warchoła, prawie 8% – Fijołka, a 4,5% – Brauna. Podobnie z wyborcami prezydenckimi – za Leniart zagłosowało zaledwie 59% badanych. Blisko 21% oddało głos na Warchoła, a po 10% – na Brauna i Fijołka.

6. Abstrahując od trudnego do zmierzenia znaczenia wsparcia Ferenca, uwadze nie powinno umknąć, że ostatecznie na kandydatów prawicy innych niż PiS oddano blisko 20% głosów. Mówiąc dosadnie: niewiele mniej, niż na kandydata PiS. Trudno o lepszą ilustrację faktu, że to właśnie pojawienie się silnej prawicowej konkurencji jest największym zagrożeniem dla dalszych rządów Prawa i Sprawiedliwości.

7. Opowieści o zjednoczeniu opozycji jako kluczu do zwycięstwa nad PiS należy włożyć między bajki. Doświadczenie prezydenckich wyborów personalnych, analogicznych do jednomandatowych okręgów wyborczych na przykład w Senacie, jest nieprzekładalne na proporcjonalne głosowanie na listy sejmowe. To, co w Rzeszowie zadziałało, w wyborach krajowych raczej oddaliłoby opozycję od scenariusza pokonania Prawa i Sprawiedliwości. W najlepszy razie doświadczenie Rzeszowa może być argumentem na rzecz podtrzymania i rozszerzenia – o Polskę 2050 – dotychczasowego paktu senackiego w kolejnych wyborach – zarówno tych planowanych na 2023 rok, jak i ewentualnym głosowaniu uzupełniającym w Olsztynie.

II. Pakt programowy Kukiz-Kaczyński

8. Radykalne komentarz („sprzedał antysystemowość”, „ratuje Kaczyńskiego”) nie są adekwatne do paktu programowego Pawła Kukiza z Jarosławem Kaczyńskim. Próbę współpracy ocenić będzie można za jakiś czas. Dziś równie prawdopodobna jest opcja kontynuowania i pogłębiania współpracy, scenariusz w którym Kaczyński oszukuje Kukiza, jak i wariant, w którym Kukiz porzuci nowego sojusznika przy pierwszym niedotrzymanym ustaleniu.

9. Nic nie wskazuje na to, że głosy kukizowców, które szacować można w niezbyt spektakularnym przedziale od dwóch do czterech, skutecznie przybliżyły PiS do zagwarantowania stabilnej większości w tej kadencji.

10. Kukiz konsekwentnie prowadzi działalność publiczną bardziej jak artysta niż polityk – w niepodrabialnym stylu próbując łączyć słuszne postulaty i programowy idealizm z małą uważnością dla szczegółu i podejściem transakcyjnym. Biorąc pod uwagę aktualny potencjał sejmowo-wyborczy trudno dziwić się liderowi K’15, że próbuje za wszelką cenę pozyskać sojuszników do realizacji swoich postulatów.

11. Deklarowane tematy współpracy Kukiza z PiS mają różną rangę, różny poziom szczegółowości i różny potencjał uchwalenia. W przypadku niemal wszystkich pomysłów – diabeł tkwi w szczegółach, których nie znamy.

12. Najmniejszy potencjał realnej zmiany, choć równolegle wymiar propagandowy korzystny dla obu stron, ma postulat tzw. ustawy antykorupcyjnej. W praktyce eliminuje ona z życia publicznego osoby skazane za przestępstwa korupcyjne. Rzecz w tym, że wyroków za przestępstwa korupcyjne nie ma zbyt wiele, a skazanych pełniących takie funkcje – prawie wcale.

13. Zarówno projekty wprowadzenia sędziów pokoju, jak i zmiana ordynacji na mieszaną, niosą niebagatelny potencjał istotnej, pozytywnej zmiany. Oba rozwiązania jednak mogą, zależnie od szczegółów, zawieść pokładane w nich nadzieje lub budzić wątpliwości natury konstytucyjnej. Kukiz musi pamiętać, że wynegocjowane przez niego projekty mogą trafić, również decyzją PiS, do Trybunału Konstytucyjnego. Tam zaś mogą zostać nie tylko zamrożone lub zakwestionowane, ale wręcz trwale „skasowane” z debaty publicznej jako niekonstytucyjne.

14. Ogromną szansę upodmiotowienia Polaków tworzy wprowadzony przez środowisko Klubu Jagiellońskiego do debaty publicznej postulat dnia referendalnego. Niestety, ograniczenie go do wymiaru samorządowego i nieprzeprowadzenie w przepisach o referendach szerszych, systemowych korekt może tę ideę skompromitować. Podobnie jak „referendum Komorowskiego” w 2015 r. w dłuższej perspektywie zaszkodziło idei demokracji bezpośredniej.

15. Dzień referendalny powinien objąć nie tylko głosowania samorządowe, ale też ogólnokrajowe. Na poziomie lokalnym powinien objąć zarówno głosowania odwoławcze, jak i merytoryczne, a jego wprowadzenie musi być powiązane ze zniesieniem progu frekwencji koniecznej do tego, by wynik referendum było wiążący. Na poziomie ogólnokrajowym niezbędne jest zaś wprowadzenie regulacji, które uporządkują kwestię wydatków na kampanię referendalną.

