Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Maria Sobuniewska  22 kwietnia 2021

Wyrzucenie plastikowych słomek nic nie zmieni. Nie uratujemy środowiska bez polityki. Wokół „Zmienić świat raz jeszcze” Tomasza S. Markiewki

Maria Sobuniewska  22 kwietnia 2021
przeczytanie zajmie 6 min
Wyrzucenie plastikowych słomek nic nie zmieni. Nie uratujemy środowiska bez polityki. Wokół „Zmienić świat raz jeszcze” Tomasza S. Markiewki Jonne Huotari/flickr.com

Kiedy myślisz, co możesz zrobisz dla środowiska, zapewne najpierw przychodzi ci do głowy rezygnacja z auta na rzecz roweru w drodze do pracy, czy wzięcie torby na zakupy. Jednak w rzeczywistości takie działania dla środowiska są praktycznie bez znaczenia. Recepty musimy szukać gdzieś indziej. W kontrze wobec rosnących postaw konsumenckich i indywidualistycznych, pozycja Tomasza S. Markiewki, Zmienić świat raz jeszcze tłumaczy, że to nasze obywatelskie zaangażowanie, a nade wszystko polityka, jest jedynym sposobem na poprawę jakości środowiska naturalnego.

Zmiany klimatu to nie tylko problem środowiskowy, ale polityczny

Straciliśmy wiarę w politykę i trudno się temu dziwić. Deklarowana przez polityków chęć ochrony klimatu, widoczna jest głównie na papierze. W 2015 r. w Paryżu udało się osiągnąć porozumienie, które wydawało się przełomowe. Choć od tego momentu minęło dopiero 6 lat, jednak pierwsze wnioski można zacząć wyciągać. Raport Programu Środowiskowego ONZ (UNEP), Production Gap Report 2019, alarmuje, że sygnatariusze porozumienia paryskiego wciąż inwestują w paliwa kopalne, a w 2030 r. ich inwestycje osiągną rekordowy poziom. Wniosek jest zatem prosty: polityka nie działa. A przynajmniej nie działa wystarczająco skutecznie.

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że w czasach, gdy wątpimy w jakość polityki, zmiany klimatu są w istocie problemem politycznym. Markiewka mówi, że są nim nawet w potrójnym sensie. Po pierwsze, zmiana klimatu zachodzi na skutek działalności człowieka, a zatem na skutek przyjętej polityki (m.in. spalania paliw kopalnych). Po drugie, konsekwencje zmian klimatu są (i będą) nie tylko środowiskowe, ale przede wszystkim społeczne. Po trzecie, możemy je jedynie zahamować poprzez rozwiązania polityczne. O ile co do pierwszych dwóch aspektów „polityczności” zmian klimatu nie powinno być kontrowersji – wystarczająco dobrze prezentują te punkty wszystkie raporty Międzyrządowego Zespółu ds. Zmian Klimatu (IPCC) – tak ostatnie zagadnienie jest rzadziej podnoszone.

W sytuacji, gdy polityka zawodzi, kuszące są inne alternatywy. Dla jednych wystarczająca jest odpowiedź, że powinni zająć się tym naukowcy i eksperci, którzy znają się na problemie najlepiej i to wyłącznie oni powinni rozmawiać z politykami. Inni ograniczają się do patrzenia na własne wybory konsumenckie – przejawiają postawę tzw. demokracji konsumenckiej, która w teorii polega na głosowaniu portfelem i wyborami zakupowymi, a w praktyce niejedzeniem mięsa, wybieraniem produktów z etykietą eko, czy też przesiadaniem się z auta na rower.

Jednak nawet taka postawa ma swoje ograniczenia i niesie ze sobą pewien przejaw ignorancji. Obie postawy są unikami, niewystarczającym korzystaniem z własnych zasobów. Autor Zmienić świat raz jeszcze mówi, że możemy w sprawie klimatu działać skuteczniej – nie w pojedynkę, ale jako wspólnota. Receptą na przyspieszenie działań środowiskowych ma być zatem polityka obywatelska.

