Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Przeciwstawić się Chinom. Waszyngton potrzebuje Tokio jak nigdy wcześniej

Przeciwstawić się Chinom. Waszyngton potrzebuje Tokio jak nigdy wcześniej U.S. Department of State/flickr.com

Od zaprzysiężenia Josepha Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych minęły trzy miesiące. Pierwsze decyzje podjęte przez administrację wskazują kierunek, w którym zmierzać będzie amerykańskie supermocarstwo. Pomimo wielu różnic dzielących obecnego lokatora Białego Domu i jego poprzednika główny kierunek polityki zagranicznej USA nie zostanie skorygowany: administracja skupia się na rywalizacji z Chinami w regionie Azji i Indo-Pacyfiku. Priorytety pozostają te same, zmienia się jednak sposób ich realizacji. Biden stawia na multilateralizm: bliskie kontakty z sojusznikami i wspólny front przeciwko głównej sile rewizjonistycznej – Pekinowi.

Potrzeba pilnych działań

W marcu Biały Dom opublikował dokument Interim National Security Strategic Guidance, który określa ChRL mianem „jedynego konkurenta potencjalnie zdolnego do połączenia swojej potęgi gospodarczej, dyplomatycznej, militarnej i technologicznej, aby rzucić trwałe wyzwanie stabilnemu i otwartemu systemowi międzynarodowemu”. By skutecznie rywalizować z Pekinem, Waszyngton chce przewodzić silnej międzynarodowej koalicji państw, które czerpią znaczne korzyści z funkcjonowania w ramach obecnego systemu.

Czas z pewnością nagli. Chiny coraz śmielej podważają przywództwo Ameryki jednocześnie podkreślając wyższość własnego systemu politycznego, który – zdaniem elit w Pekinie – lepiej sprawdził się w czasie globalnej zawieruchy spowodowanej pandemią koronawirusa. Politycy Państwa Środka twierdzą, że rola i znaczenie Zachodu ulegają stopniowej degradacji na rzecz coraz bogatszego i potężniejszego Wschodu. Dobitnie ujął to weteran chińskiej polityki zagranicznej, Yang Jiechi, kiedy podczas spotkania z przedstawicielami USA w Anchorage na Alasce powiedział: „oceniając zarówno wielkość populacji, jak i światowe trendy, Zachód nie reprezentuje globalnej opinii publicznej”.

Agresywne ruchy Pekinu wokół Wysp Senkaku, powtarzające się incydenty na Morzu Południowochińskim, starcia graniczne z Indiami w Himalajach, ograniczenie autonomii Hongkongu, rosnący niepokój o przyszłość Tajwanu – wszystkie te elementy zaburzają dotychczasowy krajobraz strategiczny Azji i przyczyniają się do poczucia niepewności wśród liderów państw regionu zaniepokojonych narastaniem sporów i powrotem power politics.

Wiele amerykańskich think-tanków i periodyków poświęconych stosunkom międzynarodowym przewidywało, że za kadencji Bidena nacisk na Chiny i zainteresowanie Indo-Pacyfikiem zwiększą się, a nie zmniejszą. Aby można było prowadzić taką politykę, Japonia musi być w centrum amerykańskiej sieci sojuszy. Pierwsze tygodnie pokazują, że administracja bez chwili zwłoki przystąpiła do działania. Największa grupa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council – NSC) Bidena zajmuje się Indo-Pacyfikiem. Skład NSC dobrze odzwierciedla jaki region świata jest kluczowy w oczach Waszyngtonu. Ryan Hass, były pracownik NSC, w rozmowie z Nikkei Asia podkreślał, że o ile w przeszłości największe dyrekcje dot. Europy (w czasach po zimnej wojnie) czy później Bliskiego Wschodu (po zamachu na WTC), to obecnie powiększa się grupa zajmująca się Indo-Pacyfikiem.

Wkrótce po zaprzysiężeniu urzędnicy Bidena publicznie potwierdzili amerykańskie zobowiązania wobec Japonii, Filipin i Tajwanu oraz rozpoczęli proces zacieśniania więzi między członkami Quadrilateral Security Dialogue (Quad), w skład którego, oprócz USA, wchodzą Japonia, Indie i Australia.

