Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wymyślić siebie na nowo? Transformacja Zachodu a bezpieczeństwo Polski

Wymyślić siebie na nowo? Transformacja Zachodu a bezpieczeństwo Polski Źródło: NATO North Atlantic Treaty Organization - flickr.com

Transformacja systemu międzynarodowego postępuje. Relatywnemu słabnięciu USA połączonemu ze wzrostem Chin towarzyszy zmiana układu sił na linii USA-UE. Największe państwa unijne kwestionują amerykański prymat i dyskutują o redefinicji globalnej pozycji Unii. Nie czeka nas jednak rozpad świata transatlantyckiego, ale konieczna jego reforma. Polska polityka bezpieczeństwa nie potrzebuje wymyślić siebie na nowo. Należy natomiast zastanowić się nad dopasowaniem dotychczasowych filarów naszej polityki. Jak zachować równowagę w UE między dążeniem do większej samodzielności a transatlantycką współpracą? Jak powinien wyglądać europejski filar w NATO i współpraca wojskowa w UE? I najważniejsze – jak długofalowo i ponadpartyjnie budować system bezpieczeństwa całościowego kraju?

Transformacja Zachodu

Banałem jest już stwierdzenie, że mamy do czynienia z transformacją międzynarodowego i europejskiego układu sił. Relatywne słabnięcie prymatu Stanów Zjednoczonych jest odczuwalne zarówno w systemie międzynarodowym, jak i w relacjach transatlantyckich. W Ameryce wzrastają nierówności ekonomiczne i niezadowolenie społeczne, a rosnąca polaryzacja polityczna i ideologiczna wraz z ruchami antysystemowymi przyczynia się do kryzysu amerykańskiej demokracji, co osłabia USA również globalnie. Jednak to Chiny podważają pozycję Stanów Zjednoczonych jako najpotężniejszego mocarstwa w systemie międzynarodowym. Dla USA stają się coraz poważniejszym gospodarczym i technologicznym rywalem, a także wyzwaniem dla międzynarodowego porządku ukształtowanego po II wojnie światowej. Administracja Trumpa zdefiniowała konfrontację z Chinami jako rywalizację mocarstw i weszła na drogę wycofywania się i kwestionowania przydatności systemu organizacji międzynarodowych do powstrzymywania Pekinu. Postawiła na pogłębienie relacji dwustronnych z poszczególnymi sojusznikami i partnerami.

Również dla administracji Bidena priorytetem jest rywalizacja amerykańsko-chińska, choć definiowana w innych kategoriach – jako konfrontacja systemów demokratycznych z autorytarnymi. W tym paradygmacie to USA powinny ponownie stać się główną siłą kształtującą i wzmacniającą reguły, normy i organizacje międzynarodowe, które od kilku lat osłabiają i wykorzystują do swoich celów Chiny i Rosję.

Tak jak Trump, również Biden próbuje przekonać Europę do włączenia się w amerykańską strategię. Administracja republikańska wywierała presję na europejskich sojuszników i partnerów, natomiast demokraci mają zamiar stawiać na dyplomację i współpracę.

W Europie toczy się debata o redefinicji miejsca UE w globalnym układzie sił, promowana przede wszystkim przez Francję pod hasłem europejskiej autonomii strategicznej, która ma wymiar polityczny, przemysłowy i wojskowy. Jest konsekwencją napiętych relacji między USA a Europą Zachodnią za administracji Trumpa, a także wyjścia z Unii protransatlantycko i prorynkowo nastawionej Wielkiej Brytanii. Francja, Niemcy i zdominowana przez nie Komisja Europejska nie chcą wpisywać się w amerykański konfrontacyjny model relacji z Chinami czy to w wydaniu Republikanów, czy Demokratów, choć widzą wyzwania i zagrożenia związane z działaniami Pekinu. Zgodnie z definicją Komisji Chiny to jednocześnie partner, konkurent gospodarczy i systemowy rywal. Podobne podejście największe państwa UE przyjmują w stosunku do Rosji – uznają, że generuje ona wyzwania dla Europy.

