Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Trumpizm stworzyły nierówności społeczne i pogarda liberalnych mediów

„W Stanach Zjednoczonych trwa masowe odcinanie się od Donalda Trumpa. Wydaje się, że wydarzenia z 6 stycznia, gdy zwolennicy odchodzącego prezydenta wtargnęli na Kapitol, przelały czarę goryczy i spowodowały, że wszyscy ci, którzy chcieli się na Trumpie odegrać, wreszcie zyskali impuls do działania: media społecznościowe blokuje profile prezydenta, odwracają się od niego wielkie korporacje, które deklarują, że nie będą z nim robiły w przyszłości interesów, nawet politycy republikańscy wahają się, czy nie zagłosować za impeachmentem Trumpa. To okazuje, że gdy prezydent odchodzi, wielu pragnie oczyścić swój wizerunek i odciąć się radykalnie od tego, czym trumpizm był” – mówi Andrzej Kohut, ekspert CAKJ ds. międzynarodowych, w najnowszym KlubTygodniku o genezie trumpizmu i przyszłości tego ruchu.

„Zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich 2016 roku było dla obozu liberalnego szokiem. Sformułowano wtedy wiele hipotez, które miały tłumaczyć, co pomogło Trumpowi zwyciężyć w wyborach. Było wśród nich wszystko: od mediów społecznościowych i ingerencję Rosjan po kwestie nierówności społecznych. Początkowo rozważano zarówno obie te hipotezy, wskazując przy okazji, że być może elity z zachodniego i wschodniego wybrzeża nie okazały szacunku zwolennikom Trumpa, których Hillary Clinton nazwała godnymi ubolewania. Z czasem jednak skupiono się wyłącznie na mediach społecznościowych, a w kolejnych książkach, które miały za zadanie znaleźć przyczyny sukcesu kandydata Republikanów, słowa, taki jak „faszyzm” i „koniec demokracji” przeplatały się mniej więcej po równo w tytułach” – mówi Kohut.

„Od lat 70. da się wyśledzić procesy, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Globalne przemiany i rozwój technologii spowodowały, że upadły stare regiony przemysłowe, które nie znalazły żadnego alternatywnego pomysłu na siebie. W międzyczasie potężniały wielkie korporacje, powodując, że sen o amerykańskiej przedsiębiorczości pryskał. Nikt dzisiaj nie jest w stanie rywalizować z Walmartem lub Amazonem. Jednak mimo że korporacje potężniały, to wcale nie płaciły ludziom więcej. W związku z tym znaleźliśmy się w smutnej i paradoksalnej sytuacji w życiu Amerykanów: choć ich gospodarka cały czas się rozwija, to zarobki utrzymują się mniej więcej na tym samym poziomie, co kilka dekad temu. W związku z tym coraz mniej obywateli USA stać na własne mieszkanie, więc coraz więcej z nich sięga po kredyty. To trwało do 2008 roku, gdy cała ta konstrukcja spadła ludziom na głowy” – opowiada Kohut.

„2016 roku Donald Trump zwyciężył głównie dzięki głosom mieszkańców tzw. Pasa Rdzy. Wydaje się jednak, że mieszkańcy tych poprzemysłowych regionów, którzy żyją w trudnych warunkach socjalnych powinni raczej głosować na kandydata takiego, jak Bernie Sanders, który przecież proponuje radykalne odpowiedzi na takie problemy, a zamiast tego głosują na bardzo prokapitalistycznych Republikanów, opowiadających się za niską pomocą społeczną i niskimi podatkami dla najbogatszych. Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem Arlie Russell Hochschild odpowiedź kryje się w „głębokiej historii” tych ludzi, zgodnie z którą każdy z nich stoi w kolejce na szczyt po spełnienie amerykańskiego snu. Jednak z powodu globalizacji ta kolejka od lat 70. posuwa się coraz wolniej. W odpowiedzi na to Demokraci postanowili wpuścić do tej kolejki grupy, które uznali za niedostatecznie uprzywilejowane, takie jak mniejszości rasowe. W rezultacie ktoś w drodze po sukces wyprzedzał tych zwykłych Amerykanów, o których w tym samym czasie liberalne media mówiły o nich jako o „wsiokach” i „przegrywach”. Nic dziwnego zatem, że poparli Trumpa” – diagnozuje Kohut.