Prezydent zarządził 100-dniowy przegląd łańcuchów dostaw pod kątem podatności na zakłócenia w czterech wrażliwych sektorach – półprzewodników, minerałów ziem rzadkich, farmaceutyki i nowoczesnych baterii wykorzystywanych m.in. w samochodach elektrycznych. Działania te mają doprowadzić do zmniejszenia zależności od produktów wytwarzanych w Chinach i wypracowania przewagi konkurencyjnej nad Pekinem. Ponadto powołana została specjalna grupa zadaniowa ds. Chin, aby pracować nad nową, optymalną strategią rywalizacji. Trwa także Global Posture Review, czyli przegląd, który ustali jak mają wyglądać struktura oraz rozmieszczenie amerykańskich sił zbrojnych.

Państwem, w którego szczególnym interesie leży szeroko rozumiana kooperacja w celu obrony dotychczasowego ładu przed chińską ekspansją jest Japonia. Dawny wróg Ameryki jest jednym z największych beneficjentów obecnego systemu. Tokio i Waszyngton mają zbieżne interesy geostrategiczne i są demokracjami, w których najlepiej pojętym interesie leży promowanie liberalizmu, przejrzystego zarządzania, wolnego handlu, swobody nawigacji i ochrona tych wartości w świecie, w którym rośnie znaczenie państw autorytarnych. Oba państwa są w pierwszej trójce największych gospodarek świata, są technologicznie zaawansowane i razem ze sobą mocno związane. Japonia wyrasta na najważniejszego sojusznika USA, bez którego Stany Zjednoczone będą miały znacznie ograniczony wpływ na sprawy światowe w XXI wieku.

Złożone regionalne powiązania

Wagę relacji amerykańsko-japońskich pokazuje fakt, że premier Japonii, Yoshihide Suga, jako pierwszy spotkał się z prezydentem USA nie za pośrednictwem łącza internetowego, ale osobiście w Białym Domu.

Przywódcy omówili szereg tematów dotyczących współpracy, począwszy od zmian klimatycznych i dystrybucji szczepionek przeciwko koronawirusowi, po kwestie bezpieczeństwa na morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim  Po raz pierwszy od 1969 r. prezydent Stanów Zjednoczonych i premier Japonii odnieśli się do znaczenia pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej. Zobowiązali się przeciwdziałać próbom zmiany status quo i udowodnić, że demokracje są w stanie “konkurować i wygrywać w XXI wieku”.

Wcześniej, w połowie marca, odbyło się tournée wysokich przedstawicieli administracji Joe Bidena po Azji. Sekretarz stanu USA, Antony Blinken, odwiedził Japonię i Koreę Południową. Towarzyszył mu sekretarz obrony, Lloyd Austin, który następnie udał się do Indii. Hasłem przewodnim partnerstw i sojuszy na Indo-Pacyfiku staje się koncepcja, „Free and Open Indo-Pacific”, którą w 2016 r. przedstawił ówczesny premier Japonii, Shinzo Abe. Termin zdobył poparcie w Azji oraz USA i na dobre zagościł na salonach dyplomatycznych. Opisuje główny cel rozwijającego się strategicznego partnerstwa między podobnie myślącymi krajami – utrzymanie swobody żeglugi i przeciwdziałanie siłowym próbom zmiany status quo.

Chang Che w artykule na łamach Foreign Affairs, Japan Is the New Leader of Asia’s Liberal Order, opisuje rolę Japonii, jako zwornika liberalnego porządku w Azji. W czasie trwania kadencji Donalda Trumpa, którą charakteryzował brak przewidywalności, Tokio samo zadbało o zapewnienie sobie sprzyjającego środowiska międzynarodowego. Po wycofaniu się Trumpa z Trans-Pacific Partnership (TPP) japońskie kierownictwo kontynuowało wysiłki na rzecz wypracowania umowy handlowej i ostatecznie doprowadziło do zawiązania Comprehensive and Progressive Agreement for Trans-Pacific Partnership (CPTTP). Jest to umowa o wolnym handlu dobrami oraz usługami zawarta pomiędzy 11 państwami regionu Pacyfiku (bez udziału USA i Chin), która w istocie niewiele różni się od projektu TPP.

