Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marek Wojnar   26 stycznia 2021

Ekologia w „Opowieściach z Narnii” i innych dziełach C.S. Lewisa

Marek Wojnar   26 stycznia 2021
przeczytanie zajmie 7 min
Ekologia w „Opowieściach z Narnii” i innych dziełach C.S. Lewisa Jean-Baptiste Camille Corot–Le Bain de Diane 1855

Często podkreśla się istotność tematów ekologicznych w twórczości J.R.R. Tolkiena. Rzadziej zwraca się uwagę na obecność zielonych wątków w literaturze jego przyjaciela – C.S. Lewisa. Niesłusznie. Opowieści z NarniiTrylogia kosmiczna ganią ludzi za pokładanie wiary w ideologię postępu przynoszącą jedynie chciwość i degradację środowiska naturalnego.

Pewnego dnia Lewis ze swoim przyjacielem George’em Sayerem spacerowali po Bredon Hill w zachodniej Anglii. W trakcie tej przechadzki spotkali lisa. Zwierzę wyglądało na zmęczone i wyczerpane. Chwilę później spacerującym drogę przecięło kilku myśliwych na koniach. Lewis upewnił się, czy poszukują lisa, po czym bez wahania wskazał im kierunek odwrotny do tego, w którym pobiegło zwierzę. Ta historia dobrze obrazuje stosunek brytyjskiego pisarza do zwierząt. Nie jest to jedyna tego rodzaju anegdota. Podobno brytyjski pisarz w żadnym z miejsc, w których mieszkał, nigdy nie zastawił pułapki na myszy. W opracowaniach powtarzane jest również twierdzenie, że dom Lewisa w Kilns przypominał arkę Noego. Na jego terenie posiadłości miały mieszkać łabędzie, psy, koty, kury, a nawet lisy i borsuki.

Przyroda odegrała ważną rolę w duchowych poszukiwaniach Lewisa, o czym pisał w swojej autobiograficznej książce – Zachwycony radością. Wszystko zaczęło się jeszcze w dzieciństwie, kiedy jego brat przyniósł pokrywkę od opakowania po ciastkach wypełnioną mchem, upiększoną kwiatami i gałązkami. Ten sztuczny ogródek stanowił dla Lewisa pierwsze doświadczenie piękna. Później, kiedy zachwycił się operami Ryszarda Wagnera, zaczął szukać w przyrodzie odbicia ich scenerii. Jednak w pewnym momencie przyroda przestała być dla Lewisa jedynie służebnicą kultury, stała się sama źródłem Radości. Nie była wszakże prawdziwą Radością, a jedynie przypomnieniem o niej. W eseju Brzemię chwały Lewis pisał, że „zostaliśmy wezwani do przejścia przez naturę, do wykroczenia poza nią ku wspaniałości, którą ona tylko cząstkowo odzwierciedla”. Później ta myśl uległa pogłębieniu. Znalazła również odbicie w niemalże całej twórczości Lewisa.

Narnia i Śródziemie: zbieżne zielone obrazy

Opowieściach z Narnii znajdujemy wiele wątków ekologicznych korespondujących z mitologią Śródziemia. Jak pisałem w ubiegłym roku na łamach Klubu Jagiellońskiego, wizja autora Władcy Pierścieni ogniskowała wokół tematu drzew: poczynając od dwóch drzew Valinoru, a na Białym Drzewie Gondoru skończywszy. Analogią dla tych obrazów u Lewisa jest Drzewo chroniące Narnię przed złem (Tree of protection). Zostało ono zasadzone na początku świata przez Digory’ego, głównego bohatera Siostrzeńca czarodzieja. Wyrosło z owocu zaczarowanego drzewa wiecznej młodości, który Digory zdobył na polecenie Aslana. Oparł się wcześniej kuszeniu ze strony Białej Czarownicy sugerującej mu zabranie owocu do naszego świata, gdzie mógłby spróbować uleczyć swoją ciężko chorą matkę. Sam Aslan mówił, że dopóki drzewo będzie kwitnąć, Biała Czarownica nie wróci do Narnii. I faktycznie – dopóki drzewo żyło, Jadis nie śmiała zbliżyć się do tej krainy. Nie wiemy, jaki był koniec drzewa, ale możemy zauważyć, że jego znaczenie dla Narnii było tożsame z tym Białym Drzewem w Gondorze.