Brak plastikowych słomek klimatu nie uratuje

Odpowiedź na pytanie, co Ty, jako jednostka, możesz zrobić dla klimatu, jest brutalna: miło, że używasz butelek z filtrem i toreb wielorazowego użytku, jednak nie ma to realnego znaczenia. Przynajmniej nie ma wpływu na środowisko, bo oczywiście jest to sposób, żeby czuć się świadomym, odpowiedzialnym konsumentem. Problem z tą perspektywą polega na tym, że w rzeczywistości nigdy nie możemy być w pełni świadomymi konsumentami.

Musielibyśmy założyć, że wszystkie nasze wybory są racjonalne (co wywołuje szereg wątpliwości), a także że mamy dostęp do wystarczającej ilości informacji, żeby samodzielnie ocenić, czy dany produkt bądź firma działają bez szkody dla środowiska. W Internecie kilka sekund zajmuje wyszukanie informacji, że firma Google zobowiązała się, że do 2030 r. działać będzie zeroemisyjnie, jednak już więcej czasu trzeba poświęcić na to, żeby odnaleźć, że ten giga koncern znajduje się na liście sponsorów organizacji State Policy Network czy Competitive Enterprise Institute, które w USA opóźniały wprowadzenie polityk niskoemisyjnych. I co w tym wszystkim najgorsze – już się do tego przyzwyczailiśmy.

Pozowanie firm jako „odpowiedzialnych środowiskowo”, to niestety często jedynie chwyt marketingowy, tzw. greenwashing. Niezwykle trudno dokonywać świadomych wyborów konsumenckich (o ile jest to dzisiaj w ogóle możliwe). Sposobem na rozwiązanie problemów środowiskowych nie jest „zielona konsumpcja” – za produktami z etykietą vege często nie kryją się przekonania etyczne firmy, tylko kampania, opierająca się na modzie nieświadomych konsumentów, która ma na celu wyłącznie zwiększenie zysku.

Problem z postawą odpowiedzialnego konsumenta jest dużo głębszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Dla jasności, nie chodzi o potępienie dobrych intencji osób starających się działać ekologicznie. Postawienie wyłącznie na takie działania wynika z dwóch szkodliwych założeń.

Pierwszym z nich jest to, że zredukowaliśmy siebie do roli konsumentów. Obracając się w rzeczywistości codziennych decyzji pomiędzy zakupem produktu mniej i bardziej ekologicznego, doszliśmy do wniosku, że jest to jedyne narzędzie do poprawy świata, jakie mamy. Nie widzimy w nas samych obywateli, którzy są sprawczy politycznie i wpływają na swoją rzeczywistość.

Drugim błędnym założeniem jest przekonanie, że najskuteczniej jest działać w pojedynkę. Przyjmując zasadę „jedna złotówka, jeden głos” przejawiamy skrajnie indywidualistyczną wizję rzeczywistości – nie potrzebujemy współpracy, sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze wybory konsumenckie, a nade wszystko, nie widzimy scenariuszy grupowego działania.

Markiewka podkreśla, że bez zaangażowania społecznego nas wszystkich zmiany będą powolne i niewystarczające, bo ani politycy, ani biznes, nie mają wystarczającej motywacji do podejmowania potrzebnych działań. Wybory konsumenckie to zbyt mało – przede wszystkim istnieje pilna potrzeba presji społecznej na polityków. Najlepsze co możesz zrobić, to stworzyć aktywną, obywatelską wspólnotę walczącą o ochronę środowiska.

W kontrze do systemu…

Dla Markiewki perspektywa konsumpcyjna i indywidualistyczna jest bezpośrednią konsekwencją systemu, w którym sercem polityki nie jest obywatel, ale rynek. Debatę polityczną zdominowały hasła typowo gospodarcze – wzrost PKB, konkurencyjna gospodarka, rynek, klient czy konsument.

Wycofaliśmy z słownika polityki wspólne wartości, zastępując je suchymi danymi, wskaźnikami i tabelkami w Excelu. W takiej rzeczywistości nie ma warunków do wprowadzania adekwatnych i skutecznych polityk środowiskowych. Skoro ograniczyliśmy politykę do kategorii biznesowych, nie uwzględniających strat przyrodniczych, to nic dziwnego, że wyeksploatowaliśmy planetę w celu poprawy niejasnych wskaźników.

