Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Muzea, edukacja i pandemia. Jak radzą sobie instytucje kultury w czasach zarazy?

przeczytanie zajmie 10 min
Muzea, edukacja i pandemia. Jak radzą sobie instytucje kultury w czasach zarazy? Muzeum Polin [za:] Wikipedia

Chociaż niektóre muzea zrobiły wiele, by komunikować się z gośćmi w nowoczesny sposób, w oczach wielu prezentują się nadal jako dość archaiczne instytucje. Placówki kultury nie powinny kojarzyć się głównie ze statycznym oglądaniem zabytkowych przedmiotów. Także w warunkach pandemii najważniejszym zadaniem muzealnictwa jest prowadzenie działalności edukacyjnej. Tylko jak to robić, kiedy muzeum jest zamknięte? Jak nieść kaganek oświaty, gdy obowiązują ścisłe limity zwiedzających?

Wśród największych poszkodowanych pandemii wymieniani są przede wszystkim przedsiębiorcy. Gigantyczne straty finansowe poniosły również branże gastronomiczna i turystyczna. Ciężko jednoznacznie ocenić, jak przez pandemię przeszła szeroko pojęta branża kulturalna. Bardzo ograniczone możliwości działania mają teatry czy opery, nie działają kina. Wszyscy pamiętamy kontrowersyjną sprawę wsparcia finansowego najpopularniejszych artystów przez ministerstwo kultury. Jaka na tle tych przykładów jest kondycja muzeów?

Muzea jako instytucje są uzależnione od pieniędzy z ministerstwa kultury, a wysokość wsparcia zależy także od frekwencji. Każda zmiana wytycznych wpływały negatywnie na harmonogram pracy. Dobrym przykładem są tutaj wystawy czasowe. Ich wydłużenie nie zawsze jest możliwe, gdyż niektóre placówki mają podpisane umowy na realizację kolejnych wystaw. Oczywiście, zamknięcie muzeów miewa też dobre strony – np. pozwala na przygotowanie nowych propozycji. Dobrym przykładem jest tutaj Galeria Sztuki Starożytnej otworzona w Muzeum Narodowym w Warszawie lub wystawa „Dziedzictwo” w Muzeum Historii Żydów Polskich.

Informacja historyczna, społeczna czy kulturowa zawarta w zbiorach danego muzeum powinna trafiać do jak najszerszego grona odbiorców – i to w atrakcyjny sposób. Dlatego też działalność wydawnicza, naukowa oraz edukacyjna musi być podtrzymywana także w trakcie lockdownu. O ile pierwsze dwie można spokojnie prowadzić za zamkniętymi drzwiami, o tyle edukowanie społeczeństwa bez sposobności wpuszczenia go do sal wystawowych jest znacznie trudniejsze.

Tradycyjna instytucja z korporacyjnym szlifem

Jak wyglądają wewnętrzne struktury edukacji muzealnej? Wyróżniamy w niej cztery grupy pracowników. Za kulisami wystaw działają osoby zajmujące się opracowywaniem oferty edukacyjnej, które bez żadnych problemów odnalazły się w pandemicznej rzeczywistości. Po prostu z open-space’u przeniosły się w świat wirtualnych konferencji i pracy zdalnej.

Pomostem między nimi a edukatorami i przewodnikami realizującymi program są koordynatorzy. Ich głównym zadaniem jest przydzielenie do odpowiedniej grupy (np. wiekowej) konkretnego edukatora lub przewodnika. Chociaż większość zadań mogą wykonywać w home office, to niekiedy muszą dyżurować na miejscu. Przykładowo, kiedy rozliczają się z współpracownikami działającymi na umowę zlecenie lub kiedy przekazują dokumenty księgowości, pracującej częściowo w trybie stacjonarnym.

Przewodnicy muzealni i terenowi, z którymi najczęściej ma kontakt przeciętny zwiedzający, to grupa mocno poszkodowana przez lockdown. Obostrzenia wprowadzone w związku z epidemią COVID-19 od marca praktycznie uniemożliwiły im prowadzenie swojej działalności. I są grupą, którą najtrudniej przenieść na pracę zdalną – ich miejscem pracy jest bowiem muzeum.

Wreszcie są edukatorzy, mający za zadanie prowadzenie lekcji i warsztatów na konkretny temat, nie zawsze ściśle związany z tematyką muzeum. Różni ich od przewodników to, że nie muszą pracować na wystawach. Z drugiej strony zawsze są zobowiązani do aktywizacji uczestników zajęć. Robić to mogą za pomocą zadawania pytań, organizacji zadań czy innych aktywności – z ruchowymi włącznie. Wystawy nierzadko bywały dla nich pomocne, ale w przeciwieństwie do przewodników mogli wzorem swoich kolegów z biur przenieść swoją działalność do sfery online.

