Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Ksiądz Dymer jak ex kardynał McCarrick. O Antychryście w Kościele i Wielkim Poście innym niż zwykle 

Ksiądz Dymer jak ex kardynał McCarrick. O Antychryście w Kościele i Wielkim Poście innym niż zwykle  Ehsan Taalimi/unsplash.com

Historia zmarłego we wtorek księdza Andrzeja Dymera, oskarżonego o pedofilię, łudząco przypomina przypadek byłego kardynała Theodora McCarricka, który w 2019 r. został wydalony ze stanu duchownego z powodu molestowania seksualnego nieletnich i dorosłych. Obie sprawy łączy obłudny klerykalizm, olbrzymie pieniądze, opinia wspaniałego duszpasterza oraz ignorowanie krzywdy rzeczywistych ofiar. Zarówno Kościół amerykański jak i polski żyły w zmyślonym świecie, naznaczonym ingerencją nagiego, brutalnego i osobowego zła. Rozpoczęty wczoraj Wielki Post wzywa wszystkich katolików do wyzbycia się tej iluzji – tak w życiu prywatnym, jak i społecznym.

Narcyzm i post

Sens Środy Popielcowej polega na rzuceniu wyzwania nie tylko sobie, ale i rzeczywistości, w której na co dzień funkcjonujemy. Rzeczywistości, w której najbardziej promowaną postawą jest samouwielbienie. Jak celnie zauważyła Karolina Lewestam, etymologia narcyzmu wywodzi się od greckiego narke – odrętwienia, odurzenia. Autorka Pisma sugeruje, że wszyscy popadliśmy w podobny stan. Jesteśmy pochłonięci nie tyle sobą, co wyidealizowanym obrazem własnego „ja”. Narcyzm staje się podstawową motywacją stojącą za wszystkimi naszymi działaniami. Panuje w pracy, rodzinie i relacjach intymnych.

W dobie pandemii te tendencje jeszcze się nasiliły. Kiedy cała rzeczywistość przeniosła się do internetu, wszystko zostało podporządkowane logice narcystycznych mediów społecznościowych, ale także tych tradycyjnych, które małpują powstałe tam mechanizmy. Każdy indywidualny profil na Facebooku i Instagramie lub clickbajtowy artykuł w największych mediach zrobią wszystko, aby skraść odrobinę naszej uwagi. Finalnie, jedyne co się liczy, to tworzenie własnego wyidealizowanego wizerunku.

Wczorajsze posypanie głowy popiołem ma wyzwalać z tego odrętwienia i iluzji, pozwolić nam na zrzucenie z twarzy internetowych masek. Nowoczesność, która uczyniła z autentyczności największą świętość, jednocześnie stworzyła świat zupełnie tej autentyczności pozbawiony. Niedostępne prawdziwe „ja” zaś zamknięte jest tak samo przed nami, jaki i przed innymi.

Często można spotkać się z opinią, że Środa Popielcowa to przygnębiający dzień, bo przypomina, że jesteśmy śmiertelni i tak naprawdę nieistotni wobec potęgi Boga. To nieprawda. Popielec ma przede wszystkim przynosić nadzieję, że nawet śmiertelni i słabi ludzie są w stanie rzucić wyzwanie osobistemu zakłamaniu. Jednak wspomniana wyżej iluzja internetowej debaty publicznej i narcyzmu mediów społecznościowych to niewielkie zło w porównaniu z najważniejszym problemem, z którym zmaga się dziś Kościół katolicki w Polsce. Choć i tu pewne analogie są oczywiste.

Szczecińska kuria jak z powieści Oskara Wilde’a

Umiłowanie własnego wyidealizowanego wizerunku to jeden z największych grzechów polskiego Kościoła. Na zewnątrz ma wyglądać, że jesteśmy czyści i święci, zło natomiast trzeba tuszować, bo jego ujawnienie spowoduje, że nie będziemy przekonujący w oczach świata. Nie liczy się prawda, a więc realna krzywda ofiar przestępstw seksualnych, ale to, jak będziemy postrzegani przez świat. To jest prawdziwe źródło klerykalizmu – lęk przed zdarciem maski ludzi świętych i bogobojnych. Wielki Post jest symbolem pokonania tego lęku, wezwaniem do odwagi stanięcia w prawdzie, choćby nie wiadomo jak trudnej do zaakceptowania.

