Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kędzierski: Po pandemii państwo straci monopol na regulowanie ładu społecznego

Kędzierski: Po pandemii państwo straci monopol na regulowanie ładu społecznego https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_na_Kapitol_Stan%C3%B3w_Zjednoczonych

„Kryzys spowodowany pandemią COVID-19 dotknął wiele dziedzin życia. Choć minął dopiero rok od pojawienia się koronawirusa, można już stawiać hipotezy dotyczące długofalowych skutków globalnej zarazy. Jednym z najciekawszych obszarów, w których widać efekty pandemii, jest państwo. Trzeba przypomnieć w tym kontekście, że od lat 80. XX w. znalazło się ono w odwrocie, a symboliczne wahadło wychyliło się w stronę rynku. Proces ten wpłynął na osłabienie kluczowej dla istnienia nowożytnego państwa suwerenności władzy politycznej. Podobnie zresztą jak ekspansja globalnych korporacji technologicznych, dysponujących już władzą nie tylko ekonomiczną, lecz także informacyjną. W efekcie państwo w coraz większym stopniu staje się obszarem kolonizacji ze strony świata technologii i finansów” – mówi dr Marcin Kędzierski, główny ekspert CAKJ, dla „Dziennika Gazety Prawnej” o rozproszeniu władzy pod wpływem Covid-19.

„Zanim przyjrzymy się reakcjom rządów na epidemię COVID-19, warto spróbować zrozumieć, czym się stało państwo po globalnym kryzysie finansowym. Jednym z nurtów opisujących zachodzące wtedy zmiany był neomediewalizm. Zgodnie z tą doktryną ze względu na narastające ograniczenie suwerenności współczesne państwo w wymiarze prawno-ustrojowym niejako powraca do czasów przednowożytnych i coraz bardziej przypomina państwo średniowieczne. Na czym ta analogia dokładnie polega? Jak wskazał Michał Zabdyr-Jamróz na łamach kwartalnika „Pressje”, państwo średniowieczne było uwikłane w skomplikowaną sieć relacji – zarówno z podmiotami wewnętrznymi (panowie feudalni, zorganizowane w korporacje stany, hierarchia kościelna), jak i zewnętrznymi (uniwersalistyczne organizacje cesarstwa i papiestwa). Podobnie wygląda sytuacja w przypadku współczesnych państw, stających się wyłącznie jednym z aktorów polityki” – ocenia ekspert.

„W momencie pojawienia się zagrożenia społeczeństwa na całym świecie znów skierowały się w stronę państwa w oczekiwaniu, że to ono zagwarantuje im bezpieczeństwo. Decydenci, nauczeni doświadczeniem poprzedniego kryzysu, nie zwlekali z wprowadzeniem radykalnego ograniczenia praw i swobód obywatelskich. Co najistotniejsze, stało się to przy pełnej akceptacji społecznej. Nawet ci, którzy jeszcze miesiąc wcześniej uskarżali się na nadmierną ingerencję państwa, wzywali do jak najszybszego nałożenia lockdownu. Większość rządów zdecydowała się również uruchomić bezprecedensowe pakiety fiskalne. Warto mieć na uwadze, że choć wsparcie to uratowało wiele firm przed upadkiem (także tych małych), to w wielu wypadkach nie uchroniło rynku pracy przed dalszym osłabieniem standardów ochrony praw pracowniczych, co niestety będzie mieć daleko idące konsekwencje” – przewiduje Kędzierski.

„W tym kontekście warto zwrócić uwagę na liczne ruchy protestu, takie jak: Black Lives Matter w USA, kampanie antylockdownowe w Europie czy wreszcie Ogólnopolski Strajk Kobiet, które de facto zaczęły tworzyć równolegle instytucje, »legalizujące« choćby użycie w pewnych przypadkach przemocy w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa. Wspomniane ruchy można zresztą uznać za emanację neomediewalnego społeczeństwa, które kwestionuje autorytet już nie tylko państwa, lecz także nauki czy zinstytucjonalizowanej religii. Jak pisał wspomniany już Zabdyr-Jamróz w »Pressjach«: Oto obywatele coraz mocniej zaczynają wierzyć w demokratyczne instrumenty uprawiania polityki. Pobudza ich przemożne przekonanie, że właściwy autorytet płynie z dołu, że legitymizacja bierze się z woli ich samych i im podobnych, a wyrażana jest na ulicy, że jest wykrzykiwana. W sytuacji uwiądu technokratycznego dyskursu płynącego z centrum, wyraźnie blakną odgórne autorytety, szczególnie te abstrakcyjno-instytucjonalne, kojarzone z jednej strony z władzą symboliczną, przede wszystkim z »wszechwiedzącą« nauką i »nieomylną« religią, z drugiej zaś − z urzędami publicznymi” – przypomina nasz ekspert.