Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Korfanty. Polska chadecja narodziła się na Śląsku

Korfanty. Polska chadecja narodziła się na Śląsku https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pomnik_Wojciecha_Korfantego_w_Warszawie.jpg

Wojciech Korfanty znany jest głównie ze swojej działalności w latach poprzedzających odzyskanie przez Polskę niepodległości oraz jako jeden z przywódców polskiego odrodzenia narodowego na Górnym Śląsku. W mroki niepamięci odsunięta została jego konsekwentna, żmudna, naznaczona trudami praca ideowa w II Rzeczpospolitej. Publicznie zaangażowany katolicyzm i troska o robotniczą ludność Śląska czynią z Korfantego czołowego reprezentanta przedwojennej chadecji.

Bić Niemca słowem

Pierwszy etap działalności Wojciecha Korfantego nierozerwalnie związany jest z walką o możliwość swobodnego używania języka polskiego i rozwoju kultury polskiej na Górnym Śląsku. Rozpoczął się on już podczas nauki w Gimnazjum Królewskim w Katowicach. Korfanty, wychowany w głęboko wierzącej, górniczej rodzinie, ukształtowany przez m.in. przykościelne środowisko Towarzystwa Świętego Alojzego, już wówczas głęboko krytycznie wyrażał się o polityce narodowej kanclerza Bismarcka. Został tuż przed maturą wyrzucony ze szkoły, wobec czego przy pomocy posła do Reichstagu z Wielkopolski, Józefa Kościelskiego, kurs gimnazjalny zaliczył w 1895 roku jako ekstern, następnie zdał egzamin maturalny i rozpoczął studia na politechnice w Charlottenburgu, gdzie związał się z polskim ruchem narodowym.

Studiował następnie we Wrocławiu, by zakończyć swoją edukację w Berlinie w roku 1901. Związał się już wówczas bardzo silnie z Ligą Narodową. Zarysy swojego programu ujawnił w założonym przez siebie piśmie Górnoślązak, w którym ogłosił trzy ważne artykuły: Do Niemców, Do Moich braci Górnoślązaków oraz A więc Jesteśmy! Dwa pierwsze doprowadziły go przed niemiecki sąd, który skazał go na cztery miesiące więzienia.

W 1903 r. Wojciech Korfanty został wybrany na posła do Reichstagu z okręgu Katowice-Zabrze. Zresztą wygrał po bardzo zaciętej kampanii w II turze wyborów. Został pierwszym polskim posłem do Reichstagu z Górnego Śląska, złamał tym samym niepisane prawo posiadania tych ziem przez katolicką partię Zentrum, z którą przez lata działacze polscy byli w cichym sojuszu. Korfanty został inicjatorem zerwania tego aliansu i obraniu kursu na walkę tożsamościową. Zwycięstwo okupione było uwięzieniem jego ojca i brata, a także ranami robotników po zamieszkach w Siemianowicach, podczas których zginęła jedna osoba.

Po wejściu do parlamentu Korfanty związał się z Kołem Polskim i dał się poznać jako wybitny i odważny mówca. Trzydziestoletni wówczas poseł stał się sławny. Jego talent oratorski zapewniał mu szerokie audytorium, gdy zabierał głos.

Wówczas formułował się pierwszy ważny program Korfantego, w którym nierozłącznie wiązał sprawę położenia robotników i biedniejszej części społeczeństwa z kwestiami narodowymi poczuwających się do polskości Górnoślązaków.

Oczywistym jest, że struktura społeczna Górnego Śląska kształtowała się w sposób zupełnie odmienny niż odbywało się to w innych rejonach zamieszkiwanych przez Polaków: nie istniała tutaj właściwie polska szlachta, inteligencja zaś dopiero się kształtowała i wywodziła się zazwyczaj – jak sam Korfanty – z warstw robotniczych i częściowo chłopskich. Były to zatem znakomite warunki do rozwoju chadecji głęboko zakorzenionej w chrześcijańskiej religijności, ale jednocześnie silnie przywiązanej do ludowości umiarkowanej w swoim programie.