Japonia uczestniczy także w innej umowie o wolnym handlu, w której brak USA – Regional Comprehensive Economic Partnership (RCEP). RCEP zrzesza 15 państw Azji i Pacyfiku, w tym Chiny. Kontrowersyjnym może wydać się fakt, że Tokio, które próbuje przeciwdziałać rosnącym wpływom Pekinu, angażuje się w umowę handlową, której stroną jest ChRL. Odzwierciedla to jednak złożoną ekonomiczną rzeczywistość – Chiny są największym partnerem handlowym Japonii i dobrobyt gospodarczy Kraju Kwitnącej Wiśni w dużym stopniu zależy od tej relacji. Obecnie jedynie 8% towarów eksportowanych do Państwa Środka nie jest objętych cłami. Dzięki RCEP wartość ta ma zwiększyć się do 86%. Skorzysta na tym wiele japońskich firm, m.in. z przemysłu motoryzacyjnego.

Kraj Wschodzącego Słońca uruchomił także inicjatywę Partnership for Quality Infrastructure – program budowy infrastruktury w państwach Azji i Indo-Pacyfiku, którego istotnymi cechami są przejrzystość i zrównoważenie środowiskowe, czyli coś czego zdaniem wielu analityków brakuje w chińskiej inicjatywie Pasa i Szlaku (BRI).

Rola Japonii wydaje się zwiększać – Tokio stara się kotwiczyć azjatycki porządek. Zdaniem Changa Che: „gdy administracja prezydenta Joe Bidena stara się naprawić nadszarpnięte sojusze, Japonia stała się kluczem do przywrócenia amerykańskiej wiarygodności w Azji”.

Japonia siłą równoważącą

Możliwości technologiczno-organizacyjne oraz fakt położenia w bezpośredniej bliskości Chin sprawiają, że rola Japonii, z punktu widzenia długoterminowych interesów USA, jest nie do przecenienia. O Japonii jako bramie do Chin myślą także amerykańscy stratedzy. Andrew F. Krepinevich, od wielu lat związany z Pentagonem, w swojej pracy Preserving the balance: A U.S. Eurasia defense strategy podkreśla znaczenie Japonii jako nieodłącznego elementu każdej operacji wojskowej wymierzonej w Chiny.

Zdaniem Krepinevicha nie da się utrzymać korzystnej równowagi sił w regionie bez sojuszu z Tokio. Gdyby Komunistycznej Partii Chin udało się wyrwać Japonię z aliansu z USA, ChRL „niemal na pewno osiągnęłaby hegemonię w Azji Wschodniej i na zachodnim Pacyfiku”.

Amerykanie chętnie zobaczyliby jak Tokio zwiększa inwestycje w obronę. Możliwości finansowe Japonii – w przypadku istnienia woli politycznej – umożliwią wzrost budżetu obronnego. Obecnie Japonia wydaje na obronność jedynie około 1% PKB. Dla przykładu sąsiednia Korea Południowa wydaje 2.6% PKB, a Stany Zjednoczone 3.2%. Pomimo tego Tokio, wg szacunków International Institute for Strategic Studies, uplasowało się na 8. miejscu wśród państw, które w 2020 r. wydały na obronę najwięcej – prawie 50 mld USD. Jednak budżet wojskowy sąsiednich Chin jest nadal aż czterokrotnie większy.

Co więcej, wydatki Japonii na obronę utrzymują się na podobnym poziomie od kilku dekad. Toshi Yoshihara, ekspert od relacji chińsko-japońskich i wojny morskiej, podkreśla, że według szacunków Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem jeszcze w 1990 r. budżet obronny Chin był prawie dwukrotnie mniejszy niż Japonii. W 2018 r. wydatki Chin osiągnęły poziom 239 mld dolarów w porównaniu z 44 miliardami wydawanymi przez Japonię.

W grudniu 2020 r. CSIS opublikowało raport, The U.S.-Japan alliance in 2020. An equal alliance with a global agenda, który podkreśla, że sojusz amerykańsko-japoński jest kluczowym źródłem stabilności. Raport wskazuje, że są to prawdopodobnie jedyne dwa państwa na świecie, które mają szczególną wagę we wszystkich wymiarach, które mogą zatrzymać ekspansję chińską: geostrategicznym, gospodarczym, technologicznym i ideologiczno-ustrojowym.

***

Wiele wskazuje na to, że obecne zabiegi dyplomatyczne stanowią podwalinę pod nową erę współpracy i współzależności. Tylko z Japonią u swego boku Stany Zjednoczone mogą osiągnąć deklarowane cele w rywalizacji z Chinami.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.