W UE rośnie też przekonanie o konieczności wzmocnienia europejskiego przemysłu na globalnym rynku i dogonienia amerykańskich i chińskich koncernów technologicznych w toczącej się już czwartej rewolucji przemysłowej, opartej na szerokim wykorzystywaniu Internetu, digitalizacji i robotyzacji we wszystkich sferach gospodarki. Europejskiej transformacji przemysłowo-technologicznej ma towarzyszyć strategia Europejskiego Zielonego Ładu, traktowana jako dodatkowy motor wzrostu gospodarczego. Komisja Europejska promuje ambitne cele zielonej i cyfrowej transformacji wraz z działaniami na rzecz utrzymania konkurencyjności UE na poziomie globalnym – w kontrze do USA i Chin. Niemcy i Francja rozwijają zaś wspólną agendę w nowych technologiach.

Mimo narracji o europejskiej autonomii strategicznej w obronności to NATO (z silną rolą USA) jest nadal traktowane przez większość państw UE jako główny gwarant bezpieczeństwa Europy. Co istotne, w Sojuszu rozpoczął się proces wypracowania strategii i określenia jego roli na kolejne dziesięć lat. Operacje reagowania kryzysowego schodzą na dalszy plan. Obrona przed Rosją i odstraszanie jej będzie głównym zadaniem, ale chodzić będzie też o powstrzymywanie negatywnych wpływów Chin i wzmocnienie transatlantyckiej odporności na hybrydowe działania ze strony obu tych państw.

Temu procesowi towarzyszy dążenie Unii Europejskiej do prowadzenia autonomicznych działań wojskowych w Afryce i na Bliskim Wschodzie, zwiększenie współpracy sił zbrojnych państw członkowskich oraz integracji i większej innowacyjności przemysłu obronnego. Realne tego efekty są na razie nieznaczne. W trwających pracach nad unijną strategią bezpieczeństwa rozpoczynają się też debaty o wzmacnianiu odporności państw członkowskich i o zabezpieczaniu przez UE global commons, czyli wolnego dostępu do mórz i oceanów, przestrzeni powietrznej, kosmicznej i cybernetycznej.

Pytania o przyszłość

Wzmocnienia UE na arenie międzynarodowej i postępująca zmiana charakteru polityczno-gospodarczych stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Europą na bardziej równoprawne będzie generować napięcia transatlantyckie. Ich przykładami są ciągnąca się od kilku lat sprawa niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2 czy unijno-chińskie porozumienie dotyczące kompleksowej umowy inwestycyjnej (CAI), które w grudniu 2020 r. w trakcie swojej prezydencji w UE przeforsowały Niemcy. Wśród największych państw członkowskich UE nie tylko nie ma już akceptacji dla narzucania amerykańskiej agendy w relacjach transatlantyckich, m.in. w kwestii polityki wobec Chin czy Iranu. Trwają też dyskusje o tym, jak Unia ma bronić się przed presją polityczną i gospodarczą ze strony państw trzecich, w tym również USA (chodzi o sankcje dotyczące Nord Stream 2).

Jednocześnie wśród państw członkowskich obecne są napięcia co do kierunku, w którym zmierzać powinna Unia. Francja kieruje się w większym stopniu wizją UE jako niezależnego wobec USA aktora w relacjach międzynarodowych. Opowiada się też za protekcjonistycznymi działaniami utrudniającymi dostęp do europejskiego rynku państwom trzecim, w tym USA. Jednak w UE nie ma szerokiego poparcia dla przyjęcia francuskich idei. W Berlinie dążenie do wzmacniania europejskiej suwerenności przeplata się z dostrzeganiem potrzeby utrzymania silnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Inne państwa skłaniają się do silniejszej współpracy transatlantyckiej. Na forum unijnym trwa debata, na ile powinno nam zależeć na europejskiej autonomii, a na ile na kooperacji z USA np. w wymiarze technologicznym.

Dążenie do większej samodzielności UE w połączeniu z amerykańskim zwrotem ku Azji i Pacyfiku będzie jednak coraz większym problemem dla europejskiego bezpieczeństwa. W Waszyngtonie siłą rzeczy będzie pojawiać się coraz więcej pytań o skalę amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie. Równocześnie wśród europejskich sojuszników nadal utrzymuje się niewystarczająca gotowość do inwestycji we własne i europejskie bezpieczeństwo zarówno w wymiarze obrony zbiorowej, jak i reagowania kryzysowego. Brak poczucia zagrożenia militarnego wśród zachodnioeuropejskich społeczeństw i trudna popandemiczna sytuacja gospodarcza wzmacniają takie postawy.

Wyjątkiem jest Francja, która wprawdzie uznaje konieczność większego europejskiego zaangażowania w politykę bezpieczeństwa, ale z drugiej strony jest niechętna wzmacnianiu konwencjonalnej obrony i odstraszania w Europie. Uznaje konwencjonalny atak zbrojny na państwa unijne ze strony Rosji za bardzo mało prawdopodobny.

