Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Zielony konserwatyzm, czyli malowanie trawy na zielono? [POLEMIKA]

Zielony konserwatyzm, czyli malowanie trawy na zielono? [POLEMIKA] https://unsplash.com/photos/eV2x6CmfIns

Klub Jagielloński animuje debatę o zielonym konserwatyzmie. Zastrzeżenie wstępne do wszelkich rozmów na ten temat dotyczy apologii niewiedzy, która nie może zastąpić wymiany argumentów. Nie wolno zawężać perspektywy na potrzeby narracji o niesieniu ekologii pod strzechy, która ma odwracać uwagę od faktów, a jej cel stanowić zwiększenie poparcia w wyborach parlamentarnych, w których ochrona klimatu może być ważnym elementem sporu programowego. Brak zrozumienia w niej perspektywy globalnej powinien być rozwiązywany z wykorzystaniem edukacji, a nie pomijaniem jej. Warto postawić na prawdę, zamiast tworzyć szkodliwe postmodernistyczne narracje.

Poniższy tekst jest polemiką do opublikowanej na naszych łamach analizy Piotra Trudnowskiego – Przełamać „ekologizm”. W poszukiwaniu trwałych fundamentów narracyjnych zielonego konserwatyzmu.

Cierpliwie tłumaczyć, a nie iść na skróty

Polityka klimatyczna nie może opierać się na lokalnej perspektywie, jak postuluje Piotr Trudnowski w swoim tekście. Zmiana klimatu to problem globalny, zależny od skomplikowanych relacji międzynarodowych, a także międzyinstytucjonalnych.

Jest to wręcz cały wszechświat zależności, potencjalnie bardzo trudny do odczytania przez obywatela, który potrzebuje odpowiedzialnego poprowadzenia za rękę przez przedstawicieli środowisk opiniotwórczych. Nie możemy kapitulować z tej odpowiedzialności, formatując politykę klimatyczną do perspektywy lokalnej.

Choć można przedstawiać lokalne skutki zmian klimatu, takie jak huragany na Pomorzu albo burze piaskowe w Warszawie, to opisywanie wyłącznie ich lokalistycznej perspektywy oznacza faktyczną apologię niedoinformowania.

Zdaniem prezesa Klubu Jagiellońskiego omawiane „wyzwania muszą mieć charakter namacalny, bliski i znany, a nie abstrakcyjny i odległy (jak te dotyczące smogu)”. To jednak błędne myślenie. Aby świadomie zdecydować się na walkę z problemem, należy najpierw zrozumieć jego główną przyczynę. Analogia do smogu jest fałszywa, ponieważ jego źródłem jest emisja zanieczyszczeń w najbliżej okolicy. Globalne zmiany klimatu są zaś efektem skumulowanej emisji gazów cieplarnianych na całej Ziemi i nie można powiązać przykładowego huraganu na Pomorzu z sąsiadem wrzucającym kalosze do pieca. Jeśli winni są wszyscy, to nie jest winny nikt. Wyzwanie polityki klimatycznej polega na tym, aby pokazać naszą współodpowiedzialność za jej sukces lub porażkę. Potoczne rozumienie globalnej polityki klimatycznej może prowadzić do fałszywego wniosku, że rozmywa ona odpowiedzialność.

Tymczasem skuteczna polityka globalna prowadzi do konkretnych rozwiązań legislacyjnych na poziomie lokalnym na tej samej zasadzie, na której zapisy unijnej polityki klimatycznej wynikają z ustaleń porozumienia klimatycznego z Paryża, a z niej wywodzą się regulacje w poszczególnych krajach unijnych. Globalna polityka klimatyczna zakłada odpowiedzialność wszystkich, ale właśnie polegającą na wprowadzeniu odpowiednich rozwiązań przez wszystkich. Na tej podstawie Unia Europejska podjęła inicjatywę dyplomacji klimatycznej zakładającej wpisywanie do umów międzynarodowych komponentu ochrony klimatu, czym wzbudziła już krytykę w Chinach, Rosji… i USA. Zieloni konserwatyści powinni zatem tłumaczyć, jak perspektywa globalna przekłada się na konkrety na poziomie lokalnym.

Trudnowski i inni zieloni konserwatyści powinni promować wiedzę o globalnym charakterze problemu zmian klimatu, wykraczającym poza nieprzystające do niego podziały na prawicę i lewicę. Postawy korzystne dla środowiska są warte pochwały niezależnie od tego, w jakim mieście czy wsi mieszka obywatel je prezentujący.

Konserwatyści, którym leży na sercu dobro środowiska naturalnego, powinni przekonać tych, którzy boją się globalizmu, do pogodzenia się z nieuchronnie światowym charakterem niektórych obszarów polityki, jak np. ochrony klimatu. To nie lewactwo, tak samo jak brak poszanowania przyrody nie jest prawactwem. Nieposzanowanie środowiska to brak rozsądku i coraz częściej także przestępstwo ścigane prawem.

