Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie ma powrotu do starego modelu NATO. Wnioski po Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 2021

Nie ma powrotu do starego modelu NATO. Wnioski po Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 2021 Jens Stoltenberg's Official Twitter Account

19 lutego 2021 r. odbyła się kolejna edycja Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC). W tym roku mogliśmy usłyszeć wystąpienia Joe Bidena, Angeli Merkel, Emmanuela Macrona, Borisa Johnsona i Jensa Stoltenberga. Wszyscy wypowiadali się na temat bezpieczeństwa i obronności w relacjach transatlantyckich. W wypowiedziach najważniejszych polityków NATO Polska nie pojawiała się praktycznie ani razu, ale nie znaczy to, że nie mówiono o rzeczach, wobec których możemy przejść obojętnie.

Nie wejdziemy dwa razy do tej samej rzeki

Joe Biden na tegorocznej MSC powtórzył głośno do swoich partnerów z NATO: „America is back”. Było to zawołanie zgodne z przedwyborczymi oczekiwaniami, dające nadzieje wielu politykom i komentatorom na powrót do bardziej koncyliacyjnego podejmowania decyzji, szczególnie w ramach NATO. Wobec pandemicznej niepewności, wzrostu potencjału geopolitycznego Chin i trwających przez kilka lat napięć na linii UE – Waszyngton, słowa Joe Bidena powinny uspokajać.

Niestety, robią to tylko na pozór, ponieważ ta sama konferencja, na której przemawiał nowy prezydent USA, pokazała, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Nawet jeśli Biden stwierdza, że Ameryka powraca, to nasuwa się pytanie, czy Europa nadal jest tam, gdzie była choćby pięć lat temu i czy chce zawracać do tego, co było przed prezydenturą Donalda Trumpa.

Tegoroczna edycja MSC była o tyle szczególna, że odbyła się w momencie, gdy świat zastanawia się, jaki porządek międzynarodowy wyłoni się po pandemii. Ten okres strategicznej refleksji jest tym mocniej odczuwalny, ponieważ właśnie jesteśmy w trakcie wykuwania nowej koncepcji strategicznej NATO.

Proces ten na dobre rozpoczął się w listopadzie zeszłego roku, gdy grupa ekspertów powołana przez Sekretarza Generalnego NATO, Jensa Stoltenberga, opublikowała raport NATO 2030. United for a New Era. Dlatego też wystąpienia przywódców wiodących krajów NATO w Monachium można odczytywać jako pierwsze oficjalne stanowiska wobec zmian, które wystawiają polityczną spójność Sojuszu na próbę. O tę zaś wśród sojuszników ostatnio coraz trudniej.

W momencie, gdy Biden wzywa do powrotu do tej samej rzeki, europejskie państwa NATO nie są co do tego aż tak przekonane, ponieważ otoczenie i warunki zmieniły się względem 2016 r., gdy kończyła się kadencja Baracka Obamy. Po pierwsze, kraje NATO wydają już więcej na obronność, zgodnie z życzeniami USA. Po drugie, zaczynają przedstawiać własne pomysły na temat tego, jak Sojusz powinien odpowiadać na zmiany na arenie międzynarodowej.

Wymóg 2% PKB na obronność to za mało

Jeszcze sześć lat temu główną osią dyskusji wewnątrz NATO było finansowanie obronności na poziomie 2% w relacji do PKB, czyli tzw. burden sharing. Dziś ten temat stracił już znacznie na swej ważności. W 2014 r. tylko USA, Grecja i Wielka Brytania spełniały to kryterium, ale obecnie trzeba do tego grona zaliczyć również państwa bałtyckie, Polskę, Rumunię oraz Francję, a kolejne kraje są coraz bliżej przyjętego zobowiązania.

