Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Polska i Ukraina kupują tureckie drony. To początek bliskiego sojuszu?

Polska i Ukraina kupują tureckie drony. To początek bliskiego sojuszu? Fot. Bayhaluk, Wikipedia, CC BY-SA 4.0

Agresywna polityka Rosji w regionie Morza Czarnego postawiła pod ścianą Ukrainę, która jest zmuszona szukać sojuszników. Choć wydaje się nam, że głównym sprzymierzeńcem Kijowa powinna być Polska, a także potęgi z rdzenia Europy, Niemcy i Francja, to jednak Turcja staje się kluczowym partnerem dla bezpieczeństwa Ukrainy, mogącym zatrzymać rosyjski ekspansjonizm. Czy Polska włączy się w tę czarnomorską współpracę?

Równowaga sił w basenie Morza Czarnego coraz bardziej się chwieje. Apetytu Moskwy na poszerzanie strefy wpływów nie zatrzymało ani oderwanie Abchazji od Gruzji, ani aneksja Krymu. W marcu mobilizacja rosyjskich wojsk w pobliżu granicy z Ukrainą uświadomiła, że zagrożenie ze Wschodu jest realne i może się w każdej chwili zmaterializować.

To niebezpieczeństwo zostały zauważone przez Republikę Turcji już kilka lat temu. Jej prezydent, Recep Tayyip Erdogan, ostrzegał przed zamienieniem Morza Czarnego w „rosyjskie jezioro” i nawoływał do większej aktywności NATO w regionie.

Dialog członków tzw. formatu normandzkiego (Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy) nadal znacząco nie wzmocnił pozycji Kijowa. Polska, dla której stabilność Ukrainy jest kluczowym elementem własnego bezpieczeństwa, nie znalazła wystarczającego uznania w oczach Kijowa ani na poziomie dyplomatycznym (nie zaproszono nas do rozmów normandzkiej czwórki), ani w zakresie twardej siły i wsparcia wojskowego. Tę lukę wypełniła Turcja, która nie mniej głośno niż Polska potępia od 2014 r. okupację Krymu i znacznie ożywiła współpracę z Ukrainą.

Dyplomację uzupełnia hard power

10 kwietnia w Stambule spotkali się prezydenci Turcji i Ukrainy. Na agendzie znalazł się przemysł obronny obu krajów i rozwijanie współpracy w obszarze bezpieczeństwa.

Oświadczenie Wołodymyra Zełenskiego i Erdogadana objęło wsparcie dążeń Ukrainy do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO, zaniepokojenie eskalacją konfliktu na granicy rosyjsko-ukraińskiej i apel o dyplomatyczne rozwiązanie wojny przez powrót do przestrzegania porozumień mińskich.

Dwa dni po spotkaniu Moskwa ogłosiła, że z uwagi na rosnącą liczbę zakażeń koronawirusem nad Bosforem wstrzymuje loty pasażerskie w tym kierunku. O ile Turcja rzeczywiście zaliczyła w tym okresie skokowy wzrost chorych na Covid-19, to motywacja stojąca za działaniami Rosji była inna. Niepokoi ją coraz bliższa relacja na linii Ankara-Kijów, a zatrzymanie napływu rosyjskich turystów do Turcji miało być elementem nacisku. W połowie kwietnia Sergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji, ostrzegł Ankarę przed dozbrajaniem Ukrainy.

Spotkania Zełenskiego z Erdoganem stają się coraz bardziej regularne. Dwa miesiące wcześniej, 3 lutego, w Kijowie przywódcy krajów podpisali porozumienie o współpracy w przemyśle obronnym. Ten obszar uzupełnia polityczny dialog, jaki kraje prowadzą coraz intensywniej od kilku lat, a którego wynikiem była m.in. umowa o ruchu bezwizowym z 2017 r. W tej chwili realizowanych jest ponad 30 kontraktów zbrojeniowych skupiających się głównie na morskiej i powietrznej sferze.

Ukraiński przemysł szczyci się produkcją silników. W październiku 2020 r. Icvhenko-Progress podpisał z tureckim Roketsanem umowę na ich dostawy do pocisków manewrujących, Gezgin (przypominających amerykańskie Tomahawki). Umowa ma zostać zrealizowana w tym roku. Poza nimi Kijów dostarcza Ankarze również silniki dla śmigłowców, radary i systemy obrony przeciwlotniczej.

Niewydolne ukraińskie stocznie skorzystają zaś z tureckiej myśli technologicznej, o czym pisaliśmy tutaj. Trafią do nich wkrótce cztery korwety typu ADA, które znalazły już uznanie m.in. w pakistańskiej armii. Produkcja korwet będzie się kończyła na Ukrainie, dzięki czemu zyska ona dostęp do technologii spełniających standardy NATO. Technologie wojskowe w przestrzeni powietrznej i obronności wspiera Black Sea Shield – turecko-ukraińskie konsorcjum produkujące silniki odrzutowe, broń precyzyjnego rażenia i bezzałogowe statki powietrzne.