Na tym podobieństwa między tymi światami się nie kończą. Pewnej analogii do niszczycielskiej działalności Isengardu można szukać w postępowaniu Telmarów z Księcia Kaspiana. Lewis opisywał rolę ludzi w dziejach Narnii jako tych, którzy wyrąbywali lasy i plugawili strumienie, w następstwie czego driady i najady zapadły w głęboki sen. Telmarowie, podobnie jak orkowie z Isengardu, bali się lasów. Wreszcie, po pokonaniu wojsk Miraza, w Księciu Kaspianie następuje scena, w której Bachus, duch rzeki, na polecenie Aslana niszczy most i uwalnia rzekę Berunę. Podobieństwo tego obrazu do Tolkienowskich entów przywracających Isenę w jej pierwotne łożysko jest więcej niż wyraźne.

Ta analogia jest jednak niepełna. Podobieństw do Isengardu można szukać nie tylko w działalności Telmarów, lecz również w jeszcze bardziej podstępnym i bezwzględnym postępowaniu małpy Krętacza i jego sprzymierzeńców w Ostatniej bitwie. Jednym z najbardziej przejmujących miejsc tej książki jest lament nimfy buku: „Biada! Biada! Biada! – zawodził głos. – Biada moim braciom i siostrom! Biada świętym drzewom! Pustoszą lasy! Wychodzą na nas z siekierami! Wyrąbują nas! Wielkie drzewa padają, padają, padają!”. Upiorności tej scenie dodaje fakt, że Krętacz występował rzekomo w imieniu samego Aslana (w rzeczywistości małpa znalazła wcześniej lwią skórę, a następnie kazała ubrać ją osłowi Łamigłówkowi, jaki udawał władcę Narnii).

Lewis w Opowieściach z Narnii poruszał też ważne wątki ekologiczne, których Tolkien nie podnosił. W Siostrzeńcu czarodzieja krytykował doświadczenia na zwierzętach – jednoznacznie negatywnie sportretował postać wuja Andrzeja wykorzystującego świnki morskie w eksperymencie umożliwiającym podróże między światami. Innym wartym przytoczenia ekologicznym wątkiem w tej samej książce jest dialog między koniem Truskawkiem, który po przybyciu do Narnii został mówiącym zwierzęciem, a jego niegdysiejszym panem. W rozmowie zwierzę wskazuje na niedogodności związane z ciągnięciem wozu po brukowanych ulicach dziewiętnastowiecznego Londynu pod stale wiszącą w powietrzu groźbą bata. Skłania to do refleksji nad tym, co o swoim losie powiedziałyby nam dziś inne zwierzęta.

Trylogia kosmiczna: przeciwko przekraczaniu przestrzeni i czasu

O ile Opowieści z Narnii w znacznym stopniu korespondują z wyraźnym ekologicznym przesłaniem Władcy Pierścieni, to wcześniejsze wielkie dzieło Lewisa – Trylogia kosmiczna – jest pod tym względem bardziej subtelne. Brytyjski pisarz zadedykował powieści swojemu bratu, Warrenowi Hamiltonowi Lewisowi, „zaprzysięgłemu krytykowi podróży w czasie i przestrzeni”. Myliłby się jednak ten, który szukałby w tej dedykacji gorzkiej ironii. W istocie bowiem Lewis występował jako krytyk przekraczania czasu i przestrzeni.