Realnie oznacza to, że państwa NATO wydały w 2020 r. już 313 mld dolarów na obronność, czyli o 63 mld dolarów więcej niż w 2014 r. Obecnie państwa Europy i Kanada odpowiadają za ok. 30% wydatków obronnych Sojuszu i tylko one same wydają na swoje armie ok. pięć razy więcej niż Rosja i prawie dwa razy więcej niż Chiny. Oczywiście, nadal niechlubnym przykładem pozostają Niemcy, ale tylko na pozór. Warto bowiem zauważyć, że względem 2014 r. Berlin zwiększył poziom wydatków na obronność o 10 mld $ do poziomu 56 mld dolarów w roku 2020, co pozwoliło Niemcom przegonić w wydatkach Francję o 6 mld dolarów i zbliżyć się do Wielkiej Brytanii, która wydała 59 mld dolarów w tym samym roku.

Jednakże skupianie się na samych liczbach może być złudne. Dostrzegł to w raporcie dla Center for Strategic and International Studies (CSIS) Anthony H. Cordesman. Autor zauważa, że o ile polityka mobilizowania państw NATO do zwiększania wydatków na obronność była słuszna, o tyle musimy pamiętać, że samo wydawanie 2% PKB na obronność nie zwiększy automatycznie poziomu naszego bezpieczeństwa.

Te procenty muszą bowiem przekładać się na pozyskiwanie twardych zdolności, takich jak np. wyszkolenie żołnierzy i oficerów, utrzymanie wysokiej jakości bazy logistycznej dla wojska, rozwijanie własnego przemysłu zbrojeniowego i poprawianie jakości reagowania kryzysowego. Czujemy przecież intuicyjnie, że 2% wydatków na obronność Estonii i te same 2% Francji w praktyce oznaczają diametralnie odmienny potencjał obronny.

Z tego powodu w trakcie swojego wystąpienia Jens Stoltenberg, nawiązując do europejskiej idei autonomii strategicznej, stwierdził, że w NATO nadszedł raczej czas na wypracowanie strategicznej solidarności, zakładającej m.in. polityczną jedność i rozwijanie konkretnych zdolności bojowych, a nie fetyszyzację samego wymogu wydatków obronnych na poziomie 2% PKB.

Francja, Niemcy i przyszłość NATO

O ile ewolucja w kierunku bardziej sprawiedliwego podziału zadań w NATO jest dość naturalna, to niepokojący może wydawać się rozwój dyskusji o tzw. strategicznej autonomii Europy. Wspomniana idea widocznie będzie stałą częścią transatlantyckiej dyskusji nad bezpieczeństwem, ponieważ prezydent Macron w Monachium jeszcze raz mówił właśnie o niej.

W największym skrócie idea ta zakłada: zaangażowanie krajów europejskich w Afryce (szczególnie w Sahelu) i Syrii, odciążanie USA w Europie, by te mogły skupiać się na Chinach, oraz budowanie bezpieczeństwa w Europie Wschodniej przy zaangażowaniu Rosji.

Postulaty te są już nam dobrze znane, ale fakt pojawienia się tej idei na tegorocznej MSC pokazuje, że nie była ona tylko reakcją na politykę Donalda Trumpa, ale już na stałe weszła do agendy francuskiej. Co więcej, zatacza ona coraz szersze kręgi, powoli przenikając do Niemiec, które nadal jeszcze nie potrafią jednoznacznie sformułować własnej wizji bezpieczeństwa, ale słuchają uważnie, co mówią inni.

Jeszcze nie tak dawno głośno było o wystąpieniu niemieckiej minister obrony Annegret Kramp-Karrenabuer (AKK), która zarysowała wizję budowy NATO ramię w ramię z USA, choć z rosnącym zaangażowaniem państw europejskich. Na MSC Angela Merkel powtórzyła te tezy, rozwijając przy okazji, co rozumie pod pojęciem tego zaangażowania. Z przemówienia kanclerz można było wywnioskować, że Berlin stara się wypracować złoty środek pomiędzy propozycjami Londynu (odstraszanie Rosji, nakładanie dalszych sankcji na Kreml) i Paryża (wyżej przedstawiona idea europejskiej autonomii).