Przebiegająca transformacja relacji transatlantyckich i zmiany w UE stwarzają coraz bardziej wymagające uwarunkowania dla projektowania rozwoju gospodarczego, stabilności i bezpieczeństwa Polski. Stawiają pytania o możliwości naszego wpływu na transformację Zachodu i o strategię w zmieniających się realiach międzynarodowych. Prowadzi to do kontrowersyjnych debat o innych możliwych rozwiązaniach.

Czy istnieją alternatywne koncepcje dla Polski?

W polskiej debacie publicznej o przyszłości krajowej polityki bezpieczeństwa pojawiają się różne nowe koncepcje. Pierwsza z nich podkreśla przede wszystkim zagrożenie militarne ze strony Rosji i faworyzuje rozwijanie silnych dwustronnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi za wszelką cenę. Według niej możliwości wojskowe i wola polityczna reszty państw Sojuszu do stawienia czoła rosyjskiemu atakowi zbrojnemu w naszym regionie są niewielkie.

Rzeczywiście, USA pokazały w ostatnich latach zarówno zdolności wojskowe, jak i wolę polityczną do rozmieszczenia na wschodniej flance – dodatkowo do działań NATO – znacznych sił (ok. 6 tys. amerykańskich żołnierzy) wraz z możliwością wzmocnienia ich w razie konfliktu do wielkości dywizji. Jednak na dwustronny sojusz z USA wpływa kontekst polityczny – wewnętrzna dynamika w Stanach, zmieniające się amerykańskie priorytety w polityce zagranicznej i relacje Waszyngtonu z całą Europą. Skłonność USA do preferowania dwustronnych relacji z poszczególnymi sojusznikami skończyła się wraz z nastaniem administracji Bidena stawiającego na rewitalizację sojuszy i multilateralizm. Poza tym już administracja Trumpa mówiła o konieczności większego udziału europejskich członków Sojuszu w strategii obrony i odstraszania na wschodniej flance NATO. Druga koncepcja uznaje polskie członkostwo w UE za przeważający argument do opowiedzenia się za rozwijaniem europejskiej autonomii strategicznej, w tym w obronności.

Jednak w przewidywalnej przyszłości Unia nie będzie miała ani ambicji, ani zdolności wojskowych do zastępowania Sojuszu w tym obszarze. Trudno liczyć na szybkie zmiany. Obrona zbiorowa w UE bez potencjału militarnego Wielkiej Brytanii (i USA), odpowiednich struktur i planowania wojskowego, a także bez wspólnego potencjału i strategii nuklearnego odstraszania jest mrzonką.

Paryż chciałby de facto stopniowego przejęcia przez UE zadań NATO. Proponuje w ostatnich latach wzmocnienie w Unii klauzuli wzajemnej obrony, przyjęcie traktatu o bezpieczeństwie i obronności czy rozpoczęcie dialogu o roli francuskiego odstraszania nuklearnego w Europie, ale tak naprawdę za tymi propozycjami nie idą ani wola polityczna, ani konkrety dotyczące wzmacniania europejskiej obecności w naszym regionie. Pojawiają się natomiast francuskie koncepcje dialogu strategicznego UE-Rosja na temat ułożenia na nowo europejskiej architektury bezpieczeństwa.

Alternatywną szansą wyjścia z rosnących dylematów bezpieczeństwa dla części dyskutantów staje się zacieśnianie współpracy w Intermarium. Zgodnie z tą koncepcją Szwecja i Finlandia (wraz z państwami bałtyckimi, członkami Grupy Wyszehradzkiej i Rumunią) są przedstawiane jako priorytetowi partnerzy. Nie można jednak ignorować faktu, że państwa te stawiają głównie na wzmacnianie istniejących organizacji euroatlantyckich (UE, NATO), dbanie o własne mocne w nich zakotwiczenie oraz na zacieśnianie relacji z największymi sojusznikami (USA, Niemcami, Francją i Wielką Brytanią). Ponadto niektóre z tych państw współpracują z Rosją w określonych obszarach i nie są zainteresowane eskalacją napięcia w regionie.

Polska jest dla tych krajów państwem o średnim potencjale politycznym, gospodarczym i wojskowym. Choć uznaje się nas za politycznego lidera regionu w NATO, to całościowo jesteśmy traktowani jako jeden z drugoplanowych punktów odniesienia na mapie współpracy wojskowej.

