Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kaczyński jak Scheuring-Wielgus. Kościół podporządkowany politycznej logice

Kaczyński jak Scheuring-Wielgus. Kościół podporządkowany politycznej logice Screen z transmisji TVP INFO. Źródło:https://www.youtube.com/watch?v=Xd-PtuLbmVE

Uprawiane w murach kościoła politykierstwo prezesa partii posługującej się katolicką retoryką. Aplauz księdza i wiernych. Milczenie Episkopatu. Doprawdy trudno o bardziej sugestywną ilustrację kryzysu Kościoła w Polsce.

Rytualny pojedynek na miny

W sobotni wieczór Jarosław Kaczyński był obecny na liturgii w kościele pw. Wszystkich Świętych w Starachowicach. Mszę św. sprawowano za matkę prezesa, Jadwigę Kaczyńską, w przeddzień ósmej rocznicy jej śmierci. Bezpośrednio po uroczystości celebrans udzielił głosu najważniejszej osobie w państwie. Całość była transmitowana na żywo w TVP INFO w czasie najwyższej oglądalności.

W krótkim przemówieniu, które miało być wspomnieniem zmarłej, Kaczyński przestrzegał przed złem, które trapi polski naród i Kościół. Była to aluzja do kilku protestujących przed świątynią kobiet, trzymających pro-aborcyjny transparent. Następnie usłyszeliśmy krytykę opozycji odpowiedzialnej za aferę Amber Gold (w tym miejscu prezes powołał się na transmitowany niedawno przez telewizję publiczną dokument Sylwestra Latkowskiego). Dostało się również mitologizowanej „postkomunie”, która została obalona wraz z tryumfem Prawa i Sprawiedliwości w 2015 r. Po kilkuminutowym przemówieniu zebrane w kościele osoby zaczęły klaskać, w tym odprawiający mszę ksiądz – Karol Adamczyk.

Prezes PiS-u płynnie przeszedł od wspomnienia Jadwigi Kaczyńskiej, która broniła Polski przed hitlerowcami, udzielając się w starachowickiej konspiracji, do konieczności obrony ojczyzny przed współczesnym uosobieniem zła – przed opozycją i strajkującymi na ulicach zwolenniczkami aborcji.

Prezes stworzył tym samym kolejną retoryczną pałkę z mrocznej analogii historycznej. Wizja jest bardzo prosta. Po jednej stronie znajduje się jego obóz reprezentujący prawdę, dobro, wiarę i dziejową sprawiedliwość a po drugiej ZOMO, nihilizm, hitlerowcy oraz „Strajk kobiet”.

I to nie jakaś wydumana interpretacja, ale proste odczytanie sobotniego komunikatu. Ten wulgarny manicheizm przestał już cokolwiek oznaczać poza politycznym podziałem. Został już tylko jeden, kluczowy dla prezesa przekaz – jak jesteś dobry człowiek, to głosujesz na PiS i siedzisz w kościele, a jak zły, to krzyczysz pod świątynią i prześladujesz prawych Polaków.

Cała sytuacja sprawiała wrażenie zbyt wiele razy granego, a przez to niezbyt wiarygodnego, spektaklu. Wszyscy aktorzy z góry wiedzieli, co się wydarzy. Prezes zamówił telewizję publiczną, żeby transmitowała zaplanowane przemówienie, a TVN przyjechał zrobić krytyczny reportaż. Jarosław Kaczyński mógł snuć opowieści o katolicyzmie jako oblężonej twierdzy, bo kilka zmarzniętych kobiet przed świątynią zaczęło wołać w jego kierunku „twoja wina, twoja wina!”, gdy ten wychodził z limuzyny. Następnie opozycyjne media twarzami zmęczonych publicystów karmiły nas słyszanymi od sześciu lat komunałami: o końcu demokracji, pełzającej dyktaturze i haniebnym upolitycznieniu mediów publicznych. Prawicowe redakcje zaś zbyły całą sprawę milczeniem, ograniczyły się do krótkiej relacji lub prowokacyjnej ironii.

Polityczny aspekt tego wydarzenia nie jest już oburzający, ale śmiertelnie nudny. Rytualne plemienne pojedynki na miny, używając Gombrowiczowskiej metafory, są zwyczajnie męczące. Kuriozalność starachowickiego przedstawienia, nie wiadomo z jakiego powodu transmitowane przez TVP INFO, tylko potęguje ten efekt. Prezes Kaczyński nawet na serio nie użył obłudnie pretekstu śmierci swojej mamy. Bo już nic nie jest na serio. To polityczna gra według dawno ustalonych reguł, jej okoliczności są trzeciorzędne, a reguły moralne cokolwiek luźne. W żadne święte oburzenie jakiegokolwiek komentatora o upadku politycznego obyczaju nie potrafię już uwierzyć, ani go w sobie wywołać. Tak samo nie potrafię uwierzyć w szczerość żoliborskiego inteligenta starej daty, który ze stoickim spokojem wylicza kolejne uosobienia zła w dziejach polskiego narodu.