Korfanty przez osiem lat zasiadania w pruskim parlamencie bronił prawa do używania języka polskiego, np. podczas słynnej debaty w 1908 roku, kiedy próbowano zalegalizować ustawę ograniczającą używanie języka polskiego w urzędach i miejscach publicznych. Ujawniał także bardzo liczne przypadki nacisków i szykan kierowanych przeciwko katolikom i zaangażowanej narodowo ludności polskiej. Zyskiwał przy tym sympatię nie tylko innych zasiadających w Reichstagu Polaków, ale także przedstawicieli partii Zentrum, a nawet socjaldemokratów i duńskich posłów do niemieckiego parlamentu, wywodzących się ze Szlezwiku. Sympatia lewicy wynikała właśnie z podnoszenia kwestii dotyczących górników i hutników – podczas posiedzeń w maju roku 1911, gdy upomniał się o prawo robotników napływowych do renty powypadkowej i osiedlania się w Niemczech z rodzinami, a także szeroko omawiał kwestię ubezpieczeń górniczych.

Dzięki bardzo dobrej znajomości prawa niemieckiego i drobiazgowemu przygotowywaniu swoich wystąpień Korfantemu udawało się niejednokrotnie ujawniać opinii publicznej w Cesarstwie Niemieckim fakty kompromitujące ówczesną niemiecką politykę narodowościową, które niejednokrotnie dotyczyły również środków stosowanych przez Niemców do prześladowania samego Korfantego i jego rodziny. W październiku w 1911 roku szerokim echem odbiło się przemówienie, w którym ujawnił on kilkadziesiąt przypadków doprowadzenia przez organy państwowe do odwołania zgłoszonych przez Korfantego wieców politycznych w różnych miejscowościach Górnego Śląska.

Wojciech Korfanty wrócił do parlamentu Cesarstwa Niemieckiego w roku 1918, by zakończyć swoją niemiecką karierę parlamentarną wzbudzającym wiele emocji przemówieniem. Domagał się w nim zjednoczenia całości ziem polskich. „Teraz doszło do upadku napoleońskiego państwa o nazwie Prusy. Ten upadek jest jednocześnie godziną narodzin wolności wszystkich uciskanych narodów Europy, nie pomijając wśród nich narodu niemieckiego, i nie może dojść do drugiego Kongresu Wiedeńskiego, który brutalnie zdepcze zdobycze dzisiejszych czasów”.

W tym samym przemówieniu Korfanty stwierdził: „Panowie posłowie, nie chcemy oskarżać o te wszystkie czyny narodu niemieckiego – winę za nie ponosi militaryzm, pod którego władzą naród niemiecki cierpiał równie ciężko, jak ludność na wszystkich zajętych terenach” – mówił. (Korfanty, 2012: 100, 104).

Ani wojewoda, ani premier

Ze względu na specyfikę pracy parlamentarnej w okresie niemieckim Wojciech Korfanty jawi nam się głównie jako obrońca i herold spraw Polaków na Górnym Śląsku. Swoje pełne oblicze chrześcijańskiego demokraty objawić miał dopiero w latach późniejszych, podczas swojej pracy politycznej i społecznej już w II Rzeczypospolitej.

W jej kształtowaniu wziął zresztą czynny udział. Uczestniczył w obradach Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu w grudniu roku 1918. Wielką zasługą Korfantego było także sprowadzenie do Poznania Ignacego Jana Paderewskiego i prowadzenie powstania wielkopolskiego w pierwszych dniach jego trwania.

Najważniejszą jednak pracę podczas formowania się granic II Rzeczypospolitej odegrał Korfanty na Górnym Śląsku. Na początku 1920 roku został naczelnikiem Polskiego Komisariatu Plebiscytowego z siedzibą w Bytomiu. Praca wykonana wówczas przez byłego posła do Reichstagu była prawdziwym kieratem. Zorganizował, jak sam mówił, „cały aparat komisariacki celowo i planowo, zajmując się nie tylko propagandą, ale też przygotowując już przyszłą administrację” (Korfanty, 1927) . Stanął na czele II, a już po plebiscycie – III powstania śląskiego, jednocześnie toczył dyplomatyczne rozmowy z przedstawicielami państw ententy. Pracę militarną i dyplomatyczną Korfanty wielokrotnie później przypominał.

16 lipca 1922 roku odbyła się wielka uroczystość w Katowicach na cześć przyłączenia przyznanej Polsce części Górnego Śląska do II Rzeczpospolitej. To, co wydawało się ziszczeniem planów politycznych Korfantego, stało się dopiero początkiem jego trudnej drogi jako przedwojennego polskiego polityka. Szczególnie bolesny był dla niego osobisty konflikt z Józefem Piłsudskim, który narastał już od listopada 1918 r. Ojcowie polskiej niepodległości wywodzili się nie tylko z zupełnie odmiennych obozów politycznych, ale także prezentowali skrajnie inne mentalności. Uniemożliwiło im to porozumienie w latach następnych, a wręcz stało się zarzewiem gwałtownego konfliktu.