Tureckie drony w służbie bezpieczeństwa Ukrainy i… Polski

To właśnie drony są solą w oku Kremla. Wicepremier Rosji, Yurij Borisov, zapowiedział rewizję współpracy z Ankarą, jeśli ta zdecyduje się je sprzedać Kijowowi. Na ustach międzynarodowych ekspertów ds. wojskowości od wielu miesięcy są drony Bayraktar TB2. Zostały użyte z sukcesem w Syrii przeciwko kurdyjskiej partyzantce, a następnie odwróciły prawie przesądzone losy wojny domowej w Libii, przechylając szalę w stronę trypolitańskiego rządu wspieranego przez Turcję. Zostało to odnotowane przez decydentów w Azerbejdżanie, którzy zaopatrzyli własną armię w te statki powietrzne. Wkrótce Azerbejdżan zaatakował kontrolowany przez Armenię Górski Karabach i odniósł miażdżący sukces, odbijając duże terytoria, zanim podpisano umowę pokojową.

Ukraina jest kolejnym nabywcą marki Bayraktar. W 2018 r. zamówiła sześć, a w 2019 r. już dwanaście sztuk. Dostosowanie ich do działań marynarki na morzu przyda się na Morzach Czarnym i Azowskim. Drony mogą być wykorzystywane do patroli, przenoszenia sprzętu wojskowego i działań uderzeniowych. Wkrótce Black Sea Shield wyprodukuje 48 Bayraktarów, w których silniki dostarczane są przez ukraińską stronę. Turcja i Ukraina chcą się wymieniać technologią i wzmacniać własne siły zbrojne. Ukraińskie silniki mogą być w przyszłości projektowane i produkowane nad Bosforem i wykorzystane w czołgach i myśliwcach, a Ukraina chce ze swoich fabryk eksportować drony.

Także Polska zdecydowała się na zakup tureckich dronów. Dzisiaj, w trakcie wizyty prezydenckiej pary w Turcji, Andrzej Duda rozmawiał z Erdoganem m.in. na temat rozwoju współpracy w trilogu Polska-Ukraina-Turcja, a także podpisał umowę na zakup 24 tureckich dronów – tym samym staliśmy się pierwszym NATO-wskim krajem, który będzie wyposażony w ten model.

Taka decyzja jest dosyć zaskakująca ze względu na relatywnie silny krajowy rynek dronów – bojowe bezzałogowce Warmate prywatnej firmy zbrojeniowej WB Electronics zdobyły już międzynarodowe uznanie, będąc wykorzystanymi właśnie przez Ukrainę i zagranicznych aktorów (Turcję i ZEA) w libijskiej wojnie domowej. Również Polska Grupa Zbrojeniowa rozwija technologie w tym zakresie.

Warmate’y, podobnie jak nie mniej popularne Flyeye od tego samego producenta, są jednak bezzałogowcami niższej klasy niż Bayraktary, o czym wspomniał minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak, w wywiadzie dla Polskiego Radia. Nie zmienia to faktu, że polski przemysł dysponuje potencjałem, żeby z powodzeniem rozwinąć własne technologie i wyposażyć w nie polską armię. Na wymianie technologii bezzałogowych statków powietrznych Polska może skorzystać, jeśli turecka oferta będzie uzupełnieniem rozwoju polskich technologii. W tym kontekście Błaszczak poinformował, że umowa dotyczy także pakietu szkoleniowego i logistycznego oraz offsetu dot. serwisu.

Wnioski dla Polski

Kraje łączy wspólne zagrożenie ze strony Rosji, o czym wspominał w kwietniu prezydent Zełenski. Ukraina nie zadowala się zaledwie retorycznym wsparciem Zachodu, który boi się antagonizować Rosję (jak Niemcy i Francja) i z tego powodu kieruje wzrok w stronę Turcji. Kraj spełnia więc postulaty NATO i ożywia mocno nadszarpnięte relacje z UE i Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie realizuje własny interes narodowy wzmacniając ukraiński bufor bezpieczeństwa, który hamuje ekspansję Rosji.

Co dla Polski oznacza zbliżenie Ukrainy i Turcji? Polska polityka zagraniczna opiera się w szerokim zakresie o budowę stabilnego, bezpiecznego i suwerennego środowiska za wschodnią granicą. Jeśli realizację tych celów wspomagają kraje trzecie, jak w tym przypadku Turcja, to jest to zbieżne z naszą racją stanu. Trwałe wsparcie Ankary z pewnością wzmocni odporność Ukrainy na rosyjskie wpływy. Jednocześnie silna Ukraina to większe wyzwanie dla Kremla. To oznacza większe zaangażowanie uwagi i zasobów na tym odcinku i większą ostrożność w podejmowaniu aktywnych działań militarnych.