Troska o środowisko ponad podziałami

W dalszej części tekstu Trudnowski spłyca promocję postulatów ekologicznych do krzyków skrajnej lewicy reprezentowanej przez Gretę Thunberg. Jak pisze, „w optyce wielu osób o światopoglądzie bardziej tradycjonalistycznym postulaty ekologiczne wpisują się w jeden zestaw obcych konserwatystom pomysłów. Z tego powodu mają podobny status co postulaty dotyczące chociażby rewolucji kulturowej”.

„Część z tych postaw [ekologicznych – WJ] jest dziś modą docierającą do wielkich miast, gdzie przedstawiciele nowo uświadomionych liberalnych, konsumpcjonistycznych elit nawracają się na bardziej oszczędne gospodarowanie dobrami” – pisze prezes KJ. Jak dodaje, „być może szansą dla zielonego konserwatyzmu jest przekonanie adresatów tej narracji – konserwatywnych mieszkańców polskiej prowincji – że mają wiele powodów do dumy”.

Gdy czytam powyższe słowa, obawiam się, że tak wyraźne podkreślanie diagnozy autora tekstu o zjawisku wpędzania mieszkańców mniejszych miejscowości w kompleksy przez rzekomo lepiej uświadomionych przedstawicieli ośrodków wielkomiejskich może prowadzić do apologii zjawisk patologicznych.

Istnieje ryzyko, że umowna prawica poszukująca narracji najbardziej zjadliwej dla trzonu jej elektoratu, czyli mieszkańców mniejszych miast, zapomni o faktach, które każą zmierzyć się z charakterem globalnym nowych wyzwań stojących przed politykami. Ta chłopomania zagraża meritum.

Oczywiście, niewiedza często zwalnia z winy, ale jest to wyłącznie argument za tym, żeby intelektualiści – w tym ci z Klubu Jagiellońskiego – prezentowali fakty i realne rozwiązania w sposób przejrzysty i dobitny. „Palenie kaloszem w piecu, czyli głęboko zakorzeniony recykling” z tekstu prezesa KJ i inne apologie nie zbliżają nas do rozwiązania problemu, tak jak nie czyniłaby tego teza, że mieszkaniec polskiej prowincji dobrze gospodaruje odpadami, ukrywając je głęboko w Puszczy Białowieskiej, zamiast wysypywać je tuż za ogrodzeniem swego domu.

Tłumaczenie w ten sposób postaw niepożądanych z punktu widzenia polityki klimatycznej może zostać potraktowane przez obywateli mniej przychylnych partii władzy jako przykład greenwashingu, czyli zasłaniania starych, szkodliwych praktyk zieloną retoryką.

Długoterminowo mogą utrudnić wprowadzanie faktycznych rozwiązań na rzecz ochrony klimatu. Tak jest już w dyskusji o smogu, przywołanej przez prezesa KJ. Niezbędny zakaz palenia węglem wprowadzony początkowo przez Kraków ma gorących przeciwników, którzy twierdzą, że ludzie mają prawo palić tym, co mają pod ręką, bo są biedni. Otóż nie. Jedna patologia nie powinna usprawiedliwiać kolejnych.

Zjawisko ubóstwa energetycznego nie może być wymówką dla szkodliwych praktyk. Walka z nim to od dawna jeden z celów polityki klimatycznej i warto o tym przypominać. Brak możliwości zaspokojenia swoich potrzeb energetycznych zostało nawet wpisane do założeń wydatkowania środków unijnego (lewackiego?) systemu handlu emisjami dwutlenku węgla (EU ETS). Ten wytrych pozwolił Polakom sięgnąć w 2019 roku do środków na transformację energetyczną w celu dotowania cen energii tak zwaną ustawą prądową. To fakty, które są znane specjalistom. Rolą środowisk opiniotwórczych – takich jak Klub Jagielloński – jest krzewienie wiedzy na ten temat, abstrahując od tego, że ustawa o cenach energii to rozwiązanie fałszujące rzeczywistość i nieusuwające problemu ubóstwa energetycznego.

***

Perspektywa globalna walki ze zmianami klimatu nie wyklucza potrzebnej dyskusji o skuteczności poszczególnych narzędzi polityki klimatycznej. Pożądana byłaby dyskusja o odpowiedzi konserwatystów na temat zielonego podatku mającego finansować transformację energetyczną i o skali dobrowolności indywidualnych rozwiązań na rzecz klimatu. Do tego potrzebna jest jednak podstawa merytoryczna, która pozwoli przejść do meritum bez tworzenia narracji odwracających od niego uwagę.

Państwo z pomocą ekspertów powinno znaleźć rozwiązania, które pozwolą na walkę zarówno z ubóstwem energetycznymi, jak i ze zjawiskami szkodliwymi dla klimatu. W innym wypadku zamiast zielonego konserwatyzmu będzie krzewione malowanie trawy na zielono, opowiadanie o ochronie klimatu w sposób mający usprawiedliwiać faktyczny brak działania w tym zakresie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.