Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Odzyskać prawo naturalne. O tym, jak postmodernizm zniszczył debatę publiczną

Odzyskać prawo naturalne. O tym, jak postmodernizm zniszczył debatę publiczną Francisco de Zurbarán, Saint Thomas Aquinas [za:] Wikimedia Commons

W ostatnich miesiącach, głównie na kanwie głośnych światopoglądowych dyskusji o prawach LGBT i aborcji, swój triumfalny powrót święci pojęcie prawa naturalnego. Niestety, śledząc te dyskusje, można się przekonać, że wpadły one w pułapkę konfliktu dyskursów. Poniżej postaram się naszkicować, na czym polega problem z dyskursywnym traktowaniem prawa naturalnego i w jaki sposób możemy z tej pułapki uciec.

Foucault i słowa wytrychy

Pojęcie dyskursu jest, wbrew pozorom, starsze niż postmodernizm, ale swoją karierę zrobiło głownie na kanwie koncepcji Michela Foucaulta. W dużym uproszczeniu dla tego myśliciela dyskurs był nie tylko „tekstem w kontekście”, jak głosiła wcześniejsza, klasyczna definicja tego pojęcia, lecz także społeczną i psychologiczną otoczką wokół określonego tematu ze szczególnym skupieniem na relacjach władzy, które stanowiły główny temat dociekań francuskiego filozofa. Innymi słowy, dyskurs w tym sensie to pojęcie wykraczające poza sferę filozofii języka: to cały system relacji społecznych i politycznych, który pozwala na formułowanie pewnych sądów. Ktoś spoza tego systemu relacji może wygłaszać pewne sądy, lecz robi to nieskutecznie, na podobieństwo ogłaszanych performatywów (np. gdy ktoś mówi, że kogoś skazuje, nie będąc sędzią na sali sądowej).

Przyjmijmy na chwilę optykę Foucaulta. Wówczas jawi się nam następujący obraz: pojęcie prawa naturalnego wydaje się przypisane do dyskursu konserwatywno-chrześcijańskiego. Aby w nim uczestniczyć, trzeba zaakceptować prymat religii instytucjonalnej (w naszym kręgu kulturowym będzie to Kościół katolicki) w kształtowaniu zasad oraz dyktat moralny pewnych instytucji tej religii. Efektem ubocznym takiego podejścia do tego pojęcia jest jego semantyczne wyjałowienie: dla uczestnika tego dyskursu przestaje on znaczyć coś innego niż „to, co każdy katolik w sferze moralnej uważać powinien”. Zauważmy, że w podejściu Foucaultowskim fakt, że katolicy mogą się różnić w sferze moralnej, nie będzie istotny, bo nie chodzi tutaj o katolików jako ogół, ale o szeroko pojęte „katolickie struktury władzy”. Dla osób niebędących uczestnikami tego dyskursu prawo naturalne jest pustym zwrotem, parafrazowanym jako „przekonania moralne ludzi, którzy chcą nas zniewolić”. Przy takich założeniach mówienie o jakimkolwiek deliberatywnym znaczeniu tego terminu przestaje mieć sens – staje się ono pewnym okrzykiem mobilizującym dla jednej strony sporu światopoglądowego, a znienawidzonym i pogardzanym dla drugiej.

Zauważmy, że w toczonej w sferze publicznej wojnie idei bardzo podobnie można potraktować lewicowy odpowiednik prawa naturalnego, czyli prawa człowieka. Hasła te, wyjałowione z treści, również stają się wyłącznie sloganem, który ma za zadanie mobilizować zwolenników pewnego obozu. W obu tych przypadkach analiza w duchu Foucaulta wskazywałaby na stojące za tymi dyskursami hierarchie przemocy – w przypadku prawa naturalnego jest to instytucjonalny i obecny w polityce Kościół katolicki razem ze sprzyjającymi mu politykami i organizacjami, w przypadku praw człowieka – organizacje międzynarodowe czy szeroko pojęta wspólnota polityczna krajów Zachodu.