W latach 1922-1926 pozycja Korfantego jako górnośląskiego przywódcy politycznego stałe rosła. Już w pierwszych wyborach do Sejmu Śląskiego poprowadził do zwycięstwa listę chadecką. Swoimi ambicjami sięgał jednak funkcji ogólnopolskich. Dlatego też w 1922 roku odmówił objęcia stanowiska wojewody śląskiego, myślał o urzędach centralnych. Przez chwilę, w lipcu 1922 roku, Korfanty miał szansę objąć tekę premiera, jednak ze względu na sprzeciw PPS-u i lewicy plany te nie doszły do skutku. Po krótkim, bo niewiele ponad miesięcznym, epizodzie w rządzie Wincentego Witosa 14 grudnia 1923 roku Korfanty już na stałe wrócił na Górny Śląsk, z którym wiązał gros swojej działalności politycznej.

Wojciech Korfanty postanowił skupić się na pracy regionalnej i ideowej, angażował się w budowanie podwalin pod silną polską chrześcijańską demokrację, która obrała sobie za cel budowę demokratycznego państwa ściśle opartego na gruncie moralności chrześcijańskiej i zasadach solidaryzmu społecznego, o silnym, a jednocześnie elastycznym i wysoce samorządnym aparacie państwowym skoncentrowanym szczególnie na rozwoju polskiej wspólnoty narodowej.

27 września 1924 roku ukazał się pierwszy numer dziennika „Polonia”, który miał służyć, jak zapowiadano, państwu, społeczeństwu i Kościołowi. To właśnie na łamach „Polonii” Korfanty ogłaszał swoje kolejne artykuły polityczne. Praca trwała (z przerwami) niemal do końca życia. Dodać należy, że dosłownie miesiąc po rozpoczęciu działalności „Polonii” Korfanty kupił od Ignacego Jana Paderewskiego ogólnopolski dziennik – „Rzeczpospolitą”. Dzięki temu zyskał poważne środki do propagowania wyznawanych idei.

Od 1926 roku publicystyka i polityka Korfantego przybrały nowy kształt – były jawnym sprzeciwem wobec rządów sanacyjnych. Korfanty zapłacił za to uwięzieniem w twierdzy Brzeskiej w 1930 roku, politycznym dobrowolnym wygnaniem do Czechosłowacji w latach 1935-1939 i uwięzieniem krótko po powrocie do Polski wiosną roku 1939. Wydarzenia te niewątpliwie walnie przyczyniły się do jego śmierci. Korfanty uważał rządy sanacyjne za głęboko niesprawiedliwe, rozmijające się z praworządnością. Piętnował tworzące się koterie i układy polityczno-gospodarcze, które coraz grubszymi sieciami zaczynały oplatać przedwojenną Polskę.

Chadek z krwi i kości

Prace publicystyczna, społeczna i ideowa Korfantego skupiały w sobie dwa zasadnicze nurty – problemy spraw bieżących, a szczególnie obronę Górnego Śląska jako wartościowej części składowej odrodzonej Polski, oraz problem ukształtowania ustroju kraju w sposób nie tylko możliwie najlepszy, najbardziej sprawiedliwy, ale przede wszystkim przyczyniający się do realizacji przez każdego jego uczestnika pełni człowieczeństwa. Wypływało to bezpośrednio z katolickiej wiary i przekonań Korfantego.

Jak sam Korfanty pisał w artykule Chrześcijaństwo a nowoczesne państwo, „[religia] i nauka Kościoła o państwie […] uczą, że państwo nie może samo sobie być celem, lecz jest tylko środkiem do osiągnięcia wyższego celu, którym na ziemi jest dobro wszystkich obywateli oraz dobro ludzkości, a ostatecznie wieczne zbawienie człowieka. Państwo powinno więc przede wszystkim realizować sprawiedliwość chrześcijańską i stać na straży nietykalnych praw, które człowiek nabywa z urodzeniem, jego praw do życia, wolności i godności” (Wojciech Korfanty, 2016: 275-276).

Państwo zatem stało się dla Korfantego nie celem, lecz środkiem do urzeczywistnienia zasad chrześcijańskich na ziemi. Poprzez właściwe urządzenie ustroju i stosunków społecznych dokonać się miało swoiste przybliżenie Królestwa Bożego, którego jednak pełna forma objawić się miała dopiero w życiu przyszłym oraz na końcu czasów.