Atrakcyjność Turcji w oczach Ukrainy może też nam uświadomić, że pozycja Polski nadal nie jest wystarczająco mocna. Nie potrafiliśmy znaleźć się w Formacie Normandzkim w 2014 r., co obnażyło słabość naszej pozycji. Okazuje się, że również twarde bezpieczeństwo Ukraina jest gotowa oprzeć o sojusz nie z Polską, a czarnomorskim sąsiadem na południowym brzegu akwenu.

Turcja pod presją

Rozwój relacji niesie ze sobą również zagrożenia, realne i nietrafione. Pojawiają się głosy, że Ukraina stanie się częścią systemu transakcyjnego łączącego Rosję i Turcję na polach walki w Syrii, Libii i Górskim Karabachu. Biorąc pod uwagę, że Niemcy i Francja ograniczają się jedynie do słów otuchy, realizując własne interesy z Rosją, takie jak Nord Stream II, wymaganie od Turcji bezkompromisowości w odniesieniu do Moskwy byłoby hipokryzją.

W przeciwieństwie do Paryża i Berlina interesy Ankary są na Morzu Czarnym obszarem bezpośredniego oddziaływania przez Rosję, dlatego zagrożenia płynące z jej strony Turcja traktuje poważnie i nie będzie skłonna „handlować” żywotnymi interesami i własnym bezpieczeństwem, żeby uzyskać przewagę na mniej newralgicznych obszarach na Bliskim Wschodzie.

Zakopanie wojennego topora w stosunkach z Unią Europejską i NATO w końcówce ubiegłego roku również ma dla Ankary spore konsekwencje. Będąc pod ogromną presją polityczną, kraj porozumiał się z Grecją i uspokoił konflikt na Morzu Śródziemnym. Nie można się spodziewać, że Turcja od razu to ocieplenie relacji zaprzepaści.

Gospodarka kraju jest na skraju załamania, kurs tureckiej liry notuje historyczne doły, a pandemia koronawirusa spotęgowała narastające problemy ekonomiczne. W wyborach parlamentarnych w 2023 r. sytuacja ekonomiczna społeczeństwa odegra kluczową rolę, a rozpętywanie konfliktów na rubieżach nie zaspokoi aspiracji umiarkowanie patriotycznych obywateli. Turcja zatem będzie trzymała się kursu na odwilż w relacjach z Brukselą w najbliższych miesiącach.

Si vis pacem, para bellum

Polskę turecko-ukraińska współpraca i próba deeskalacji napięć powinna cieszyć – wybuch wojny miałby także dla nas ogromne konsekwencje. Można byłoby spodziewać się zwiększonej fali uchodźców, co otworzyłoby nowy rozdział politycznego konfliktu z Brukselą. Spotęgowana imigracja mogłaby być wykorzystana przez dżihadystów chcących dostać się na zachód Europy właśnie przez Polskę. Ryzyko to byłoby tym bardziej realne, że szemrane relacje Turcji z islamistami w regionie są aktualne i to radykalni bojownicy islamscy wsparliby ukraińskie szyki na polu walki, a nie regularne tureckie oddziały.

Na szczęście Turcja, podobnie jak Ukraina, są świadome kosztów i ryzyka wynikającego z eskalacji konfliktu. Kijów byłby skazany na pożarcie, gdyby zdecydował się na twardą odpowiedź na prowokacje Rosji. Choć siła tureckiej marynarki jest znacznie większa i mogłaby ona podjąć rękawicę z Rosją na Morzu Czarnym, to potencjalne zyski są zbyt nikłe, by były warte ryzyka. Dlatego i Kijów, i Ankara dążą do powrotu do negocjacyjnego stołu. Stanowi to też realizację obietnicy wyborczej prezydenta Zełenskiego, że pokojowo rozwiąże kwestię Krymu i Donbasu.

Scenariusz na najbliższe miesiące to kontynuacja dostaw sprzętu wojskowego z Turcji do Ukrainy, apele o poszanowanie jej integralności terytorialnej i wzywanie do deeskalacji napięcia, a ze strony tureckiej również apele o ochronę Tatarów krymskich, których Rosja uznaje za mniejszość narodową, ale nie rdzennych mieszkańców Krymu. Rosji na rękę jest zaognianie konfliktu i prowokowanie odpowiedzi Ukrainy, ale ta świadoma jest zbyt wysokiego ryzyka i skupi się w najbliższych miesiącach na budowie silnej i dobrze zaopatrzonej armii.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.