Niestety, jak widać we wstrząsającym cyklu tekstów Zbigniewa Nosowskiego, redaktora naczelnego Więzi i reportażu Najdłuższy proces Kościoła autorstwa Sebastiana Wasilewskiego, wyemitowanego w poniedziałek na TVN-ie, hierarchowie nadal zamiast wypalać zło żywym ogniem, nie kryjąc niczego przed światem, wolą załatwiać wszystko za zamkniętymi drzwiami kurii.

Jaskrawym przykładem takiego zachowania jest wydane wyroku Sądu Metropolitalnego w Gdańsku w sprawie księdza Andrzeja Dymera z 12 lutego 2021 r., czyli w czasie, gdy zapowiedziano już, że sprawa podejrzanego o pedofilię księdza (co jest pewnym eufemizmem) będzie tematem wspomnianego reportażu. Sąd metropolitalny w Gdańsku wyrok wydał, ale go nie upublicznił. Zaś ksiądz Dymer, mimo trudnych do zanegowania, relacji ofiar nigdy nie poniósł kary za dokonane przez siebie czyny.

A wystarczy nadmienić, że sąd świecki orzekł, że zeznania licznych świadków są godne zaufania (Dymer nie został skazany przez państwo wyłącznie z powodu przedawnienia dokonanych przestępstw). Sprawa była prowadzona przez sądy kościelne od 25 lat i robiono wszystko, żeby nie posunąć jej do przodu. Doprawdy nie jest łatwo o równie jaskrawy przykład spustoszenia moralnego, jakie prowokowane jest przez klerykalny narcyzm.

Oglądając reportaż Sebastiana Wasilewskiego, zwróciłem uwagę na zdjęcie zmarłego w środę duchownego, na którym młody i roześmiany ksiądz Dymer ubrany w sutannę krąży wokół szkolnych ławek (sprawował m.in. funkcję dyrektora szczecińskiej szkoły podstawowej). Wyraz jego twarzy i cała sylwetka przypomniała mi powieść Oskara Wilde’a p.t. Portret Doriana Graya. Tytułowy bohater to niewinny młodzieniec, którym zachwyca się pewien malarz i portretuje Doriana. Ten z czasem staje się amoralnym hedonistą, starzeje się, ale fizyczne oblicze się nie zmienia. Wszystkie jego grzechy są zaś oddawane na zmieniającym się obrazie. Portret niejako pochłania skutki moralnego zepsucia, a bohater w rzeczywistym świecie mimo upływu kilkudziesięciu lat nadal wygląda jak 19-latek. Wszyscy ludzie wokół niego widzą nihilizm i sybarytyzm Doriana, a jednak ulegają jego urokowi i osobistym talentom.

Szczecińska kuria, w obrębie której ksiądz Dymer działał, zachowywała się analogicznie. Już w 1996 r. abp Marian Przykucki sporządza notatkę, w której pod wpływem doniesień z katolickiego liceum, gdzie Dymer był dyrektorem, nawołuje do „natychmiastowego zbadania sprawy”. Przez 25 lat Kościół hierarchiczny zwleka jednak z działaniem, pozostając pod wpływem charyzmy i uroku ks. Dymera. Społeczny autorytet chronił go zarówno przed prawdą ofiar, jak i osądem przełożonych.

Andrzej Dymer i Theodor McCarrick

10 listopada 2020 r. Sekretariat Stolicy Apostolskiej opublikował raport poświęcony kardynałowi McCarrickowi badający przede wszystkim drogę awansu duchownego-pedofila w strukturach kościelnych pomimo równoległych zarzutów o nadużycia seksualne, których ten miał się dopuszczać. Wina została udowodniona, a sam McCarrick został wydalony ze stany duchownego niemal dokładnie dwa lata temu.

Biskupi amerykańscy wielokrotnie się za nim wstawiali. Nazywali go „dobrym pasterzem”, „gorliwym katolikiem” oraz człowiekiem obdarowanym „kapitalną roztropnością oraz niekwestionowaną miłością do Ojca Świętego”. Dynamiczna kariera duchownego była okraszona samymi sukcesami. Prowadził seminaria, cieszył się opinią świetnego pedagoga, wyświęcał imponującą liczbę kleryków, zdobywał kolosalne pieniądze dla Kościoła amerykańskiego, utrzymywał długoletnie stosunki z rządem USA, a nawet FBI. Bill Clinton wysłał go na niezwykle delikatną misję dyplomatyczną do Chin, pośredniczył również w kontaktach między Barackiem Obamą a Stolicą Apostolską już za pontyfikatu papieża Franciszka.