Uniwersalizm i racjonalizm

Jeśli jednak chcemy patrzeć na dyskusję publiczną inaczej niż jak na starcie wrogich obozów, a na dyskusję filozoficzną przez pryzmat pewnej wspólnej pojęciowości, to musimy dążyć do odzyskania pierwotnego znaczenia słów wytrychów. Nie będę analizował historycznych losów koncepcji prawa naturalnego (zainteresowanych odsyłam np. do tekstu o. Salija OP). Skupię się nad jednym, konkretnym sformułowaniem tej koncepcji, które wydaje mi się dominujące dla dzisiejszej myśli chrześcijańskiej. Mowa tu o koncepcji św. Tomasza z Akwinu z jego Traktatu o prawie. Spróbujmy z tego już prawie osiemsetletniego tekstu wyłowić kluczowe definicje i zastrzeżenia, a później dopasować je do współczesnego języka i nakreślić tym samym ramy sensownego stosowania pojęcia prawa naturalnego.

W samym ustępie o prawie naturalnym (kwestia 91.) czytamy: „I właśnie to, dzięki czemu rozumne stworzenie uczestniczy w prawie wiecznym, nazywa się prawem naturalnym”. Ta definicja wydaje się dla nas, ludzi XXI wieku, niezbyt przydatna. Zwłaszcza jeśli mamy stosować pojęcie prawa naturalnego w dialogu z osobami niewierzącymi. Na szczęście św. Tomasz przychodzi z pomocą w kolejnych fragmentach.

We fragmencie Wyjaśnienia trudności czytamy coś, co wydaje się już dużo bardziej aktualne: „Jak pokazaliśmy powyżej, wszelkie działanie rozumu i woli pochodzi w nas od tego, co jest zgodne z rozumem; bowiem wszelkie rozumowanie wychodzi od zasad, które poznajemy w sposób naturalny, a wszelkie pragnienie rzeczy potrzebnych do celu bierze początek z naturalnego pragnienia celu ostatecznego. Tak zatem prawo naturalne musi być pierwszą zasadą, przez którą nasze czyny są kierowane do odpowiedniego celu”.

Spróbujmy teraz dokonać syntezy, aby dojść do definicji z użyciem terminów aktualnie obowiązujących w dyskusjach filozoficznych. Po pierwsze, św. Tomasz używa pojęcia rozumu. Warto jednak pamiętać, że (za Arystotelesem) pojawia się tutaj rozróżnienie na rozum teoretyczny i rozum praktyczny. Mówiąc ogólnie, mamy zdolność do formułowania zdań o faktach i zdań o normach. Zdaniami o faktach zajmuje się rozum spekulatywny, a zdaniami o normach – rozum praktyczny.

Każdy z nich posiada swój zestaw aksjomatów, czyli prawd nieuzasadnianych, poznawanych a priori. Istnienie aksjomatów jest konieczne, aby nie popaść w jedną z pułapek sceptycznej niemożliwości uzasadnienia, czyli w nieskończony regres lub błędne koło. Możemy teraz dokonać rekonstrukcji owej koncepcji: prawo naturalne to aksjomaty naszego rozumu praktycznego, czyli logiki wnioskowania o normach.

Aksjomaty czy aksjomat? Tu wchodzimy na teren trudny filozoficznie. Św. Tomasz sam odpowiada na to zagadnienie tak (kwestia 94., art. 2.): „Pierwszym nakazem prawa [natury] jest zatem to, że należy czynić dobro i dążyć do dobra, a unikać zła. I na nim oparte są wszystkie inne nakazy prawa natury, które każą czynić to lub unikać tego, co praktyczny rozum w sposób naturalny ujmuje jako dobro [lub jako zło] dla człowieka”.