Zasadniczą wizję ustroju i społeczeństwa chrześcijańskiego nakreślił Korfanty w dwóch broszurach: Kościół a polityka – Zadania Związku Katolickiego Towarzystwa Polek z roku 1927 oraz Przebudowa ustroju społecznego na podstawie encykliki „Quadrogessimo Anno” z roku 1934.

W pierwszej z wymienionych pozycji wskazał swoim zdaniem najistotniejsze założenia właściwego współistnienia Kościoła katolickiego z państwem. Podkreślał rozdział tych instytucji w myśl słów Chrystusa: „oddajcie Bogu, co boskie, a co cesarskie, cesarzowi” oraz konieczność odcięcia się Kościoła od starć politycznych na gruncie partyjnym. Kościół jako powołany do niesienia Ewangelii całej ludzkości musi znajdować się niejako ponad doraźnymi sporami i walkami politycznymi. Korfanty powtarzał za Leonem XIII, że Kościołowi właściwie (choć też nie do końca) obojętna jest forma ustroju, jaki obowiązuje w państwie, o ile nie jest ona „sprzeczna z jego nauką, a każda forma rządu mądrze i sprawiedliwie stosowana może zapewnić dobro publiczne” (Tamże: 345). Wskazywał też (dalej za papieżem), że angażowanie Kościoła w sprawy walki partyjnej jest niczym innym, jak tylko nadużyciem religii.

Kościół jako mistyczne ciało Chrystusa winne jest w granicach moralności chrześcijańskiej i własnej niezależności posłuszeństwo rządom; w każdym z nich powinien realizować swoją misję. W sensie instytucjonalnym zatem Kościół od władzy świeckiej, nieuznającej transcendentności jego misji, może i powinien żądać dla siebie tylko takich praw, jakie przysługują wszystkim, zaś sama instytucja Kościoła, „wysuwając swoje żądania względem władzy świeckiej, powinna zawsze mieć na oku troskę o dobro powszechne, nie przekraczać miary i nie narażać nigdy interesów wyższych duszy nieśmiertelnej powierzonych mu owieczek, a postępować zawsze z umiarkowaniem według okoliczności czasu i miejsca” (Tamże: 350).

Korfanty uważał jednocześnie, że od rządów uznających mistyczny i ponadczasowy charakter Kościoła ma on prawo żądać ochrony przed niesprawiedliwymi zakusami jego przeciwników. Stwierdzał, że religia i stosowanie jej zasad w życiu nie jest klerykalizmem. Ten ostatni Korfanty stanowczo potępiał jako nadużywanie religii i Kościoła poprzez stosowanie ich do osiągnięcia celów ziemskich, co uważał za świętokradztwo i daleko groźniejsze zjawisko dla Kościoła niż obecność fałszywych demokratów i postępowców.

Korfanty bronił jednak prawa Kościoła do wypowiadania się w sprawach politycznych, zwłaszcza tych dotykających sfery moralności chrześcijańskiej i wiary. „Kościół podkreśla swe prawo do potępiania każdego zarządzenia, niezgodnego z prawem Boskim i pozbawionego dlatego wszelkiego autorytetu, szczególnie jeśli to zarządzenie mogłoby się stać narzędziem ucisku i prześladować prawdę” – pisał (Tamże: 351). Wedle Korfantego Kościół w imię roztropności może posuwać swoje ustępstwa aż do granic ostatecznych, jednakże w momencie ataku na podstawowe prawdy chrześcijaństwa powinien być gotowy do sprzeciwu, „bezbronny wobec państwa, ale niewzruszony, gotowy do zniesienia wszelkich prześladowań, nieustępliwy ani o krok” (Tamże: 351-352). Oznaczało to zdecydowane przyjęcie cierpień, które spotkać mogą chrześcijan za opór stawiany władzy w imię wierności swojej wierze. Otwartym pozostaje pytanie, jak dalekie byłyby granice takiego oporu, czy ograniczałby się on jedynie do pokojowych form protestu, takich jak strajki, demonstracje lub odmowa stosowania niezgodnych z podstawowymi prawdami chrześcijaństwa praw. Korfanty zresztą koniec końców sam doświadczył, przez jak ciemne doliny przeprowadzi go osobista wierność tym słowom.