W pierwszej części trylogii zatytułowanej Z milczącej planety jej główny bohater Ransom zostaje uprowadzony przez Westona i Deveine’a na statek kosmiczny lecący na Malakandrę (Marsa). Jego porywacze personifikują dwa oblicza ludzkiej żądzy eksploatacji innych światów. Gdy Weston występuje w imieniu nauki i przyszłości ludzkiej rasy, Devine’em kieruje najzwyklejsza żądza zawładnięcia malakandryjskimi złożami złota. W opozycji względem dążeń dwojga kolonistów Lewis przedstawia żyjące w pokoju malakandryjskie społeczeństwo idealne, składające się z uzdolnionych poetycko hrossów, mądrych sornów i obdarzonych umiejętnościami technicznymi philtrygów.

Nieprzypadkowo powieść Z milczącej planety niekiedy uznawana jest za częściową inspirację dla Avatara Jamesa Camerona. Lewis jednak opowiada o naszym świecie, opisując zderzenie dążeń cywilizacji nowoczesnej z prawem do zachowania własnego środowiska przez lokalne wspólnoty, wyraźnie staje po stronie tych ostatnich. W tym sensie Z milczącej planety bardziej przypomina The New World Terrence’a Malicka, w którym w analogiczny sposób amerykański reżyser przedstawił konflikt angielskich kolonistów i lokalnej ludności indiańskiej.

Nietrudno znaleźć też analogię do przesłania Lewisa we współczesnych deklaracjach kościołów globalnego Południa, jaki przywołuje w Boskiej Ziemi o. Stanisław Jaromi, czy w encyklice Laudato si papieża Franciszka. Wszędzie tam troska o przyrodę przecina się z żarliwym wołaniem o prawo do godnego życia lokalnych wspólnot (albo wręcz jest tego logicznym następstwem!). Także dla Lewisa prawo to było zdecydowanie ważniejsze niż postęp, rozwój technologiczny czy historyczna konieczność.

Powieść Z milczącej planety stanowi protest przeciwko przekraczaniu przestrzeni, a tym samym zachętę do troski o nasze lokalne otoczenie, natomiast ostatnia część Trylogii: Ta straszna siła opowiada o relacji człowieka do materii i czasu. Główny zbiorowy bohater negatywny powieści, czyli Narodowy Instytut Badań Skoordynowanych (NIBS) z siedzibą w Belbury, dążył do wyrwania człowieka z pęt świata organicznego, a tym samym do osiągnięcia nieśmiertelności. NIBS jawił się jako siła jednoznacznie wroga przyrodzie. W jego dystopijnej wizji nie miało być drzew ani ptaków. Nie byłoby nawet potrzeby spożywania materii organicznej, gdyż nie istniałyby ludzkie ciała. NIBS nie tylko zachowywał charakterystyczny dla człowieka nowoczesnego sposób postrzegania przyrody jako maszyny do pracy, lecz pragnął zwiększyć jej moc poprzez wykorzystanie sił demonicznych. Realizację tych dążeń poprzedzały eksperymenty dokonywane na żywych zwierzętach (Lewis był zaprzysięgłym krytykiem wiwisekcji, poświęcił krytyce tego zjawiska osobną broszurę).

Opozycją dla NIBS-u jawił się dom Ransoma i jego przyjaciół w St. Anne, gdzie oprócz ludzi mieszkały zwierzęta: niedźwiedź Mr Bultitude, kot Szczypka, gawron Corvo i myszy. W tych ostatnich pisarz widział „delikatne czworonogi […] z czułymi przednimi łapkami w giemzowych rękawiczkach i bystrymi, przejrzystymi oczkami”. Także Merlin stający po stronie bohaterów z St’ Anne jawił się jako opozycja wobec Belbury. Druid z legend arturiańskich był reliktem starego porządku. Jego prastara magia „współpracująca z duchowymi pierwiastkami natury, przesycona miłością i szacunkiem do nich” jawiła się czymś fundamentalnie sprzecznym z dążeniami uczonych z NIBS-u. Choć Merlin reprezentował świat przedchrześcijański, to w odróżnieniu od uczonych z Belbury, chcących wytworzyć nowego człowieka i nową moralność, poruszał się w obrębie granic wyznaczonych przez prawo naturalne. Reprezentowany przez niego stosunek do przyrody należało przywrócić, lecz w inny sposób. Wydaje się, że w przeciągu kilkudziesięciu lat wizja Lewisa tylko zyskała na aktualności. Rozmaite teorie transhumanizmu i posthumanizmu są powszechniejsze niż w momencie, kiedy Lewis kończył Trylogię kosmiczną. Zmieniło się tylko jedno. O ile w jego wizji znajdowały się one w kontrze do troski o przyrodę, to obecnie nieraz idą w parze z ekologią. Ta zmiana akcentów bynajmniej nie unieważnia ocen Lewisa. Przeciwnie – ostrzeżenie o niemożliwości jednoczesnego przyjęcia roli półboga przekraczającego własną cielesność i zachowania pokory wobec Stworzenia będzie z każdym dniem coraz bardziej aktualne.