Warszawa jest partnerem do współpracy, gdy dąży do wzmacniania regionalnego bezpieczeństwa w istniejących strukturach euroatlantyckich, ale nie poza nimi. Rozwijanie regionalnych formatów współpracy, odbieranych jako alternatywne do UE czy NATO i wymierzone w Rosję, jest i będzie jednoznacznie odrzucane, co pokazał początkowo niechętny odbiór Inicjatywy Trójmorza.

Jeszcze groźniejsze są pojawiające się pomysły, w których Polska ma (wzorując się na polityce tureckiej) stać się samodzielnym czynnikiem gry o równowagę. To myślenie może tylko sprzyjać realizacji rosyjskich celów wyizolowania Polski ze struktur euroatlantyckich. Różnimy się od Turcji nie tylko potencjałem demograficznym, ale przede wszystkim geograficznym położeniem, które sprawia, że Ankara ma większe pole manewru wobec państw Europy Zachodniej i USA w kontekście obrony własnego terytorium, zatrzymywania napływu migrantów do Europy czy umożliwiania projekcji siły na Bliskim Wschodzie.

Polska nie posiada wystarczającej politycznej, gospodarczej i militarnej siły przyciągania, by w oderwaniu od NATO i UE budować międzymorskie formaty współpracy, a co dopiero stawiać na własną strategiczną autonomię bez pokrycia w realnych zdolnościach. Zwrot w stronę takiej polityki wystawi nas na wzmożone rosyjskie działania dezinformacyjne, hybrydowe i militarne. Próbując wzorować się na Turcji, szybko zostaniemy skonfrontowani z narastającymi wątpliwościami w NATO (tak jak Turcja obecnie), czy należy bronić takiego sojusznika. Ankara nie powinna być dla nas wzorem. Jest traktowana coraz bardziej jako problematyczny partner z autorytarnym reżimem, kierujący się logiką utrzymania u władzy i przykrywający zagranicznymi eskapadami coraz gorszą sytuację ekonomiczną państwa.

W poszukiwaniu bezpieczeństwa

Polska polityka bezpieczeństwa od lat bazowała na rozwijaniu silnych dwustronnych stosunków z USA, wzmacnianiu obrony zbiorowej w NATO, zakotwiczeniu w UE, pogłębianiu regionalnej współpracy wojskowej w powiązaniu z aktywnością unijną i natowską oraz inwestowanie we własne zdolności obronne. Te składowe były przez lata dostosowywane w zależności od międzynarodowych uwarunkowań. Polskiej polityki bezpieczeństwa nie trzeba wymyślać na nowo. Zamiast tego należy zacząć dyskusję o dopasowaniu dotychczasowej strategii do transformującego się świata. Nie istnieją niestandardowe recepty na zagwarantowanie bezpieczeństwa państwa. To wielostronna i wielopoziomowa gra, która polega nie tylko na zwiększeniu pozycji i powiązań militarnych, ale także politycznych, gospodarczych i technologicznych w zmieniającej się wspólnocie transatlantyckiej oraz zadbaniu o całościowo rozumiany system obrony kraju.

Współpraca USA-UE

W naszym interesie jest utrzymanie strategicznie bliskich relacji między USA a Unią Europejską. Obecne tarcia i problemy nie przesądzają rozpadu świata transatlantyckiego. W dalszym ciągu łączą nas wspólne wartości i interesy w konfrontacji z autorytarnymi Chinami i Rosją. Stany Zjednoczone potrzebują partnerów i sojuszników dla utrzymania własnej pozycji i obecnego systemu międzynarodowego. UE jest z kolei zbyt słaba i podzielona, żeby w pojedynkę poradzić sobie z Chinami i Rosją, w których interesie leży rozpad Zachodu. Choć większość krajów członkowskich popiera dążenie do wzmocnienia podmiotowości Unii, to jednocześnie nadal opowiada się za utrzymaniem bliskich relacji z USA. W batalii o transatlantyckość czy autonomiczność Unii kluczowe są balansujące między obiema opcjami Niemcy. Polska jako największe państwo regionu ma możliwości wzmacniania protransatlantyckich głosów w UE, formowania własnych koalicji oraz wpływania na dyskusje w Berlinie, tak aby utrzymać korzystną z perspektywy Warszawy wewnątrzunijną równowagę między dążeniem do większej europejskiej samodzielności a transatlantycką wspólnotą.