Firmy zobowiązane są przede wszystkim, by co miesiąc wykazywać coraz większy dochód, a horyzonty inwestycyjne są często zbyt krótkie, żeby uwzględniać koszty środowiskowe. Kiedy polityka jest ograniczona do rachunków i finansów, racjonalne wydaje się nawet wycinanie dziewiczej Amazonii pod pola uprawne i sprzedaż drewna.

Potrzebujemy radykalnych zmian systemowych, począwszy od odświeżenia języka debaty publicznej i wprowadzenia hierarchii wartości, która wykraczają poza sztywną kalkulację straty i zysku. Nie zdarzy się to z dnia na dzień. Potrzeba działań na wielu frontach, do czego potrzebujemy zbiorowego wysiłku. Receptą na zmianę rzeczywistości ma być protest, działalność w panelach obywatelskich, głosowanie w wyborach i popularyzowanie wiedzy dot. kryzysu klimatycznego. Zmiana jest możliwa tylko przy współpracy wielu podmiotów: naukowców, celebrytów, filozofów, ekonomistów, think-tanków, polityków, a nade wszystko nas samych. Tylko w ten sposób, cegiełka po cegiełce, możemy przebudować system – mówi Markiewka.

…musimy działać wspólnie

W tym miejscu napotykamy problem, bo nawet, jeśli już wiemy, co powinniśmy zrobić, to nie mamy pojęcia jak. Nie czujemy się sprawczy, chociaż żyjemy w kulturze zaradności, która na każdym kroku woła do nas: „yes, you can!” i „just do it!”. Nie potrafimy działać, ale bezustannie szukamy sposobu, jak to zrobić. Z pomocą może przyjść coach albo bestsellerowy poradnik, „jak zmienić swoje życie za pomocą 12 kroków”. Jednak to jasno pokazuje, że nie mamy pomysłu, jak działać w własnym życiu, nie mówiąc już o działaniu zbiorowym. Przekładając to zjawisko na wymiar środowiskowy, odnajdujemy jeszcze większy absurd. Podbijamy kosmos, podporządkowaliśmy sobie prawie całą przyrodę. Wydawać by się mogło, że nie ma granic dla naszej sprawczości. Jednak, kiedy ryzyko klęski klimatycznej wisi nad przyszłością następnych pokoleń, to od 40 lat nie potrafimy globalnie podjąć realnych działań. W najlepszy wypadku jesteśmy bezradni, w najgorszym… obojętni.

Tę bezradność widać jeszcze mocniej w działaniu obywatelskim. Nie potrafimy działać wspólnie, bo nie mamy wpojonego scenariusza zbiorowej sprawczości, szczególnie tej politycznej. Autor poszukuje wzorców w popkulturze, ale dochodzi do wniosku, że polityka i aktywizm są w niej nieobecne. W masowej kulturze łatwiej spotkać karykaturalne science fiction, superbohaterów czy czarodziejów niż jakikolwiek motyw obywatelskiego zaangażowania. Według autora ma to fundamentalne znaczenie – w naszej zbiorowej świadomości nie funkcjonuje schemat zrzeszania się w grupę i wspólnego działania, jak więc mamy wpaść na ten pomysł?

Wydaje się, że pomocne mogą być analogie historyczne. XX wiek jak żaden inny wcześniej był czasem mas, które wychodzą na ulice i walczą o swoje prawa – od praw wyborczych wywalczonych przez kobiety przez prawa mniejszości po prawa pracownicze i strajki polityczne pod koniec wieku. Markiewka zauważa jednak, że wpływ obywatelski jest w tych przykładach pomijamy – wielkie zmiany polityczne zostały przecież wywalczone zbiorowo, ciężką i wieloletnią pracą, z potężnym oporem polityków. Stały się siłą tak wielką, że nie można było jej lekceważyć, a historia zdaje się ten aspekt znacząco pomijać. Autor podkreśla, że posługując się przykładami z przeszłości, podobnie jak wtedy, możemy zmienić świat raz jeszcze.