Kaczyński jest nieważny

Bo tu nie chodzi o grany przez Kaczyńskiego polityczny spektakl, ale o Kościół. W czasie nagrania to nie prezes przyciąga uwagę, ale nieobecny wzrok kapłana przed chwilą odprawiającego Najświętszą Ofiarę. Milczący ksiądz, z zaciętą miną i nerwowo zaciskający dłonie, to wymowny symbol słabości polskiego Kościoła.

W świątyni, w której kapelan PZOZ-tu, Karol Adamczyk, jest gospodarzem, ktoś kilka minut po przeistoczeniu, tego największego cudu, jaki został ofiarowany chrześcijanom, zaczyna urządzać sobie polityczny kabaret, a kapłan nie jest w stanie tego przerwać, co więcej – nagradza pełne politycznego jadu przemówienie oklaskami. Czym Kaczyński różni od Joanny Scheuring-Wielgus, która stwierdziła w gorącym październikowym czasie protestów, że Msza Św. to dobry moment na jakieś, za przeproszeniem, polityczne szopki?

W chwilach, gdy oglądamy tego typu obrazki, bardzo mocno uwidacznia się kontrast między nieważnościach spraw, którymi karmią nas media a wagą rzeczywistej Ofiary dokonującej się podczas każdej Mszy. I nie chodzi mi tutaj o świętoszkowanie. Mnie również często zdarza się odpłynąć myślami w trakcie Eucharystii, a żeby przerwać Kaczyńskiemu podczas nadawanego programu na żywo potrzeba cywilnej odwagi. Dlaczego jednak w ogóle do tego dopuszczono? Czy Episkopat jest w stanie jakoś zareagować? Jak długo jeszcze tego typu sytuacje będą tolerowane w polskim Kościele?

Komentariat zaś skupia się wyłącznie na Kaczyńskim-polityku, dając tym samym wymowny dowód na postępujący w Polsce proces sekularyzacji. Jeśli w kraju, w którym ponoć nadal dominuje kulturowy katolicyzm, tak niewiele uwagi poświęca się sakralnemu kontekstowi tego wydarzenia, to wniosek nasuwa się sam – religia publiczna została zastąpiona partyjniacką polityką.

Polityka stała się bowiem powietrzem, którym oddychamy, jak niegdyś czymś wszechobecnym, a więc niezauważalnym, było w Polsce chrześcijaństwo. Wszystko jest polityczne: od zdrowia, przez rodzinę, relacje intymne, aż po religię. Każdy wymiar naszej społecznej rzeczywistości jest podporządkowany logice politycznego podziału, niczym w wulgarnej wersji polityczności według Carla Schmitta. Na tym zaś cierpi katolicyzm. Gdyby polski Kościół nie był w tak dramatycznym kryzysie, to sytuacja w starachowickiej świątyni byłaby trudna do pomyślenia.

Tym samym słowa Benedykta XVI z 2011 r. zyskują adekwatną ilustrację w polskim kontekście: „Kiedy Kościół jest wolny od obciążeń oraz materialnych i politycznych przywilejów, może skuteczniej i prawdziwie po chrześcijańsku docierać do całego świata, może naprawdę otwierać się na świat. Może lepiej żyć swym powołaniem do posługi wielbienia Boga i do służby bliźniemu […] Kościół otwiera się na świat nie po to, żeby zdobyć zwolenników instytucji mającej własne roszczenia do władzy” (Fryburg, III podróż apostolska do Niemiec).

***

Niedawno środowisko Więzi przypomniało tekst Marii Rogaczewskiej. Autorka w 2006 r. pisała, że siłą fenomenu polskiego Kościoła w PRL-u nie byli jedynie wielcy duszpasterze – jak Jan Paweł II lub Stefan Wyszyński. Instytucja ta stanowiła przestrzeń wolności w opozycji do władzy politycznej. Czerpała swoją siłę z łączenia bardzo zróżnicowanych środowisk – artystycznych i intelektualnych – w kontraście do opresyjnego i wykluczającego aparatu państwa. Katolicyzm stał się religią publiczną, otwierając się na demokratyczne przemiany polskiego społeczeństwa.

Z perspektywy czasu można więc zauważyć pewien chichot historii. Środowisko polskiej prawicy, które wychowało się na Kościele silnym społecznie i słabym politycznie, teraz umacnia Kościół politycznie, jednocześnie osłabiając religijną wspólnotę. Katoliccy politycy zamiast umacniać chrześcijaństwo, przyspieszają tylko postępującą sekularyzację. Kiedyś sam prezes PiS-u powiedział o Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym, że partia ta jest najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski. Dzisiaj przyspieszona droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez PiS.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.