Górnośląski przywódca wierzył w ścisły związek moralności z polityką. Tak przedstawiał tę kwestię: „Bez zasad moralnych nie ma szczęścia dla narodów, bez moralności w polityce nie ma sprawiedliwości w życiu publicznym” (Tamże: 353). Oczywiście miał tu na myśli moralność chrześcijańską w formie czystej. Rozwijając myśl Akwinaty, uznawał, że „rządom przyznaje się tylko o tyle rację bytu, o ile oddają usługi dobru powszechnemu” (Tamże: 354).

Korfanty widział podstawę dobrego, szczęśliwego społeczeństwa w chrześcijaństwie. Nakreślił w drugiej broszurze ustrojowe zręby najwłaściwszego swoim zdaniem ustroju, to znaczy korporacjonizmu opartego przede wszystkim na solidarności społeczeństwa i zasadzie pomocniczości. Zasady swojego ustroju Korfanty wywodził z encykliki Piusa XI – Quadragesimo anno – która była komentarzem i twórczym rozwinięciem encykliki Leona XIII – Rerum Novarum.

Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że korporacjonizm Korfantego nie jest korporacjonizmem w rozumieniu faszystowskim. Korfanty jednoznacznie stwierdzał, że zasady korporacjonizmu w państwach autorytarnych nie umożliwiają rzeczywistego nawiązania więzi pracowników i pracodawców, ale służą sprawowaniu kontroli nad życiem swoich obywateli przez państwo, co zdecydowanie kłóciło się z wizją Korfantego. Podawał on zresztą przykłady Włoch (faszyzm), Austrii (austrofaszyzm) i Niemiec (nazizm) jako państw, w których korporacjonizm służyć miał umocnieniu (wszech)władzy centralnej, opartej na prymacie siły.

Tymczasem w ożywieniu, jak sam to określał, wspólnoty warsztatowej, a także w rozwoju samorządu zarówno terytorialnego, jak i zawodowego widział możliwość realizacji polityki pomocniczości, w której jednostki organizacyjne wyższego szczebla biorą na siebie tylko te zadania, których jednostki niższego szczebla nie mogą udźwignąć samodzielnie.

Szczególny nacisk kładł Korfanty na gospodarczo-społeczny wymiar takiego systemu. W jego wizji gospodarka finansowa zakładu byłaby jawna dla pracowników, którzy mieliby prawo podejmować kluczowe decyzje i delegować swoich przedstawicieli do odpowiednich organów zakładowych i partycypować w dochodzie przedsiębiorstwa. Szersza zaś wspólnota zawodowa utworzona nieco na wzór średniowiecznych cechów miałaby prawo wydawania aktów prawnych z mocą ustawy dotyczących zrzeszanego zawodu, odpowiadałaby też przynajmniej za część ubezpieczeń społecznych swoich członków. Wspólnota zawodowa miałaby chronić przedsiębiorstwa przed nieuczciwą konkurencją, a państwo interweniować jedynie tam, gdzie wspólnoty warsztatowe i zawodowe nie mogłyby realizować swoich obowiązków.

Cele utworzenia takich formalnych ciał zostały wytyczone zgodnie z podstawowymi założeniami programowymi encykliki Rerum Novarum. Tym gospodarczym było odproletaryzowanie, czyli uwłaszczenie robotników, którzy dzięki temu mieliby nie tylko zabezpieczyć byt swój i swoich rodzin, ale także przeobrazić się w stan uczestniczący w podejmowaniu decyzji w stopniu o wiele bliższym pracodawcy niż dotychczas. Jak pisał Korfanty: „Ostatecznie połączenie kapitału i pracy skutecznie może tylko nastąpić wtedy, jeżeli praca staje się współwłaścicielem kapitału” (Tamże: 381). Podobne założenia odnajdujemy w idei akcjonariatu pracowniczego lub spółdzielni. Dzięki uwłaszczeniu robotnicy mieli zyskać możliwość prowadzenia godnego, dostatniego życia stwarzającego szanse rozwoju kulturalnego i wzrostu duchowego.

Wraz z uwłaszczeniem robotników zaniknąć miała walka klasowa, a pojawić wspólnota między pracodawcą a pracownikiem. Kapitalizm (według Korfantego) powinien zostać przestawiony z torów ślepej gonitwy za zyskiem na dobro osoby ludzkiej i zakładu pracy jako podstawowej przestrzeni realizowania życia gospodarczego. W ten sposób zostałby zrealizowany postulat solidarności pracowników z pracodawcami i pracowników między sobą. Organy niższe zaś, posiadające kluczowe kompetencje decyzyjne, byłyby zdolne do wprowadzania (dzięki adekwatnemu rozeznaniu potrzeb i wyzwań) sprawiedliwego prawa.