Gospodarcze powiązania

Zakotwiczenie gospodarcze w Zachodzie wzmacnia nasze bezpieczeństwo. Rodzi się pytanie, jak znaleźć zrównoważone podejście w sieci europejskich, transatlantyckich i regionalnych powiązań. W zmieniającej się gospodarce europejskiej i światowej Polska stoi przed ogromnym wyzwaniem. Jak włączyć się w nadchodzącą rewolucję przemysłowo-technologiczną? Jak zadbać o obopólnie korzystną współpracę technologiczną między UE a USA i własne w niej miejsce? Zielone i cyfrowe technologie, sztuczna inteligencja, quantum computing, blockchainbig data będą kształtowały przemysł przyszłości. Nasz udział w zachodnich konsorcjach i łańcuchach dostaw, ale też budowanie i wzmacnianie własnych liczących się międzynarodowo przedsiębiorstw, są nie tylko istotne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego państwa, ale również z szerszej perspektywy bezpieczeństwa.

Odpowiednie wykorzystanie środków z unijnego Funduszu Odbudowy może być krokiem w kierunku lepszego włączenia się w unijne procesy. Innym może być zwiększenie nakładów na badania i rozwój oraz na innowacyjność polskich firm. Równie ważne staje się wzmacnianie regionalnych powiązań w infrastrukturze transportowej, energetycznej i cyfrowej pod hasłem connectivity. Jest to kluczowe zarówno dla większej spójności UE, dla współpracy w naszym regionie, jak i tworzy szanse na zmianę pozycji Polski w globalnych przepływach. Równocześnie w naszym interesie jest kontynuowanie współpracy politycznej, gospodarczej i energetycznej z USA w wymiarze dwustronnym i regionalnym, m.in. poprzez Inicjatywę Trójmorza.

Adaptacja NATO

NATO nadal pozostanie fundamentem bezpieczeństwa Polski, ale będzie ewoluować. Również w Sojuszu będzie trzeba znaleźć nową równowagę między USA a Europą w zapewnianiu transatlantyckiego bezpieczeństwa i odpowiedniego podejścia do Rosji i Chin oraz do relacji NATO z UE. Europejski filar w NATO to termin określający zwiększenie zaangażowania europejskich sojuszników, który w najbliższych latach trzeba będzie wypełnić treścią. Po raz kolejny istotne okażą się Niemcy, największy sojusznik w centrum Europy. W naszym interesie jest większy udział Berlina w polityce obrony i odstraszania na wschodniej flance. Za naszą zachodnią granicą toczy się trudna debata o bezpieczeństwie. Słychać w niej głosy nawołujące do większego zaangażowania wojskowego w NATO i w UE.

Odzywają się zwolennicy niedrażnienia Rosji i Chin, a także ci przeciwni niemieckim „zbrojeniom”, choć jednocześnie w części optujący za ostrzejszą polityką wobec Pekinu i Moskwy. Polska i inne kraje naszego regionu powinny starać się wpływać na niemieckie dyskusje. Nie ma co liczyć, że Niemcy przejmą rolę USA w zapewnianiu bezpieczeństwa Europy, nie mają bowiem wystarczających zdolności i odpowiedniej kultury strategicznej, ale Berlin może i powinien odgrywać w Sojuszu większą rolę niż dotychczas.

W dyskusjach o europejskim filarze NATO pojawia się też pytanie o możliwości wykorzystania Trójkąta Weimarskiego i francuskiego dążenia do większej podmiotowości Europy w bezpieczeństwie do wzmocnienia wschodniej flanki w takim formacie, a także o utrzymanie zaangażowania i realizację zobowiązań Wielkiej Brytanii w NATO, w czasie gdy Londyn wciela w życie pobrexitową strategię Global Britain.

Dla bezpieczeństwa wschodniej flanki nadal nieodzowna będzie obecność sił USA. W kolejnych latach będziemy skonfrontowani z pytaniem, jak długofalowo utrzymać amerykańskie zaangażowanie wojskowe w regionie. Odpowiedzią może być większe wykorzystanie amerykańskiej obecności do wzmocnienia europejskiego zaangażowania na wschodniej flance. Obecność wojskowa USA w Polsce mogłaby stać się wehikułem zwiększenia wojskowej obecności Niemiec w naszym regionie.