Innymi słowy, mamy wprawdzie jeden główny aksjomat prawa naturalnego („należy dążyć do dobra, a zła unikać”), natomiast wypełnienie go treścią sprowadza się do rozwinięcia pojęć dobra i zła w konkretnych przypadkach. Co ważne, owo wypełnianie treścią nie jest tutaj takie łatwe i jednoznaczne. Poniższy ustęp z kwestii 94., art. 4. wymaga zacytowania w całości, bowiem jest centralny dla wszystkich kontrowersji wokół stosowania pojęcia prawa naturalnego:

„Jak stwierdziliśmy powyżej, do prawa natury należą rzeczy, do których człowiek posiada naturalną skłonność; z tych [naturalnych skłonności] swoista dla człowieka jest skłonność do działania zgodnego z rozumem. Postępowanie rozumu polega zaś na przechodzeniu od prawd ogólnych do szczegółowych, jak powiedziane jest w pierwszej księdze Fizyki. Inaczej wszakże postępuje w tym względzie rozum teoretyczny, a inaczej rozum praktyczny. Odnosząc się bowiem przede wszystkim do rzeczy koniecznych, które nie mogą przedstawiać się inaczej, rozum teoretyczny niezawodnie odnajduje prawdę tak w szczegółowych wnioskach, jak i w ogólnych zasadach. Natomiast przedmiotem rozumu praktycznego są rzeczy przygodne, do których odnoszą się ludzkie czynności; choć zatem w obrębie zasad ogólnych panuje tu pewna konieczność, to jednak im bardziej [w naszym rozumowaniu] schodzimy w szczegóły, tym bardziej jest ono zawodne. Tak więc w poznaniu teoretycznym zarówno zasady, jak i wnioski są równie prawdziwe dla wszystkich, chociaż nie wszyscy rozpoznają prawdę we wnioskach, lecz tylko w zasadach, określanych jako prawdy powszechnie znane. Natomiast w poznaniu praktycznym nie u wszystkich występuje ta sama prawda lub praktyczna słuszność, gdy chodzi o sprawy szczegółowe, lecz tylko w odniesieniu do zasad ogólnych; i nawet gdy szczegółowe wnioski są tak samo słuszne dla wszystkich, nie są one wszystkim w równej mierze znane”.

Co wynika z naszych powyższych rozważań? Na pewno widać, że przyjęcie koncepcji prawa naturalnego wymaga poczynienia kilku założeń. Po pierwsze, jest to założenie o uniwersalizmie moralnym: istnieje pewien obiektywny porządek moralny i jest on wspólny dla wszystkich ludzi. Jeśli gdzieś występują rozbieżności w zakresie owego porządku, to leżą one w sferze pożądliwości (kwestia 94., art. 6.). Wyłania się zatem kolejna cecha naszego porządku moralnego, w którym daje się zastosować pojęcie prawa naturalnego. Jest on racjonalistyczny, tzn. nasze emocje zaburzają obraz powinności moralnych, a nie uczestniczą w jego współtworzeniu.

Jest to oczywiście niepusta, ale jednak nie aż tak restrykcyjna lista wymagań, jak można by się obawiać. Mimo że u św. Tomasza prawo naturalne jest ściśle związane z metafizyką, która zakłada istnienie Boga, sama koncepcja prawa naturalnego nie wymaga takiego założenia. Wystarczy zestawienie powyższych pojęć: prawo naturalne to uniwersalne (wspólne dla wszystkich istot ludzkich) aksjomaty poznawane przez racjonalny, niezaburzony emocjami i pożądliwościami podmiot moralny.

Nie jest także wymagany absolutyzm moralny (stanowisko, że każdy czyn sam w sobie, niezależnie od okoliczności, jest dobry albo zły moralnie): koncepcja prawa naturalnego nie przesądza definitywnie o tym, czy mogą istnieć czyny neutralne moralnie lub czyny, które w różnych okolicznościach mogą mieć odmienną moralną ocenę. Co więcej, istnieją dobre przesłanki (patrz np. kwestia 94., art. 3.), aby uznać, że dla św. Tomasza prawo naturalne nie ma charakteru absolutystycznego. Uniwersalizm (obiektywizm) i racjonalizm są tutaj jedynymi realnymi ograniczeniami.

Przeciwko relatywizmowi i emotywizmowi

Gdzie zatem pojawiają się trudności w stosowaniu tak rozumianego pojęcia prawa naturalnego w dyskusji? Pierwsza trudność ma charakter fundamentalny: niemożliwe jest przyjęcie rozwiązań prawno-naturalnych, jeśli ktoś argumentuje z pozycji etyki relatywistycznej bądź emotywistycznej. Zwłaszcza ten drugi przypadek jest potencjalnie trudny.