Nowoczesność wkracza do muzeum

Pandemia otworzyła muzea na kanały przekazywania informacji, które dla większości instytucji i firm są już oczywistością. Wiele placówek zaczęło intensywnie prowadzić swoją działalność edukacyjną na Facebooku. Często współpracę w ramach jednego projektu podejmowało kilka instytucji. Przykładem takiej inicjatywy były „Ferie w Rezydencjach Królewskich”. Siedem instytucji muzealnych z całego kraju z pomocą znanych postaci telewizyjnych połączyły prezentacje wnętrz muzealnych z bajkową oprawą.

Coraz częściej publikuje się krótkie filmiki, opowiadające o jakimś eksponacie albo historii związanej z daną postacią lub konkretnym miejscem. Na przykład Adam Ferency ciepłym głosem opowiadał na Facebooku o orłach z tronu na Zamku Królewskim oraz o mieczu Stanisława Augusta Poniatowskiego. Podobne inicjatywy prowadziły placówki muzealne na terenie całego kraju, np. w Zamku Lubelskim. Podobne materiały w social mediach cieszyły się sporą popularnością, aczkolwiek korzystali z nich głównie ci, którzy z wydarzeniami muzealnymi i tak są na bieżąco. Ponadto media społecznościowe pozwoliły zapewnić pracę przewodnikom, poprzez ich udział w materiałach edukacyjnych online.

Muzea wróciły także do bardziej tradycyjnych form działalności internetowej, takich jak blogi. Łazienki Królewskie po rozpoczęciu lockdownu znacząco powiększyły liczbę tekstów publikowanych na blogu swojego działu edukacyjnego. Publikowane na nim treści były bardzo zróżnicowane. Coś dla siebie odnaleźli miłośnicy historii, sympatycy wiedzy przyrodniczej, a nawet amatorzy gotowania, szukający oryginalnych przepisów sprzed wieków.

Na Zooma, Youtube’a czy Facebooka przeniosły się także wykłady tematyczne czy spotkania z autorami książek. Niestety, ciągle problemem jest odpowiednie promowanie takich wydarzeń. Rzadko bowiem atrakcyjne materiały w muzealnych social mediach wykraczają poza grupy w mediach społecznościowych, przez co wiele interesujących inicjatyw przechodzi kompletnie bez echa.

Strach przed byciem memem

Głównym „targetem” muzeów w związku z działalnością edukacyjną są szkoły. W dobie pandemii lekcje i warsztaty prowadzone przez edukatorów były bardzo podobne do szkolnych e-lekcji. Także w sektorze kultury odkryto, że Microsoft i Google od dawna posiadają swoje narzędzia do prowadzenia konferencji online. W wielu instytucjach popularność zdobył program Zoom. Kontakt między edukatorem muzealnym a nauczycielem niejednokrotnie przyczynił się do znaczących zmian w programie placówek kultury.

Przed pandemią nauczyciel kontaktował się głównie z samym muzeum, a osobę prowadzącą zajęcia spotykał dopiero po przybyciu do danej instytucji. Przejście do edukacji zdalnej spowodowało, że wcześniejszy i intensywniejszy kontakt na linii nauczyciel-edukator stał się niezbędny.

Kontakt przed zajęciami zdecydowanie ułatwia dostosowanie się edukatorowi do grupy. Zwiększa to szansę na to, że uczniowie będą faktycznie zainteresowani tematem zajęć. A przynajmniej będą one adekwatne do ich poziomu wiedzy. Czasami prowadzący zajęcia może także uwzględnić sugestie lub oczekiwania nauczyciela.

Sytuacja nie zawsze jednak bywa łatwa. Największym problemem jest kwestia włączania kamerek i mikrofonów na zajęciach. Niektóre muzea wymagają, aby cała grupa miała na zajęciach włączone kamerki. Praktyka jednak boleśnie weryfikuje ten postulat. Dzieci z różnych powodów nie chcą pokazywać się na zajęciach online. Powodem jest strach przed żartami ze strony rówieśników. Innym problemem jest to, że wizerunek ucznia lub uczennicy może po cichu trafić do sieci i stać się materiałem do tworzenia memów. Sam edukator ma z kolei dylemat, czy i w jaki sposób egzekwować muzealne zalecenia, tym bardziej, że ma ograniczony czas na przeprowadzenie lekcji.