Więcej ćwiczeń, szkoleń i kooperacji w trójkącie USA-Polska-Niemcy byłoby dobrze widziane przez administrację Bidena, która podobnie jak ekipa Trumpa będzie oczekiwać więcej od Berlina. Obecność amerykańskich sił mogłaby też posłużyć w większym stopniu do zwiększenia współpracy z sojusznikami i partnerami w regionie Morza Bałtyckiego i Europy Środkowej. Być może dałoby się lepiej zsynchronizować obecność wojskową USA w Polsce i na Litwie z kooperacją między USA a Szwecją i Finlandią? Czy możliwa byłaby wzmocniona współpraca wojskowa państw Grupy Wyszehradzkiej w oparciu o amerykańską obecność w Polsce?

UE a obrona zbiorowa

Nasze bezpieczeństwo trzeba będzie wzmacniać też w UE. Unia powinna nie tylko przejąć większą odpowiedzialność za stabilizację swojego południowego sąsiedztwa, ale też inwestować w obronność w ramach szerszej natowskiej strategii. Unijne projekty współpracy wojskowej i przemysłowej powinny w przyszłości w większym stopniu służyć obronie zbiorowej w NATO. Do tego należy przeciwdziałać niepotrzebnej rozbudowie unijnych struktur dowodzenia i procesów planowania zdolności, które konkurowałyby z natowskimi, oraz wpływać na kształtowanie szerokiej cywilno-wojskowej strategii w południowym sąsiedztwie Europy, która dopełniałaby działania NATO.

Wszystko to potrzebuje większego politycznego zaangażowania Polski i regionu w proces wypracowania unijnej polityki, głośnego promowania odpowiedniej narracji, przeciwdziałania francuskim dążeniom do rozwijania instrumentów UE z zakresu bezpieczeństwa oddzielnie od NATO i zsynchronizowania działań Unii z Sojuszem. Kolejny rok będzie krytyczny dla wypracowywania strategii bezpieczeństwa obu organizacji – w 2022 r. ma dojść do przyjęcia zarówno Koncepcji Strategicznej NATO, jak zaakceptowania Kompasu Strategicznego UE.

Bezpieczeństwo całościowe

Tak jak ważne jest wzmacnianie sojuszy, tak podstawą bezpieczeństwa państwa jest budowa własnego systemu obronnego, przy czym rozwijanie zdolności wojskowych jest równie istotne jak zwiększanie odporności polityczno-gospodarczo-społecznej, nieodzownej nie tylko w konflikcie zbrojnym, ale też w scenariuszach pozamilitarnych ataków. Polska potrzebuje systemu bezpieczeństwa całościowego, zawierającego komponent wojskowy i cywilny, budowanego niezależnie od wewnątrzpolitycznych zmian. Stabilny rozwój i modernizacja sił zbrojnych wymagają ponadpartyjnie uzgodnionych ram finansowych, planu modernizacji, struktury dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi. Dobrym wzorem długofalowego planowania są cykliczne analizy środowiska bezpieczeństwa i rozwoju sił zbrojnych w państwach nordyckich. Poprzez włączenie w nie szeregu aktorów (sił zbrojnych, rządu, opozycji, administracji, środowiska eksperckiego) wypracowywane są prawne rozwiązania, które stają się niekwestionowaną podstawą systematycznego rozwoju armii, niezależnie od zmiany rządów.

W Polsce nadal brak wystarczającej świadomości co do potrzeby rozwijania obrony cywilnej. Ochrona ludności, osłona infrastruktury krytycznej, zapewnienie dostaw wody pitnej i żywności, bezpieczeństwo informacyjne i cybernetyczne, funkcjonowanie administracji krajowej i samorządowej, służby zdrowia, służb porządkowych itp. w czasie konfliktu to jedne z tematów, które powinny zająć więcej miejsca w debacie o polskiej polityce bezpieczeństwa. Powinno do tego dojść tym bardziej, że kwestie szeroko rozumianej politycznej, gospodarczej i społecznej odporności stają się również coraz ważniejsze w UE i w NATO, gdzie powinniśmy przedstawiać własne propozycje i rozwiązania.

***

Polska stoi przed dużymi wyzwaniami w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa – wymagają one świadomości i adekwatnego rozpoznania zmian w otoczeniu międzynarodowym, próby ponadpartyjnego podejścia do wypracowania i wdrażania strategii, dobrego zarządzania i ponadinstytucjonalnej koordynacji i współpracy, czyli przezwyciężania przede wszystkim naszych własnych słabości.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.