Jak pisze Michał Łuczewski w najnowszym numerze magazynu apokaliptycznego Czterdzieści i cztery, McCarrick uchodził za duchownego nowego typu, za idealny przykład słuszności posoborowej drogi otwarcia na świat. Mit dobrych relacji z młodzieżą, postawa antyklerykalna, przedsiębiorczość, wymierne wyniki duszpasterskie i dynamiczna droga awansu sprawiały wrażenie biskupa idealnego. Polityczne sukcesy zaś dopełniały obrazu skutecznego i nowoczesnego hierarchy. Jak konstatuje Łuczewski, McCarrick był „człowiekiem Watykanu w Waszyngtonie i człowiekiem Waszyngtonu w Watykanie”. Cała ta rzeczywistość okazała się w końcu iluzją starannie wyreżyserowaną przez przesiąkniętego złem duchownego.

Ujawniono, że w zakrytych dla świata murach seminarium ex kardynał zezwalał na wszystko, czego zakazywał Kościół. Imprezy zakrapiane alkoholem przy suto zastawionym stole połączone z homoseksualnymi orgiami, a uczestniczący w nich duchowni nazajutrz jak gdyby nigdy nic nawzajem dawali sobie rozgrzeszenia, sprawowali Mszę świętą, świętokradczo przyjmując i rozdając Eucharystię.

Wszystko to działo się na oczach być może setek osób wewnątrz seminarium duchownego, a przez bardzo długi czas McCarrick po prostu migał się od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Lekko nadszarpnięty wizerunek przez kolejne doniesienia był równoważony sukcesami, jakie odnosił na poziomie finansowym, dyplomatycznym i „duszpasterskim”.

Do pewnego stopnia, przy szacunku dla zachowania proporcji, sprawa księdza Andrzeja Dymera wygląda analogicznie. Ojciec Marcin Mogielski, dominikanin który na własną rękę prowadził śledztwo dotyczące ks. Dymera, stwierdza w reportażu: „To była kura znosząca złote jaja. Człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych”. Wskazywał również na powiązania Dymera z władzami miejskimi i państwowymi, a także doskonałą opinię wśród zmieniających się przez lata biskupów.

Ksiądz Dymer z łatwością przejmował publiczne nieruchomości i grunty, pozyskując środki na ich utrzymanie i remonty. Tak było z zabytkowym dworkiem, gdzie działało Ognisko św. Brata Alberta, a także z zabytkową kamienicą w centrum Szczecina, gdzie mieści się siedziba katolickiego liceum, którego ksiądz Dymer był dyrektorem. Kierownictwo w obu tych instytucjach ułatwiało kapłanowi molestowanie seksualne dzieci i młodzieży.

Niedawno zmarły wskutek choroby nowotworowej ksiądz sprawował również szereg prestiżowych funkcji. Był m.in. przewodniczącym Rady Szkół Katolickich przy Episkopacie, prezesem Fundacji Pomocy Dzieci i Młodzieży im. Stefana Wyszyńskiego, a także członkiem Zgromadzenia Generalnego Europejskiego Komitetu Edukacji Katolickiej w Brukseli.

Porównanie McCarricka z Dymerem sprawia wrażenie demonicznego teatru absurdu. Osoby duchowne, które w swojej posłudze miały kształtować moralność dzieci i młodzieży, demolowały psychikę swoich podopiecznych – zamiast nawracać, gwałcili. Księża, którzy przysięgali posłuszeństwo Bogu, wysługiwali tak naprawdę bożkowi ziemskiego bogactwa, prestiżu i niepohamowanej rządzy. U progu trzeciego tysiąclecia, w którym Jan Paweł II jako biskup Rzymu przepraszał za grzechy duchownych, zrzekając się ziemskiej władzy, McCarrick i Dymer oddawali bluźnierczy hołd Lewiatanowi.

Z tej perspektywy Kościół katolicki był instytucją funkcjonującą w dwóch równoległych rzeczywistościach. W jednej, na samej górze hierarchii, powszechnie podziwiany papież pragnął przybliżenia Królestwa Bożego, w drugiej, na poziomie kardynalskim i stricte prowincjonalnym, kapłani przybliżali raczej królestwo Antychrysta.