16. Cennym uzupełnieniem powyższego pakietu jest też postulat zbierania podpisów pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi on-line, przez profil zaufany. Jak pisaliśmy przed rokiem, powinien on objąć także inne formy zbiórek podpisów: pod referendami, inicjatywami uchwałodawczymi mieszkańców czy podpisów poparcia pod kandydatami i listami w wyborach.

III. Głosowanie ws. RPO

17. Sejmowe głosowanie nad kandydatami na Rzecznika Praw Obywatelskich również nie przynosi jednoznacznych rozstrzygnięć, ale prowadzi raczej do ambiwalentnych wniosków. Z jednej strony Lidia Staroń zyskała poparcie w Sejmie, ale wobec dużych nadziei opozycji na sukces Marcina Wiącka jej kandydatura w Senacie może nie zebrać opozycyjnej większości. Z jednej strony poparcie Gowina dla Wiącka nie przechyliło szali na jego korzyść, ale z drugiej głosowanie udowodniło, że wciąż PiS nie może liczyć na większość bez szefa Porozumienia.

18. Dwóch z jedenastu posłów klubu PiS lojalnych dotąd wobec Gowina zagłosowało razem z PiS, pozostali – z wicepremierem i opozycją. Wiącka poparł też jeden poseł Kukiz’15. Zwycięstwo Staroń było możliwe dzięki postawie Konfederacji – trzech posłów poparło Staroń, dwóch odrzuciło obie kandydatury, jeden poparł Wiącka. Symptomatyczna była też decyzja pięciu konfederatów, by nie wziąć udziału w wyborze RPO.

19. Trudno uznać głosowanie Konfederacji za przypadkowy efekt braku dyscypliny w głosowaniu. Najpewniej weszli w taktyczną współpracę w drugorzędnej dla siebie sprawie, ale PiS nie może liczyć na ich wsparcie w innych ważnych głosowaniach.

20. Po „odjęciu” Konfederatów i lojalnych Gowinowi posłów Porozumienia, a „dodaniu” głosujących z PiS członków koła Kukiza i niezrzeszonych – PiS mógłby liczyć na 229 głosów w Sejmie. Czyli nie miałby większości.

21. Abstrahując od sejmowej „próby sił” – brak wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich grozi wykastrowaniem konstytucyjnego urzędu przez powołanie jakiegoś rodzaju „atrapy” w postaci pełniącego obowiązki rzecznika. Wobec tej perspektywy poparcie przez Senat Lidii Staroń wydaje się wciąż bardziej odpowiedzialnym scenariuszem.

***

Podsumowanie wydarzeń ostatnich dni prowadzi do trzech wniosków.

Po pierwsze, rosną polityczne akcje Konfederacji. W krótkiej perspektywie prawicowy sojusz może być niezbędny Kaczyńskiemu dla utrzymania większości w kluczowych głosowaniach. W długiej – należy się oswajać z myślą, że to politycy sojuszu Winnickiego, Korwin-Mikkego i Brauna będą mogli powiedzieć po kolejnych wyborach, że „rządzić będzie ich koalicjant”. O ile radykalnie nie zmieni się trend sondażowy albo nie dojdzie do rozłamu w koalicji wolnościowców i narodowców, to zarówno scenariusz samodzielnych rządów PiS, jak i koalicja anty-PiS bez Konfederacji są właściwie niemożliwe.

Po drugie, pogłoski o ostatecznym rozpadzie koalicji i przyspieszonych wyborach nadal zdają się mocno przedwczesne. Przy okazji uruchomienia partii Bielana i innych byłych członków Porozumienia spodziewać się można prób osłabienia Gowina w koalicji przez zmiany w rządzie. Wciąż nie wygląda to na rychły koniec obecnego układu, gdyż nadal nie ma dla niego realnej alternatywy.

Po trzecie, aktualny pozostaje najczarniejszy koszmar liberalno-lewicowej opozycji: o końcu rządów Kaczyńskiego zdecydować mogą tylko prawicowi politycy i prawicowi wyborcy.

Odsunięcie PiS od władzy może się wydarzyć tylko w dwóch wariantach: bądź to przez decyzję Konfederacji po kolejnych wyborach o współpracy z liberałami i lewicą, bądź przez ukształtowanie się nowego, silnego ośrodka prawicy zdolnego przejmować wyborców PiS na znaczną skalę.

Jego wyklarowanie się jednak oznaczać musiałoby zapewne secesję co najmniej jednego z koalicjantów Kaczyńskiego. Jest to możliwe w trzech wariantach: prawicowym (np. Ziobro z Konfederacją), centroprawicowym (np. PSL z Gowinem) lub populistycznym (ugrupowanie protestu skierowane do dzisiejszych wyborców PiS). Co najciekawsze – każdy z takich ośrodków jest też… potencjalnym przyszłym koalicjantem PiS, który może zagwarantować Kaczyńskiemu kontynuację rządów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.