Stanowiska emotywistyczne są ufundowane na założeniu, że sądy moralne nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, lecz stanowią jedynie ekspresję emocji – na podobieństwo zdania: „Denerwuje mnie to!”. Powyższe stanowisko zapoczątkował w pierwszej połowie XX w. Alfred Ayer, a rozwinął je Charles Stevenson. Przyjęcie emotywizmu w jakiejkolwiek formie wyklucza argumentację z prawa naturalnego.

Warto zdać sobie sprawę z innej trudności, która nie ma charakteru fundamentalnego, niemniej na gruncie niepowiązanej z religią koncepcji prawa naturalnego jest bardzo często realnie nierozstrzygalna. Jak pokazuje powyżej św. Tomasz, nasz osąd moralny, a także nasze odczytanie zasad prawa naturalnego, bywa skażone naszymi pożądliwościami (czyli np. interesami i uprzedzeniami) oraz emocjami. W kwestii sporu pojawia się zasadnicze pytanie, które widać także w powyższym ustępie ze św. Tomasza: skąd mam wiedzieć, że to ja (a nie mój dyskutant) mam czystszy obraz pierwszych zasad moralnych?

Tę subtelność trzeba dobrze zrozumieć – rozbieżność w zakresie sądów moralnych to nie relatywizm. To po prostu różnica stanowisk. W racjonalistycznych koncepcjach, takich jak koncepcja prawa naturalnego, tę różnicę rozstrzyga się na gruncie sokratejskiego dialogu. Ujawnia się kolejne przesłanki na rzecz takich, a nie innych sądów w taki sposób, by koniec końców dojść do pewnych pierwotnych założeń lub ujawnić błąd wynikający z „zatrucia umysłu” pożądliwością/emocjami.

Oczywiście, ponieważ nasz rozum jest zawodny, istnieje także możliwość, że mimo podejścia do takiego procesu wyjaśniającego w dobrej wierze dojdziemy do niezgodnych pierwszych zasad. Katolik (za św. Tomaszem) powoła się tutaj na autorytet prawa boskiego. W wypadku dyskusji na gruncie niekonfesyjnym w takiej sytuacji pozostaje spisać protokół rozbieżności. Trudno jest jednak o nim mówić w sytuacji, w której nie podjęto nawet próby dyskusji. Niedawno w przestrzeni publicznej toczyła się (przy okazji projektu „piątka dla zwierząt”) debata o prawach zwierząt, w której powoływano się dość często na prawo naturalne, zabrakło natomiast sensownego wyjaśnienia, czym dla stron owo prawo naturalne jest.

Prawo naturalne a błąd naturalistyczny

Prawo naturalne nie jest zatem rozumowym usankcjonowaniem błędu naturalistycznego, tzn. uznaniem, że „dobrym jest to, co występuje naturalnie/w naturze”. Ten błąd w rozumieniu prawa naturalnego bierze się często z mylnego stosowania pojęcia natury.

W myśli św. Tomasza można znaleźć konstatacje, że postępowanie zgodne z prawem naturalnym jest zgodne z naturą. Trzeba pamiętać, o jakim pojęciu natury tutaj mówimy. W myśli św. Tomasza (zapożyczonej tutaj akurat z Arystotelesa) natura to nie pojęcie biologistyczne, oznaczające przyrodzone cechy i zachowania biologiczne, ale metafizyczne, zawierające komponent normatywny: do natury ludzkiej należy dążenie do osiągnięcia określonych celów i kultywowania pewnych cnót.

Według Tomasza rzeczywistość ma bowiem charakter celowy i uporządkowany. Każdy byt podąża w określonym kierunku. Zadaniem podmiotu moralnego jest adekwatne rozpoznanie tego celu, jego ocena, a ostatecznie zachowanie zgodne z dwoma pierwszymi krokami.