Struktury grzechu i aktywność Szatana

Kiedy opada pierwszy medialny kurz po ujawnieniu kolejnych skandali pedofilskich w Kościele, nieodmiennie gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie: „Jak to w ogóle jest możliwe, że indywidualne zło może tak zainfekować całe grupy ludzi?”. To niesamowite, jak moralne zepsucie jednego duchownego może rozpleniać grzech na całe społeczności i utrzymywać zmowę milczenia przez dziesiątki lat. Może się wydawać, że zło rozprzestrzenia się jak wirus – poza świadomością i wolą jego nosicieli.

Zgwałcone dziecko, doświadczające olbrzymiej krzywdy, przelewa ją na rodziców, którzy nie chcą uwierzyć, że szanowany duchowny może zrobić coś tak obrzydliwego. Naoczni świadkowie wypierają „dziwne” zachowania pedofila, szufladkując je jako „ekcentryczne”, a gdy nie ma już miejsca na żadne interpretacje jednoznacznych czynów, wówczas zaczyna się kalkulacja, że przecież jeden grzech nie może przekreślać takiego pięknego życiorysu – „zjedzą go wszyscy, a tyle zrobił dobrego dla Kościoła”.

W tych tłumaczeniach, występujących zarówno w sprawie McCarricka, jak i ks. Dymera, można dopatrywać się dwóch stałych. Po pierwsze, ludzka psychika, gdy spotyka się z czymś tak niepojętym, rozpaczliwie próbuje ubrać zło w bezpieczne ramy racjonalizacji. Jednocześnie dokonując przy tym zrównania grzechu i grzesznika. „Tyle zrobił dobrego, to jest dobrym człowiekiem”. Co zaś nie pasuje do obrazu „dobrego księdza” wypieramy, radząc sobie w ten sposób z dysonansem poznawczym.

Po drugie, trzeba pamiętać, że ludzkie decyzje nie są podejmowane w abstrakcji od społecznych struktur. „Przecież wszyscy widzą, co ten ksiądz robi, to może skoro nic się nie dzieje przez tyle lat, to może jest jakieś wytłumaczenie, którego po prostu nie rozumiem”. Społeczeństwo, jak wielokrotnie przypominał Jan Paweł II, może funkcjonować w obrębie tzw. struktur zła, które są czymś więcej niż jedynie indywidualnym złem moralnym. Są kumulacją powtarzanych złych decyzji, które – choć zawsze podejmowane przez ostatecznie wolne osoby – wynikają po części z zakorzenionych w danej grupie zwyczajów i konwencji, ułatwiając zawierzenie kłamstwu.

Być może nasz dysonans poznawczy byłby mniejszy, gdybyśmy nie ulegali złudzeniu współczesnej popkultury, że Szatan jest wyłącznie częścią opowieści mrożącej krew w żyłach na sali kinowej, na równi z baśniowymi wilkołakami i wampirami. W tym kontekście warto przypomnieć słowa papieża Franciszka z 2013 r.:

„Obecne pokolenie, jak i wiele wcześniejszych, były skłonne wierzyć, że diabeł jest mitem, jedynie jakąś postacią, ideą zła. Ale diabeł istnieje i musimy z nim walczyć. Mówi o tym św. Paweł, nie ja. Mówi o tym słowo Boże. (…) Jest prawdą, że diabeł istnieje! I nie mamy prawa tego upraszczać, mówiąc: «Wszyscy oni nie byli opętani, a jedynie chorzy psychicznie». Nie! Diabeł jest obecny na pierwszej stronie Pisma Świętego. I Pismo Święte kończy się też obecnością diabła, zwycięstwem Boga nad diabłem!”.

Chciałbym być dobrze zrozumiały: nie chodzi o to, że McCarrick i Dymer byli opętani przez Szatana, więc właściwie nie ponoszą winy za popełnione zbrodnie. Jako osoby wolne w pełni odpowiadają za swoje grzechy. To jednak nie oznacza, że Szatan nie działa w świecie (odsyłam do Katechizmu Kościoła Katolickiego – 391nn)

Jeśli mamy cokolwiek dla własnego sumienia uzyskać poprzez kolejną łapczywą lekturę sensacyjnych doniesień poświęconych molestowaniu seksualnemu w Kościele, to sądzę, że zwłaszcza na sam początek Wielkiego Postu warto wryć w swoją pamięć dosadne napomnienie z Ewangelii św. Jana: „Wy macie diabła za ojca… prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8, 44). Wielki Post to czas, w którym Kościół – nie ten grzeszny, ale święty i powszechny – przynosi otrzeźwienie i wyzwala z zakłamania.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.