Merkel mówiła więc o zaangażowaniu NATO w Libii i Syrii, ale już bez Sahelu; stwierdziła, że należy nadal wywierać presję na Rosję (szczególnie w kontekście jej działań na Ukrainie), ale z otwarciem na potencjalne rozmowy z Kremlem w przyszłości; Chiny określiła jako jednoczesnego partnera i systemowego rywala; stwierdziła także, że wobec USA należy prowadzić politykę zniuansowaną, a nie konfrontacyjną.

Gdzie w tym wszystkim jest Polska?

W pierwszej kolejności Polska powinna wspierać propozycje niemieckie ze względu na ich umiarkowaną proamerykańskość i silniejszą niż w wizji francuskiej antyrosyjskość. Oferta francuska z jej pełnym otwarciem na Rosję rodzi tylko ryzyko zwiększenia wpływów Kremla w regionie Morza Bałtyckiego i Czarnego, co stoi w sprzeczności z polskim interesem narodowym.

Oczywiście nie oznacza to, że powinniśmy porzucić dialog z Francją. Ze względu na stopień różnic w naszych podejściach ten dialog staje się tym bardziej palący. Uśmierzenie tego konfliktu pozwoli wzmocnić skuteczność polityki odstraszania Rosji, a także ugasi jedno z ognisk sporów wewnątrz Sojuszu. Dodatkowo „zapunktujemy” w ten sposób u Niemców.

Wydaje się, że słusznym punktem wyjścia byłaby akceptacja w istotnej mierze francuskiej wizji zaangażowania w Afryce w zamian za zaostrzenie polityki Paryża wobec Kremla i odejście od pomysłów budowania systemu bezpieczeństwa w Europie Wschodniej w oparciu o Moskwę.

Dobrym przykładem na to, że taka współpraca jest możliwa, jest polityka Estonii. To jedyny kraj wschodniej flanki, który jest zaangażowany w operacje francuskie w Sahelu i który w 2018 r. przystąpił do tworzonej przez Paryż Europejskiej Inicjatywy Interwencyjnej. W zamian za to wsparcie Estonia jako jedyny kraj naszego regionu gości na swojej ziemi rotacyjnie żołnierzy francuskich. Ponadto Tallin liczy, że w dłuższej perspektywie współpraca z Paryżem pozwoli zmodyfikować świadomość strategiczną Francji i ich podejście względem Rosji.

Podobnie warto zwiększyć polską aktywność w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony UE (WPBiO). Naszym celem powinno być utrzymanie zaangażowania tej polityki na integracji unijnych rynków zbrojeniowych i przeciwdziałanie jej ewolucji w stronę budowania samodzielnej siły bojowej, konkurencyjnej wobec NATO i USA. Osiągnąć to można chociażby poprzez aktywne zaangażowanie się w większą liczbę projektów w ramach inicjatywy militarnej PESCO.

Warto również rozważyć zaangażowanie Polski we francuską inicjatywę Europejskiej Inicjatywy Interwencyjnej (EII). Dziś w inicjatywie brakuje państw z Europy Środkowo-Wschodniej, przez co skupia się ona na realizacji interesów strategicznych państw zachodniej części kontynentu. Obecność w inicjatywie Wielkiej Brytanii sprawia, że polska wrażliwość nie byłaby odosobniona.

***

Monachijska konferencja pokazuje wyraźnie jedną fundamentalną zmianę: nie ma już powrotu do świata sprzed kadencji Donalda Trumpa. Europejskie państwa zaczynają myśleć samodzielnie o budowaniu nowego ładu bezpieczeństwa zamiast jednostronnie orientować się na USA. To łączy się z reformą funkcjonowania NATO i rozwijaniem nowych inicjatyw i projektów wewnątrz UE. Przed Polską stoi poważne wyzwanie, aby w tych zmianach jak najskuteczniej się odnaleźć. Na pewno się to nie uda bez mocniejszego zaangażowania we Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony czy Europejską Inicjatywę Interwencyjną i bez podjęcia realnego dialogu z Francją.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.