Kiedy uczniowie zaskakują cię powagą

Praca edukatora muzealnego jest bardzo podobna do pracy w szkole. Główną różnicą jest konieczność dostosowywania się do innych wytycznych. Muzea mają stosowne oczekiwania wobec prowadzącego zajęcia, a on ma inne obowiązki wobec pracodawcy niż nauczyciel. Najkrócej mówiąc – prowadzący zajęcia w placówce kulturalnej ma dużo większą swobodę działania i jest mniej kontrolowany. Naturalnie nie oznacza to, że braku jakiejkolwiek superwizji. Muzeom zależy na sprawdzeniu, czy nauczyciele są zadowoleni z zajęć i co należy ewentualnie poprawić. Jednym z środków weryfikowania działalności edukatora jest ankieta, którą wypełniają nauczyciele uczestniczący ze swoją klasą w danej lekcji.

Podstawową zaletą lekcji zdalnych jest to, że dają możliwość korzystania z różnorodnych technik. W przestrzeni muzealnej mocno ograniczone (lub wręcz niemożliwe) jest odtwarzanie muzyki lub filmów video. Na zajęciach online nie ma też bariery w postaci innych zwiedzających. Można też swobodnie korzystać z internetu. Gdy zajęcia w muzeum wymagały specjalnej infrastruktury, aby zrealizować mniej sztampowe pomysły, to do lekcji zdalnych potrzeba tylko komputera z Internetem.

Przykładem pomocy edukacyjnej dostępnej w Internecie jest Mentimeter – prosty program do tworzenia ankiet, gdzie uczestnicy mogą wpisać swoje skojarzenie lub odpowiedź na dane pytanie. Potem wyniki można było omówić na danej lekcji.

Inny format lekcji wpływa też na zachowanie samej grupy. Na zajęciach online często sam fakt przebywania w domu powoduje, że uczniowie zachowują większa powagę niż w trakcie tradycyjnej wizyty w muzeum. Brak bezpośredniej obecności kolegów czy koleżanek powoduje też, że dzieci nieraz grzecznie się zachowują, a przez to uczestniczą w zajęciach z większym zaangażowaniem.

Pozytywny wpływ na zachowanie uczniów na lekcji ma fakt, że na konferencji pojawia się osoba trzecia. Edukator reprezentujący instytucję kulturalną  staje się gościem, przy którym wypada dobrze się zachowywać.

Wszyscy chcą się uczyć, ale nie każdy może

Z lekcjami zdalnymi jest jeden zasadniczy problem. Otóż w dobie powszechnej cyfryzacji niemożliwym wydaje się, że ktoś nie ma w domu komputera. Tymczasem z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ponad 1,5 miliona dzieci w Polsce nie może swobodnie uczestniczyć w lekcjach zdalnych. Problem z dostępem do internetu dotyczy także seniorów, którzy w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku często odwiedzali placówki kulturalne.

Ograniczenie dostępu do technologii dla niektórych osób nie wynika tylko z ich statusu społecznego bądź kwestii logistycznych. Wiele osób nie zapoznało się z rządowymi propozycjami wsparcia, takimi jak dopłaty do komputerów dla dzieci rolników. Ponadto dzieciom do uczestniczenia w zajęciach szkolnych czy edukacyjnych wystarczy najprostszy i najtańszy tablet lub smartfon , który jest znacznie tańszy niż komputer albo laptop.

Często obok problemów technicznych pojawia się także aspekt finansowy. Muzea i pokrewne instytucje kulturalne są permanentnie niedofinansowane. Pandemia ograniczyła i tak niewielkie dopłaty do programów takich jak „Kultura Dostępna”, umożliwiających grupom udział w lekcjach muzealnych bezpłatnie. Podobnych inicjatyw rządowych i samorządowych jest bardzo mało, a i tak ich budżet jest bardzo ograniczony. Tymczasem oferta kulturalna online byłaby ogromną szansą dla dzieci (i nie tylko) z mniejszych miejscowości. Internet tworzy bowiem nową drogę do wiedzy oferowanej przez muzea i instytucje z większych ośrodków.

Do innej kategorii należą trudności praktyczne. Atutem niektórych muzeów jest ich historyczna lokalizacja. Zwłaszcza na młodego odbiorcę pozytywnie działa bezpośredni kontakt z wnętrzem zabytkowego zamku czy pałacu. Edukator prowadzący zajęcia online często nie jest w stanie nadrobić tego braku. Trudno bowiem na odległość oddać ducha danej placówki.