Ostatecznie zaś taka forma ustrojowa – zdecentralizowana, o silnych kompetencjach organów samorządu zawodowego, a także terytorialnego – doprowadzić miała do powstania w społeczeństwie realnej więzi, która byłaby niczym innym, jak wyrazem chrześcijańskiej miłości. Zadaniem państwa bowiem jest stworzenie takich warunków, aby obywatele byli dzięki nim zdolni do urzeczywistnienia pełni własnego człowieczeństwa.

Korfanty postulował jednak ewolucyjny proces wprowadzania takiego korporacjonizmu, odrzucił całkowicie rewolucyjną drogę. Zalecał też wyjątkową ostrożność w tworzeniu stosownych struktur mających na celu realizację jego zamierzenia. Rezygnował także z liberalizmu i indywidualizmu, które ze względu na lekceważenie wagi więzi społecznych spowodowały rozpad wspólnoty, tak jak uczynił to socjalizm, a szczególnie marksizm.

Dodatkowo Korfanty odrzucał heglowską wiarę w determinizm dziejów: „Wszystko, co się na świecie rozpoczyna, nosi w sobie początek końca. Ta ewolucja nie stanowi koniecznie ani postępu, ani też upadku. Stanowi raczej na grafikonie czasu i dziejów krzywą linię, która to podnosi się, to obniża, ale życie, które ją kreśli, nie zatrzymuje się ani na chwilę” (Tamże: 347). Jego wiara w sens była (to oczywiste) metafizyczna, transcendentna wobec biegu historii.

Zawód II RP i gorzki koniec

Mimo idealistycznych wizji Korfanty twardo stąpał po ziemi. Kształt polityczny odrodzonej Polski go zawiódł, tak jak zawiodły go autoryzacja rządów dokonana przez Piłsudskiego i zwalczanie przeciwników politycznych przez sanację. Od początku zarzucał kolejnym rządom, że traktują Górny Śląsk jak obszar do wyzyskania i swego rodzaju kolonię gospodarczą, mimo że Ślązacy drogę do wolnej Polski przebyli samodzielnie. Z czasem zaczął też bronić praw mniejszości niemieckiej, której nota bene nigdy nie uważał samej w sobie za element wrogi, i dopuszczał (a może nawet liczył) na pokojowe współistnienie Polaków i Niemców. Jego nawoływania do równoprawnego traktowania mniejszości niemieckiej naraziły go nawet na oskarżenia o zdradę narodową.

Mimo wielu starań nie udało mu się utworzyć wpływowego środowiska politycznego, Chociaż Stronnictwo Pracy, które współtworzył i któremu przewodził, przetrwało drugą wojnę światową, w tężejącej rzeczywistości Polski Ludowej upadło niedługo później.

Drogę polityczną i ideową Korfantego (który zmarł wkrótce po przetransportowaniu z warszawskiego więzienia do szpitala) najlepiej podsumowuje ostatnie zdanie Odezwy do ludu śląskiego, wydanej w 1927 roku: „Nie okazała się Polska taką, o jakiej marzyliśmy, ale nie ustajmy w pracy i poświęceniu, aby z niej zrobić Polskę, godną naszych marzeń, Polskę wielką, mocarstwową. Polskę katolicką, praworządną i zawsze sprawiedliwą” (Korfanty, 1927).

Być może właśnie tak silny idealizm był przyczyną porażki Korfantego za życia. Śląski przywódca chadecji niełatwo godził się na kompromisy. Miało to swoje plusy podczas walki o przyłączenie Górnego Śląska do Polski, ale w bieżącym życiu politycznym, skoncentrowanym na różnorodnych wyzwaniach, nie zagwarantowało to wielkiej rzeszy sojuszników. Korfanty uznawał ewolucyjne docieranie do proponowanych rozwiązań, ale nie godził się na półśrodki. Na podstawie publicystyki możemy stworzyć obraz Korfantego jako człowieka wiernego wyznawanym prawdom, a także osoby odczuwającej głęboką niechęć wobec całego obozu sanacyjnego. Na pewno wpływ miał na to osobisty konflikt z Piłsudskim. Korfanty, który porzucił również obóz endecki i zarazem gwałtownie przeciwstawiał się obozowi socjalistycznemu, ograniczył tym samym swoje pole manewru do poszukiwania mniej znaczących sojuszników politycznych. Do końca pozostał wielkim ideowcem całkowicie przekonanym o słuszności wyznawanych racji.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.