Sformułowanie, że „działanie zgodne z prawem naturalnym to działanie zgodne z naturą ludzką” jest niczym innym, jak odmiennym wyrażeniem ogólnej maksymy – działanie zgodne z prawem naturalnym to dążenie do dobra i unikanie zła. Kluczową trudnością poznawczą jest tutaj nie samo dążenie do dobra, ale rozpoznanie tego, co owym dobrem jest – w myśli św. Tomasza dobro rozpoznajemy nie abstrakcyjnie, ale właśnie poprzez odniesienie do natury ludzkiej, rozumianej tak, jak powyżej.

Nie wynika z tego absolutnie, że dobre jest takie działanie, które u człowieka wynika z naturalnych (w biologistycznym sensie) tendencji. Biologicznie naturalne są emocje, także skrajne, i popędy, które skłaniają nas do reakcji walki lub ucieczki. Biologicznie naturalne jest rzucenie się z pięściami na kogoś, kto wywołuje w nas uczucie silnego gniewu, ale – ze względu na racjonalistyczny charakter koncepcji prawa naturalnego – byłoby błędem mówienie, że jest to zgodne z prawem naturalnym. Podstawową psychologiczną tendencją u człowieka jest przywiązanie do członków swojej rodziny, ale nie będziemy z tego powodu uznawać, że prawo naturalne pozwala oszukiwać obcych w imię dobra członków rodziny.

Prawo naturalne nie jest też wywodzeniem przesłanek moralnych z czysto intelektualnych rozważań. Wynika to z wymienionego powyżej podziału na rozum spekulatywny i praktyczny. Prawo naturalne to zasady rozumu praktycznego. Nie wynikają one bezpośrednio z zasad rozumu spekulatywnego. Nie oznacza to jednak, że rozum spekulatywny nie pełni istotnej funkcji przy rozjaśnianiu i rozpoznawaniu konkretnych nakazów prawa naturalnego w odniesieniu do konkretnych przypadków. Jak pisze Thomas M. Osborne, „różnica między intelektem praktycznym a spekulatywnym polega na tym, że spekulatywny zajmuje się tylko prawdą, podczas gdy praktyczny pojmuje prawdę ze względu na jakiś dalszy cel”.

Co więcej, rozum spekulatywny jest nam potrzebny, aby rozpoznać cele specyficzne dla natury ludzkiej, natomiast sam z siebie nie jest źródłem reguł prawa naturalnego. Pod tym względem koncepcja prawa naturalnego jest natywistyczna: zasady prawa naturalnego są wrodzone, a ich poznanie jest wynikiem wglądu, nie zaś rozumowania, chociaż wynikiem rozumowania jest, rzecz jasna, ocena ich zastosowania do coraz to bardziej skomplikowanych przypadków. Prawo naturalne odkrywamy, a nie konstruujemy.

***

Jak, mam nadzieję, udało mi się pokazać, koncepcja prawa naturalnego nie musi być interpretowana w konfliktowym, Foucaultowskim duchu. Jej odpowiedzialne stosowanie wymaga jednak pracy intelektualnej włożonej przez obie strony: od dotychczasowych oponentów koncepcji prawa naturalnego wymaga zrozumienia jej jako czegoś więcej niż beztreściowego wytrychu zamykającego dyskusję, a od głosicieli – przezwyciężenia intelektualnego lenistwa, w które wpadli, gdy bezkrytyczne stosowanie tej koncepcji przestało być merytorycznie kontrowane czy podważane.

Ciekawa byłaby również podobna, merytoryczna analiza analogicznego pojęcia praw człowieka. Argumenty z prawa naturalnego nadal mają swoje miejsce w dyskusji na trudne tematy etyczne –argumenty muszą naprawdę pochodzić z prawa naturalnego, a nie rozmaitych iluzji, które prawo naturalne w owych dyskusjach zastąpiły. Niestety bardzo trudno jest dzisiaj znaleźć w przestrzeni publicznej takie dyskusje, w których koncepcja prawa naturalnego jest używana w jego właściwym, pierwotnym sensie. Konteksty takie jednak istnieją (argumenty prawno-naturalne bywały np. używane w dyskusji na temat kontroli praworządności). Na nas wszystkich spoczywa odpowiedzialność, aby stały się one raczej regułą niż wyjątkiem.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.