Dodatkowym problemem dla edukatora jest to, że często musi wymyślić coś ekstra, co wyróżni jego zajęcia lub chociaż zainteresuje grupę prezentowanym tematem. O ile na początku lockdownu uczniowie w szkołach byli zadowoleni z formy zdalnej, o tyle dzisiaj w każdej grupie wiekowej wzmaga się zmęczenie funkcjonowaniem w takich warunkach.

Poważniejszym niż pierwotnie zakładano zagrożeniem okazał się tzw. trolling. Pojedyncze osoby lub grupy w sposób losowy wybierają lekcje, na którą przeprowadzają atak, zakłócając przebieg zajęć. Nawet najlepszego nauczyciela czy edukatora taka sytuacja może wyprowadzić z równowagi. W sytuacji, gdy zajęcia mają ściśle określony czas, jest to spore utrudnienie. I dlatego istotne okazały się szkolenia dla pracowników z obsługi programów do konferencji, aby takim atakom zapobiec. Niestety, nie da się tego procederu całkowicie zlikwidować.

W kontekście upowszechniania i działalności edukacyjnej mówimy głównie o grupach szkolnych, ewentualnie o tzw. Uniwersytetach Trzeciego Wieku. Natomiast oferta dla osób dorosłych jest bardzo ograniczona. Krótkie filmiki opowiadające o poszczególnych elementach wystaw to kropla w morzu potrzeb. Dorośli zainteresowani zdobywaniem wiedzy z danej dziedziny często są skazani na udział w wydarzeniach, gdzie muszą przebijać się przez informacje niedostosowane dla początkujących w danym temacie. Ponadto zdarza się, że takie wydarzenia nikną w natłoku innych ogłoszeń muzeów na swoich social mediach. A często wystarczyłoby zwykłe utworzenie wydarzenia czy eventu dla tej grupy docelowej.

Media społecznościowe przyszłością muzeów

Podstawowym pytaniem pozostaje: czy po całkowitym opanowaniu sytuacji związanej z epidemią COVID-19 muzea porzucą tryb zdalny? Po doświadczeniach ostatniego roku wydaje się to po prostu niemożliwe. I chociaż jak najszybciej chcemy powrócić do normalnego zycia, instytucje kultury nie powinny wycofywać się z internetu.

Czy tradycyjna, stacjonarna forma prowadzenia lekcji jest wygodniejsza? Możemy z całą pewnością stwierdzić, że tak. Jednak pandemia zwróciła uwagę na możliwości, jakie daje internet.

Komunikacja online skraca dystans między muzeum i odbiorcą, a dokładniej luzuje formę i język, którymi obie strony się posługują. Co więcej, zmniejsza również odległość w sensie dosłownym – praktycznie z każdego zakątka świata można poznać wiedzę ukrytą w Muzeum Narodowym w Krakowie, Zamku Królewskim w Warszawie czy wielu innych placówkach na terenie całego kraju. Przede wszystkim jest to szansa dla tych osób spragnionych wiedzy, którzy mieszkają w mniejszych miejscowościach.

Muzea dostają szansę na to, aby w końcu wkroczyć do XXI wieku. Przez wielu wciąż uważane za archaiczne instytucje, mogłyby pojawić się w świecie nowoczesnej komunikacji. Dzisiaj przeciętny odbiorca, nie tylko ten najmłodszy, odbiera świat głównie przez ekran smartfona czy komputera. Wyraźne zaznaczenie swojej obecności w internecie połączone z szerszą promocją instytucji muzealnych w portalach społecznościowych naprawdę pomoże przyciągnąć do nich przeciętnego „zjadacza” pop-kultury. Szczególnie takiego, który pozornie nie jest nią zainteresowany.

Forma zdalna może znacząco pomóc w popularyzacji wiedzy ukrytej dotychczas w muzeach, jeśli wykorzysta się do tego oferowane przez współczesne media techniki. Muzeom oraz ich pracownikom nie brakuje kreatywności. Czasami brakuje jednak odpowiednich form promocji wydarzeń, przez co wiele ciekawych inicjatyw pozostaje niezauważonych. Warto w poszukiwaniu materiałów i filmów video przejrzeć na przykład profile facebookowe polskich muzeów. A tym, którzy wolą czytać niż słuchać, zachęcamy do odwiedzin stron muzeów, gdzie można zaspokoić nawet bardzo duży głód wiedzy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.