Trzy wątpliwości dotyczące książki Markiewki

Autor zdaje się jednak nie zauważać, że zmiana klimatu jest bezprecedensowym problemem i przyrównywanie go do zjawiska braku praw pracowniczych czy dyskryminacji rasowej jest całkowicie nietrafione. W tym wypadku nie mamy pod ręką żadnych analogii historycznych. Trudno mobilizować grupę, gdy konsekwencje zmian klimatu pozornie jeszcze nie uderzają w nas bezpośrednio, gwałtownie i spektakularnie. Zmiana klimatu jest rozciągnięta w czasie i chociaż zachodzi nieporównywalnie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, to nie jest widowiskowa na tyle, żeby nami wstrząsnąć jednego dnia. Globalne ocieplenie nie zmobilizuje nas wystarczająco, bo nie uderza w nasze podstawowe potrzeby – żyjemy przecież dostatniej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Ponadto problem środowiskowy nie narusza bezpośrednio naszej godności, nie powoduje, że na własnej skórze ludzie doświadczają upokorzenia czy wyzysku.

Drugim problemem, który odnajduję w argumentacji Tomasza S. Markiewki, jest fakt, że model zaprezentowany przez autora jest adekwatny tylko dla państw z kulturą demokracji zachodniej.

I chociaż musimy przede wszystkim najpierw uporządkować „własne podwórko”, to jednak nie możemy być ślepi na rzeczywistość. Zmiana klimatu jest problemem ponadnarodowym i dotknie nas nawet wtedy, gdy będziemy żyli w zgodzie z przyrodą, jeśli nasi sąsiedzi będą wciąż opierać swoje gospodarki na spalaniu paliw kopalnych. Jeśli nie chcemy wyłącznie działać, by „uspokoić nasze sumienia”, ale dlatego by rzeczywiście zaszła zmiana, to musielibyśmy wspólnie, obywatelsko i przede wszystkim międzynarodowo wywierać presję na rządy.

Zbiorowa sprawczość musiałaby odbyć się w każdym większym państwie świata i mieć skalę globalną. Trudno jednak wyobrazić sobie, że w Państwie Środka, który obecnie odpowiada za 29% światowych emisji, miliony Chińczyków wyjdą na ulicę i zaczną wymagać od partii ambitniejszych celów klimatycznych.

Po trzecie, podstawowym założeniem pozycji, Zmienić świat raz jeszcze, jest to, by odbudować siłę społeczeństwa obywatelskiego i zmuszać władze do działania w sprawie klimatu. O ile trzeba się zgodzić, że zaangażowanie obywatelskie w sprawie środowiska zostało ograniczone do minimum, to jednak uczciwie jest zapytać o to, co miałoby się wydarzyć, kiedy już zmusimy nasze rządy do działań? Będą one wtedy realizować założenia przyjęte w porozumieniu paryskim, a jeśli przyjrzymy mu się bliżej, to dojdziemy do gorzkiej konkluzji, że w minimalnym stopniu odpowiada ono na potrzeby klimatyczne. Raport Climate Action Tracker mówi, że w najlepszym scenariuszu, kiedy wszystkie państwa z porozumienia paryskiego przejdą na gospodarki niskoemisyjne (co po ostatnich rewizjach celów krajowych, jest wysoce wątpliwe), to i tak średnia temperatura na Ziemi podniesie się o 2°C. Dziś z trudem przychodzi rządom wypełnienie traktatowego minimum. Z tą świadomością trudno jest wierzyć, że jeśli jako obywatele zmusimy rząd krajowy do działań, to będzie on wyprzedzał ambicją polityki międzynarodowe. Nawet jeśli znajdziemy sposób na mobilizację obywatelską i uda się nam przekonać polityków, a nawet jeśli zaczną oni działania, to i tak będą one niewystarczające.

***

Trudno zatem jednoznacznie ocenić lekturę, Zmienić świat raz jeszcze. O ile podstawowe wnioski i obserwacje są w pełni słuszne, to jednak trudno w niej upatrywać recepty na zmianę świata w buncie i zbiorowej sprawczości. Jednak zmiana naszej perspektywy z indywidualnego „ja” w grupowe „my” może okazać się bardzo pozytywna. Odbudowa i pielęgnowanie społeczeństwa obywatelskiego bez wątpienia powinna stać się naszym celem, nie tylko w kwestii zmian klimatu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.