Środkowa część trylogii Perelandra teoretycznie zawiera najmniej wątków ekologicznych. Jej fabuła koncentruje się na pojedynku Ransoma ze złym duchem, który posiadł ciało Westona (nie jest jasne, czy w tej roli występuje sam szatan czy jeden z jego sług). Stawką walki jest dusza pierwszej kobiety żyjącej w Perelandrze (Wenus). Lewis dokonuje tu swoistej reinterpretacji Księgi Rodzaju. Czyste zło nieprzyjaciela pokazane jest między innymi poprzez jego stosunek do perelandryjskiej przyrody: okrutnie mordowanych żab i ptaków ogołacanych z piór. Główny bohater musi stawić temu czoła. Lecz nie tylko temu. Przemierzając oceany Perelandry, Ransom zaczyna rozumieć, że przyroda może istnieć dla samej siebie. Te słowa wydają się dziś szczególnie ważne w kontekście dużej popularności wysoce utylitarnej interpretacji biblijnych słów o czynieniu sobie ziemi poddaną.

Kiedy przyroda staje się demonem?

Ekologiczne przesłanie Opowieści z Narnii Trylogii kosmicznej jawiły się jako pochodna chrześcijańskiego światopoglądu Lewisa. Należy wszakże zaznaczyć, że jego chrześcijaństwo miało pewien odcień dualistyczny (nieprzekraczający jednak granic ortodoksji). Ten fakt tłumaczy pewną niejednoznaczność stosunku pisarza do przyrody, która z jednej strony była dobra, a z drugiej pozostawała skażona. Kot męczący przed śmiercią mysz lub ptaka jawił mu się jako przykład szatańskiej deformacji. Lewis nie wierzył też w możliwość nauczenia się filozofii życiowej dzięki przyrodzie. Nie zawierała ona dla niego żadnych wskazówek moralnych. A jednak pozostawała swoistą pieczęcią rzeczywistości duchowej. Przyroda nie pozwalała na bezpośrednie poznanie Boga, lecz jej stworzony majestat pociągał za sobą myśl o istnieniu wyższego majestatu. Ilustrację tego otrzymaliśmy w Ostatniej bitwie, gdzie pod sam koniec powieści okazało się, że ziemska Narnia to jedynie blade odbicie tej niebieskiej.

W każdym razie przyroda jawiła się Lewisowi przede wszystkim jako początek (dla niektórych niezbędny) ścieżki wiodącej ku Bogu. W dalszej wędrówce należało „opuścić wzgórza i lasy i powrócić do naszych pracowni, do kościoła, do Pisma Świętego”. Gdyby się tego nie uczyniło, uwielbienie przyrody zmieniłoby się w religię. Wówczas przyroda zaczynała stawać się bogiem, czyli demonem. W lepszym przypadku prowadziło to do wielu niedorzeczności, w gorszym do znalezienia się pod bezpośrednim wpływem zła. Przyroda zamierała w sercach tych, którzy usiłowali żyć dla jej miłości, gdyż demony nigdy nie dotrzymują swoich obietnic. Spoglądając na gnostycki pesymizm wielu współczesnych obrońców przyrody, nie sposób nie przyznać Lewisowi racji.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.